Trochę o moim życiu

Witam, mam 24 lata, moje dziecko w czerwcu pójdzie do pierwszej klasy, lecz od 3 lat go nie widziałem (no może, że liczą się zdjęcia…). Z jego matką byłem 6 lat, wiem to nie jest dużo, lecz na tyle lat ile przeżyłem to bardzo wiele. Pewnego jesiennego dnia kiedy z maleństwem mieliśmy zbierać kasztany, dowiedziałem się, że moja była mnie zdradzała, usłyszałem jak kojącym i ciepłym głosem mówiła do niego „misiu”, takim tonem nie mówiła do mnie od kilku miesięcy. Bez słowa wtedy wyszedłem z domu, ona razem z dzieckiem poszła zbierać kasztany. Byłem wściekły i załamany, chodziłem sam po mieście w kółko. Wróciłem do domu, ale jej jeszcze nie było, jak się dowiedziałem poszła do koleżanki. Miałem ochotę wyrzucić ją z domu, lecz gdy wróciła byłem gotów jej wybaczyć. Myślałem co zrobiłem nie tak ? Czy nie daje jej odpowiedniego wsparcia ? Wziąłem kredyt na 40 tysięcy, aby mogła skończyć szkołę, aby nie musiała wybierać pomiędzy nią ,a pracą, przy dziecku i tak było ciężko (o kredycie jej nie mówiłem, nie chciałem jej martwić). Robiłem wszystko by sytuacja była stabilna i taka była. Ja sam nie łudziłem się już nawet, iż skończę szkołę średnią, pogodziłem się z tym, że do końca życia będę miał wykształcenie podstawowe.

Zaczęliśmy rozmowę, bardzo spokojnie, nie chiałęm niczego kończyć. Łzy same mi się cisnęły do oczu. Stwierdziłem, że o wszystkim wiem, ale bez zbędnych szczegółów – nie chciała już mnie. Nasz związek, który wtedy trwał niemalże 1/3 naszych żyć pękł jak bańka mydlana spadająca na podłogę. Pstryk… i nie ma.

Nie rozmawialiśmy o tym, kto zostanie z dzieckiem, bałem się tej rozmowy, ponieważ nie miałem i dalej nie mam praw do dziecka, Ciąża pojawiła się przed jej osiemnastką, więc prawnie o wszystkim decydowała jej matka, która w papierach podała „ojciec nieznany”, a ja nie zastanawiałem się nad prawnym ojcostwem nic nie wskazywało na to, że związek się rozpadnie, nie myślałem o takich rzeczach. Na co dzień było tyle spraw, praca, szkoła, dziecko mieszkanie, nie wiem skąd brałem na to wszystko energię, dziś nie potrafię nawet ogarnąć podstawowych obowiązków, wtedy po prostu patrzyłem w te małe ufające mi oczka i pędziłem ile wiatru w żaglach.

Pokłóciliśmy się tydzień później, miałem wtedy wyjść do znajomej pary z dzieckiem, aby nasze maluchy mogły się wspólnie pobawić. Ona wtedy stwierdziła, że z tym gościem (tak z tym, z którym mnie zdradziła) obejrzy film, w naszym wspólnym domu, na naszej sofie, na naszym telewizorze. NIE MA MOWY! Chyba wiele osób nie zgodziło by się na to i przyznałoby mi rację. W tym czasie na myśl mi nie przyszła żadna dziewczyna czy coś w ten deseń, dalej ją kochałem… W kłótni powiedziałem „Jeśli ci tu tak źle, to przecież drzwi są otwarte”. W odpowiedzi usłyszałem, że za to, iż wyrzucam ją z domu, dziecka już nie zobaczę, ale przecież ja jej nigdzie nie wyrzucałem, nie miałem tego na myśli. Nie chciałem go tutaj nic więcej, lecz lawina ruszyła…

Po tych wydarzeniach, widywałem ją czasem, nie pytałem o nic, za każdym razem chciałem uciec. Wspomniałem tylko pewnego dnia, że poszedłem do psychologa, bo miałem problemy z lękami i odżywianiem (kiełkowało to od jakiegoś czasu, lecz wtedy bardzo się nasiliło). 5 lub 6 miesięcy nie widziałem dziecka, lecz spotkałem je w drodze do przedszkola, nie z mamą, ale z tym gościem. Podszedłem do nich, nie chciałem się kłócić, wręcz przeciwnie. Przywitałem się grzecznie, schyliłem się do mojego dziecka, złapałem za tą małą słodką rączkę, spojrzałem w oczka. Powiedziałem „Cześć Kochanie”. Poczułem jak ta mała rączka, wyślizguje się z mojej dłoni, potem jak chwyta nogę tego gościa, jak te małe oczka kierują się w jego stronę.

