We wrześniu stuknęło mi 27 lat i… zaczyna się robić jedna wielka chujnia. Ze wszystkich znajomych z dawnych lat zostało mi dwóch (raz, dwa razy w w miesiącu wyjdziemy na rower czy browara). Jestem prawiczkiem oraz singlem, od zawsze byłem – niestety w kontaktach damsko męskich jestem pizdą, a wszystkiemu winna moja matka. Od zawsze byłem przez nią za prawie wszystko opierdalany, cokolwiek zrobiłem, nawet jak się postarałem, to zawsze znalazła jakiś drobny szczegół, żeby się dojebać. Jedynie z ojcem jako tako mam naprawdę dobry kontakt, często pomagam mu przy remoncie np. łazienki, razem jeździmy w podróże itp. Od nastoletnich czasów byłem wyszydzany i odtrącany przez stado z racji, iż miałem wtedy sporą nadwagę i byłem nieśmiały (dalej jestem, aczkolwiek w znacznie mniejszym stopniu) oraz dosyć biedny – wszyscy mieli markowe i drogie ciuchy (mieć oryginał Adidasa na początku XXI wieku w Polsce to było się bogaczem). Wszystkim tym pizdom i chujom, co ze mnie drwili w szkole życzę, aby do końca życia jebali w kamieniołomach kilofem za kromkę chleba. Karma wróci, chuje – wcześniej czy później. Jedyne pocieszenie, jakie sobie znajduję to to, że chociaż nie mam żadnych chorób ani wjebałem się w nałogi – nie palę ani nie piję. Osiągnięcia drobne mam – skończyłem szkołę średnią, mam prawko i dwa auta – chociaż oba mają prawie po 20 lat i co chwilę się jebią. Kurwa, przez tych podłych ludzi ze szkoły mam tak zrytą psychę, że czasem naprawdę myślałem o stryczku i skończeniu z tym wszystkim. Kurwa, ja pierdole!!!
Skończone 27 lat i poczucie spierdolonego życia
2026-05-15 22:330
0
