Ku przestrodze – nie idźcie do korpo!

Już ponad 4 lata temu zmieniłem miejsce zamieszkania z totalnego wypizdowa żeby szukać zatrudnienia, kwalifikacji i wykształcenia. Normalna rzecz, że człowiek chce się jakoś rozwijać i szukać nowości. Siłą rzeczy na czas nauki trzeba sobie jakoś dorobić, żeby opłacić czynsz lub czesne. W związku z tym, pracodawcy na portalach z ogłoszeniami łudzą zielonych młodziaków i milenialsów szturmujących metropolie każdego 1 października kiedy zaczyna się rok akademicki lub licealistów chcących dorobić na wakacje albo ferie utopijnymi warunkami pracy rodem z amerykańskich sitcomów i programów z MTV, takimi jaki impresski, żarcie, bankiety, laseczki i kumple. Z perspektywy czasu, zatrudnianie się w call-gówno-centrach i „pracach biurowych” z koniecznym naciskiem na to, że jest to biuro klimatyzowane (gdzie praca ta, niemająca nic wspólnego z zajęciami odpowiadającymi osobie z „mgr.” przed nazwiskiem, polega głównie na klikaniu, czytance i siedzeniu 8 h na czterech literkach, a szczytem możliwości jest kopiuj-wklejanie w Excelu, więc nie trzeba umieć właściwie nic), poza tymczasowym zarobkiem nie dało zupełnie nic, poza zrytą psychą. Rzecz w tym, że każda taka firemka ma jakąś centralę, gdzie jakiś pan feudalny (bo umowę o pracę zaoferują z rzadkością zważywszy na fakt, że pracownik posiadający jakieś prawa narzucane przez Kodeks Pracy to dla tego pospolitego złodzieja zbyt duży ciężar) uroi sobie w swojej głowie coś takiego jak „cele”. Czyli z kaprysu, jednym kliknięciem wymyśli normę, którą trzeba wyrobić choćbyś miał stanąć na chuju i na rzęsach. Oczywiście tego nie zrobisz, bo nie da się przystawić klientowi pistoletu do głowy, więc przeprowadza się pranie mózgu polegające na bombardowaniu coachingowymi pierdoleniami o braniu losu we własne ręce, robiąc z pracownika bezmózgiego zombiaka, który ma nie myśleć logicznie, a przynajmniej udawać z bananem na mordzie jak w Big Brotherze, że wszystko jest cacy, a reszta to już tylko jego wina. W ten sposób z miejsca pracy, jak już pewnie zdążyliście zauważyć, robi się wariatkowo. Presja czasu, ciśnienie na wynik, stres, krzyki, nerwy, rywalizacja zamiast współpracy (bo zawsze znajdzie się ktoś na twoje miejsce z racji na rotację jak w ulotkach), płacz i mobbing – masochizm to nieodłączny owoc zaadaptowania takiego „zachodniego modelu biznesowego”. Główny problem polega na tym całym złudzeniu, które zostało przeważnie przez media i portale społecznościowe wykreowane wokół korpo, przez co młodzi ludzie garną się tam jak muchy do gówna bo myślą, że praca fizyczna hańbi, a „w biurze” (xD) jest dla balangującej szlachty i supermodelek. A fakty są takie, że w pracy fizycznej np. na magazynie, w restauracji, na zmywaku, albo gdzieś indziej, praca polega na zrobieniu swojej roboty i pójściu na przysłowiowy fajrant. W kopro zaś – a mam już za sobą kilka epizodów od tele-gówno-marketingu, chujo-pracy w sieciówkach po windykację – jak to przylgnęło do jej beneficjentów, robią „korposzczury” (i dyrygujące im nadszczury), a słysząc „szczur” wyłania się obraz następujący: gryzoń zapierdalający na kołowrotku, który nic z tego nie będzie miał.

85
6

Komentarze do "Ku przestrodze – nie idźcie do korpo!"

  1. spokojnie, spokojnie, chwytaj karafke i bedzie lepiej:
  2. Masz rację – jebać korporację!

    1

    0
    Odpowiedz
  3. Te hamerykańske sitcomy powinni zniszczyć.

    1

    0
    Odpowiedz
  4. To chyba nie pracowałeś w normalnym korpo, nie uwieżysz ale takie są. A to co wymieniłeś to ni chuja nie są korpo, tylko 3-cie firmy lokalne, do których korporacje wydelegowały chujowe prace, bo się okazało że jest taniej.

    2

    0
    Odpowiedz
  5. Ojej jak ja ci3 szanuje

    0

    0
    Odpowiedz
  6. 4.lata robię w korporacji, a ty kolego przesadzasz. W korporacji jest fajnie tylko ty o lekach zapomniałeś i nie brałeś pigułek szczęścia.

    1

    0
    Odpowiedz