„Tatuś, co to za pan?”

Mój świat się zawalił… Pamiętam dzień narodzin, najwspanialszy dzień kiedykolwiek. Miałem ochotę wybiec na ulicę i krzyczeć z radości, znalazłem wtedy sens życia, wiedziałem co i jak robić, wiedziałem że wszystko będzie w porządku, miałem tak nieziemską energię w sobie… Lecz wtedy poczułem, że z tą małą rączką i uciekającym wzrokiem odszedł i ów sens. Już nic nie jest takie samo.

Dzieci zapominają szybko, tym bardziej w wieku 3 lat, coś o tym wiem. Nie mam ojca, (a raczej nigdy nie był w mojej świadomości) rozstał się z moją Mamą jak miałem chyba rok albo dwa, śmieszne bo słyszałem kiedyś od rodziny, że jak byłem z mamą w sądzie w sprawie ich rozwodu, to też go nie poznałem, spytałem wtedy podobno „Co to za pan?”.

Osiem miesięcy po rozstaniu, urodziła dziecko, nie moje. Myślałem, że po prostu przytyła, nie widywałem jej w późniejszej fazie ciąży. Ten jej gość… mieszkał piętro niżej, potem dowiedziałem się, że był jeszcze inny przed nim… z bloku obok… Każdy sąsiad patrzył na mnie z politowaniem albo jak na frajera, ale nikt nic nie powiedział, choć wiedział.

Dziś spłacam kredyt. Wstyd mi, bo pomaga mi Mama, sam bym sobie nie poradził, ale nigdy nie prosiłem jej o pomoc w tej sprawie. Po prostu muszę ją przyjmować, bo inaczej nie dam rady. Często wychodzę z pracy jako ostatni. W życiu nie miałem L4, w tamtym roku wykorzystałem dwa dni urlopowe, tylko dlatego,że miałem gorączkę, a do lekarza iść nie chciałem. Gripex Max, Antidol i na halę. Ostatnio szkolę dwójkę ludzi, w poprzednim tygodniu miałem duży projekt. Szef wypisał mi na dziś (poniedziałek) wolne bym odpoczął, a ja siedzę w domu sam i nie potrafię z sobą wytrzymać. Bolą mnie plecy, i stawy. Ważę 50 Kg, mierzę 180, w pracy noszę ciężkie rzeczy, a po pracy codziennie wnoszę 20Kg węgla na 3 piętro po pokonaniu drogi ze sklepu, bo piwnica nie nadaje się do użytku, po tak męczącym dniu człowiek chciał by się wykąpać i posiedzieć w ciepłym… Nic z tego łazienki nie mam, jedynie ubikacje na klatce schodowej, stare drewniane przepuszczające okna, pleśń na ścianach, w kranie tylko i wyłącznie zimna woda chodzę w dwóch bluzach po mieszkaniu do ok godziny 19 zanim się trochę nagrzeje. Na co dzień ratuję się antidolem lub ketonalem. Jest 19:37 a ja nie zjadłem nawet śniadania, nie mam na nie siły ani ochoty – jedzenie nie sprawia mi przyjemności jest dla mnie przykrym obowiązkiem. Regularnie nadużywam leków i alkoholu, przestałem uprawiać jakiekolwiek hobby, a miałem ich dużo: jazda na rowerze, gra na gitarze, łowienie ryb, szycie na maszynie, rysowanie, pisanie, majsterkowanie.

Wiecie co ? Karma nie istnieje.

9
0
Pokaż komentarze (3)

Komentarze do "Trochę o moim życiu"

  1. chujowiczu! zarabiaj z kluu.pl, bez działalności gospodarczej, konto automatycznie weryfikowane
  2. Zycie czasami daje nam w dupe trzymaj sie stary morze byc tylo lepiej.

