Dzisiaj wybijają mi 24 wiosny, wiadomo życzenia i te sprawy. W sobotę natomiast miałem zamiar zrobić z swoimi najbliższymi znajomymi wypad do baru, postawiłbym jakiś procent, wiadomo no, wszystko stawia zapraszający. Wszystko by było ok gdyby nie bezczelne zachowanie jednej koleżanki, która JAK MI SIĘ ZDAWAŁO była jedną z ważniejszych osób w moim życiu. Co się okazało, że to gówno dno i wodorosty. Nie dość że jakiś czas temu musiałem jej „wspomnieć” o tym, że 11 marca mam urodziny to jeszcze tydzień temu ugadaliśmy się, że w sobotę idziemy z moimi znajomymi wypić. Ok no, ustawiła się i było wsio ok, a wczoraj zagaduję do niej gadamy i pierdołach, a tak mi wyskakuje w chuj z hasłem, że JEJ SIĘ WYDAWAŁO, ŻE JA ROBIĘ IMPREZĘ W PIĄTEK A ONA Z SOBOTY NA NIEDZIELĘ DO INNEJ MIEJSCOWOŚCI JEDZIE. No ja pierdolę jakiemu NORMALNEMU człowiekowi jebią się daty imprezy? I to jeszcze tydzień przed nią! Zamiast się dopytać co i jak, upewnić się na 100% to na pałę niby planów nie zrobiła na piątek. Teraz to może sobie wszystko wsadzić tam gdzie światło dzienne nie dochodzi. nie wybaczę jej tego. Zwodziła mnie wiele razy jeśli chodzi o spotkania i takie tam. Spacery i te sprawy mogłem przebaczyć ale żeby podle o urodzinowej imprezie zapomnieć ?! W dodatku rzekomo jej na mnie tak mocno zależy, że niby jestem dla niej ważny. Chyba data ważności przekroczyła termin jawnie. Ludzie niektórzy są pojebani, dobrze że jest jeszcze spora ilość osób, która mnie w taki sposób nie zrobiła w ciula. Chujnia z śrutnią i patatajnią !!!!! Nie wiem czy kończyć tą znajomość czy nie. Bo mam przez nią więcej nerwów niż radości. Na samą myśl o tej tipsiarze kurwica mnie totalna strzela. Przez nią podczas treningu połamałem wysokim kopniakiem szczękę dla kolegi… Jebane szlaufy
Kategoria: Bez kategorii
Niewolnictwo
2011-07-08 23:43I znowu kolejny dzień w pracy, każdy jak zwykle gada to samo, a bo zimno, a bo mało zarabiamy, a bo dziecko mi zachorowało. Nie wyrabiam, czy ludzie nie umieją się cieszyć życiem? To dopiero jest chujnia na maxa z pizdą… I pewnie tak do końca życia…
Lizanie w miejscach publicznych
2011-07-08 23:43Wkurza mnie jak idąc sobie normalnie ulicą widzę stojącą sobie parę, chociażby na przystanku i liżącą i/lub macającą się bez opamiętania na oczach wszystkich! Sorry ale może ja nie mam ochoty oglądać czegoś takiego??? Po co mi wiedzieć, że oni są w sobie tacy „zakochani”. Niech sobie okazują uczucia w domu, a nie w publicznym miejscu! A co dopiero mają powiedzieć starsze panie chodzące sobie na bazarek ;D
Miłość zabija…
2011-07-08 23:43Witam, wkurwia mnie postępowanie mojego chłopaka… Kocham go ponad życie, ale nie rozumiem dlaczego On jest taki namolny… Nie mogę zrobić niczego sama, czuję się jakbym była psem na łańcuchu, który ma ograniczone miejsce swojej egzystencji… Ja rozumiem chce czuć się potrzebny, chce dla mnie jak najlepiej, ale nie rozumiem, że ja potrzebuje trochę swobody, jak każdy człowiek. Chujnia totalna, bo jak mówię mu co mnie boli, to zaraz się obraża, puszcza fochy i twierdzi, że chcę ograniczać kontakt, a to jest chuja prawda, nienawidzę jak zarzuca mi coś, co nie jest prawdą, i twierdzi, że on ma rację, ale do chuja nie siedzi w mojej głowie, żeby znać moje wszystkie myśli i mnie oceniać. Widzi tylko to co zrobię źle, a nie docenia tego co robię dobrze. kocham Go, chcę być z nim do końca swego istnienia i nawet jeden dzień dłużej, ale On tego nie zauważa, że jest dla mnie wszystkim. Chujnia i śrut…
