Dlaczego ludzie czasami w ogóle nie potrafią myśleć? Jedzie człowiek normalnie po drodze, w nocy, dość spory ruch, z przeciwka jadą samochody, a tu stoi jeden debil z drugim na skraju drogi. Oczywiście ubrania „odblaskowe” w kolorze czarnym lub szarym, tyłem do nadjeżdżającego samochodu i za cholerę nie ruszy dupy w bok. Pomijając to, że pojawia się człowiekowi przed maską w ostatniej chwili, ledwo co zdąży się takiego debila ominąć. Kurwa, ludzie, uczą, że jak się łazi w nocy to się nosi coś odblaskowego, a jak nie to chociaż idzie się poboczem, a nie stoi na asfalcie. Już Batman chyba by był bardziej widoczny od tych debili.
Kategoria: Bez kategorii
Kontuzja kolana
2011-07-08 23:43Od dłuższego czasu gramy z kumplami w siatkówkę. Jest nas ośmiu, gramy 4 na 4. Wczoraj skakałem z kumplem do bloku i on jakoś tak spadał, że dostałem w nogę w okolicach kolana. Chwilę bolało, a potem graliśmy dalej jeszcze 1,5 h. Dziś nie mogę nogi w kolanie wyprostować, ani zgiąć do końca. Masakra. Boli jak cholera, aż kuśtykam, jeszcze tak nie miałem, ale kolano nie puchnie. Śrut, jak ktoś miał coś podobnego to poradźcie. Do lekarza idę jutro, może wydębię skierowanie do ortopedy. Najgorsze jest to, że dopiero co byłem u ortopedy prywatnie z ręką, a tu taki chuj teraz z kolanem. Smaruje na razie dolgitem, ale to nic nie pomaga. Po robocie dam szanse altacetowi. Mile widziane doświadczania sportowców. N A R A
Rozstępy
2011-07-08 23:43Wszystkim się wydaje (facetom w szczególności), że ciało kobiety to musi być samo piękno, a w rzeczywistości ideałów po prostu nie ma. Miałam już kilku facetów, wydaje mi się, ze raczej jestem normalna, ale bariery przed pokazaniem swojego ciała nie mogę złamać… chujnia.
Bezsenność
2011-07-08 23:43To jest naprawdę chujowy problem. Ostatnio (ta, ostatnio, od 8 miesięcy) mam mnóstwo stresów w życiu, które ciągle się nawarstwiają. Stawiam im czoła, ale wszystko odreagowuję w nocy. Nie mogę usnąć przed 4 nad ranem, mogę położyć się o 22 i 6(!) godzin przewracać się z boku na bok… pozycje kamasutry wymiękają przy tych, które przybieram zanim uda mi się zasnąć. Okropnie mnie to męczy, brałam jakieś tabletki na bezsenność, ale nie pomogły. Mam w głowie tyle myśli, których nie mogę ogarnąć, w nocy łapie mnie straszny szczękościsk i kiedy wstaję rano, bolą mnie wszystkie zęby :(.
Biegam wieczorami, żeby się zmęczyć i mieć ochotę na sen, ale guzik to daje. Prawda jest taka, że usnąć w sekundę mogę tylko po imprezie, kiedy tylko marzę o łóżku. Ale bez jaj, chcę zasypiać w normalny sposób! Znacie jakieś sposoby, żeby usnąć w szybkim lub choć odrobinę szybszym tempie? Bo to już jest nie do ogarnięcia 🙁
Mentalnie przyjebany
2011-07-08 23:43Czytelnikom i autorom tutejszych wpisów nie trzeba tego tłumaczyć, ale gwoli wstępu porwę się na taką oczywistość. Co by ładniej wyglądało. Życie jest jakie jest i często bywa, tak że człowiek z jakiegoś powodu jest prosto mówiąc WKURWIONY. Naturalna kolej rzeczy, no nie? Schody zaczynają się gdy najczęściej jesteś wkurwiony na samego siebie. Z jednej strony mam głęboko wyjebane na cały świat, mogło by się wszystko walić, palić i srać jednocześnie. Kładę na to. Z drugiej jednak strony potrafię zadręczać