Od jakiegoś czasu jestem z pewnym chłopakiem. Mój problem polega na tym, że ja nie umiem z kimś być. Ja już z kimś jestem to on musi robić wszystko tak jak ja chcę. Czyli ciągle do mnie pisać, być na każde zawołanie. Jak coś zrobi nie tak to zaraz się wkurwiam. Gadam, że z nami koniec itd. Ja wiem, że to jest pojebane. Sama się z tym męczę i ludzie ze mną też się męczą. Chujnia na maksa
Kategoria: Bez kategorii
I tak wszyscy skończymy w TESCO
2011-07-08 23:43W tym kraju człowiek po studiach jest zwykłym gównem. Pół roku temu zdobyłam tytuł magistra i co? Wielkie gówno, zamiast dobrze płatnej pracy na wysokim stanowisku pracuję w Tesco na monitoringu, w dodatku dojazd do pracy zajmuje mi 4 godziny. Kuuuurwa, gdzie tu sprawiedliwość????
Jebane pozerstwo
2011-07-08 23:43Nic mnie w życiu tak nie wkurwia jak jebane pozerstwo. Szczególnie względem subkultur. Zawsze mdliło mnie na widok wypomadowanych irokezów, które w pierwszych minutach koncertu przechodziły metamorfozę w a’la alfa. Wkurwia mnie czyjaś niewiedza na dane zagadnienie i jednoczesne tego agitowanie. Wkurwia mnie to, że ludzie nie myślą, po prostu nie używają mózgu. Głupi okres dojrzewania? Jak się ostatnio okazało nie tylko, kurwa! Ostatnio zirytowała mnie do granic pozerska postawa dorosłości, kompletna metamorfoza osobowościowa osoby, z którą 'przyjaźniło się’ od lat. Izolacja od znajomych (czyt. ode mnie) pod pretekstem wyimaginowanego konfliktu, przyjęcie postawy wyniosłej, lecz z kijkiem w dupie, no i oczywiście parcie na ślub. Wkurwiają mnie tematy wesel, ślubów, domów, kuchni, dywanów, miesięcy miodowych. Wkurwia mnie pozerska dorosłość! Zmiana osobowości jak chorągiewka zawieje, to jest chujnia.
Toksyczna rodzina
2011-07-08 23:43Nienawidzę mojej rodziny. Na każdym kroku tylko mnie gnoją, siebie nawzajem też. Nieustannie krzyki, wyzwiska. Żyję tylko dla mamy, babci i dziadka. Gdybyście poznali resztę, sami nie uwierzylibyście jakie to potwory bez serca. Liczą się dla nich tylko pieniądze. Mam znajomych, którzy mają mniej pieniędzy niż my i prawie cała rodzina śmieje się, ze mnie, że zadaję się z robalami, a ci ludzie są milion razy bardziej wartościowi niż oni. Obcy ludzie kochają mnie bardziej niż moja własna rodzina. W szkole zawsze byłam lubiana, miałam wielu przyjaciół, bo wspierałam ludzi i miałam dla nich cieple serce, a w domu był to tylko kolejny powód żeby mi dokopać i drwić ze mnie. Żeby przetrwać na tym świecie trzeba być skurwysynem!! Za 2 lata się wyprowadzam, bo jeśli tu zostanę to się powieszę.
Ból nie do opisania
2011-07-08 23:43Nigdy nie sądziłem, że przekonam się jaki to ból po stracie „przyjaciela”. Ale niestety się przekonałem. Ale od początku. Znaliśmy się od 1 klasy podstawówki. Zawsze razem siedzieliśmy w ławce, zawsze chodziliśmy po szkole do siebie albo się pobawić np. kolejką (gdy byliśmy młodsi), albo ponapierdalać na pleyu w fifę (ahh to były czasy) lub na kompie. Mimo, że mieszkaliśmy daleko od siebie to co najmniej 2 razy w tygodniu albo jak wpadałem to mojego „przyjaciela”, albo on do mnie. Zawsze jak robiłem urodziny to zapraszałem go do siebie, a on mnie. Cieszyłem się, ze mam w kimś oparcie. Nasi rodzice też się dobrze znali i bardzo lubili. Tak minęły czasy podstawówki i gimnazjum. Do liceum też wybraliśmy się razem. Niestety coś się zjebało, bo ?przyjaciel? niestety nie przeszedł do następnej klasy. Mimo to utrzymywaliśmy ze sobą kontakt, bo został w tej samej szkole. Niestety, przyszedł dla nas gorszy czas. Zaczęło się od tego, że mnie nie zaprosił na swoje urodziny. O nich dowiedziałem się przez przypadek. Zacząłem się zastanawiać dlaczego. Mama mi wkrótce uświadomiła, że kumplował się ze mną, bo miałem lepsze oceny itd. Itp. Na początku nie chciałem wierzyć. zresztą nie umiałem poskładać myśli. To muszę przyznać, że zawsze się lepiej uczyłem, ale nigdy bym się nie spodziewał, że gdy nasze drogi się rozejdą to kontakt się urwie, nie wiem czy przez to, że teoretycznie byłem lepszy (w nauce, bo w innych dziedzinach bywało różnie). Boli jak 100 chujów ta cała sytuacja. Czemu to mnie spotkało. Ktoś mądry mi kiedyś powiedział, że to że ja kogoś lubię, nie znaczy że on mnie też. Ale w życiu bym się tego nie spodziewał, a ten mój przyjaciul sprawił mi tyle bólu.
