Jestem w stanie i niewoli permanentnego uzależnienia od mediów. Kiedyś malowałem obrazy, czytałem książki, grałem na instrumencie, ale od kilku lat nie potrafię skupić się na niczym dłużej niż 10 minut, moja uwaga od razu przeskakuje. Całe dnie od rana bezproduktywnie scrolluję neta, bazy filmów na platformach streaming owych, a nawet już nic nie oglądam.
To co się stało z moim mózgiem to jest tragedia. Moje życie w przedziale 0-25 lat było piękne, a potem w przedziale 25-30 bezwartościowe. Pracę mam taką, że mogę większość czasu siedzieć na necie.
Zrobienie czegokolwiek produktywnego i wymagającego skupienia na dłużej niż kilka minut jest niemożliwe. Kiedyś z ciekawością potrafiłem obejrzeć film, który akurat leciał w TV od początku do końca, teraz prawie zawsze po kilku minutach oglądania filmu, serialu już nie wiem o co chodzi, odpływam i nawet nie wiem kiedy już przeglądam w telefon, w którym przeskakuję na zmianę z różnych stron.
Najgorsze jest przeczucie, że już nigdy nie naprawię tego co się stało i nie będę zdolny nic stworzyć, tylko pochłaniać krótkie, bezsensowne treści. Pomijam, że nawet nie sprawia mi to już żadnej przyjemności, ma charakter nałogu.
Przeklinam dzień, w którym powstały te smartfony. Nawet nie próbuję tego odstawić, bo wiem, że byłbym w stanie to zrobić, ale co z tego jak za jakiś czas wróciłbym do tego i aktwywowalyby się w mgnieniu oka te same schematy i szlaki neuronalne.
Moim marzeniem było w życiu robić jakieś manualne rzeczy, prace ręczne, wyroby stolarskie z drewna, malować, ale teraz wiem, że nic takiego nie zrobię, bo chociaż mam jakiś tam talent i rękę do tego to nie potrafiłbym niczego dokończyć co wymagałoby skupienia się na dłużej.
Kiedyś potrafiłem przeczytać kilkadziesiąt książek w roku, ale od lat nie przeczytałem ani jednej, nawet strony nie potrafię skończyć.
Do tego jest to uzależnienie i nakręcenie się tą treścią, nadzieja, że człowiek wreszcie trafi na jakąś informację, zmianę w koniunkturze, która sprawi, że karta obróci się na jego korzyść, albo myśl, która go zainspiruje, a prawda jest taka, że jak nic nie zrobisz z życiem to nic się nie zmieni. Prawie zawsze tylko negatywne informacje, nagłówki, czasem trafia się jakaś mała pozytywna informacja, na której coś zyskuję np. teraz troszkę się złotówka umocniła, ale i tak po takich informacjach zaraz trafia się pasmo 10 razy gorszych rzeczy, które zerują ten pozytyw tak, że się jest jeszcze na minusie.
Jedyne chwile, gdy trochę lepiej jest to kiedy wychodzę z domu spotkać się z ludźmi, ale i tak to gówno daje, bo to jest czasem na weekend na kilka godzin, bo tak to każdy wiecznie nie ma czasu, albo inne plany, więc potem powrót do domu i znów robienie sobie kisielu z mózgu.
Najgorsze, że ten organ jest tak sprytny, że ni chuja nie da się odwrócić tolerancji na niektóre rzeczy, jak już się przekroczyło jakiś próg. Potem nawet po długiej wielomiesięcznej, wieloletniej przerwie powrót do takiej aktywności może przez 1 dzień dawać przyjemność, a na drugi już jest ta sama chuja jaka była przed odwykiem, kompletne wypranie.
