Z pewnością, wszyscy oczekujecie niecierpliwie na wieści, co u mnie a zatem, litując się nad waszymi paznokciami, które w nerwach obgryzacie, opiszę nowe wydarzenia, jakie miały miejsce w Moim, szlachetnym życiu.
Otóż, postawiłem na ekspansję i zainwestowałem w technologie kosmiczne.
Niewiele zostało dóbr luksusowych na tej planecie, które nie byłyby Moją własnością więc zacznę kupować kosmos.
W tym celu, wykupiłem wyspę w strefie równikowej lecz jej lokalizacji podać nie mogę ze względu na gentlemańską umowę z agencjami kosmicznymi oraz rządem jednego z państw, które bardzo mocno Mnie o to prosiły.
Dla spokoju, kupiłem także dużą powierzchnię oceanu wokół wyspy.
Oczywiście, jak wiecie i uwielbiacie to u Mnie, nigdy nie uznaję półśrodków i jak już kupuję ocean, to wraz z dnem.
Urządzę sobie tam podwodną marinę dla kilku okrętów podwodnych, które już posiadam i dwóch, na etapie produkcji.
Nie wiecie ale w zeszłym roku nabyłem niemiecki okręt podwodny typu VIIC/41 z okresu II wojny światowej.
Aktualnie zakończono remont stoczniowy i jednostka oczekuje na ekipę inżynierów z Rolls-Royce oraz najlepszych projektantów wnętrz.
Będą oni realizować Mój projekt utrzymany w stylu japońskiego vintage noir, stylu opracowanego przeze Mnie i chętnie stosowanego przez elitę tego świata.
Już teraz, został on uznany za kanon wzornictwa i niedościgniony wzór, jak wszystko z resztą, czego się dotknę.
Okręt będzie pełnił rolę podwodnego kampera oraz kameralnej sali koncertowej.
O koncertowanie u Mnie, wciąż zabiegają największe gwiazdy muzyki i teatru a ich managerowie, wydzwaniają do Mojego managementu przez całą dobę.
Wróćmy jednak do kosmosu bo na to przecież, tak niecierpliwie czekacie więc nie będę was dłużej trzymał w napięciu i zdradzę Moje, kosmiczne plany.
Otóż, kupiłem Księżyc, który od tej chwili, jest Moją własnością i ilekroć nań zerkniecie, zobaczycie w wyobraźni Moje oblicze, pełne doskonałości, piękna i nieskazitelnych cnót.
Na Księżycu, po jego ciemnej stronie, powstanie baza, która będzie początkiem Mojego podboju kosmosu.
Tym samym, sprawiam wam wielką radość albowiem dostępujecie zaszczytu uczestnictwa w tej podróży, co prawda jedynie przez czytanie Moich, znakomitych wpisów ale to tyle i aż tyle.
Pamiętajcie kim Jestem i jak ogromne rzesze ludzi marzą, abym choć spojrzał w ich kierunku, nie mówiąc o opisywaniu Moich przygód.
Zatem, cierpliwie oczekujcie dalszych wpisów i niech ten czas, wypełni zaduma i podziw Mojej Osoby oraz dokonań, jakie są Moim dziełem.
Moi starzy dali mi śmieszne drugie imię i chcę je usunąć. Czytam w Internecie, jak to zrobić. Oczywiście inne informacje są na stronie rządowej, inne na stronie Urzędu Stanu Cywilnego mojego miasta, a jeszcze inne na nieoficjalnych poradnikach. Raz piszą, że jest potrzebny akt urodzenia, innym razem, że nie. I teraz najlepszy hit: na stronie USC mojego miasta jest informacja, że wniosek można złożyć online. Klikam, loguję się przez profil zaufany, zostaję przekierowany do właściwej opcji, i co się okazuje? Wskazany USC, który sam publikuje informację, że sprawę można załatwić online, nie figuruje na liście, nie można go wybrać z rozwijanego menu.
Czemu w tym kraju tak trudno załatwić proste sprawy? Chujnia i śrut.
Jestem mega kozakiem.
Jestem szybki, mam mięśnie i dobrze się napierdalam.
Każdemu dojebię jedną ręką, nie ma na mnie zawodnika.
Lubię kluby nocne i dość często w nich bywam.
Czasem jakaś awantura się skręci jest ale od razu wchodzę w akcję, pacyfikuję lamusów i wracam do zabawy.
Nie lubię długo się pierdolić w tańcu.
