Więc tak… jestem sobie młodym chłopakiem nie wnikając w wiek, mam fajną dziewczynę, ciekawe życie, znajomych itd itp… Jak wiecie, gdy jest fajnie to zawsze się coś musi spierdolić. Tak było i tym razem. Wszystko zaczęło się od tego, że dziewczyna zaprosiła mnie do siebie do domu na obiad w celu poznania jej rodziców. Wstyd się przyznać, kilka miesięcy razem, a bliższego poznania nie było. Tak więc doprowadziłem się do jako takiego stanu i w drogę. Miał być obiad. Kurwa, ale co oni podali. Gdy spróbowałem tego na wpół spalonego kotleta, do tego suche ziemniaki o surówce nie wspominając to rzygać się zachciało. Czując w ustach ten smak panierki, której jej stara najebała chyba kilogram miałem ochotę wyjść i nigdy tu nie wrócić. Wkurwiało mnie głownie to, że nie wypadało po prostu odmówić, tym bardziej skrytykować. O zgrozo nagle jej matka spytała się mnie czy smakuje. Odpowiedziałem wymijająco „dobre kotlety, ale…”. I TU SIĘ ZACZĘŁO!! Dowiedziałem się jaki to ja niewychowany, że powinienem podziękować itd itp. Boże myślałem, że mi na psa zacznie wjeżdżać. Siedziałem tak kompletnie zszokowany, a dziewczyna zamiast mi przyjść z pomocą po prostu wyszła z pokoju. Kurwa, no wtedy dopiero poczułem chujnię będąc sam na sam z jej starymi. Po tym wszystkim udałem się do drzwi i kulturalnie rzecz ujmując pierdolnąłem drzwiami. Żeby było śmiesznie ta suka pisząc do mnie spytała się jak wizyta. Po prostu to olałem i zacząłem szukać innej dupy z normalnymi starymi…
Kategoria: Bez kategorii
Przyjaciółeczka mojej połowy
2011-07-08 23:43Jestem dość rozbity z jednego powodu. Dobrej psiapsióły mojej dziewczyny. Znają się od podstawówki. Dodatkowo nie ma zbyt wielu znajomych więc ona jest niestety w czołówce. Gdzie tkwi problem? Otóż jej dobra koleżanka od paru lat skurwiła się niesamowicie. Jest typem rasowej suki, która każdy swój wybryk tłumaczy dwoma słowami „for fun”. Dobrze, że moja połowa jest chociaż szczera i mi to wszystko mówi. Ale chuj mnie strzela gdy wkręca jej krzywe fazy że jest pod moim pantoflem (?), żeby gdzieś z nią poszła się po(za)bawić. Tamtą sucz rzucił chłopak po tym jak się dowiedział, że robi go w balona i tej dopiero teraz puściły hamulce. Próbuje wyciągać moją dziewczynę na spotkania typu 2 + 2 (dwóch fagasów i one dwie) z czego wiem że jeden ma apetyt na moją kobietę – ale w mniemaniu tej sucz to tylko spotkanie z kolegami. W tym momencie chuj mnie strzelił i krew nagła zalała. Typów nie znam, dobrze że moja kobietka nie dała się namówić, ale fajnie się z tą myślą nie czuję tym bardziej że ta sucz dalej się z nimi spotyka. Ja nie wiem co ona ma w bani? Namawiać na spotkanie z dwoma cwelami, którzy chcą się tylko popierdolić. W jej oczach byłoby to wyzwolenie, chwilowy odskok od związku, a wszystko for fun oczywiście. Szkoda, że nie widzi, że tym sposobem próbuje zrobić sukę z mojej dziewczyny. Szkoda też, że moja w pełni to widzi, ale jednak nie potrafi powiedzieć jej kim jest i co robi