Wracałem dzisiaj od koleżanki, która mieszka jakieś 30 km ode mnie, w innym, nieco mniejszym mieście. Wracałem do domu pociągiem. Późna noc, stoimy na peronie, jest -13 stopni, odmarzają nam ręce, a pociąg przyjeżdża po półgodzinnym opóźnieniu. Myślałem, że to koniec problemów, nic bardziej mylnego. Wsiadłem i pojechałem do domu. Przynajmniej tak mi się zdawało. Pociąg zatrzymał się na stacji, która jest dosłownie 10-15 minut spacerem od mojego domu. Poszedłem do drzwi, przycisk zapalił się na zielono i nacisnąłem go. Nic się nie stało. Nacisnąłem drugi, trzeci a nawet czwarty raz, ale drzwi i tak się nie otworzyły po czym pociąg ruszył dalej. Konduktor do mnie podszedł, sprawdził mój bilet i chciał wpisać mi mandat, ponieważ nie wysiadłem na ostatniej stacji, którą obejmował mój bilet. Powiedziałem mu, że drzwi się nie otworzyły, że naciskałem przycisk, że świecił się na zielono, nacisnąłem ponownie i to nie raz, a drzwi i tak ani drgnęły. Nie uwierzył mi i stwierdził, że to niemożliwe, bo on jeździ tą linią jakieś 10 lat i nigdy taka sytuacja nie miała miejsca. Poza tym widział jak inne osoby wysiadają z pociągu. Jeden z pozostałych pasażerów przyznał mi rację, powiedział, że też miał taką sytuację i tylko to, tak na dobrą sprawę uratowało mnie przed mandatem. Konduktor zaczął się ze mnie naśmiewać i przyprowadził mnie wręcz za rękę do następnych drzwi. Tym razem udało mi się wysiąść. Problem w tym, że wylądowałem w środku nocy na 13-stopniowym mrozie w dziurze zabitej dechami 6 kilometrów od domu. Bez następnego przyjazdu w przeciągu następnych dwóch godzin. Musiałem zadzwonić do ojca, żeby po mnie podjechał i zabrał mnie do domu. To był dzień, kiedy pierwszy raz jechałem gdziekolwiek sam pociągiem. Trauma na całe życie, nigdy więcej. Za parę lat robię prawo jazdy i zapominam o istnieniu pociągów. Jebać KW, PKP, PKS, MZK i wszystkie inne publiczne środki transportu.
Niestety mieszkam w złym miejscu
2022-07-14 16:15Bardzo denerwuje mnie to, że muszę mieszkać w pojebanym miejscu, gminie której nie lubię. Jeszcze do niedawna miałem dom w sąsiedniej gminie, którą bardzo lubię, no ale przez to, że matka i ojciec sprzedali działkę z mojej ulubionej gminy to teraz jestem skazany na mieszkanie w gminie, gdzie psy dupami szczekają, a mordami srają. Co prawda wiele lat mieszkam w gminie której nie cierpię, ale przez te wiele lat miałem też drugi dom – w ulubionym miejscu.
Aż nagle moi starzy znajdują kupca na działkę z mojej ulubionej gminy i mu ją sprzedali, bo ta działka była też moich rodziców, a nie tylko moja.
Gdybym tylko miał wystarczająco kasy to od razu bym się przeniósł do tej gminy, którą bardzo lubię, albo jeszcze do innej, też takiej, która mi się podoba. Mam nadzieję, że w końcu uzbieram pieniądze i wyniosę się z zadupia w porządne miejsce. Pierdolę gminę w której mieszkam, opuszczę ją jak tylko finansowo będzie OK.
Komentarze do "Niestety mieszkam w złym miejscu"
-
chujowiczu! zarabiaj z kluu.pl, bez działalności gospodarczej, konto automatycznie weryfikowane
-
Odpowiedz
Usługa najmu też jest sexi. Bo zanim zbierzesz na działkę w Twojej ulubionej gminie i przez osiem jebanych lat będziesz budował tam 110 metrowy dom z użytkowym poddaszem po godzinach pracy, której kurwa nienawidzisz bo przeca nie bydziesz komuś płacił za najem i nic z tygo ni mioł to już dawno Ci kukle wyjdą. Także przekalkuluj Pietrek, w przeciągu tygodnia możesz znaleźć się w gminie którą lubisz i czuć dobrze, a nie dopiero jak będzie finansowo OK haha -_-
00 -
Odpowiedz
Tu autor chujni: Przesadziłem z tą gminą, tu gdzie obecnie mieszkam to rzeczywiście mi nie za bardzo się podoba, ale chodzi mi o miejscowość w której mieszkam, a nie gminę. Tak na serio gmina to nie jest taka zła, ta w której aktualnie mieszkam, ale mimo wszystko wolę tę gminę w której kiedyś mieszkałem.