Strzał, strzał i jest po zawodniku a ja biorę się za następnego.
W wielu klubach już mnie znają i jak przychodzę to wszystkie karki od razu spierdalają a bramkarze robią sobie wolne bo wiedzą, że jak jestem w środku to nikt nie odważy się nawet bąka puścić.
Co ja będę dużo pisał, każdy się mnie boi i nawet wy się boicie, wyczuwam to wyraźnie.
W związku z akcją w mediach społecznościowych coraz większą popularność zdobywa ten oto tekst nieznanego autora:
,,Mam w kieszeni banknot 50 zł. Idę do restauracji i zapłacę banknotem za obiad. Właściciel restauracji następnie wykorzystuje banknot do zapłaty za pranie. Właściciel pralni następnie wykorzystuje banknot, aby zapłacić fryzjerowi. Fryzjer wykorzysta banknot na zakupy. Po nieograniczonej liczbie płatności nadal pozostanie banknotem 50 zł, który spełnił swoje zadanie dla każdego, kto użył go do płatności, a bank wyskoczył z każdej transakcji płatności gotówkowej.
Ale, jeśli przyjdę do restauracji i zapłacę cyfrowo – karta, opłaty bankowe za moją transakcję płatniczą pobierane od sprzedawcy wynoszą 3%, czyli około 1,50 zł, podobnie jak opłata 1,50 zł za każdą kolejną transakcję płatniczą lub ponowne pranie właściciela lub płatności właściciela pralni, płatności fryzjera itp.
Dlatego po 30 transakcjach początkowe 50 zł pozostanie tylko 5 zł, a pozostałe 45 zł stało się własnością banku dzięki wszystkim cyfrowym transakcjom i opłatom.
W latach 80 ubiegłego wieku, mieszkałem na blokowisku w Warszawie.
Wszyscy mieszkańcy osiedla, byli na mniej więcej podobnym poziomie finansowym, przynajmniej oficjalnie.
Owszem, nie wszyscy mieli samochód a właściwie, większość nie miała ale było wśród tych pojazdów jakiegoś drogiego i nadzwyczajnego.
Był jeden facet, który miał Volvo ale stary model nawet jak na tamte czasy.
Większość to były Maluchy, Syrenki, Trabanty czy Łady.
Nawet Polonez to był luksus i jeszcze rzadkość.
Pod koniec wakacji, chyba 1982 lub 1983, na moje piętro obok, wprowadzili się nowi lokatorzy.
Małżeństwo z córką, mniej więcej moją rówieśniczką.
Pierwsze, co rzucało się w oczy, to ich ubrania.
Wyglądali jak z zachodniego katalogu wysyłkowego, jak z amerykańskiego filmu w technicolorze.
Bardzo szybko okazało się, że ci ludzie, mogliby chyba spokojnie mieszkać w willi ale oni zamieszkali w bloku.
Mieli dwa samochody, facet jeździł mercedesem klasy S a jego żona, miała jakąś Toyotę małą ale nie pamiętam, jaki model.
Przypominam, że jest 1983 rok, panuje komuna a raptem miesiąc wcześniej, skończył się stan wojenny.
W takich warunkach oto, do bloku wprowadza się milioner z rodziną.
Nowi sąsiedzi okazali się sympatyczni.
Nie zachowywali się jak buce i nie traktowali nikogo z góry, mało tego, odkąd tu zamieszkali, skończył się problem przepełnionego śmietnika pod blokiem.
Nagle został wyremontowany i powiększony.
Zamontowano w nim oświetlenie a śmieciarka przyjeżdżała częściej.
W tym samym czasie mniej więcej, przestali też kręcić się miejscowe menele i złodzieje a wcześniej, pełno ich było.
Tylko lukali na okazję do jumy albo wyżebrania na piwo.
Ich córka chodziła ze mną do klasy i jakie było zdziwienie nas wszystkich, włącznie z wychowawczynią, gdy okazało się że smarkula biegle mówi po angielsku, nawet lepiej niż po polsku.
Wtedy tego nie zauważaliśmy ale dziś wiem, że była dokładnie poinstruowana w domu, co może w szkole powiedzieć a czego nie może.
Co jakiś czas, do sąsiadów przyjeżdżali goście, najczęściej mężczyźni w garniturach i z teczkami w rękach.
Ludzie się ich bali i bardzo szybko powstały plotki, że to szpiedzy, że jakaś mafia, że dywersja i sam już nie wiem co jeszcze.