    0

    0
    Odpowiedz

Problem z otwarciem się na innych i byciem bardziej śmialszym

Coraz bardziej mnie dobija to jak bardzo nie potrafię się dogadywać z ludźmi. Chodzi mi o to że mam ogromne trudności z utrzymaniem relacji, poznawaniem nowych osób. Często też nie wiem jak mam zaczynać rozmowy po prostu jakoś mnie to przeraża. Nie mam przyjaciół ani żadnych znajomych. Mocniej odczuwam to jak nie mam żadnych bliskich osób i czuje się samotnie. Nie wiem co mam robić z tym. Dodam że panicznie się wręcz boje że gdy nawet kogoś poznam to ta osoba się mną znudzi , nie będę dla tej osoby kimś ciekawym i wartym rozmowy a ta osoba mnie zostawi.

4
0

Męcząca rodzina

Mam tego kurwa po dziurki w nosie. Mam szesnaście lat. Przez pandemie muszę siedzieć w domu i powoli zaczyna mi od tego odpierdalać. Każdego ranka budzę się zadowolony, ale na samą myśl o spędzeniu kolejnego dnia z tą bandą pojebów rzednie mi mina. Do kuchni idę w akompaniamencie darcia. Ojca wkurwia absolutnie wszystko. Kiedy tylko słyszy że się budzę, natychmiast zapierdala do kuchni i udaje, że ma coś ważnego do zrobienia. DOSŁOWNIE przekłada sztućce z miejsca na miejsce. Na stole stał jebany syrop na kaszel, tuż obok mojego talerza.
Stwierdził „Skończyłeś go już używać, więc go odłóż”, po czym przestawił go dwa centymetry dalej. Byłoby to nawet śmieszne/żałosne, gdyby nie fakt, że po tym jak zapytałem się po kiego dziada to zrobił? On wygłosił (oczywiście podniesionym tonem) „wykład” na temat tego jak wszystko ma swoje miejsce. Dwa kurwa centymetry. Gdziekolwiek idę, on lezie za mną, byleby móc się do mnie o coś przypierdolić. Poddałem się i wróciłem do pokoju. Oczywiście gdy tylko ja opuściłem kuchnię, on też to zrobił, choć jeszcze przed chwilą „robił tam coś ważnego”.
Najśmieszniej jest gdy wszyscy zaczynają się na siebie drzeć. Czasami mam wrażenie, że jestem w mojej familii jedynym normalnym człowiekiem. Ja nigdy nie biorę udziału w tych kłótniach. Siedzę na drugim końcu domu i słucham jak kłapią szczękami. Może to jakaś cecha zapisana w genach, ale ja, nie mam naturalnej potrzeby warczenia od samego rana. Oni wręcz przeciwnie. Razem z moim młodszym o sześć lat bratem potrafią kłócić się o dosłownie wszystko. Zgubione cienie do oczu, pilot od telewizora na podłodze, a nawet jakaś burda z rodzinnej wigilii pięć kurwa lat temu. Jak to jest, że podczas dwugodzinnej awantury im potrafi zaschnąć w gardle od nadmiaru darcia gęby, a ja mogę nie odezwać się ani słowem? Ostatecznie i tak przez przypadek muszę się napatoczyć na któreś z nich w przedpokoju, a wtedy okazuje się, że chociaż nie brałem udziału w całym tym mordodarciu, do mnie też mają jakieś zażalenia. Przez całe te kurwa dwie godziny milczałem jak grób, więc skąd ten problem? To nie jest jakaś pojedyncza sytuacja. Każdego jebanego dnia, dzieje się tak samo. Rozumiem, że to ciągłe wspólne tłoczenie się może być męczące, że oni też kiedyś mogli wyładować swoje napięcia w pracy i tak dalej i tak dalej…..
Więc dlaczego choć ja też jestem w podobnej sytuacji, nie odczuwam potrzeby kłócenia się o podobne pierdoły. Naprawdę mam teraz ważniejsze problemy na głowie i nie mam ochoty znosić ich humorów. Gdyby nie ich ciągłe wkurwienie, te zdalne byłyby całkiem znośne. W większości wypadków po takiej awanturze sytuacja na chwile się uspokaja. Zupełnie jakby wrzaski ich odprężały. Ja mam spierdolony humor, chociaż w niej nie uczestniczyłem.
W szkole zawsze szło mi dobrze. Papierosy są popularne wśród reszty rocznika, ale mnie nigdy nie pociągały. Nie wdawałem się w bójki. A mimo to oni zawsze mają coś wrednego do powiedzenia na mój temat. Czuje się z każdym dniem coraz gorzej. Chujnia bez dna.