swoim zachowaniem. Żałuję że nie potrafię uderzyć dziewczyny bo wychlastał bym tą sucz za te jej jebnięte pomysły po ryju. Wkurwia mnie fakt, że mając chujnie próbuje w to wciągnąć szczęśliwe osoby. Ktoś by powiedział pierdol to masz swoich znajomych też jedź się pobawić. Z tym, że zależy mi na tej miłości i wbrew pozorom głupia regułka „nie rób tego złego co Tobie nie miłe” bardzo dobrze pasuje do związku. Dobrze jest nam razem, potrafimy się fajnie bawić i ani ja ani ona nie potrzebujemy dodatkowych wrażeń – co też ciągle stara się jej uświadomić moja dziewczyna. Normalnie robię się zielony jak słyszę, że się z nią spotyka. Ufam jej, wiem że jest mądrą dziewczyną, która potrafi postawić na swoim i skoro przez tyle lat nie potrafił nikt na nią negatywnie wpłynąć (włącznie z tą sucz) to powinienem być spokojny. Druga sprawa, że miałem w życiu już chujnię i w końcu jestem szczęśliwy – a szczęście to coś takiego co człowiek broni i chroni bardziej niż największe swoje skarby, bo prawdziwej miłości za pieniądze się nie kupi. Noż kurwa ciężko mi 🙁
Debilna sąsiadka
2011-07-08 23:43Co za idiotka! Odkąd się wprowadziła (Jakieś dwa lata temu), jak tylko jest więcej niż 10 stopni siedzi w oknie, całymi dniami, po osiem godzin! Pierdolony nierób żre i wszystko robi w tym oknie, aż się dziwię, że nie sra przez to okno… Ale gówno by mnie to obchodziło, gdyby nie fakt, że gapi się cały czas w moje kuchenne okno (Wiem, że za dużo piszę słowa „okno”, ale to olewam) i nawet ze znajomymi nie można posiedzieć, nic swobodnie we własnym domu też zrobić nie mogę, bo ta suka cały czas się gapi. Nawet nie pomogło jak ją celowo, na głos obgadywałem ze znajomymi, co mam zasłaniać okna i siedzieć w ciemnym domu jak ładnie słońce świeci, bo ta kurwa ma ochotę wpatrywać się w moją kuchnię?! Śruuut!
Pierdolony pijak-wykładowca
2011-07-08 23:43Ja pierdolę! Jestem tak wpieniona, że jakby teraz ktoś zaszedł mi drogę, to z miejsca roztrzaskałabym mu banię o ścianę!
Mam wykładowcę, któremu kiedyś zabrali prawojazdy za jazdę po pijanemu. Niby spoko żarciki wali, ale jak przyjdzie co do czego, to wkurwić potrafi.
A co odwalił? Jutro mam z nim egzamin. Miało być na 17, ale okazało się, że on ma o tej godzinie wykład, na którym mamy być, bo będzie z tego zadawał pytania na egzaminie. A ja mam w tym czasie zajęcia!
Łysy chuj, jebany! Jak zemścić się na gnoju? Z chęcią porysowałabym mu samochód, ale jeździ środkami komunikacji miejskiej z wiadomych powodów…
Kurwa, ale chujnia!
Żarcie
2011-07-08 23:43Nienawidzę jedzenia i tego, że muszę jeść. Najlepiej by było jakbyśmy wcale nie jedli. Nie byłoby otyłości, anoreksji i nawet bulimii. Ale nie, my musimy żreć. Żyć = żreć. Popatrzcie tylko jak beznadziejni jesteśmy jako istoty żywe. Tak cwaniaczymy, robimy co chcemy, niby jesteśmy panami świata, a gdyby nam zabrali żarcie pomarlibyśmy wszyscy mimo tej całej technologii. Zawsze jak jem uświadamiam to sobie. Kurwa, jak ja nienawidzę jedzenia!!!