Po kilku latach, wyprowadzili się a mieszkanie zostało puste.
Przez co najmniej dekadę, nikt tam nie zaglądał.
Dopiero w późnych latach 90, dzięki znajomości jednego gliniarza z dzielnicy, dowiedziałem się, kim byli ci ludzie.
Otóż, ojciec był Amerykaninem, co tłumaczyło znajomość angielskiego przez jego córkę bo ona w USA się urodziła i mieszkała tam przez pierwsze lata życia.
Matka była Polką.
Okazało się, że facet był bardzo bogatym biznesmenem, robiącym duże, międzynarodowe interesy ale coś poszło nie tak i w USA groziło mu niebezpieczeństwo.
Wykorzystał fakt, że ma żonę Polkę i wszyscy przyjechali tutaj.
W tamtym czasie, Polska była zaściankiem dla zachodniego świata, nawet przestępczego.
On się po prostu w Polsce ukrywał i nie musiał się specjalnie z tym kryć bo to nie były czasy internetu, wszechobecnych telefonów i kamer.
Podobno wyjechali do Ameryki Południowej ale pewności nie mam.
W każdym razie, nigdy więcej ich nie widziałem.
Długo zastanawiałam się, czy to opisać, ale uznałam, że powinnam. Ku przestrodze.
Zaczęło się pięknie. Ideał. Przystojny, miły, niesamowicie szarmancki. Wpadłam po uszy. Dość szybko zdecydowaliśmy się na współżycie, choć byłam dziewicą. Niedługo później wprowadził się do mojego mieszkania.
Po pół roku sielanka się skończyła. Zdradził mnie z koleżanką z pracy. Sam się do tego przyznał. Zdradził z kobietą dużo starszą ode mnie, mężatką. Poznałam nawet szczegóły.
Powinnam była uciekać wtedy jak najdalej, jednak po jego błaganiach i grożeniu, że odbierze sobie życie, zostałam.
Potem było coraz gorzej. Zaczęło się od prania mózgu. Wierzyłam w to, że to moja wina, że mnie zdradził. Bo nie zaspokajałam go tak, jak chciał, bo nie jestem wystarczająca. Bo jestem do niczego. Przestałam czuć się atrakcyjną kobietą, którą przecież byłam. Nie chciałam, żeby ktokolwiek zwracał na mnie uwagę. Przestałam się malować, zakładałam obszerne swetry. Obcięłam ukochane długie włosy. Zaczęłam zrywać kontakty z przyjaciółmi, z rodzicami. W końcu odcięłam się całkowicie od wszystkich. Jemu to pasowało, ponieważ coraz bardziej byłam podporządkowana jemu.
Zdrady stały się codziennością. Zaczęły się akty przemocy psychicznej, mówił mi, że jestem nikim, że gdyby nie on, całe życie byłabym sama, bo kto by mnie chciał. Po czasie zaczynało dochodzić do przemocy fizycznej, czasami mnie uderzył, czasami popchnął, czasami dusił. Nawet nie miałam sił z nim walczyć. Moja obojętność była niejednokrotnie wykorzystywana, bo używał mnie w jaki tylko sposób chciał, głównie wbrew mojej woli.
Stałam się wrakiem człowieka. Potwornie schudłam, zaczęłam się okaleczać, miałam napady bulimii, nabawiłam się stanów lękowych.
Pewnego dnia, po pół roku piekła, spotkałam dawną przyjaciółkę. Początkowo mnie nie poznała ale później wyciągnęła na kawę. Odważyłam się pójść. Po długiej rozmowie w końcu pękłam. Opowiedziałam jej, co dzieje się w moim związku.
Zabrała mnie do siebie do domu, wyłączyła mój telefon. Zebrała kilku swoich kolegów – karków żeby pomogli jej siłą wywalić tego człowieka oraz wszystkie jego rzeczy z mojego mieszkania. Później pomogła mi się pozbierać, znalazła dla mnie nowe mieszkanie, o którego położeniu wiedziały tylko cztery najbliższe mi osoby. Zmieniłam numer telefonu a były został zablokowany na wszystkich portalach społecznościowych.
Dziękuję mojej przyjaciółce za to że mnie uratowała. Piekło się skończyło.
Minęło kilka lat. Udało mi się zaufać innemu mężczyźnie, choć było to bardzo trudne.
Jednak teraz wszystko układa się dobrze.
