Uniwersalna rada na chujnie nie zaleznie jaka plec?
Isc do fryzjera. Kazdy wychodzi z usmiechem na twarzy i lepszym samopoczuciem.
Uniwersalna rada na chujnie nie zaleznie jaka plec?
Isc do fryzjera. Kazdy wychodzi z usmiechem na twarzy i lepszym samopoczuciem.
Dobra, było zabawnie w ostatnich latach, posmialismy się, a teraz wracajmy na ziemię. Możecie sobie pisać co chcecie i się oszukiwać, taka jest brutalna prawda, ale jak się kobietom da za dużo praw i przywilejów to i kobiety będą nieszczęśliwe i faceci będą nieszczęśliwi.
Skończmy z tym cyrkiem najlepiej teraz, bo inaczej za parę lat kobiety będą same skamleć i wyć na kolanach, błagając, żeby wrócił patrarchat.
Jedyny efekt przywilejów i praw kobiet jest taka, że firmy odzieżowe wykręcają rekordowe wyniki, a faceci muszą tyrać jak woły, żeby kupować te kolejne bezużyteczne szmaty.
To facet powinien zarządzać finansami i całą kasą w domu. Nie zliczę ilu moich kumpli i wujasów byłoby już multimilionerami, gdyby nie pijawki, które dosłownie rozpuściły tą kasę w powietrzu na nic, nie ma żadnych efektów.
Dodatkowo powinna facetowi przysługiwać jedna luta w miesiącu, którą może zajebać kobiecie. Niewykorzystana może przejść na następny miesiąc. Nie może tak być, że kobieta nie ma respektu i mąż, czy partner nie ma żadnej władzy w domu. Wtedy to jest nieudany związek, kobieta brzydzi się i zbiera ja na mdłości na seks z facetem, który jest pozbawiony władzy.
Już wystarczy, że Klaus Schwab i ekipa dodają do wodociągów, czy czegoś innego co jemy jakieś substancje obniżające testosteron, żeby faceci się nie stawiali jak będzie robione populacji z życia gówno.
Kobiety w robocie też są niepotrzebne. Sieją tylko chaos, zamęt i histerię, kierują się emocjami i nie umieją ich wyłączyć, skupiają się na detalach i skali mikro zamiast makro. Lepiej żeby facet zarabiał na rodzinę.
No i jeszcze raz powtarzam, nie oszukujmy się, pożartowaliśmy, posmialismy się, a teraz wracać do rzeczywistości.
Wkurwiają mnie bardzo jebane oszukańcze promocje internetu na kartę i ich pokrętne tabelki ,kody i inne bzdety .Chuja z tego idzie zrozumieć oprócz tych najprostszych a zasady zmieniają się co jakiś czas i trzeba by siedzieć i czytać tę wszystkie regulaminy z lupą zamiast korzystać z netu . Właśnie zakończyłem możliwą ilość rejestracji starterów na kartę na mój numer i pierdolony SMS przeprasza i każe iść do salonu.Pięknie ,tylko już rejestrowałem w salonie 2 różne karty a pierd…sprzedawczyk pewno spisał moje dane żeby wziąźć chwilówkę a nie rejestrować.
Od razu uprzedzę że nie używam tych kart do przekrętów a po prostu mam zapotrzebowanie giga do gier w czasie wakacji (rodzina).
W związku z tym że próbowałem już doładowywać startery w przeszłości i tylko wpierdalało mi kasę dając jakieś ochłapy to teraz kupuję 12 GB na start za 5 PLN i do śmieci po użyciu.To te startery z misiem żółte.
Kolejna ściema – chciałem przedłużyć ważność karty i przy okazji sprawdzić jak działa magiczne 200 GB, które niby już miałem,bo taki SMS wcześniej przyszedł.Doladowalem i włączając pakiet promocyjny na 30 dni okazało się że na razie tylko 40 GB.I taki chuj ,trzeba było lupę i czytać regulamin w internecie.Ale najlepsze że numer mam ważny 10 dni jeszcze a pakiet 30 dni WTF??
Jebane kurwy , chciałem przedłużyć numer do kontaktów miejscowych a tu zonk.Znowu będę musiał coś doładować żeby ktoś inny w chuja mnie nie zrobił widząc mój zagraniczny numer.