00
Chce być gruby
2022-07-14 16:15Od zawsze moim skrytym marzeniem było mieć duży bęben, ale boję się tego zrobić ze względu na opinię innych i reakcję moich rodziców nie mówiąc o ludziach z klasy . Na początku wakacji ważyłem 58-59 kg przy wzroście 173cm a teraz ważę 62-63 kg przy wzroście 176cm nie mam brzucha ale za to mam dość masywne cycki ze względu na to że mam w nich gruczoły. Czy mam tyć teraz czy jak wyjadę na studia do innego miasta?
Komentarze do "Chce być gruby"
-
chujowiczu! zarabiaj z kluu.pl, bez działalności gospodarczej, konto automatycznie weryfikowane
-
Odpowiedz
„Tyj kiedy chcesz, bo w tym cały sens istnienia żeby umieć tyć, beeeeez znieeeczuuuulenia niepotrzebnych niespełnienia myśli złych” -__-
00 -
Odpowiedz
Muszę być bardzo gruby i nigdy nie schudnąć ale nie mogę przytyć jem same słodycze i fastfoody
00 -
Odpowiedz
Mam mażenie by mieć bęben ale boje się reakcji rodziców jak wyjadę na studia to wtedy będe robił co chce że sobą bo już jestem trochę gruby ale chcę być bardzo gruby i osiagnać wagę 269 kilo
00
Mam 30 lat i poczucie, że nic mnie już w życiu nie czeka. Tylko małżeństwo utrzymywane dla dzieci.
2022-07-14 16:14Kiedy poznałam swojego przyszłego męża, miałam 22 lata. Jak się okazuje teraz, 10 lat później, nie był to dobry wybór bo ja nie byłam jeszcze tak świadoma siebie i nie potrafiłam się bronić gdy ktoś mnie ranił, nie potrafiłam stawiać granic ludziom, wiecznie uważałam że to ja jestem winna a nie inni ludzie, a oni jeździli sobie po mnie jak po łysej kobyle, bo przecież na pochyłe drzewo kozy skaczą . Nasz związek nigdy to łatwych nie należał. Właściwie to jeszcze przed ślubem zastanawiałam się czy dobrze robię, ale chęć przynależenia do kogoś plus przekonanie, że lepszego faceta już nie znajdę popchnęły mnie do decyzji o ślubie (nigdy nie miałam jakiegoś wielkiego powodzenia, raczej dostawałam kosze mimo że podobno jestem ładną kobietą, ale miałam problemy ze sobą i to facetów odstraszało, jak to się mówi ładna ale popier….olona). Mimo że jego matka od początku traktowała mnie jak śmiecia który skradł jej ukochanego synka (chora miłość samotnej matki) a on nie zwracał jej uwagi, ja i tak w to weszłam. I dodam że to mi zawsze zależało bardziej niż jemu. Dzieci też bardziej chciałam mieć ja niż on.
Minęło 10 lat związku a ja czuję się zupełnie wypalona, pusta w środku, nie mam dokąd iść nawet jakbym się chciała rozwieść bo mało zarabiam i raczej na więcej się nie zanosi w moim zawodzie. Utrzymuję ten związek dla dzieci. Nie ma u nas awantur od dawien dawna bo ja po prostu odpuściłam. Duszę w sobie różne żale i pretensje i już nic od niego nie chcę. Seks jest wg mnie taki sobie, ale nie to jest esencją życia, przynajmniej mojego.
Dawno już odkryłam że wolałabym cofnąć czas albo rozstać się. Ale jak?
