Było tu znów, jak to często na tym portalu bywa odkąd ja pamiętam, kilka narzekań na baby…
A ja wam powiem tak. Baby nie są problemem… 🙂 ŻADNYM.
Prawdziwa chujnia jest taka, że to facet nie może rodzić dzieci. Bo dzieci przydałoby się i dobrze jest mieć (powody są znane, nie będę się nad tym rozwodził), ale problemem faceta jest to, że żeby je mieć i je aktywnie wychowywać (a to jest w tym wypadku ważne), facet potrzebuje lochy… Bez niej nie da rady. I to jest cała przyczyna problemów.
Bo popatrzcie… Gdyby facet mógł urodzić dzieciaka, to spokojnie samem mógłby go sobie wychowywać. A lochę do seksu – bo w świecie ostatnich 100 lat do niczego innego ona nie jest potrzebna (sam sobie ugotuję, albo kupię gotowe, pralka mi zrobi pranie, bo co to za filozofia parę guzików nacisnąć, odkurzacz to też nie jest sztuka obsłużyć itd.) – mógłby znaleźć gdziekolwiek, po czym się zaspokoić i zasadzić jej kopa w dupę, bo zawsze znajdzie się następna na kolejne bzykanko. A od relacji międzyludzkich typu imprezy, pogaduszki przy flaszce, hobby, jakiś wyjazd itp. to SĄ KUMPLE! Kumple, a nie jakaś tępawa locha. Tym samym męska część populacji męczy się z lochami tylko przez, bardziej lub mniej świadomą, chęć posiadania potomstwa. I tylko przez to ma wszelakie problemy.
Tak więc. To nie one, choć są takie, jakimi je opisaliście, są źródłem waszych problemów.
PS. Ale jest światełko w tunelu… 🙂 Niektóre ośrodki badawcze kombinują np. nad sztucznymi macicami (co by rozwiązywało problem posiadania dzieci bez konieczności wiązania się z jakąś głupią cipą), inne nad nieśmiertelnością (co by z kolei likwidowało potrzebę posiadania dzieci, bo wtedy po chuj je mieć – żylibyśmy „dla siebie”). To więc tylko kwestia czasu, aż przynajmniej część z tych projektów przyniesie pożądane rezultaty. Tylko wielu z nas tego pewnie nie doczeka.
Ale przyszłe pokolenia facetów mogą mieć zajebiście. 🙂