Mam podwójny SIM ,numer zagraniczny i trochę giga w roamingu.
Jebani operatorzy internetu mobilnego -wypierdalajcie z powrotem garnki i pościele emerytom sprzedawać.
Jakim trzeba być idiotą albo ignorantem, żeby nie zrozumieć jednej prostej rzeczy? Mianowicie: najbardziej popularnym sportem w danym kraju nie musi być ten sport, w którym ten kraj wygrywa. Piłka przyciąga więcej kibiców i to nie tylko janusze, grażyny czy sebixy, ale też normalni ludzie. Tego już nie zmienisz. Mnie np. nudzi siatkówka. Nic tam się nie dzieje nowego. W piłce nożnej co rusz są nowe taktyki. Piłkarze wymyślają nowe sztuczki dryblerske, padają piękne bramki, których nikt nie przewidzi. Piłka to sport nietypowy. Tam każdy może wygrać z każdym. Jest w nim więcej kontaktu niż w takiej siatce, a przez to czasami więcej kontrowersji i emocji. To, że nasza reprezentacja piłkarska ostatnio ssie to nie znaczy, że nagle większość Polaków musi zmienić swoje upodobania odnośnie śledzonego sportu, bo Tobie się to nie podoba. Teraz to ty wychodzisz na takiego Janusza lub Haline co to wszystko musi być po ich myśli. Zajmij się tym czym się interesujesz i daj ludziom święty spokój w ich zainteresowaniach. Przez takich jak Ty są potem spiny pomiędzy fanami różnych sportów w Polsce.
Mnóstwo jest w internecie miejsc, gdzie można poczytać krytyczne refleksje na temat szefów, pracodawców, managerów, właścicieli firm. Są to przemyślenia i spostrzeżenia najczęściej pracowników albo klientów, którzy pomstują na ich pazerność, nierzetelność, cwaniactwo, kombinatorstwo i wiele, wiele innych przywar, które stały się już niemal „wizytówką” tej grupy społecznej. Ja również chciałbym dorzucić do tego piśmienniczego „dorobku” swoją cegiełkę. Moja wypowiedź nie będzie jednak dotyczyła ogólnie ich wszystkich, ale specyficznej grupy – przedsiębiorców, którzy nikogo nie zatrudniają i są sami dla siebie “sterem, żaglem i okrętem”.
Moje obserwacje nie opierają się na jednym czy dwóch przypadkach. Do wniosków, które zaraz przedstawię doszedłem po kilku latach przyglądania się pracy tego typu przedsiębiorców z różnych branż. Byli oni krawcami, jubilerami, fachowcami (hydraulikami np.), właścicielami saloników prasowych, kolektur totalizatora sportowego, punktów xero czy skupu złomu. I muszę powiedzieć, że dla klienta (przeważnie) nie ma nic gorszego niż mieć do czynienia z właścicielem firmy, który samodzielnie świadczy swoje usługi i nie zatrudnia pracowników. No to zaczynamy.
Wszelkie godziny pracy zakładów czy firm, które prowadzą są czysto teoretyczne i zależne tylko od ich widzimisię. Otwierają, kiedy chcą i zamykają, kiedy chcą, nie licząc się np. z tym, że ktoś musiał wcześniej urwać się z pracy, aby coś u nich załatwić (np. odebrać spodnie od krawca). Tabliczka mówi, że firma czynna od 8.00 do 16.00? Dla nich takie godziny pracy, PRZEZ NICH SAMYCH USTALONE, są tylko sugestią. Wielokrotnie miałem do czynienia z sytuacją, że np. na 20 minut przed “teoretycznym” zamknięciem skupu złomu po jego właścicielu nie zostawał już nawet smród, a kiedy następnym razem pytałem, dlaczego tego i tego dnia wcześniej zamknął, z rozbrajającą szczerością i nonszalancją odpowiadał, że nikogo już nie było przez dłuższy czas, więc wcześniej pojechał sobie do domu. Tak, nie silił się nawet na wymyślenie jakiejś bajeczki, usprawiedliwienia, że nie wiem – dziecko musiał ze szkoły odebrać. „Złomiarz” na szczęście zbankrutował jakieś dwa lata temu. I bardzo dobrze. Jednak rekordzistą był pewien starszej daty krawiec, którego nie można było zastać w pracy o 14.30, kiedy zgodnie z tym, co widniało na tabliczce na drzwiach, jego zakład był czynny do 16.00. Zacerowane spodnie udało mi się odebrać za trzecim razem. Ale po co dbać o klienta, skoro ma się ciepłą emeryturkę, trzynastki, czternastki, a i jeszcze działka czeka, trzeba kwiatki posadzić?