Monstrum bądź człowieka opisanie
2011-07-08 23:43Witam, być może ktoś czytał moją wcześniejszą wypowiedź o tytule „O ćpaniu i wolności słów kilka oraz wolna amerykanka”. Powinno to dać nieco wglądu na mój światopogląd. Zatem, czym jest człowiek, czym jestem ja, ty, oni. Wpierw chciałem poruszyć ten temat od strony głęboko metafizycznej, ale to chyba nie odpowiednie miejsce, więc napiszę co wkurwia mnie w tej sprawie w bardziej przyziemny sposób. Więc, od dawna zauważyłem jak ludzie potrafią nienawidzić innych, praktycznie bez powodu, mówię tu o osobach nieznajomych. Robią coś, by drugi poczuł się gorzej, samemu odczuwając satysfakcje. Jak miło byłoby zobaczyć na ulicy ludzi cieszących się swoim towarzystwem, pomagającym sobie nawzajem zwalczać te mniejsze jak i większe problemy. Niestety, jedyne czego mogę oczekiwać to wpierdol, rabunek, w najlepszym przypadku rzucone „kurwa ty jebany cwelu” w moją stronę. Oczywiście przesadzam, większość i tak przechodzi obojętnie. Można spytać dlaczego ja sam nie jestem tym ideałem, o którym pisze. Bo wiem, że większość prób bycia miłym człowiekiem skończyło by się na posądzeniu mnie o sekciarstwo, złodziejstwo czy inny pedofil. Teraz najlepsze, teraz to ja jestem tym, który nienawidzi, lecz zarazem kocha ludzi za to jakimi są. Czuje ogromną empatie do innych i uwielbiam ten stan bliskości, pozytywnych relacji między ludzkich, lecz nie cierpię ich za to że oni tego nie potrafią. Rozumiesz, mógłbym wyjść na ulice i drzeć pape, „peace bro, bądźmy kumplami”, lecz zdaje sobie sprawę że zostałbym wyśmiany. Nigdy nie myślę stereotypowo, ale tutaj nie potrafię się przełamać, i pod tym względem wrzucam ogólnikowo wszystkich do jednego wora z napisem „ludzie”. I przeczę samemu sobie, przeca to jak wojna o pokój. Pacyfikowanie na siłę. Mam komuś dać po ryju, żeby on nie dawał innym. Brzmi jak oksymoron, a jednak… to chyba jedyne wyjście. Hmm, może źle się wyraziłem, chodziło mi raczej o tą posraną polską mentalność, której tak trudno zaakceptować inność. No dobra, dość tego niedojrzale emocjonalnego pierdolenia. Za tydzień buda – znowu pyski, których wolałbym nie oglądać, kolejne 8 miechów. Gitara mi się rozjebała – żesz kurwa, przymusowo muszę zaprzestać mojego jednego z niewielu hobby na czas nie określony Jest zimno – w dupie się poprzewracało przez te upały… Mógłbym tak pisać całą noc, niestety wszeochogarniająca chujnia, pozwoliła stworzyć jedynie taką dawkę wypocin. Kurwa…
Bajera? Sex? Czy co jeszcze!?