się byle gównem. Szukać na siłę problemu tam gdzie go nie ma. Analizować wszystko do stopnia równego liczeniu wszystkich użytych sylab w „Panu Tadeuszu”. Rozkładać na czynniki pierwsze to co ktoś powiedział/miał na myśli. Chociaż 5 minut wcześniej upierałbym się, że szczerze mnie to jebie. Bo to co myślą inni to ich problem. Za dużo myślę, analizuję, jestem zbyt podejrzliwy, wszędzie widzę sztuczność, wydaje mi się, że każdy ukrywa to co naprawdę myśli, wyciągam chuj wie jakie wnioski, nad interpretuje, biorę to do siebie i czasami jeszcze bywa, że jestem o to zły na cały zasrany świat. Zrażę tym kogoś do siebie i wkurwiam się na nowo, tym razem zastanawiając się na chuj mi to było potrzebne. Mam świadomość, że wykańczam samego siebie ale w innej sytuacji historia się powtarza. Brak dystansu do samego siebie? Nie, to coś innego. Spierdolony charakter. Jestem do tego wszystkiego kurewsko drobiazgowy i krytyczny, każdy szczegół, detal ma znaczenie. Jeśli nie jest tak jak ja to widzę to lepiej żeby nie było tego wcale. Perfekcjonizm? Nie sądzę, są rzeczy nad którymi mogę siedzieć non-stop poprawiając i czepiając się wszystkiego co się da. Druga połowa to te, które robię na odpierdol – byle było i mieć święty spokój. Mało co sprawia mi przyjemność, kiedyś umiałem się jeszcze czymś cieszyć. Zazwyczaj planuje dzień w sposób; „Zrobię to i tamto a później będzie luz i coś tam..” No i robię co muszę, zapierdalam na te studia z czym trzeba, przychodzi czas odpoczynku i nic mi się już nie chce. Totalne znudzenie. To czy tamto – jeden chuj. Satysfakcja z osiągów na studiach? Mam się cieszyć? A co mi z tego przyjdzie? Zapłacą mi za to? Nie? No to co za różnica jakie mam wyniki? ŻADNA. Patrząc na resztę świata, na to, że nikt nie ma tak spierdolonego podejścia do życia ciężko nie odnieść wrażenia, że jest się.. przyjebanym. Niby próbuje to zmienić, bywają dni, że cieszę mordę do porannego słoneczka tylko z tego powodu, że jest nowy dzień ale później i tak zaczyna się na nowo. Nie potrafię być uśmiechniętym tylko dlatego, że ktoś powie: „Lepiej być wesołym niż stale niezadowolonym.” No co ja poradzę. Wkurwia mnie gdy ktoś się do tego wszystkiego jeszcze pyta „czemu taki jesteś?” Naprawdę Cię to obchodzi? Za 5 minut zapomnisz, że z Tobą rozmawiałem a mi to jakoś nie pomoże. Chcesz mi powiedzieć, że inni mają gorzej i trzeba się cieszyć tym co się ma? Ale ja już to słyszałem 10x.
Mógłby ktoś zapytać, „to po chuj tu piszesz i się żalisz?” I słusznie. Nie wiem. Mam ochotę ponarzekać. Może to ja jestem przyjebany, może cała reszta świata, może jedno i drugie. Bez różnicy.
Ave.
Facet mnie denerwuje
2011-07-08 23:43Piszę tutaj, bo mam ciężką analizę i mam nadzieję, że może ktoś mnie oświeci. Poznałam faceta i kompletnie gościa nie rozumiem. Gość umawia się ze mnę na spotkania po czym w ostatniej chwili je odwołuje, albo w ogóle nie odbiera telefonu! Po czym przeprasza i zawsze jakieś wytłumaczenia ma. Nie rozumiem tego, bo pisze smsy jak porąbany, słodzi ile tylko wejdzie, obiecuje randki, kwiaty itd., a później i tak do tego spotkania nie dochodzi. Weźcie mi proszę wytłumaczcie o co mu chodzi bo zwariuje. Teraz znowu się z nim umówiłam… a jak znowu odwoła?