Miszcze kierownicy
2011-07-08 23:43Z miesiąc czasu powstrzymywałem się przed tym wpisem. Jednak już dłużej się nie da, a mi przynajmniej ulży. Co dzień jestem zmuszony do pokonywania około 20km trasy i z reguły nie ma dnia żebym się nie wkurwił. Pomijam już całą gammę idiotycznych sytuacji – tzw. kurwicogennych. Skupię się tylko na dwóch – najbardziej mnie wkurwiających, a zarazem jednych z bardziej niebezpiecznych. 1. Jest obwodnica miasta, 90, droga prosta i DWA skrzyżowania. Przeważnie jadę nie szybciej jak wspomniane 90-100km/h Piąty bieg, spokojna, ekonomiczna jazda. Widzę skrzyżowanie – podjeżdża jakiś BUC i dobrze widzi, że nadjeżdżam. Oczywiście nie ustąpi, a chamsko się wpierdoli. Znam przypadki, że ludziom się spieszyło, wpierdolili się, ale mieli takie odejście że nawet nie musiałem za bardzo zwalniać – do takich nic nie mam. Natomiast typowy BUC nie zaczeka tych 10s tylko wpierdoli się i to tak efektywnie, że spowolni człowieka do 30km/h i bezstresowo, powoli rozpędzi się do tych 60 max. Chce jechać wolniej? Jego prawo! ALE KURWA: tu jest właśnie sytuacja nr dwa: Widzę, że gość chce jechać wolniej to spokojnie wrzucam kierunek i go wyprzedzam. I ZACZYNA SIĘ. Buc nagle staje się miszczem kierownicy. 70,80,90,100,110 poszło. Ile w tym czasie ciśnie się słów na język to szkoda gadać. Wpieprza się – dobra, chce jechać wolno? OK, ale kurwa jak chcę go bezpiecznie wyprzedzić to niech dalej utrzymuje tą prędkość, którą utrzymywał przez kilkaset metrów zanim znalazłem dogodny odcinek na ten manewr! Ale czego tu się dziwić, ostatnio wracam i widzę jedzie L-ka. Patrzę prosta, nic z naprzeciwka nie jedzie. Kierunek, wyprzedzam. Micra jechała na początku 50, ja skończyłem manewr przy 100 i NAPRAWDĘ niewielką różnicą prędkości od Nissanika. Gdzie kurwa był gość od nauki jazdy? Jak się czegoś takiego w zalążku nie zdusi to później mamy młodych gniewnych i właśnie takie pojebane sytuacje. Jako bonus dorzucę tałatajstwo, które jeździ napizgane wszelkiego rodzaju dragami. Kampania w chuj jak zawsze dotycząca jazdy na trzeźwo, a mało kto dostrzega problem, że społeczeństwo coraz bardziej ćpa i ubóstwia kult dragów. Ostatnio niedaleko mnie przykurwił frajer jadąc ze swoją laseczką w drugie auto z całą rodziną. Frajer z lachonem napizgani – na prostej drodze odjebało mu i zjechał na drugi pas. Utrata kontroli nad pojazdem? Nie.. utrata kontroli nad sobą. Bardzo żałuję tamtych ludzi, którzy są mocno poturbowani, a tych dwoje mogło skutecznie zatrzymać się na drzewie, czego im w przyszłości życzę. Pozdrawiam chłodno to ścierwo i serdecznie normalnych kierowców z wyobraźnią.
Ciężka sprawa
2011-07-08 23:43Nadszedł czas kiedy muszę zdecydować co chcę w życiu robić i nie wiem! Studiuję ale to nie to czego oczekiwałam, męczy mnie to i wkurwia maksymalnie. Myślałam, że będzie fajnie i że nic innego w życiu mnie nie interesuje. Muszę coś wymyślić a po prostu nie mam pomysłu, wiem tylko, że nie chcę ciągnąć tego co zaczęłam. Nikomu o tym nie mówiłam bo większość mnie pewnie zjedzie, że niezdecydowana jestem, że szukam sobie problemów, że to, że tamto… Źle mi z tym drodzy chujowicze, bo niemiło jest kiedy to, co z pełną świadomością się wybrało okazuje się do dupy i nie takie jakie miało być. To chyba dorosłość i konieczność podejmowania kurewsko ważnych decyzji, których podjąć jeszcze nie potrafię. Pozdrawiam
Matura i studia
