Prawo jazdy

Jak ja nie nawidzę tych chujów starych – egzaminatorów prawa jazdy. Ci gnoje oblewają wszystkich jak leci. Ja wiem, czemu tak jest, kiedyś łapówkę było łatwiej dać egzaminatorowi to mieli okazję się bardziej obłowić chuje jebane, a teraz muszą to nadrobić tym, że nie zaliczają tych jebanych egzaminów. Mój kumpel zdał za 5-tym razem, tylko dlatego, że egzaminator powiedział mu na zeszłym egzaminie, że jak się spotkają jeszcze na egzaminie to zda. Dobra ok. Drugi kumpel jechał po śmietankę do kawy do sklepu z egzaminatorem, dojechali do sklepu, egzam. wyszedł coś załatwić, a ten miał zaparkować. Ok dobra. Trzeci kumpel zdał z egzaminatorem, który spał!!! Jechali, on spał (chrapał), kumpel jechał 2km, ten się obudził i się spytał -„gdzie jesteśmy”, no przecież śmieszne co nie? Potem kazał mu zawrócić, znowu śpi, po chwili budzi się i mówi -„co za debil stanął na środku drogi” (oni byli w ruchu na ekspresowej). Oczywiście było kilka moich kolegów, co zdali normalnie, ale że takie rzeczy się zdażają, a ja już 6-ty raz z tymi chujami będe jeździł. Jebane cyborgi, jeden zły ruch i „mission failed”, ich gadka zawsze taka sama „Witam pana panieee… (mini zawieszka – zajęty czytaniem nazwiska z dowodu) pan blebleble Krzysztof? (i teraz szybkość x4) Spotkałem się z Panem, żeby przeprowadzić z Panem egzamin praktyczny na prawo jazdy kategorii „B”, czy znane są Panu zasady egzaminu?; w takim razie proszę otworzyć maskę…” i takie tam pierdolenie.
Egzaminatorzy to chuje mówie wam.
Żeby nie wiem co, już nigdy nie wpadnę na tak głupi pomysł, żeby zdawać na coś innego, nie dam chujom zarobić.
Już mi lepiej ;(

41
44

Komentarze do "Prawo jazdy"

  1. chujowiczu! zarabiaj z kluu.pl, bez działalności gospodarczej, konto automatycznie weryfikowane
  2. Ja zdawałem 10 lat temu kat.B i też tak mówiłem… nigdy więcej do czynienia z WORDem. Jednak po tych 10 latach zachciało mi się robić kat.A (wyszedłem z założenia, że skoro wyjeździłem dziesiątki tys. km we wszystkich warunkach łącznie z jeżdżeniem po Europie to jestem na tyle ogarnięty, że moto będzie formalnością). Przepisy w małym palcu, moto ogarnąłem na kursie w ok. 7h, aż instruktor był zdziwiony i powiedział, że zdam za pierwszym razem. I co ? Teoria mimo zatrzęsienia pytań zdana na max punktów, a praktyka ? Uwaliłem na ostatniej! bramce na wolnym slalomie (fakt po 3 tyg przerwy, ale nie w tym rzecz). Najbardziej irytujące jest to, że motocyklem szarpało na wolnych obrotach co na moto z kursu nie miało miejsca. O ile w samochodzie da się nad tym zapanować, o tyle takie szarpanie w moto zaburza koordynacje, chwiejesz się i podpierasz, a to jest uznawane jako błąd… w ostateczności nie podeprzesz się, ale np. ominiesz bramkę… jak tu się nie wkurwić ? Za 2 tyg. kolejne podejście, ale świadomość wyjebania 180 zł w błoto i tego, że za miesiąc zima i pewnie odwołają egzaminy daje mi 1-2 szanse, a potem czekanie do wiosny… żenada.

    0

    0
    Odpowiedz
  3. Masz rację autorze. W Polsce tak to już jest z tymi egzaminami. Trudne jak cholera, drogie, a gdy jeździsz bez tego dokumentu nieważne czy bezpiecznie i umiejętnie, słono za to zapłacisz. Welcome in Poland!

    1

    0
    Odpowiedz