Roztrojenie żołądka
2011-07-08 23:43Rzadko zdarza mi się na coś chorować, ale zazwyczaj jak już mnie jakieś kurewstwo złapie to samemu ni chuja nie mogę się wyleczyć. Wszystkie wspaniałe tabletki z reklam z uśmiechniętymi kutasami, którzy po 2 dniach ciężkiej grypy są zdrowi jak ryba bo łyknęli któryś z tych kolorowych prochów, działają gorzej niż herbata z miodem. W ogóle to powinni zakazać reklam tego całego gówna, bo rzygać mi się chce jak widzę w środku filmu pod rząd trzy reklamy środka anty-sraczka albo na hemoroidy. No więc jak już coś mi się dzieje ze zdrowiem to nic tylko zapierdalam do lekarza. I tu dopiero mój stan zdrowia się mega pogarsza. Jeszcze nigdy w życiu nie zdarzyło mi się iść do lekarza i się nie wkurwić. Rejestracja to jest w ogóle mój ulubiony moment. Dzwonię od 8:00 i przez pół godziny numer jest zajęty, a jak się dodzwonię 8:30 to już nie ma numerków. Jak to jest możliwe, że w 30 minut zarejestrowało się tyle ludzi, że przez cały dzień przychodnia nikogo więcej już nie przyjmie? No jak? No więc idę zarejestrować się osobiście i o 8:00 stoję przy okienku po to, żeby pizda głupia pielęgniarka o 8:05 poinformowała mnie, że nie ma numerków. Chuj mnie strzela tak, że nawet lekkie przeziębienie przeradza się w koklusz i totalny rozstrój żołądka. Od jakiegoś czasu nie chodzę już do przychodni bo nie mam na to siły. Nie raz zjebałem tam wszystkich albo wjebałem się bez kolejki do gabinetu ale ile można. No więc niedawno rozchorowałem się na żołądek. Przynajmniej tak myślałem, bo mnie napierdalał brzuch, miałem sraczkę i rzygałem po każdym posiłku. Bez zastanowienia poszedłem do prywatnej lecznicy żeby nie jebać się z tym rejestrowaniem. Zapłaciłem stówę za wizytę i już po 5 minutach lekarz poprosił mnie do gabinetu. Powiedziałem co mi jest i jak się czuję bla bla bla. Popatrzył na mnie, popatrzył na kartkę, coś tam przesunął w szufladzie i mówi do mnie tak: ?musi pan zrobić sobie wszystkie badania, krew, mocz, USG??. Wymienił pół miliona rzeczy, które muszę zrobić i kazał przyjść z wynikami za 2 dni. No to mi pomógł. Za sto złotych nic mi chuj nie pomógł tylko wysłał na wszystkie możliwe testy i badania. No cóż, czułem się fatalnie więc bez zastanowienia zapisałem się na te wszystkie pierdoły. Cały zestaw kosztował cztery stówy. Pięknie! Bo już skierowania chuj nie da, bo przecież prywatnie przyszedłem itd. No dobra płacę kupę forsy, to chociaż bez kolejki raz dwa będę miał zrobione. Chuja! Okazało się, że wyniki będą najwcześniej za tydzień. No więc zastanawiam się jak to jest możliwe, że lekarz który wysyła mnie na badania i każe przyjść za dwa dni, nie wie, że na wyniki czeka się tydzień??? No co za chuj! No nic, odebrałem wyniki więc zapierdalam resztkami sił (bo od tygodnia czuję się tak samo chujowo bez zmian). Oczywiście wchodzę a tu info, że muszę zapłacić stówkę za wizytę, no więc mówię, że już płaciłem tydzień temu i że miałem przyjść tylko z wynikami. ?Dobra, nie ma sprawy, proszę?. Wchodzę a pan doktor rzuca okiem na wyniki, coś tam pod nosem sobie bąka i mówi, że jeszcze dodatkowe badania są potrzebne bo coś tam. Chwila! (Mówię), ta jebana karteczka, na którą spojrzałeś przez 3 sekundy kosztowała czterysta złotych więc weź ją chłopie przestudiuj jak należy, bo tam jest pewnie napisane co mi jest, a ty jesteś lekarzem więc przeczytaj! Popatrzył chwilę i mówi: ?no właściwie, to tutaj z tych wyników nie widać żeby coś panu było, musi pan zrobić sobie inne badania?. Chuj mnie