
Czasami się zastanawiam – jak to jest, że większość ludzi marnuje sobie życie, nawet nie zdając sobie z tego sprawy. Akurat przyszło mi żyć w takich, a nie innych czasach i nie wiem, czy kiedyś było lepiej czy nie. Jednak poziom absurdu, który się dzisiaj odpierdala jest wręcz godny Barei.
Już nawet nie chodzi mi o politykę (komuniści z epp już zacierają rączki na wybory w czerwcu) bo to jest dramat kurwa. Ludzie dają się dymać na każdym polu. Gaming leży, ogólnie kultura jest w opłakanym stanie, relacje międzyludzkie to śrut. Powoli zmierzamy w kierunku dystopii Panie i Panowie.
Wiecie, niedługo kończę studia, a to już magisterka (kierunek administracja) i przez te wszystkie lata autentycznie nie poznałem żadnych wartościowych osób. Pamiętam jak zaraz po maturze myślałem sobie – jakich to ciekawych ludzi poznam na studiach… Wydaje mi się to dosyć śmieszne z perspektywy czasu.
Wszyscy po prostu wesoło żyją sobie w swoich „banieczkach” i nie odbierajcie tego, jako jakiś oklepany frazes. To sformułowanie niesie za sobą pewien głębszy sens. Otóż ci wszyscy ludzie właściwie wgl nie wychodzą poza swój przyjęty schemat myślenia. Dla nich nie istnieje pytanie: „dlaczego”. Nawet w prozaicznych sprawach:
– dlaczego ci się, to czy tamto podoba
– bo jest fajne
Zasadniczo wgl nie zauważyłem u nich jakiejś głębszej refleksji. To działa bardziej na zasadzie: „ta gierka jest fajna bo dobrze mi się w nią gra”. Niestety wygląda to właśnie w taki sposób, nawet w przypadku casualowych temataów, a spróbujcie teraz porozmawiać z nimi o czymś bardziej skomplikowanym.
Raz chciałem podyskutować ze swoją koleżanką-lewakiem o polityce. „Może przekonam ją do prawicy” – pomyślałem sobie. Nawet nie chciała ze mną gadać… Ludzie z mojego pokolenia strasznie boją się jakiejkolwiek bezpośredniej konfrontacji. Dla nich nie ma jakiejś wymiany poglądów. Nie ma możliwości dyskusji. Dla nich wszystko jest sprowadzone do jednego – albo jesteś ze mną, albo nie. Najwyraźniej niektórzy nie wynieśli z domu jakichś podstawowych umiejętności, takich jak patrzenie na świat z szerszej perspektywy.
Szkoda, że ten zajebany system edukacji wcale nie poprawia sytuacji. Wręcz przeciwnie… Nawet na studiach ludzi wcale nie zachęca się do samodzielnego myślenia, a jedynie do ślepego podążania za tym, co już zostało powiedziane. Zresztą całe polskie szkolnictwo właśnie na tym polega. Na bezmyślnym wkuwaniu formułek, dat i pisaniu pod klucz odpowiedzi (co autor miał na myśli). Jak jesteś posłuszny to jesteś grzecznym chłopcem i „w przyszłości zostaniesz kimś”.
Zatem dlaczego świat jest zjebany? Bo ludzie to debile. A będzie coraz gorzej. To jest taka karuzela spierdolenia – kretyni wychowują kretynów, którzy później wychowają jeszcze większych kretynów. Ludzie wiodą puste życie, pozbawione jakiegokolwiek sensu bo tak nauczyło ich środowisko. Jest taka fajna piosenka – „The Girl Next Door” Blink182, która dokładnie to opisuje.
Jednak żeby być szczęśliwym wcale nie trzeba mieć dużo hajsu, władzy, czy być w super związku. Również nie trzeba być jakoś mega inteligentym. Wystarczy być świadomą osobą, która wie czego *faktycznie* chce od życia i jakoś we własnym zakresie sobie do tego dąży. PS. to może być cokolwiek.
Może trochę odbiegłem od tematu, ale imho, to wszystko się ze sobą wiąże. Świat nie zmierzałby w otchłań zidiocenia gdyby ludzie nie byli idiotami. Wyszedł truizm lol.
Pozdrawiam
Nonkonformista
(Admin): Hej N. Dobrze Cie widziec! Powodzenia w zyciu i dzieki za wpis.