Żyłam sobie tak z dnia na dzień, było czasem ujowo ale stabilnie. Aż tu nagle pewnego dnia, zupełnym przypadkiem spotkałam JEGO. Poznaliśmy się dzięki naszym dzieciom. Od razu złapaliśmy kontakt. Byłam zaskoczona, że ktoś tak po paru minutach rozmowy już opowiada mi pół życia, ale byłam szczęśliwa bo ja jestem taka sama i tym zawsze ludzi odstraszałam, a tu taka niespodzianka! Widzielismy się dwa razy i w swojej obecności czuliśmy wielką chemię. On jest wolny, owdowiał dwa lata temu. Gdy on na mnie patrzy, śmieją mu się oczy, a gdy ją na niego, to samo. Jakieś takie ciepło w sercu. Jest dużo starszy a dawniej zawsze dziwiłam się jak kobiety tak mogą być z tyle starszymi. A tu trzasnęło mnie na amen. Myślę o nim non stop. Mój mąż poznał go pierwszy, ale mniej z nim rozmawiał. Mąż miał do niego nr jakby dzieci chciały się umówić. Niestety od września czyli tuż po tym jak się poznaliśmy jego córka poszła do szkoły, moja jeszcze w przedszkolu. Kontakt już nie będzie tak możliwy, inni znajomi, inne dzieci, w dodatku mój mąż jakby podświadomie nie przepada jakoś specjalnie za tym człowiekiem. Ja nie wytrzymałam i wzięłam sobie numer do niego z komórki męża i zapytałam co słychać. Odpisywał mi normalnie, ciepło, opowiadał co u nich, był wyraźnie zadowolony. Do momentu kiedy napisałam mu, żeby nie wspominał mojemu mężowi że pisałam do niego, gdyż byłby zazdrosny i miałabym przerąbane. Wtedy on zamilkł. Mnie poniosło i dodałam że czuję między nami jakąś dobrą energię i szkoda tego nie wykorzystać do dalszych rozmow. Ale jednocześnie czując że strzeliłam gafę, bo on długo milczał po tym smsie, napisałam że może zapomnijmy o tym co napisałam, nie było to poważne. On wtedy odpisał że uznajmy że tych smsów nie było i żebym je skasowała (żebym nie miała problemów z mężem). I od tej pory już nie przychodzi na ten plac zabaw gdzie drugi raz się widzieliśmy. A wcześniej jeździli tam z córką.
Teraz odbijam się od ściany zastanawiając się, czy się pomyliłam, czy jednak nie. Ale głowę dam że wiem co czuł i co widziałam. Pożerał mnie wzrokiem i był dla mnie taki serdeczny, zupełnie inny niż dla innych matek dzieci. Przy nim czułam się bezpieczna, szczęśliwa.
Co ciekawe od kiedy go znam nagle zaczęły w moim życiu dokonywać się zmiany. Odcięłam się od pewnej toksycznej relacji z moją teściową, znalazłam w sobie odwagę o jaką nigdy bym się nie podejrzewała! Powiedziałam wszystko co mi przez lata na sercu leżało bo mój mąż nigdy nie potrafił stanąć za wlasna zona widząc jak jego matka stosuje wobec mnie niczym nieuzasadniona przemoc psychiczna. Cała rodzina męża wie ale nigdy nie reaguje. Moja rodzina jest daleko .
Straszna ujnia. Mój umiłowany chyba ode mnie uciekł. Nie wiem, może zna życie, może uważa że nie warto. Ja 30, on 55.
Ale mam wrażenie że to co nim kieruje to napewno nie jest to że mu się nie podobam. Może nie tyka zajętych. Może nie zapomniał o zmarłej żonie. Może chce się zająć córka i nie ma czasu na nic innego. E tam. A może się myliłam. Ale nie wierzę w to. Widziałam jego oczy. Wiem co on czuje.
Chujnia, bo to się pewnie nigdy nie ziści, a ja pozostanę już do śmierci w tym swoim papierowym związku. Ja nawet gotowa byłabym mieć go jako przyjaciela. Ale do tego trzeba dwojga.
Czuję, że nic już mnie nie czeka. Tylko wegetacja.
Komentarze do "Mam 30 lat i poczucie, że nic mnie już w życiu nie czeka. Tylko małżeństwo utrzymywane dla dzieci."
-
chujowiczu! zarabiaj z kluu.pl, bez działalności gospodarczej, konto automatycznie weryfikowane
-
Odpowiedz
Nie martw sie, chociaż straszne smutne to co piszesz myślę że życie da ci jeszcze wiele okazji do zmian. Tylko musisz w odpowiednim momencie chwycić byka za rogi i być pewnym czego chcesz. Tak naprawdę musisz zadać sobie jedno zajebiscie ważne pytanie: co chciałabyś w życiu robić? I zacząć to robić.
10 -
Odpowiedz
Poznasz innego jakimś przypadkiem i spierdolisz na inne pastwisko. Czekasz aż inna gałąź pod ręką i skoczysz dopiero w ramiona innego wybawcy.
00 -
Odpowiedz
Po prostu on nie chciał się kurwić tak jak ty.
00-
Odpowiedz
Nie mam polskich liter…. Sorry
To jest proste i normalne kazde malzenstwo to przechodzi , ale zeby to naprawic to potrzeba obu sie obudzic z rutyny.