Załatwianie prywatnych spraw w godzinach pracy albo chodzenie z nudów na ploty to kolejna naganna, a zarazem nagminna, praktyka wśród nich. Pamiętam, jak kilka lat temu, jak chodziłem po jubilerach w poszukiwaniu pierścionka zaręczynowego dla mojej obecnej żony. No i w końcu trafiłem na sklep jubilerski prowadzony przez właścicielkę. Powitała mnie umieszczona na drzwiach kartka “zaraz wracam”. To “zaraz” trwało jakieś 20-25 minut. Jaśnie wielmożna właścicielka wyłoniła się w końcu z pobliskiego sklepu z reklamówką z zakupami (bo po co tracić czas na ich robienie po pracy, skoro można w trakcie?) i jak gdyby nigdy nic otworzyła kluczem sklep i weszła do środka. Żadnego “przepraszam”, oczywiście, nie usłyszałem. Nie muszę rzecz jasna dodawać, że to nie u niej w końcu kupiłem pierścionek zaręczynowy. Kolejny tego typu przypadek to młoda paniusia prowadząca salonik prasowy w jednym z hipermarketów. Nieraz musiałem czekać, aż łaskawa pani raczy wrócić do swojego kramu i sprzedać mi cholerną gazetę. Ktoś powie: “Czego się czepiasz? Może wyszła do toalety”. Nie, okazało się, że była na plotach u koleżanki pracującej na jednym ze stoisk w pasażu.
Robienie sobie dni wolnych od pracy bez żadnego uprzedzenia czy nawet wywieszenia komunikatu stosownej treści tez nieraz się zdarzało. Chcesz wydrukować jakiś ważny dokument, więc jedziesz do punktu xero, a tam co? Zamknięte. Tak po prostu. Jest godz. 13.00, punkt „teoretycznie” czynny do 17.00, a ty całujesz klamkę. Jakaś wywieszka? Wyrwana, obstrzępiona kartka z nabazgranym niechlujnie komunikatem treści „W dniu XX.XX.XX zakład zamknięty. Przepraszamy”. Nie, kliencie. Nawet tego nie jesteś wart. A swoje żale możesz zameldować babci na Helu albo na Berdyczów.
Oczywiście, skłamałbym, gdybym powiedział, że wszyscy tacy są. Pamiętam np. bardzo miłego zegarmistrza, który też samodzielnie prowadził swój zakład w małym kantorku w jednym z supermarketów i usługi skrócenia bransolety dokonał szybko, sprawnie, fachowo i niedrogo. Po nim było widać, że klienta szanuje i dokłada starań, aby klient był zadowolony. Ale z moich obserwacji wynika, że to jednak mniejszość, która ratuje honor tej grupy zawodowej.
Reasumując, można śmiało powiedzieć, że gdyby jakiś pracownik tak wykonywał swoje obowiązki jak samozatrudnieni przedsiębiorcy, to natychmiast wyleciałby z roboty na zbity pysk. A im wolno, bo oni są wielkimi WŁAŚCICIELAMI, bo nad nimi nikogo już nie ma, więc klient nie ma się komu poskarżyć. Nie ma u nich takiego podejścia, że klient to mój chlebodawca, którego muszę szanować, bo – do jasnej cholery! – to nikt inny jak właśnie on daje mi zarobić. Nie. Klient to dla nich PETENT, natręt, co przylazł zawracać dupę, kiedy oni sobie właśnie na zakupy chcą pójść albo z fąflem o ostatnim meczu pogadać. Zatrudniony pracownik to zupełnie co innego, bo on ma w umowie określone, ile dokładnie czasu w firmie spędzać i za to ma płacone. Czuje przed klientem respekt, bo wie, że zawsze może stracić robotę, jeśli pójdzie na niego jakaś skarga (no, chyba że jest pociotkiem właściciela).