4
0
Pokaż komentarze (2)

Komentarze do "Męcząca rodzina"

  1. chujowiczu! zarabiaj z kluu.pl, bez działalności gospodarczej, konto automatycznie weryfikowane
  2. A co ja mam powiedzieć, gdy moi antyrodzice byli w stanie tak się drzeć przez całe noce przez kilkanaście lat?
    Teraz, mojej matce po rozwodzie, to w ogóle już twarz się nie zamyka, tylko zrzędzi 24h na dobę. Zawsze. Gdy pomieszkiwałem u niej, to jak tylko sie obudziłem natychmiast wychodziłem z mieszkania, bez śniadania i niczego, byleby jak najszybciej się ubrać (co też było ekstremalnie ciężkim zadaniem, prawie niewykonalnym przez tą zrzędę!), i wrócić jak najpóżniej… oczywiście prawie przez cały miesiąc nie byłem w stanie nawet wejść do mieszkania na noce, gdy była nietrzeźwa już od 12 rano.

    1

    0
    Odpowiedz
    1. Nie twarz, tylko krzywy ryj od libacji !

      0

      0
      Odpowiedz

Wyrzucił mój obiad do kosza

Właśnie wróciłam z pracy. Wiedziałam że on nic nie ugotował. Ale nauczona doświadczeniem pod tytułem „jadłem u mamy” kupiłam sobie pierogi do odgrzania. Jak tylko je zobaczył to otworzył paczkę i wsypał zawartość do kosza. Na moich kurwa oczach wyjebał mi obiad. Nie jestem gruba, ważę 65 kg przy 1.65 metra, ale dla niego już zahaczam o otyłość. I za każdym razem jak coś jem słyszę teksty w stylu ” to za dużo jak ja kobietę” „zamierzasz tyle zjeść” ” nie jedz tego” „powinnaś iść na siłownię”
Serio, jestem kurwa głodna, bo właśnie wróciłam z pracy, a pracuje fizycznie. On nic nie przygotował, bo do 15 stej siedział u mamusi, a jego mamusia jakoś nie szykuje dla mnie obiadków. Mam tego serdecznie dość. Jego docinków w moim kierunku.
I co najlepsze udało mi się zrobić to popłakać i schować pod kołdrą. Jestem życiową pizdą, powinnam się go dawno pozbyć że swojego życia.

8
1
Pokaż komentarze (5)

Komentarze do "Wyrzucił mój obiad do kosza"

  1. chujowiczu! zarabiaj z kluu.pl, bez działalności gospodarczej, konto automatycznie weryfikowane
  2. Łączy was coś więcej oprócz przyzwyczajenia i gwarancji jebanka na pstryknięcie palcem? Bo jeśli tylko te dwie rzeczy to weź kochanieńka spierdalaj stamtąd z prędkością Pendolino pokonującego odcinek Warszawa Centralna – Gdańsk Główny, a jeśli to Twoje mieszkanie lub najem na Ciebie to spraw żeby to on z taką prędkością wypierdalał. Dobry Jezu, ja spierdalam przy pierwszych oznakach ubytków w centralnym układzie nerwowym konkubiny, bo czas ograniczony, ludzi na świecie prawie osiem miliardów więc nie tracę go na zlasowanych fok naprawianie, a na ukształtowanych, pachnących, delikatnych, ambitnych cipek szukanie. JzL (Jebaka z Licencją)

    1

    1
    Odpowiedz
  3. Baby po ślubie żrą jak świnie i się zapuszczają, a potem płacz że misio inną dyma, noż kurwa chyba oczywiste dlaczego.

    3

    1
    Odpowiedz
  4. Dlaczego nie kopniesz go w dupę i niech wali chuja cwel

    0

    0
    Odpowiedz
  5. Kobieto, uciekaj!!!!

    1

    0
    Odpowiedz
  6. Facet to sprośny wieprz.

    1

    0
    Odpowiedz

Wykorzystywanie na każdym kroku

Wiecie co mnie wkurwia? Na każdym kroku jesteś wykorzystywany, czy to w pracy, w internecie wykorzystują naiwność samotnych ludzi troll kontami/fałszywymi, wykorzystują naiwność ludzi którzy chcą dorobić omamiając ich umysły, ze zarobią chociaż 50 groszy od ankiety, wypierdoliłbym wszystkie te strony w kosmos, zamiast być człowiekiem dla człowieka każdy chce cie wyruchać i na tobie zarobić chociaż te 5 jebane groszy.