A co faceta to gosc ci zrobil przysluge nie chcial ci rojnowac malzenstwa. Tak to je nowe przyciaga oszalamia ale rok dwa i bedzies pisac na tego nowego gorzej niz swego meza. Poczulas sie malolata i pachnialo przygoda ale wierz nigdy to sie dobrze nie konczy …. Morzesz zapytac kazdej lub kazdego co poszli na lewo czy sie oplacalo i czy cena ktora zaplacili byla warta. I zapomnialas ze zdradzajac meza zdradzasz tez dzieci … bo samolubnie wybierasz siebie ponad reszte.Znam wiele przypadkow tego typu z reguly sa to kobiety i co …
Jedna zaszla z kochankiem w ciaze on ja po tym olal bo juz ma dziecko z zona.. maz zdradzony zostawil ja i tera zaluje
Inna dwa lata mieszkala z nowym i nagle zatesknilo jej sie do meza bo z nim bylo lepiej ale tego nie rozpoznala jak z nim byla.Jak to mowia sezon szczescia sie konczy i zaczyna sie zycie i tak kazda milosc wygasza i zamienia sie w inna milosc niestety zycie nam daje wszystkim w dupe.
Walcz i staraj sie znalezc szczescie w sobie i w tym co masz a potem napraw malzenstwo …. Jestem pewny ze i maz teskni za tamta kobieta ktora pokochal…00
-
Wojna i zombie
2022-07-14 16:13Jestem zmęczona, ale muszę codziennie pokazywać w pracy, że jestem w dobrej kondycji. Jestem chora, ale muszę udawać, że jestem w pełni sił, żeby nie okazać słabości. Pracuję w miejscu, w którym nigdy nie chciałam pracować, bo w zawodzie bez znajomości się nie da. W pracy w której jestem w sumie bez znajomości i bez krakania jak inni, idioci kompletni, też nic nie osiągniesz, a ja naprawdę nie chcę być taka jak oni i się z nimi trzymać, to chorzy ludzie, toksyczni, dorosłe i wyjątkowo podłe dzieci. Jestem zmęczona tym, że faceci z którymi byłam kłamali i zwodzili mnie, myślałam, że będę miała z kim budować wspólną przyszłość, byłam dla nich dobra, nigdy nie odmawiałam seksu, sama inicjowałam i zrobiłabym dla nich wszystko, a potraktowali mnie jak zabawkę, wybzykali i rzucili, złamali mi serce i stalam się przez to oziębła, teraz nie chcę się nawet z nikim spotykać, mam dość i boję się znów zaufać. Wkurza mnie to, że w kółko grali w gry komputerowe, nic do nich nie mam, bo sama je lubię, ale oni woleli siedzieć codziennie w grach po kilka godzin, niż wyjść razem na spacer – przerywnik na bzykanie. Każdy z nich mieszkał z rodzicami, w wieku 28-30 lat powinno dać mi to do zastanowienia, ale nie, po co, przecież mnie kocha, jakoś się ułoży, dam mu przestrzeń. Te gnojki wpędziły mnie w lata i teraz jestem sama, poraniona, w wieku 30 lat, przeterminowująca się. Inny chuj 60-letni oszukał mnie, że jestem tą jedyną, oszukał mnie, wybzykał a po roku powiedział, że nigdy mnie nie zapozna ze swoją rodziną ani przyjaciółmi i zawsze będę jego tajemnicą. No kurde… 🙂 I tak w kółko, chore sytuacje, po których ciężko się pozbierać, ich efekty zostały na długo. Mam dosyć tego, jak obłudni są ludzie w tych czasach, jak kłamią, jak udają, jak są fałszywi, jak obgadują, jak są wredni i złośliwi, podli, że nie mają sumienia, że myślą tylko o kolejnym przepychu, o kolejnym aucie, że nie myślą o innych, że liczy się dla nich bardziej opinia innych idiotów, niż ludzi którym naprawdę na nich zależy, że ten świat toczy się ku upadkowi, że dawne wartości zostały zatracone, a świat stanął na wojnie. Co za syf dookoła, upośledzenie umysłowe, co się stało z ludźmi? Mówią, że jestem za dobra, za miła, za uprzejma, że jak się nie zmienię to mnie zjedzą, że powinnam się zamknąć w klasztorze, że z takim charakterem to tylko tam, kurwa! Co jest złego w nieszkodliwym żywocie? Co jest złego w byciu dobrym dla innych, w nie ubliżaniu innym, w ochronie innych? Jak popierdolony musi być świat, żeby złe wartości były tym, co imponuje i wywołuje uznanie, a dobre wartości były powodem do wyśmiewania i obgadywania, niszczenia człowieka? To chore! Ten świat jest chory. Chyba tylko jakaś wojna, albo apokalipsa zombie mogłaby oczyścić świat z tego zepsucia, bo covid jest na to za słaby. Jebać to, wygadałam się. A podobno wcale nie przeklinam. Jasne.