strzelił i krew zalała. Dobrze w takim razie proszę o zwolnienie, bo od tygodnia nie chodzę do pracy. Ok., tylko, że jak chcę zwolnienie to będę musiał zapłacić za konsultację ? sto złotych. Chuj! Kurwa! Trudno nie ma wyboru. Zapłaciłem. Dostałem L4 i poszedłem w pizdu! Badanie, na które mnie wysłał okazało się absolutnie nieodpowiednie w stosunku do moich objawów. Lekarz, który się tym zajmował zadał mi pytanie kto mnie tu przysłał z takimi objawami na to badanie? Kurwa! No kto? No lekarz inny jakiś chuj jebany, u którego byłem już dwa razy i to kolega tego drugiego debila, bo z tej samej lecznicy. Nie dość, że każdy jeden lekarz chuj co innego pierdoli, to nawet jak w jednej drużynie grają to każdy do innej bramki strzela. No więc jego w dupę zapierdolona mać od tygodnia ponad ledwo żyję, zapierdalam po lekarzach, laboratoriach i badaniach, wydałem już ponad sześć stów i co? Wielki chuj!!! Ani diagnozy, ani recepty, ani nawet nie wiem co mam do chuja dalej robić??? Jakie to jest pojebane i jak mnie to wkurwia!!! Tyle kasy poszło, w sumie to 1/2 mojej wypłaty. Chuj w dupę służbie zdrowia, jak i również prywatnym lekarzom.
Studia czyli wielka chujnia
2011-07-08 23:43Pod koniec kwietnia minie rok od chwili, kiedy otrzymałem świadectwo ukończenia liceum. Taki moment skłania do refleksji nad rokiem, który minął od tej chwili. Maturę zdałem bardzo dobrze, więc nic nie stało na przeszkodzie, żeby pójść na studia. Nic, oprócz mojej niechęci do uniwersytetu, studiowania itp. Miałem plany na życie całkowicie niezwiązane z życiem studenta. Jako że od zawsze fascynują mnie samochody, prawo jazdy zrobiłem zaraz po skończeniu osiemnastki (zdałem za pierwszym), chciałem zostać kierowcą zawodowym. Planowałem zaraz po maturze rozpocząć kurs na kategorię C, potem C+E, zdać egzaminy i zaczynać pracę. Przeszkoda była jedna – pieniądze. Mieszkam na takim zadupiu, gdzie znalezienie pracy przez 19-latka z maturą bez żadnych kwalifikacji zawodowych jest niemożliwe, praca w większym mieście nie wchodziła w grę, bo po odliczeniu pieniędzy na mieszkanie, utrzymanie itd. na kurs zarabiałbym ok. 2,5 roku, więc liczyłem na pomoc rodziców (pieniędzy im nie brakuje). No i się przeliczyłem, bo ich zdaniem, miałem OBOWIĄZEK iść na studia, a nie robić uprawnienia zawodowe. Powiedzieli, że jak nie pójdę na studia, to oni mnie nie będą utrzymywać itd. Efekt był taki, że po 5-miesięcznych wakacjach poszedłem na kierunek, który wydawał się najmniej nudny, ale i tak jest nudny do sześcianu. Co jest najgorsze? Fakt, że po skończeniu tego kierunku 1. nie dostanę jakiejś dobrze płatnej pracy, będę zarabiał o wiele mniej niż np. kierowca tira. 2. Aby pracować, będę musiał mieszkać w jakimś mieście, tak jak i na studiach, a miast nie znoszę. 3. Dla moich rodziców nie są ważne perspektywy jakie mam po studiach, no chyba że twierdzą, że jeśli jest się magistrem, to pracodawcy dzwonią do ciebie z ofertami pracy. Dla nich ważny jest ten jebany dyplom i to że się pochwalą synem na studiach, no bo przecież wszyscy studiują. Mieszkam w chujowym akademiku z chujowymi ludźmi, z chujowymi ludźmi studiuję, na równie chujowym kierunku. I tak przez kolejne 4 lata, o ile mnie nie wyjebią, na co mam cichą nadzieję. Wkurwia mnie gadanie, że studia to najlepszy okres w życiu. Jak dla kogo. Dla mnie to na razie najgorszy okres w moim życiu. Kończę bo muszę się pakować i jechać na stancję, żeby od jutra znowu słuchać o rzeczach, które mnie wcale nie interesują.