Facet -.-
2011-07-08 23:43Ogarnęła mnie chujnia, totalna. Dół taki, że wiele cyganów by do niego powpadało, i jeszcze by miejsca starczyło. Nie jestem jakimś rozhisteryzowanym dzieckiem, ani nic z tych rzeczy. Otóż przejdę do tematu. Pokłóciłam się wczoraj z facetem :/ O głupotę (jak zwykle). Napisałam mu wczoraj przepraszam i takie tam, bo wiem, że to była MOJA WINA. Nie odezwał się. Na żadnego głupiego smsa nie odpisał :// Wydaje mi się momentami, że mój facet miewa 'okres’ :// Dziękuję za uwagę. PS : Czemu żeby dodać tą notkę, muszę przepisywać słowo 'ŚRUT’ ?! ;o
Chuj mnie strzela na studiach
2011-07-08 23:43Chuj mnie strzela, jak pomyślę, że w weekend mam iść do szkoły, a w dodatku muszę się nauczyć jakiegoś draństwa, a mi się nie chce 😐 Mam ochotę rzucić studia, po prostu mam wrażenie, że to nie dla mnie. Męczę się niemiłosiernie. Ale nie chce być uważana za głupią, nie chce być nikim, a teraz bez studiów, nawet jeśli przyszło się tylko po papierek i nic nie wyniosło, ludzie uważają Cię za debila. Chciałabym mieć ten jebany papierek ale MI SIĘ NIE CHCE. Zupełnie nic. Mogłabym tyrać od rana do wieczora, ale spędzenie czasu w szkole i nauka mnie dobijają na maxa… Najgorsze, że nikt by mi nie pozwolił zrezygnować ze studiów, „bo tyle kasy już poszło” (na 2sem. jestem), „jak to tak bez szkoły?” itp. Nie wiem co mam robić. Jestem chyba nienormalna…
Przesrane zdrowie
2011-07-08 23:43Mam od ok. 10 lat zespół jelita drażliwego (albo jakkolwiek to nazwać), który w moim przypadku objawia się głównie głośnymi na pół kilometra wzdęciami, na które nie pomagają leki ani zmiana diety i w połowie przypadków są spowodowane moimi obawami przed ich pojawieniem, czyli zataczam błędne koło. Obawiam się każdego spotkania z ludźmi, więc poza gronem najbliższych znajomych, przy których czuję się swobodnie, ograniczam je do minimum i tak doszłam do tego, że prawie w ogóle nie wychodzę z domu, boję się każdego spotkania, na którym będę zmuszona siedzieć chociażby 10 minut. Dodatkowo przed każdym takim spotkaniem mam ostrą srakę, ale to nie jest najgorsze. Na razie utrzymują mnie rodzice, ale darmozjada długo trzymać nie będą i tu zaczyna się kolejna chujnia, bo nie wiem co dalej ze sobą zrobić, od dłuższego czasu próbuję wymyślić zawód, który będę mogła uprawiać w domu, albo w odosobnieniu. Niestety mam ograniczone zdolności i predyspozycje, więc jestem w czarnej dupie. Niezależnie też od mojej psychiki, która zazwyczaj napędza tę machinę to gówno zaczyna się zawsze, gdy muszę wstać rano i jest to nie do zniesienia, po prostu nie do zniesienia. Chujnia z grzybnią.
Wstrętny maminsynek
2011-07-08 23:43Piszę właśnie tutaj, bo już po prostu psychicznie nie wytrzymuję całej tej sytuacji. Jestem z mężem od 4 lat i już jak za niego wychodziłam to wiedziałam, że wprost wielbi swoją matkę, ale myślałam, że jak się wyprowadzimy daleko od jego rodzinnego domu to będzie spokój. Ale po ślubie, jego kochana mamusia zarządziła, że absolutnie, ale to absolutnie nie możemy nigdzie wyjechać, bo ona musi mieć synka przy sobie. Ja dostałam pracę w innym mieście i mówię mu, że nie mogę tracić czasu na dojazdy, dlatego musimy się przeprowadzić. No, ale oczywiście teściowa wygrała i ON postanowił, że nie będzie żadnej przeprowadzki. Przez te lata musiałam dojeżdżać prawie 2 godziny do pracy, podczas, gdy on miał ciepłą posadkę 10 minut drogi od naszego domu, no i w dodatku blisko mamusi. Rok temu urodziłam dziecko. Myślałam, że coś się zmieni, ale dalej nic. Każdy czas musi być poświęcony teściowej-jak jej się pralka zepsuje o 22.00 w nocy to jedzie, jak matka się nagle źle poczuje to jedzie, jak trzeba jej zakupy zrobić i tak w kółko, a gdzie w tym wszystkim jestem ja i nasze dziecko? Nawet nie ma czasu się z nim pobawić, a ze mną porozmawiać, bo jak nie praca to mamusia. Ja oczywiście musiałam zrezygnować z pracy…chujnia i to wielka. Zostawić go nie mogę, ze względu na to, że nie mam obecnie pracy, a nawet gdybym ją znalazła to ciężko mi będzie samej z dzieckiem. Po drugie mąż mi na pewno nie da rozwodu. Ale ja już tak nie chcę żyć, nie kocham go, to pewne, ale męczy mnie to, że nie mogę nic zmienić. Rodziców też nie mam, więc nie mam gdzie szukać wsparcia…