Komentarze do "Wojna i zombie"
-
chujowiczu! zarabiaj z kluu.pl, bez działalności gospodarczej, konto automatycznie weryfikowane
-
Odpowiedz
Smutna ta Twoja historia, nie załamuj się. Na świecie wciąż są fajni dobrzy ludzie podobni do Ciebie, którzy potrafią docenić piękno twojej osoby. Twoich byłych i innych pajaców wymarz z pamięci. a praca jak toxic to zmień wyjedź gdzieś do innego miasta i bądź szczęśliwa
02
Pożyczanie pieniędzy
2022-07-14 16:13Cześć! Wkurza mnie to że ludzie nie potrafią sami siebie utrzymywać i stale pożyczają od kogoś albo pożyczali ode mnie pieniądze. Jeden pożyczył u mnie 490 zł i udawał mojego najlepszego przyjaciela ale okazało się że to była tylko przyjaźń za pieniądze, chciał żebym mu wyłożył jeszcze 40 zł to mu powiedziałem że ja nie mam kasy to wiecie co zrobił? Obraził się na mnie! I teraz nie chce mi oddać pieniędzy!!! Pisałem do niego SMSy i dzwonię ale chuj nie odbiera a moje SMSy ma w dupie… poza tym, napożyczałem też innym ludziom z tej samej pracy w której zbijaliśmy kokosy (już tam nie robię, zwolnili mnie…) a oni zaś że nie mają pieniędzy i żebym im pożyczył a Ja se myślę tak: „No ludzie, przecież robimy w tej samej firmie, Ja nie jestem bankomatem!!!” ale że byłem dobrym (frajerem) człowiekiem to pożyczyłem i teraz muszę czekać na wpłaty od nich!!!! Do tego (byłego już) przyjaciela nie idzie się dodzwonić (durś zajęty), na SMSy nie odpowiada to niech mi odda hajs i niech się pałuje!!! Bo ja nie będę wszystkich utrzymywać, obraził się na mnie, mówił mi w środę tydzień temu że jego dziewczyna mi wpłaciła i że wpłata przyjdzie w ten poniedziałek ale tak samo gadał 2 tygodnie temu… to Ja nie wiem gdzie on ma ten bank że pieniądze mi tak długo idą, co on ma bank w Zimbabwe czy co??? Ja już nikomu nie pożyczę hajsu, chyba że coś dla mnie zrobi ale tak to ograniczam (już i tak ograniczone) wogóle zaufanie do ludzi i do życia… także jeśli to czytasz to oddawaj mi hajs były „przyjacielu” i się żegnamy!!! Opierdoliłem go SMSami i postraszyłem że przyjadę do niego z dwoma kumplami jak będzie dalej zwlekać z oddaniem hajsu! Mam dla was cenną radę, nie pożyczajcie piniendzy obcym! Znam go od Lipca tego roku, zaczepił mnie na ulicy o papierosa, dałem mu i zaczęliśmy gadać i gadał że ma ciężko, że nie ma roboty, Ja mu na to że mu robotę ogarnę a on spoko i zaczął pożyczać jeden raz, drugi, trzeci… i pożyczył ode mnie do teraz dokładnie 490 zł (dokładnie to obliczyłem bo już raz się dałem wydymać) i robotę ogarnął, dzwonił do mnie później zapłakany że jego dziewczyna go chce z domu wyrzucić bo poszła kłótnia o co? O hajs… a jakżeby inaczej…. to przyjechałem do niego go pocieszyć i mu pomóc a jak ja teraz sam potrzebuję pomocy to on ma to gdzieś!!!! Tak więc, pozdrawiam wszystkim chujowiczów serdecznie, nie pożyczajcie pieniędzy ludziom których nawet nie znacie bo możecie się najeść nerwów tak jak ja się nażarłem! Trzymajcie się i powodzenia w życiu zawodowym jak i prywatnym…. śrut!
Seks w związku
2022-07-14 16:12Moja żona ma całkowicie w dupie moje potrzeby seksualne. Dla zobrazowania sytuacji: jesteśmy przed 30, sprawni fizycznie i w ogóle, mieszkamy sami, pracujemy oboje zdalnie. Okazji na seks jest multum. Wiem że ona ma mniejsze potrzeby seksualne niż ja, bardziej kierują tym jej hormony itp, spoko. Seks u nas jest jakies 2 razy w miesiącu. O zwykłego 'handjoba’ muszę się prosić już od kilku lat, a i tak raz w miesiącu to max. Piszę tego posta bo wczoraj wyprosilem 'masaż’, a 5 minut temu znowu odmowa. Nosz ku.! Staram się inicjować gry wstępne, dawać jej komfort i szukać nowości w łóżku, ale chyba po 9 latach związku dam sobie spokój. Szczerze? Smutno mi
Komentarze do "Seks w związku"
-
chujowiczu! zarabiaj z kluu.pl, bez działalności gospodarczej, konto automatycznie weryfikowane
-
Odpowiedz
Prawdopodobnie laska z pod znaku panny – one mają super niskie libido. My raz mieliśmy przerwę 2 miesiące, ale potem to dzień w dzień przez 2 tygodnie dla wyrównania. W różnych konfiguracjach. Przypominam iż u nas nie jest jak w 99% w związkach w Ciemnogrodzie przy zgaszonym świetle. Ale bywa i tak, że trzeba długo czekać.
