Nieporozumienie

Niesamowite, że nie ufam na tyle żadnemu z moich znajomych, że muszę pisać to obcym ludziom i nawet nie dostanę wsparcia tylko kilka lajków. Tak naprawdę nie wiem od czego zacząć… Może od tego, że przechodzę jakiś dziwny okres. Zawsze byłam bardzo uśmiechnięta, wesoła i nie zdarzało mi się w ogóle płakać, chyba, że to jakaś bardzo, bardzo słaba sytuacja. A od kilku miesięcy dzieje się coś nie tak, przychodzą takie chwile, że po prostu siadam i płaczę i to nie jest taki „pospolity dół”, tylko czuję się jakby… przytłumiona, jakby coś mnie tak dociskało do samej podłogi. Nie mam ochoty na nic, denerwuje mnie jak muszę się uśmiechnąć, żeby nikt nie zauważył, że coś jest nie tak. Znajomi zrobili sobie ze mnie doradce. Mam wrażenie, że w ogóle nie używają swoich mózgów. Czy tylko ja tak mam, że ze swoimi problemami próbuję radzić sobie sama? Jeśli zdarzy się jakaś kłótnia w związku to od razu jest telefon do mnie z pytaniem kto ma rację, po odpowiedzi po prostu jest cisza, bo przecież wyjaśnione i mogą być szczęśliwi dalej, a mnie w ten sposób tak mnie wyjadają kawałek po kawałku, ale przecież nie robią nic złego, bo tylko chcieli radę i też by mi pomogli w razie potrzeby, tylko, że ja od nich nie oczekuje odpowiadania na każde możliwe pytanie. Nie zdają sobie sprawy, że takich jak oni jest więcej. Cieszę się, że jestem dla nich wsparciem, ale ja też go czasem potrzebuję, jak mam dawać skoro moje zapasy już się kończą. Dlaczego w środku nocy z płaczem dzwonią do mnie?Dlaczego kiedy ja potrzebuję rozmowy w środku nocy słyszę tylko „Daj spokój, będzie dobrze, jutro pogadamy, śpij” i kiedy sama już dojdę do siebie rano pojawia się wiadomość „Dobrze, możemy teraz porozmawiać, co tam się stało?”, ale jedyne co mam ochotę napisać to: „Już nic, wszystko ok, chwilowy dołek” w odpowiedzi dostaje „spoko, wiem o co chodzi”. Rzecz w tym, że chyba nie bardzo, bo to już nie jest dołek tylko rów. 19 lat bez żadnego związku i wpadłam na najlepszy pomysł na świecie, że może Tinder mnie uszczęśliwi, poznałam chłopaka, bardzo w porządku, kiedy się spotkaliśmy to okazało się, że jest po jakimś udarze czy coś takiego… nie pamiętam, i ma takie tiki nerwowe, że otwiera mu się buzia. Niewiele później okazało się, że jest też uzależniony od masturbacji i zrobił to przy mnie dwa rany, na parkingu przy cmentarzu w zamkniętym samochodzie. Kiedy cudem żywa, nienaruszona fizycznie dojechałam do domu, od razu zadzwoniłam do koleżanki, która akurat była ze znajomymi, zrobiła im i sobie atrakcje, bo jedyne co usłyszałam „Hahaha, co Ty pierdolisz, ale beka” i śmiech w tle. Zraziłam się do wszystkich możliwych facetów i przy okazji mam nauczkę, żeby nie wszystkim ufać. Następne to szkoła. Nieprawdopodobne jest to, jacy młodzi ludzie potrafią być straszni i tu nawet nie chodzi o mnie, wystarczy usiąść na ławce i się rozejrzeć. Dziewczyna z pierwszej klasy Technikum chodziła z taką swoją paczką chłopaków. Pewnego pięknego dnia spotkali kolegę z klasy, ale nie z ich paczki, niczemu nie winny chłopak, no i Pani wszystkich i wszystkiego kazała mu się zatrzymać, on się zatrzymał i zapytał o co chodzi, po czym ona do niego mówi „Przeproś mnie”, spojrzał na nią ze zdziwioną miną i pyta za co. Ona spojrzała na jednego chłopaka ze swojej paczki, kiwnęła głową, a ten się na niego rzucił, usiadł mu na klatce i zaczął go dusić i krzyczeć, żeby ją przeprosił, resztkami sił mówił, że przecież nic nie zrobił, a ona nachyliła się tylko nad nim i wykrzyczała „Mnie się przeprasza za nic!”. Nie byłam tego świadkiem, ale ich kolega to wszystko nagrywał, bo przecież było „turbo śmiesznie”, zwłaszcza wtedy, kiedy nawet już chciał przeprosić „za nic”, ale zaczął odpływać, a dla nich dalej był fun i nie zdawali sobie sprawy jak wielką krzywdę mogli mu zrobić. Kiedy nagranie doszło do nauczycieli wezwali jej mamę do szkoły, tylko, że na nagraniu nie było widać jej twarzy, bo nachyliła się tak, że włosy jej zasłaniały, ale było słychać jej głos i widać jej posturę, a jej mama na to: „A skąd wiadomo, że to ona? Proszę mi udowodnić”. I koniec. Na tym się skończyło. Wyszły obie ucieszone z pokoju nauczycielskiego, poszły po rzeczy po czym jej mama na korytarzu dodała „Moja córka nie będzie chodzić do takiej patologii”. Zawsze ci którzy najgłośniej mówią, że jest patologia sami ją reprezentują. Kolejna sprawa to przyjaciółka, właściwie to była przyjaciółka. Kilka lat temu strasznie podobał mi się chłopak, dużo jej o nim mówiłam. Zaprosiłam go na ognisko, było super fajnie, namioty. Poszłam po coś do domu a kiedy wróciłam zobaczyłam jak się całują. Ała. Nie wiem co gorsze, ten chłopak czy ona. Zabolało podwójnie, ale że jestem osobą z mięciutkim serduszkiem, mówię ok, wybrał ją, no trudno. Nie będziemy rozwalać przyjaźni przez chłopaka. Powiedziałam jej kilka super tajnych sekretów i po jakimś czasie jedna z koleżanek pyta mnie właśnie jak tam sytuacja związana z tym sekretem, stanęłam jak wryta, wyjaśniłyśmy sobie to, „wymsknęło jej się”, no ok, zdarza się… i po kilku takich akcjach skończyły się sekrety. Poznała chłopaka, jest z nim, są szczęśliwi, super, ale odkąd z nim jest (jakiś rok? może nie cały) widziałam się z nią z 5 razy, bo „chłopak przyjeżdża, nie będzie mogła wyjść, bo on nie lubi wychodzić” Ok, rozumiem. Prawda jest taka, że jeśli by jej zależało to by odpuściła chociaż jeden weekend. Ale spooooko, jak się „rozstaną” wtedy ma bardzo dużo czasu dla mnie, bo pomagam jej ogarnąć sytuacje, bo płacze po nocach i potrzebuje wsparcia, a kiedy się pogodzą jest to samo. Dużo by gadać. Może na tym skończę. Witamy w prawdziwym życiu.

19
10