Nie cierpię swojego charakteru ;]
2011-07-08 23:43Najlepszy kumpel stwierdził wczoraj, że od dłuższego czasu zmusza się do rozmów ze mną i właściwie to go denerwuję i mam się do niego nie odzywać z tego powodu. Rozmowy będą wtedy, kiedy on zadecyduje. Wszystko przez co? Bo jestem zjebana. Było dobrze, to nagle zaczęło mi coś nie pasować. I teraz co? Zostałam z niczym. W wieku dorastania, z milionem kompleksów nie mając z kim nawet porozmawiać. No, ponarzekałam sobie. Koniec.
Korki do Krakowa
2011-07-08 23:43Ech. Będę pewnie jechał 7 godzin dzisiaj do Krakowa z Tarnowa. No ale co zrobić… Trza dupę spakować i wyruszać. Nie ma to jak zrobić 100km w 7 godzin… Tylko w Polsce – tylko teraz! Niezapomniane wrażenia!
Jama Zła i wszechogarniajacy wstyd
2011-07-08 23:43Wracam autobusem z Lublina, wszystko spoko ładnie fajnie ale bez chujni się nie obeszło. Kolega zrzucił mi na fona N79 sporo muzy, słucham (słuchawki podpięte). Nagle telefon dzwoni, akceptuje rozmowę i odłączam słuchawki, chwila konwersacji „nara” naciskam „end call” i NA MAXA leci nuta z głośników „otwórz swoją dupę … wsadzę ci głowę do pralki … „. Wstyd, ludzie się patrzą jak na debila… babka obok mnie się przesiadła, a moja twarz na 100% przypominała tą z gry w „Pomidor”. Był to kawałek „Jama Zła-wsadzę ci głowę do pralki”. Nie polecam słuchania tych utworów publicznie… Chujnia jakich mało… Przypał…
Wielmożni Warszawiacy
2011-07-08 23:43Zaczęło się oczywiście od jazdy po warszawsku ? przyjechałem do hotelu w Krakowie po trasie, wjeżdżam na parking, a tu w pizdu aut ? zaparkowane jak na paraolimpiadzie czyli każde zajmowało po dwa, niektóre po trzy wyznaczone wyraźnie miejsca ? oczywiście wszystkie na blachach WI. Jeszcze z drugie dwadzieścia sztuk by weszło ale się wielkie pany rozpierdoliły po warszawsku. Chuj, że jeszcze inni ludzie przyjadą. Wchodzę do recepcji, bywam tu często, więc na luzie już pytam babeczkę co tyle warszawiaków przyjechało ? a ona, że jest jakieś szkolenie ? to mówię, że zaparkowali jak ułomni ? no to spoko, zaraz sama zobaczy, bo po prostu śmiech. Biorę klucze i do pokoju. Coś tam robię i idę spać, nagle skwierczenie ? o pierwszej, do chuja pana, w nocy warszawiaki sobie wyszły na korytarz napierdalać o dupie marynie ? i laska tak skwierczała, jakby ją przywiązali do drzewa i gilali pod pachami ? co za wszechogarniający tępy śmiech, Patrzę, a w tym pokoju nie ma do chuja telefonu. Więc się zbieram do wyjścia na recepcję i co mnie cofnęło? Ściana kwaśnego odoru faj, bo se skurwiele jarajnię urządzili z korytarza. Chuj, przewietrzyłem i poszedłem spać, po chwili się uspokoili i poszli do siebie. Szósta rano i napierdalanka po korytarzu od pokoju do pokoju, bo koleś gacie gdzieś zapodział, no nie! Istotą rzeczy jest wielkie państwo warszawiactwo ? niestety ale rodowitych warszawiaków w tej chwili w stolicy mieszka 30%. Reszta to wieśniaki ? kilka lat temu wokół stodoły popierdalali na rowerkach i się dobrze bawili na tym swoim Podlasiu czy gdziekolwiek indziej. Państwo maturę zdało i na studia, a potem do roboty w ?stolycy? ? bo rodowity warszawiak powie normalnie ? w stolicy ? ale wieśniak z pola musi cynić, że mieszka w stolycy. Żenada. No i taki sobie wyrostek myśli, że jest wielkim panem, bo do dużego miasta przyjechał, i mu cały świat pod nogami padnie. Ni chuja! Jak ja nienawidzę jebanego wsiurskiego warszawiactwa!