01 -
Odpowiedz
Rozwiedź się i poszukaj lepszej.
11 -
Odpowiedz
Jebac taki związek, seks to 2 razy codziennie przynjamniej, najrzadziej to 5 razy w tygodniu. Pozdro Rafal były OTAKU
31 -
Odpowiedz
„Jak się czegoś w domu nie dostaje to się szuka na mieście”, Antonio Zajzajer
00 -
Odpowiedz
Ona się ostro pierdoli na boku ha ha ha cienki frajerze
20 -
Odpowiedz
Znajdz se kochanke one nigdy nie odmawiaja proste.
No kij ci baba jak nie daje nie marnuj czasu.00
Rodzice
2022-07-14 16:12Moi rodzice są nadopiekuńczy. Mam 18 lat (chociaż dokładnie za 5 dni stuknie mi 19-stka)… i nie mogę wychodzić na dwór po zachodzie słońca- dosłownie gdy się robi ciemno muszę wracać do domu. Gdy idę do znajomej/ koleżanki lub przyjaciółki to muszę rodzicom podawać dane osoby do której idę (imię, nazwisko, info gdzie ją poznałam/ile ją znam, numer telefonu jej i jej rodziców oraz dokładny adres zamieszkania) Gdy tego nie podam -nie mogę wyjść z domu. Nawet gdy podaje wszystko co wymieniłam to i tak dostaje liczne telefony nawet po 20 razy z pytaniami „z kim jesteś?” lub „co robicie?” w sumie akurat to dotyczy bardziej mojego ojca. Przez to nie mogę nawet spokojnie spędzić czasu z kimkolwiek-nie raz nawet nie zgadzają się na wyjście z domu. Zatem moje życie towarzyskie sięga dna (i nie chodzi mi o miłosne…nie mam nawet już przyjaciół- grupa moich przyjaciół posypała się w proch po gimnazjum) znajomi z klasy proponują mi liczne wyjścia (na ostatnim byłam i zdziwka pozwolili mi być u koleżanki do 21 … no Wooow co nie? tyle że reszta grupy była u niej nawet do 22-23 lub nocowali u niej- dla sprostowania mieszka ode mnie dosłownie ok.15 min dalej). Będąc młodsza mogłam jedynie bawić się przed blokiem „na widoku”- do godziny nastej. Zawsze mnie to frustrowało do łez- gdy zaczynałam dobrze się bawić musiałam już wracać do domu. Nie mam zielonego pojęcia dlaczego moi rodzice są tak czepliwi. Jestem ich pierwszym dzieckiem (żadnego nie stracili itp) nigdy nie sprawiłam problemów wychowawczych, nie uciekałam z domu, palić nie palę, nie piję alkoholu. Rozumiem że się martwią, mają do tego PEŁNE prawo przecież są moimi rodzicami a ja jestem ich jedyną córką ale dlaczego kurwa muszę przez to tak cierpieć? Już po prostu wariuję. W cholerę młodsze dzieciaki są dłużej poza domem niż ja. Gdy rozmawiam z nimi o tym zawsze padają argumenty z koziego dupska a zdania nie zmieniają mimo błagań- które uwierzcie były liczne. Nie kumam tego. Na domiar złego nie napisałam wszystkich moich „ograniczeń”.
Macie pomysły jak mogłabym to zmienić? Próbowałam chyba wszystkiego.
Komentarze do "Rodzice"
-
chujowiczu! zarabiaj z kluu.pl, bez działalności gospodarczej, konto automatycznie weryfikowane
-
Odpowiedz
Po pierwsze primo : 18 lat to jest szczeniackość a nie dorosłość.
Po drugie primo : Nie podoba się, walizka, wynajmij gdzieś pokój i żyj na swoim. Jeśli twierdzisz, że jesteś dorosła, nie mów tego rodzicom tylko im to pokaż bądź udowodnij20 -
Odpowiedz
Bardzo dobrze robią.
Poczytaj kurwa o zaginięciach w PL (średnio rocznie bez śladu ginie 15-20 tysięcy ludzi!!!) i o Handlu Ludźmi.