8
0
Pokaż komentarze (2)

Komentarze do "Wykorzystywanie na każdym kroku"

  1. chujowiczu! zarabiaj z kluu.pl, bez działalności gospodarczej, konto automatycznie weryfikowane
  2. Tak, tak. Słuchaj nie chcę mi się wynieść śmieci. Worek stoi pod drzwiami. Zabierz go i wynieś, ok?

    0

    1
    Odpowiedz
    1. Ile zapłacisz?

      0

      0
      Odpowiedz

Nieużywanie kierunkowskazów

Wiem że była chujnia o motoryzacji niejedna, ale dorzucę swoją. Chodzi o ludzi niedojebanych umysłowo, którym kierunkowskazy są potrzebne do ozdoby. Coraz częściej spotykam się z sytuacją, że jedzie jakaś niemota w lewo czy prawo i nie pokazuje, gdzie skręca. Co ja mam się kurwa domyślać, gdzie jedna ciota z drugą ma zamiar jechać? Ja jestem wróżbita Maciej? Naucz się niedojebie mózgowy jeden z drugim, że kierunkowskaz nie jest po to żeby był, tylko żeby inni wiedzieli, co masz zamiar zrobić.
Nieważne, czy to jakaś kobieta w Yarisie, czy spierdolina z Bolidu Małego Wiochmena – nie pokazują, gdzie skręcają. Jak wam niepotrzebne kierunki to weźcie młotek i rozpierdolcie klosz. Bo i tak nie używacie, zresztą tak samo jak mózgu.

4
0
Pokaż komentarze (2)

Komentarze do "Nieużywanie kierunkowskazów"

  1. chujowiczu! zarabiaj z kluu.pl, bez działalności gospodarczej, konto automatycznie weryfikowane
  2. W gównopomorskim to standard. Tutaj nawet jest coś takiego, że jak „nikt nie patrzy” to na rondzie skręca się w lewo… najkrótszą z możliwych 😛 (jprdl…)

    0

    0
    Odpowiedz
  3. Dokładnie, często z ronda zjeżdżają i nie włączają. Kiedyś jednego dogoniłem (przechodziłem przez ulicę i gościu skręcał w uliczkę obok), podszedłem i zapytałem grzecznie, czy auto ma sprawne kierunkowskazy… przeprosił! hehe

    0

    0
    Odpowiedz

Śmierć dziadka

Witam mam 12 lat. bardzo jestem smutny ponieważ zmarł mój dziadek z którym miałem w chuja dużo spomnień był na każdych moich urodzinach, poprostu był najlepszym dziadkiem jakiego mogłem sobie wymarzyć wyciągnął mnie z kłopotów pomagał z lekcjami tłumaczył chemię biologię polski mate itp.

11
2
Pokaż komentarze (2)

Komentarze do "Śmierć dziadka"

  1. chujowiczu! zarabiaj z kluu.pl, bez działalności gospodarczej, konto automatycznie weryfikowane
  2. Głowa do góry. Dziadek na pewno patrzy z góry i jest z Ciebie dumny.

    1

    1
    Odpowiedz
    1. „Ustalmy jedno – nie ma żadnego u góry” – George Carlin -_-

      0

      0
      Odpowiedz

Kebab

I jak tu się nie wkurwiać? Ma człowiek ochotę na kebaba, wchodzi do knajpki, zamawia i co dostaje? Wielką bułe z toną zielska i odrobiną mięsa… Kurde kapuche i cebule to ja sobie mogę poszatkować w domu i wpierdolić z talerza. Bułkę tez się wszędzie kupi. Człowiek płaci za to mięso i chce tego mięsa dużo bo to ono jest tym gwoździem programu! Nie mam obrotowej opalarki w domu do mięsa i dlatego tyle płace w knajpie. Najgorsze są te firmowe kebaby w jakiś centrach handlowych, tam to już w ogóle tego mięsa się trzeba naszukać a kosztuje tyle że masakra np Berlin. Oczywiście zdarzają się knajpy co porządnie mięska dobrego nałożą ale to trzeba się naszukać. Miło wspominam Taki punkcik w Giżycku jak byłem na wakacjach. Kolejka tam była że szok. Ale wystałem swoje i nie żałowałem. Mięcha tyle że ledwo zjadłem! I tak powinno być!