Patrząc na wszystko z perspektywy czasu, zastanawiam się, jak mogłam być tak naiwna i zaślepiona miłością. Tak niewiele brakowało, żeby to wszystko skończyło się tragedią!
I to konkretnie. Od 2,5 roku z przerwami żyje na emigracji. Ja pierdole potrzebuje oddechu albo se w łeb pierdolne przysięgam. Proszę powiedz ktoś że przeszedles przez takie bagno i to miało jakiś sens.
Wiecznie na nic cie kurwa nie stać. Niby mam jakies dlugi ale smieszne bo zamykam się w 30 k. A przez 2,5 roku ledwo mi to spadło. Tu cos wisze rodzinie za pomoc. Tu inne stare sprawy wcale nie jakies drogie. Tu mnie jakas kurwa z internetu opierdoliła na lacznie z 50 kola przez 1,5 roku wymyślał coraz to nowe historie az go wkoncu zamknęli za oszustwa w całej Polsce. Tak dałem się naiwnie, chuj mi w dupę. Nie pierwszy raz wyruchany bez mydła. Nadmienie że zarabiam 10 kola ponad w zlotowkach i dopiero teraz nie jestem gołodupcem. Da się kurwa? No najwidoczniej.
Na karku 25 lat stuknęło 3 dni temu. Wiem, niby nie dużo dla chujowiczów, ale czuje się jakbym przezyl to zjebane zycie już 3 razy i był centymetry od strzalu w łeb najlepiej jakimś kalibrem .45 żeby przypadkiem pechowo nie przezyc.
Dorastanie w toksycznym domu. Całe lata nastoletnie miałem regularnie rozpuszczany mózg. Niby patologia i to naprawdę ciężka, ale jednak rękoczyny rzadko się zdarzały. Raczej słowny terror przez wiekszosc tygodnia. Ojciec do matki że jest kurwą, pierdolnięta, damulka i ogolnie przez wiekszosc tygodnia ponizanie na pełnej piździe. Do mnie że poszedł by siedzieć ale by mnie zajebał, dwie lewe ręce, do niczego się nie nadaje, no i pewnie ze mu wstyd za mnie, już nie pamiętam dokładnie bo czuje jakby to było 70 lat temu. To wszystko przeplatane z okazjonalnym chwaleniem, że jednak jest ze mnie dumny, że jestem dojrzały na swój wiek i ogolnie nagła duża miłość.
Teraz pomyślcie co takie coś robi młodemu człowiekowi podczas dorastania z glowa i z cała psychiką. Dziwie się ze od tego szaleństwa nikogo nie zajebalem jeszcze na ulicy. Od nikogo nigdy nie uslyszalem gadek takich jakie tam padały. Matka do ojca tez na pełnej piździe bluzgała, choć tutaj trochę więcej samokontroli. Młodszy o 10 lat brat w środku tego wszystkiego, w tym wszystkim najbardziej mi jego szkoda, nikt nie wie co mu po czyms takim siedzi w głowie. Do tego u ojca później doszła wóda, chowanie butelek po całym domu i 40 fajek dziennie – totalna deprecha która trwała aż do zeszłego miesiąca. Firma mu padła i się stoczył i nigdy nie podniósł.
Ojciec umarł zeszłego miesiąca. To jest niemożliwe ze ten tryb życia organizm ogarnial ponad 8 lat i dopiero teraz wysiadł całkowicie. Ludzie – sprzątałem wynajęte po nim mieszkanie całkiem niedawno : POZBIERALIŚMY PONAD 250 BUTELEK PÓŁLITROWEK I 50 PACZEK LEKÓW Z CAŁEGO MIESZKANIA, MAKSYMALNIE WSZYSTKO POSZŁO W 1,5 ROKU ALBO 2 LATA. Już nie mowie o fajkach.