Czasami odnoszę wrażenie, że oni nie prowadzą swoich biznesików dla pieniędzy, ale tylko i wyłącznie celem podbudowania swojego ego i by poczuć się wielkim „szefem” i „właścicielem”, któremu nikt nie podskoczy, choćby nawet i gówno z tego mieli finansowo mieć. Innej przyczyny upatruję w tym, że często tych biedageszefciarzy zwyczajnie nie stać na pracowników i odreagowują swoją frustrację na klientach, którzy są, oczywiście, źli, bo nie dają zarobić tyle, żeby jaśnie wielmożny panisko mógł cały dzień do góry dupą leżeć, podczas gdy ktoś inny na niego robi. Sami muszą prowadzić swoje geszefty, co najwyraźniej urąga ich godności. A potem bankrutują i, oczywiście, winią wszystkich i wszystko, tylko nie samych samych siebie i swoje umysłowe spierdolenie.
i oni mi jeszcze żadnej roboty nie zaoferowali od tego czasu. Jedyne co to sfinansowali w części studia podyplomowe.
Jest mi na co dzień bardzo samotnie. Przeprowadziłam się 3 lata temu do innego miasta, ale nie mam tu znajomych. Brakuje mi bratniej duszy, żeby spędzić razem czas i porozmawiać. Wolny czas spędzam raczej sama na czytaniu i hobby. Nie przepadam za wychodzeniem do klubu na imprezy. Chciałabym znaleźć kogoś do towarzystwa. Taka jest w tym momencie moja chujnia i smutno mi z tym.
Czytałem przed chwilą nagłówek w wiadomościach online, że do 18 roku życia będzie zakaz sprzedaży energetyków. Pisiorów już chyba całkiem popierdoliło. Nikt w Polsce kurwa nie wpada na pomysł o edukacji młodzieży, dawaniu dobrego przykładu tylko jeb! zakazy na wszystko. Swoją drogą, chuja to da. Nie sprzedadzą im, to poproszą kogoś dorosłego i nadal będą chlać to gówno (osobiście tych napoi nie znoszę zarówno jak i gazowanych typu Cola, Fanta itp) – no dobra, raz do roku gdy jadę w podróż do rodziny 600 km ode mnie to jedna puszka energetyka, bo kawą gorącą się oblać to chujnia. I nawet wtedy pijąc to, zastanawiam się, jak młodzież może to kurwa pić litrami. Przecież to jest tak kurwa słodkie, że po połowie puszki miałem ochotę się zrzygać.
Nie lubię wszelkiej maści żebraków i cyganów wciskających jakieś róże, obrazki z Matką Boską itp a później „daj 15 złotych”. Chcesz wyjść z mieszkania jak normalny człowiek to prawie zawsze ktoś zaczepi ciebie żeby dawać mu hajs. Albo najlepsi są ci co wciskają kit, że przyjechali na chwilę do miasta i nie mają pieniędzy na bilet albo muszą cos zjeść (wiem, że to ściema bo ludzie już rozpoznają ich w moich okolicach).
Ja rozumiem, życie nie rozpieszcza, kto wie, może samemu się kiedyś tak skończyć. Kiedy faktycznie widzę, że ktoś jest w potrzebie to dam parę groszy a nawet jedzenie kupię, ale takie cwaniactwo i wymuszanie pieniędzy mnie po prostu wkurwia.
Witam. Mówiąc krótko – wkurwia mnie to, że nie dość że mam 20 kilo nadwagi, to moje jebane cycki (bo inaczej ich nie nazwę) ciągną mnie w dół. Po prostu gdy rano wstaję bez stanika one już dają się we znaki. Ciągną i bolą jeśli szybko się schylę i wyprostuję. Nie są gigantyczne góra rozmiar D. Podsumowując mam spierdolone cycki, mało jędrne i z rozstępami [Wiek 28 lat, nigdy nie rodziłam].