Potem pisz tutaj te swoje żale.00
Młoda samotność
2022-07-14 16:12Czy jestem jedyną na świecie osobą, która całe życie nigdzie nie pasuje? Nie piszę tego żeby użalać się nad sobą, ten etap dawno już minął. W pewnym sensie im starsza jestem tym bardziej doceniam bycie z samą sobą. Ludzie w moim wieku mnie męczą. Czuje się przy nich mentalnie staro, przez co jeszcze bardziej samotnie. Mam z kim wyjść na drinka czy spotkać się na kawę, ale te wyjścia mimo, że w danej chwili są przyjemne to wydają mi się sztuczne. Tworzą sztuczne wspomnienia sztucznych emocji. Moja rodzina zawsze nazywa mnie mianem „artysty”. Podobno z powodu mojej „artystycznej” duszy nie jestem wstanie znaleźć swoich ludzi. Czy to nie jest przypadkiem miły sposób powiedzenia, że po prostu jestem inna?
W związku niby też jestem, ale im dłużej to trwa, im dłużej muszę tłumaczyć jak powiniennem mnie traktować, tym bardziej zaczynam wątpić w sens tej relacji. Gdzie ci ludzie co mają rozumieć NAS bez słów? Wkurwiające jest ciągłe czekanie aż łaskawie ich poznam. Wydaje mi się, że życie jako jaskiniowiec za czasów gdy nicość była codziennością jest dużo przyjemniejszą wizją niż życie w 21 wieku.
Rutyna
2022-07-14 16:11Ile razy było tak, że budzisz się wyłączasz budzik o 6:00 gdy jeszcze jesteś dzieciakiem przed maturą, ew o 8:00 kiedy jesteś biednym studentem i pierwsze co myślisz to “kurwa znowu…”. Powinieneś wstać rozciągnąć się , zrobić poranny zestaw ćwiczeń na rozruch. Szybko wskoczyć pod prysznic, kawka/herbatka odżywcze śniadanie i jazda na ten piękny dzień.. Nowe przygody w szkole/ na uczelni, mnóstwo spotkań umówionych na ten dzień cały zmęczony wracasz i kładziesz się bo jutro nowy INNY dzień. Podkreślam słowo inny bo każdy kolejny się różni.
N I G D Y się nie powtórzy ten dzień, to tylko 24 godziny czasu.
Nigdy nie będziesz tak młody jak w momencie czytania tych słów.
Nigdy nie zjesz tego śniadania, nie wypijesz tej samej kawy. Nigdy nie będziesz mógł do niej zagadać w tamtym tramwaju. Nigdy nie odpowiesz komuś czegoś innego bo to już było.
A jak jest naprawdę? Życie jest jak ciastko – słodkie ale czasami kruche… I co z tego że idąc na ten głupi tramwaj może Cię auto pierdolnąć, ty robisz to co zwykle a pijany kierowca raz sobie zaszalał. Kto jest winny w takiej sytuacji? Ty bo chodzisz codziennie rano na ten sam tramwaj o 9:14. Rutyna zabija. Opisany przypadek jest skrajny bo kto pije w środku tygodnia w takim stopniu że jest pijany o takiej porze i stać go na własne auto… Chodzi o sprawy bardziej przyziemne, nie okłamujmy się kogo dzień wygląda jak na początku tej części? Znasz kogoś takiego? Ja nie.
Rutyna zależy od osoby.
Dla mnie jest to (wstawanie, uczelnia, nauka, sen) razy 4 bo zajęcia mam od poniedziałku do czwartku a potem 3 dni weekendu który też wygląda zawsze tak samo. Umawiam się ze znajomymi idziemy się spotkać porozmawiać i do domu busem o 01:00. Jest to całkiem okrojony plan ale można powiedzieć że tak mniej więcej wygląda.