4
2
Pokaż komentarze (3)

Komentarze do "Kebab"

  1. chujowiczu! zarabiaj z kluu.pl, bez działalności gospodarczej, konto automatycznie weryfikowane
  2. Pracowałem w tym punkcie w Giżycku. Jeśli zamawiałeś sos łagodny, to muszę Cię zmartwić. Nie był to sos, tylko nieco inna substancja…

    1

    1
    Odpowiedz
    1. Musztarda? XD
      Sos łagodny amerykański jest żółty hehehe.

      0

      0
      Odpowiedz
  3. Jak ja zamawiam kebsa to mam na cały 1 dzień XD.

    0

    0
    Odpowiedz

COVID-19 zniszczył mi życie

W tym roku w drugiej połowie stycznia zachorowałem na COVID-19 no i do dziś przez to mam mega nieprzyjemności – nie jestem już chory, więc nie zarażę innych – chodzi mi o to, że ten jebany koronawirus dał mi powikłanie umysłowe w postaci problemów ze snem. A przez to, że mam problemy ze spaniem to również gorzej działa mi myślenie. No i jak na razie nie zanosi się, by mi się poprawiło. Nie mam, ale jeśli bym miał miliard dolarów to w zamian za powrót do dawnej formy nawet tyle kasy bym zapłacił.

Jeżeli uważacie, że COVID-19 dla każdego człowieka jest łagodny to się grubo mylicie!!! Jestem przykładem człowieka, który kiedyś uważał koronawirusa za wirusa, którego można bagatelizować, a obecnie myślę zupełnie inaczej – trzeba z nim walczyć. Przez to, że ta jebana choroba zniszczyła mi życie to nie mogę normalnie funkcjonować!!! Macie jakieś dobre rady jak wrócić do dawnej formy?
Powinienem się zaszczepić – wtedy być może nie doszłoby do problemów ze snem, a co za tym idzie – umysł by mi dużo lepiej działał. Mam nadzieję, że ten wpis wejdzie na główną.

4
2
Pokaż komentarze (2)

Komentarze do "COVID-19 zniszczył mi życie"

  1. chujowiczu! zarabiaj z kluu.pl, bez działalności gospodarczej, konto automatycznie weryfikowane
  2. Mi szczepionka namieszała w głowie, więc jeżeli cię to pocieszy to generalnie covid to chujnia tak czy siak

    0

    0
    Odpowiedz
  3. Nie ruszałby cię COVID-19 gdybyś masował drąga, pił whisky i ruchał dmuchane lale , kradł krokodyle, jeździł Mesiem, obsrywał kible, wkładał ważne kwity do niszczarki, tyrał u Mesia na taśmie i wraz z Byczywąsem dodawał sos ”od siebie” do głównego zbiornika, patałachu. Trzy stówy w łapy, CV w zęby i pod bramę ŁWF gdzie prezez Euromebel przydzieli ci stanowisko i będziesz jebał od świtu do nocy w pocie czoła.

    4

    0
    Odpowiedz

Chlanie

Mam 22 lata, sporo w życiu wypiłem, sporo akcji odjebałem (rodzice mnie znajdywali w krzakach, wywalali mnie z klubów bo rzygałem itd.), poszedłem na terapię, trochę się poprawiło, przestałem mieszać alkohole, piję tylko piwo. No i tej nocy piłem tylko piwo, wszystko było ok, tylko nie pamiętam już powrotu taksą do domu. A w nocy się zlałem w spodnie.

6
3
Pokaż komentarze (2)

Komentarze do "Chlanie"

  1. chujowiczu! zarabiaj z kluu.pl, bez działalności gospodarczej, konto automatycznie weryfikowane
  2. Tylko jedna książka – Allen Carr i będziesz free jak malowany ptak. Tylko przeczytaj – najlepiej kilka razy.

    0

    0
    Odpowiedz
  3. I to rozumiem.

    0

    0
    Odpowiedz