2011-07-08 23:43Może od początku… Mam cioteczną siostrę, z która utrzymuję bardzo dobre kontakty: piwo, imprezy, wypady itp. Ogólnie dogadujemy się, rok temu zapoznałam jej towarzystwo, kolegów których zna od dzieciństwa, wspólnie chodzili do szkoły itp. Przez ten rok doszło do parę utarczek miedzy mną, a jej kolegami. Różne były akcje, m.in. była taka sytuacja, że jeden z jej kolegów twierdził, że ja oczekuję do niego czegoś więcej niż tylko ?kolegowanie? się. Fakt, rozmawiało nam się dobrze, dość szybko znaleźliśmy wspólne tematy ale z ręką na sercu mogę powiedzieć, że nie miałam zamiaru kręcić z nim. Wracając do sedna sprawy, kiedy znamy się i wszystko jest w porządku miedzy nami, bo wszystko ułożyło się on zaczyna mieć jakieś dziwne podlotki do mnie. Wszystko ok., potrafi przyjść przytulić się pod pretekstem, że ręce mu zmarzły i chcę ogrzać się ale jedno mnie dziwi: że nie robi tego kiedy w pobliżu jest moja siostra ani jeden z jego dobrych kolegów, z którym trzyma się dość dobrze. Zazwyczaj zbiera się na czułości jak jesteśmy sami albo przy WYBRANYCH osobach, no kurwa chłopie! Będąc sami można powiedzieć, że zachowujemy się jak para. Powiedzcie mi, do czego to dąży? Jeśli chodziło by mu o sam sex to powiem brzydko, nie pierdolił by się tyle z tym, bo to trwa od jakiś 3 m-cy. Pozdrawiam wszystkich chujowiczów!!
Zamarzyło mi się pracy w korporacji
2011-07-08 23:43Po kilku latach w redakcji, gdzie odwalałam satysfakcjonującą i fajną robotę otworzyłam firmę. Pieniądze średnie, ale na kontakt z naturą i ze znajomymi zawsze był czas. Zapragnęłam pracy w korporacji. Męczę się już ponad miesiąc, codziennie ryczę, czuję się jak niewolnik i bezmózgowiec co robi to, co mu karzą. Wszyscy na trzy cztery idą jeść i do łazienki. Masakra. Miejsca na indywidualistów tu chyba brak. I chuj!!!! Lubię ładne rzeczy, na które kasa jest potrzebna, ale bardziej lubię być i tworzyć niż odtwarzać i nie być. A w ogóle jak można z obcymi ludźmi na co dzień tak blisko obcować, ocierać się o nich, uśmiechać pod ścisłą kontrolą. Może mam problemy adaptacyjne? Do tej pory kochałam ludzi. Teraz w wolne dni od pracy pragnę izolacji i tylko tych, których naprawdę chcę oglądać. Dzień bez naturalnego światła i powietrza to dzień CHUJOWY 🙂 A może są jakieś praktyki psychologiczne, które zmieniają punkt widzenia? Jeśli ktoś zna odpowiedź to będę niezmiernie wdzięczna za radę.
Nie chcę mi się!
2011-07-08 23:43Ja pieprzę. Nie chcę mi się nic. Idę właśnie na studia. Ale mi się nie chcę! W szkolę zawszę byłem tą czarną owcą, nauczyciele mnie nienawidzili, ja szkoły również, nie jestem jakimś tępakiem tylko jestem straszliwie leniwy. Jak mi się nie chciało, to nie poszedłem, nic nie robiłem. Maturę zdałem, na studia się dostałem, ale nie chce mi się nic robić. Ja pierdolę, masakra. Pójdę tam i co, niby coś tam trzeba robić, uczyć się, tylko, że ja nie będę. Jaki sens tam iść. Tylko najgorsze, że nie powiem rodzicom, nie idę na studia. Będę siedział w domu na waszym „garnuszku”. Coś w życiu robić trzeba, ale mi nic się nie chce, nie wiem jak będę żył. Chujnia.
Nie rozumiem niczego!
2011-07-08 23:43Mieszkam w małym mieście i co mnie wkurwia? Czuję się jakbym mieszkał na wsi. Stosunki międzyludzkie są co najmniej pojebane. Znajomości międzyludzkie są oparte na pozorach. Ktoś z Tobą gada, jest miły, a potem dowiadujesz się, że cie obgaduje. Młodzież podzielona na jakieś grupki, ekipy, znasz kogoś z jednej to już nie możesz znać z drugiej. W ogóle to wszystko jest pojebane. Spotykasz się z dziewczyną już wszyscy wiedzą, pierdolą nie wiadomo co, a przecież spacer czy zwykła randka nie oznacza od razu tego, że będzie moją „wybranką” do końca życia. Ogólnie jak z kumplami gadam to oni zazwyczaj jak temat kobiet to o tym jakie są najlepsze prezerwatywy i żeby nie zbrechtać. Czasem czuję się jak Doktor House, mam wrażenie, że ludzie dookoła mnie to kretyni. Wszystko jest chujowe. Chciałbym zmienić swoje życie i przestać czuć coś co czuje cały czas czyli NIESPEŁNIENIE. Takie moje wypociny, człowieka, który musi często udawać przed ludźmi że jest szczęśliwy…