Dla pseudo szczęśliwego chłopaka, wygląda trochę inaczej. Też chodzi na uczelnie, też się uczy, śpi robi wszystko to co ja tyle, że z jedną różnicą. Częścią jego rutyny jest spotykanie się, raz może dwa na tydzień, z dziewczyną, którą kocha. Idą razem na zakupy albo coś ugotować wspólnie jakiś obiad albo ciasto wiesz o co chodzi. Kończy się na tym że idą do niej albo niego i się pierdolą, taka o rutyna. No i czas tak mija, dzień za dniem, tydzień za tygodniem, miesiąc za miesiącem. Rok za rokiem już niekoniecznie bo aż tyle jeszcze nie są…
Dla Wojtka rutyną jest co innego. Chodzi do szkoły bo jeszcze musi, wraca to się uczy bo mu średnio idzie. Co drugi dzień się wymieniają korki z wizytami u psychologa. W piątki wychodzi z dziewczynami i się bawi. Potem wraca i znów nauka bo musi zaliczyć rok i zdać maturkę. Wojtek nie ma czasu dla siebie. Chyba że w wakacje, wtedy to już traci poczucie czasu i zapewne własnej wartości, jeżeli mama mu nie każe to wstaje o 12 bo wolne, prokrastynuje do wieczora wychodzi z kumplami na browar i wraca pograć do 2. Repeat. Przez dwa miesiące non-stop. Tak to wyglądało do teraz, po maturze są cztery miesiące o ile Wojtkowi uda się dostać na uczelnie wyższą. W przeciwnym razie ma wakacje do końca życia i musi szukać robo z papierkiem zdanej matury która nie daje mu za wiele. Weźmy tę bardziej optymistyczną wersję, studia od października więc trzeba zaszaleć w te S U P E R długie wakacje. Wojtek chce wyjechać z ekipa na wakacje, najlepiej za granicę. Mama nie da hajsu bo wszystko poszło w jego korepetycje, więc trzeba szukać pracy. Udało mu się znaleźć robotę, pewnie jako jakiś magazynier albo kelner. Jak zmienia się jego rutyna? Zamiast szkoły jest robo korków nie ma, psycholog dalej się gdzieś tam przewija. W piątki dalej spotyka się ze znajomymi tyle, że mówić “kurwa te korki zjebane muszę się uczyć do matury” mówi “jaka ta robo jest męcząca nie mam na nic czasu fajne wakacje kurwa jutro na 8:00”. Widzisz o co mi chodzi ? Ludzie sami sobie wyznaczają granice i sami się pakują w tę rutynę. Nikt nie kazał Wojtusiowi iść do pracy, on sam tego chce, i narzeka na to w co sam się wpakował. Przykro mi Wojtek ale sam się kurwa w to wpakowałeś to teraz nie pierdol jak jest ciężko.

Pomyśl, że startujemy o tej samej porze z Krk do Gdańska żeby spędzić tam fajny długi weekendzik bo Gdańsk jest zajebisty i tyle wystarczy żeby tam jechać 😉 Ty lecisz furką, a ja w pierwszej klasie ekspresowego pociągu. Lecisz tam 7h, a ja 5,5h. Zapłacisz dwa razy więcej niż ja. Jesteś po 7h godzinach jazdy trochę zmęczony, a jedyne co robiłeś po drodze to słuchałeś ulubionej muzyki lub radia, w którym pierdolili o galopującej inflacji, wypadku autokaru w południowo-wschodniej Indonezji, o tym, że Ziobro nie zostawił napiwku w restauracji. Ja w tym samym czasie przeczytałem niegrubą książkę lub kilka rozdziałów grubej, a w międzyczasie zjadłem solidny obiad z dostawą do miejsca, w którym siedzę, a końcowo wjeżdżam do samiutkiego centrum miasta nie wkurwiając się, gdzie mógłbym zostawić samochód ze świadomością, że gdzie bym go nie zostawił to i tak w centrum dużego miasta wszędzie skasują mnie i to srogo. Podsumowując, zabuliłeś dwa razy więcej, jesteś głupszy (wspomniana książka lub dowolna czynność), całą drogę uważałeś żeby nie wjechać w jakiegoś 19 letniego passata (70k km, pierwszy właściciel igła hahhahaha), a ja podziwiałem piękne widoczki w przerwach od książki/pracy. Także kup sobie fajną furkę, nie działaj pod wpływem emocji, nie pluj na ciuchcię i czyń sobie tę ziemię poddaną ;))) Alpaga
A ta Twoja koleżanka 30 kilometrowa… Ma wygoloną?
Słuchaj gnojku. Kiedy pierwszy raz prowadziłem samochód, na drogę wyskoczył mi lokalny pijaczek. Kiedy pierwszy raz jechałem autobusem pożygałem się. Kiedy pierwszy raz jechałem pociągiem wylałem sobie herbatę (na szczęście nie gorącą) na jaja. Mieszkam na wsi i nie ma u mnie tramwajów. Idąc twoim tokiem rozumowania nawet w zimę mam zapierdalać rowerem?
Wyobraziłem sobie jak w trakcie upałów bez klimy podróżując pociągiem wylewam nagle, jak ją nazwałeś, na szczęście niegorącą herbatę” na jajka i wiesz co? To musiało być miłe uczucie i fajna ulga więc na Twoim miejscu ze wszystkich środków transportu, to do pociągu przekonałbym się najbardziej 😉
Gnoju, zamiast posuwać koleżankę to bierz się za lekcje i wieczorem wal chuja pod kołdrą. Zachciało się gówniarzowi wojaży i jeszcze narzeka