Lata mijały i człowiek kamieniał w środku coraz bardziej. Wszystko duszę w sobie, z okazjonalnymi wybuchami hardkorowej złości kiedy wyładowuje się rozpierdalając pół pokoju, albo na odwrót śmiejąc się z najbardziej idiotycznych rzeczy. Od prawie 10 lat chodzę prawie non stop jak zombie. Bujam w obłokach, jestem nieobecny, zapominam dużo. Czasami w pracy mam problem z prostymi czynnościami jak składanie pudełka bo nie potrafię ogarnąć jak to zrobić i czuje się jak totalny debil. Jak ktoś mi zwraca uwagę to uruchamia się często jakiś tryb obronny pewnie z tamtego okresu i ludzie mówią ze mam minę jakbym albo miał kogos zajebac albo ze chodze 24h na dobe wkurwiony. Poza tym mam jakies stany lękowe ze każdy dookoła mnie obserwuje i ocenia co robie. Ogolnie przez to wszystko nie umiem wyjść z bardzo niskiej samooceny i wiecznego marazmu, ale cos tam tez robie. Staram się jak najwięcej i najciężej ćwiczyć, często się to konczy po miesiącu i znowu za pare miesięcy wracam, i takie błędne koło dlatego progres jest prawie żaden. Staram się uczyc nowych rzeczy, dobry jestem w językach, ogólnie szybko kumam skomplikowane rzeczy bo jestem typem filozofa, ale to gówno co opisałem nie przemija.
Ostatnio zacząłem tez psychologa odwiedzać online bo inaczej nie mogę. Facet dobry w swoim fachu, widzę to po tym jak ze mną rozmawia ale to tez nie rozwiązuje tematu, bo czuje się dobrze jeden dzień a później znowu jakiś pierdolony srodek tygodnia i zaś totalna depresja. Może spróbować psychiatry? Niech ktoś odpisze czy miał z tym do czynienia.
Zrobiłem nawet porządne badania krwi na 16 parametrów. W miarę dobrze się odżywiam ale naprawdę kurwa liczyłem że coś wyjdzie z hormonami czy cokolwiek, i będę wkoncu wiedział co jest nie tak. Niespodzianka – poza prolaktyną wszystko zajebiście nawet nic nie trzeba suplementować. Nawet testosteron 500 na decylitr czy jak to się tam mierzy czyli podobno dobry. Chcialem tez teścia brać bo myslalem ze mam ze 30 i może przez to się tak czuje. Teraz już sam nie wiem czy brac czy nie. Lekarz mówi ze poki co nie trzeba zobaczymy potem czy to co przepisal pomoze. Jakies 2 środki w tabletkach, zobaczymy.
Laski też za chuja nie umiem ogarnąć. Myślę że źle nie wyglądam. Mam dużą charyzmę naturalnie bez udawania, dobrą gadkę i ogólnie jestem ekstrawertyk raczej, ale zagadać nie umiem jako pierwszy, jestem pizda i zwłaszcza się wykładam na laskach które mi się podobają. Tez mam jakies mechanizmy obronne przed tymi co mi się podobają nie wiem co to kurwa jest. Z tymi co nie, to już zupełnie inna sprawa. Tym bardziej umiem tańczyć co tez nie jest bez oceny. Ale jaka jest prawda? Przeruchalem może z 5 lasek, żadna mi się nie podobała. I każde ruchanie było na siłę. Ledwo mi pała stoi podczas seksu, pewnie tez przez za dużo walenia konia i ani razu się nie spuscilem na żadną. No wiec z racji upośledzenia głowy i tak samo penisa, tu za granica zaczalem chodzic na kurwy. Byłem z 3 razy, ale efekt podobny.
Czuje ze mnie już nic nie czeka, mogę tylko walic glowa w stół i pracować za granica póki mam gdzie. Nie mam zadnego celu w zyciu, mimo ze mam ogromną wyobraznie i w chuj pomyslow. Zarabiam te niby 10 k miesięcznie sam nie wiem po co. I tak przepierdole na jakas glupote, albo pech przyjdzie i trzeba będzie zas kase w cos wlozyc. Inni siedza tu odkladaja na dom, na rodzine, na auto. Ja nie wiem co ja tutaj robie i nie widze w niczym sensu.
Zwyzywajcie mnie, powiedzcie cos. Co kreatywniejsi może coś pomogą. Już mi się nie chce, niczego kurwa.
(Admin): Jednym słowem wszystko w chuj. Może chociaż piosenka trochę cię rozweseli? Co do reszty wpisów, proszę o odrobinę cierpliwości – dajecie ich tak dużo, że chujo-bot nie nadąża 🙂
Miałem kiedyś kumpla z którym mogłem konie kraść. Znaliśmy się od przedszkola. Przeszliśmy razem przez podstawówkę, potem wspólna gimbaza, nawet dostaliśmy się do tego samego technikum, tyle że już do innych klas. Paliliśmy razem za gówniaka, pierwsze fajki, chodziliśmy na wagary, imprezy. Kiedyś przez pewien czas mieliśmy nawet zespół, z którym dawaliśmy koncerty. Czego my to nie przeszliśmy…
Pewnego dnia ów kumpel oznajmił mi, że jest gejem. Przyjąłem to do wiadomości i jakoś to przełknąłem. Przecież nie będę mojego ziomka odtrącał tylko dlatego, że woli facetów. Nasze relacje nie uległy zmianie. Nie przystawiał się do mnie ani nic, więc wszystko było OK.
Sytuacja, która skłoniła mnie do napisania chujni, miała miejsce całkiem niedawno. Siedzieliśmy jak zwykle u mnie w domu i graliśmy na komputerze. Mój młodszy 4 – letni brat przyglądał się, jak gramy. Akurat tego dnia musiałem się nim zajmować, bo rodzice gdzieś pojechali. Sielankę przerwał nam dzwonek do drzwi. Przypomniałem sobie, jak przed wyjazdem rodzice wspominali mi coś o kurierze i paczce do odebrania, więc wziąłem pieniądze i poszedłem odebrać przesyłkę. Okazało się jednak, że nie było żadnego kuriera, tylko prawdopodobnie jakieś dzieciaki robiły sobie żarty, ponieważ po otwarciu drzwi nikogo nie zobaczyłem. Wróciłem więc do pokoju. Wszedłem do środka i to co zobaczyłem dosłownie wmurowało mnie w podłogę. Mój młodszy brat pochylał się nad kroczem kumpla, który siedział na krześle ze spuszczonymi spodniami i trzymał swoją rękę na jego głowie! Nie wiem co wtedy we mnie wstąpiło, ale wpadłem w furię, błyskawicznie odciągnąłem brata na bok i zacząłem napierdalać tego zwyrola czym i jak się tylko dało. Nawet nie próbował się bronić. Gdy moja furia zmalała na sile, gość natychmiast zwinął swoje manatki i rzucił się do drzwi, które udało mu się otworzyć i uciec.
Jestem teraz w kropce. Nie wiem, naprawdę nie wiem co robić. Gdy nieco ochłonąłem, wypytałem o wszystko brata. Na szczęście nic mu nie zrobił. Nie zdążył. Pewnie myślał, że chwilę mi zajmie to odbieranie paczki. Chwilę, podczas której będzie mógł skrzywdzić mojego braciszka! Nawet nie wiecie jak bardzo boli, gdy ktoś, kogo uważaliście za ziomka w jednej chwili zmienia się w bezwartościowe gówno. Nikomu o tym nie powiedziałem ani nigdzie nie doniosłem. Tylko Wy o tym wiecie. Mimo całej swojej nienawiści do tego człowieka, nie potrafię pójść i go wydać. Nie pytajcie dlaczego. Sam nie znam odpowiedzi na to pytanie.
Jeśli kiedyś zostanę królem Polski, to wprowadzę bardzo nowoczesne innowacje do systemu podatkowego.
Kobiety będą mieć do wyboru- płacić podatki albo odrobić dupą. Dawać obcym, wylosowanym facetom. I każdy mężczyzna będzie przybijać swoją pieczątkę w specjalnym książeczce z miejscami na pieczątki. Taki notesik zakładałoby się kobietom zaraz po osiemnastce. Każdy stosunek to 5% podatku do zapłacenia fiskusowi mniej. Chyba że chodzi o paskudne laski- gdyby jakiś mężczyzna był takim kozakiem, że wyruchałby jedną z takich paskudnych grubasek, to jemu należy obniżyć podatek o 5% za każdy stosunek.
Wkurwiają mnie włosy w dupie. Nie na dupie, czyli na pośladkach, tylko w dupie czyli w rowie kurwa! Po chuj one tam potrzebne? Narośnie skurwysyństwa i już trudniej podetrzeć dupsko po sraniu, a nawet umyć. Przyciąć maszynką ciężko, bo gówno (nie w tym znaczeniu) widać i łatwo skaleczyć rowek. A ich nadmiar przeszkadza. Czasem wyrywam je ręcznie, co nie jest wygodne. Poza tym współpracownicy dziwnie się na mnie patrzą, kiedy robię to w pracy. I trzeba mieć chusteczkę, bo przecież nie wyrzucę ich na podłogę. Kiedyś wrzuciłem kilka szefowi do sałatki, ale to było za karę, więc się nie liczy. Żona nie chce mi ich wyrywać, więc chuj.