2011-07-08 23:43Męczyłem się, uczyłem do matury, a to się okazało, że to jedna wielka chujnia. Bałem się liceum, bo po nim gówno masz więc poszedłem do technikum, bo tam dają pepier. Myślałem sobie, że jak nie będą rodzice mieli pieniędzy na studia to sobie dorobię albo całkiem pójdę do roboty. Uczyłem się do matury, zdawałem 3 dodatkowe przedmioty żeby mieć siłę przebicia na kwalifikacji. Chciałem pójść na to co mnie interesuje, bo technikum to ja mam w dupie, matematyki nigdy nie lubiłem, zawsze ciągło mnie do książek i historii. Chciałem w końcu przełamać to fatum, zacząć robić to w czym jestem dobry, ale nie dali mi szansy. Jeszcze jeden przedmiot na rozszerzonym poziomie sobie zażyczyli… Przez 4 lata miałem 2 godziny tygodniowo angielskiego, konsultacje maturalne pod koniec 4-tej klasy i to JEDNA GODZINA tygodniowo!!! Wyobrażacie sobie? Wszystko robiłem sam w domu, żeby nadgonić cały program, nic mi szkoła nie dala, to co potrafię zawdzięczam tylko sobie. Te chuje z liceum do pięt mi nie dorastają. To co oni robili przez trzy lata z pomocą nauczycieli i korepetytorów ja zrobiłem sam w przeciągu miesiąca. Mam ich w dupie, że mnie nie przyjęli, ja zrobiłem wszystko, mam czyste sumienie. Teraz mogę wypierdalać już do tej Anglii, bo co będę w Polsce robił ?! Jebana rutyna, nędza, wszechobecna obłuda i bezsilność… tu nie ma warunków do rozwoju. Jeden patrzy żeby drugiemu się noga powinęła… na Syberię takich wysłać, chora tkanka narodu. Jak bym tylko mógł to bym wszystko zmienił, gdybym tylko miał trochę pieniędzy przy dupie to bym wszystko oddał żeby lepiej w tym kraju było.
Boli pustka…
2011-07-08 23:43I to nie jest taki zwykły ból, to rozpacz, ciemność i poczucie strasznej pierdolonej beznadzieji.
Byłem żonaty, nie układało się. I to jeszcze nic, zdarza się. Zaczęło się jak poznałem pewną dziewczynę, spotkanie, potem następne, kolejne… Ona też była mężatką, jak wówczas myślałem bardzo nieszcześliwą, mąż ją napierdalał kilka razy dziennie, darł na nią mordę, wyzywał od najgorszych szmat, kurew itp. Byli to ludzie obrzydliwie bogaci, co ona ukrywała przede mną na początku.
Cudowne chwile razem z nią przeżyłem, hotele, namiętność, naprawdę wielka miłość. Narodziły się wspólne marzenia, plany. Oj kurwaaa… Ona się z mężem rozwiodła pierwsza. Cóż z tego jak ten chuj posrany nie chciał jej zostawić, szantażował ją dziećmi, że ich nie zobaczy, firmą, że kasy jej zabraknie. Co za kicha. Miała troje dzieci, dwóch chłopaków 15 i 16 lat i córkę 5 letnią. Sąd przyznał pełne prawa jej, jednak ona to miała głęboko w dupie. Byłem z nią prawie cztery lata, w pewnym sensie nadal jestem… I przez cały ten czas ona była pod jego kontrolą, godziła się na to doprowadzają mnie jednocześnie do szaleństwa… Ile łez wylałem, tak ją prosiłem, błagałem… Ona cały czas zapewniała mnie o swojej miłości, że mnie tak bardzo kocha… Mieszkali w ogromnym domu w bogactwie i nieziemskim przepychu. po rozwodzie jakieś pół roku jednak się wyprowadziła. Wynajęła mieszkanie, zabrała ze sobą najmłodszą córkę gdyż chłopaki chcieli zostać w domu ojca. Wiadomo, kasa jest kurwa najważniejsza!!! Wszystko było ok, niby ok. On ciągle do niej wydzwaniał, ona do niego jeździła zasłaniając się dziećmi, nie mogłem patrzeć jak się przed nim płaszczy, poniża jak ostatnia…
Ja rozwiodłem się pół roku po jej rozwodzie, niby-rozwodzie. Było tak pięknie, jak teraz patrzę wstecz to kompletnie nie rozumiem jak można było zabić tak piękną miłość, zabić… wszak wciąż ją kocham… Kurwa!!!!
Wróciła do niego. A tak ją błagałem, leżałem u jej stóp jak zbity pies i wyłem. Wróciła do niego mówiąc mi, że mnie kocha. Ze nie wyobraża sobie życia beze mnie. Wyobrażcie sobie????
Teraz z nim mieszka, żyją sobie pięknie ładnie i wciąż twierdzi, że mnie kocha. Założyłem firmę, niby prowadzimy ją razem, jak jej „były” mąż nie widzi. A ja popadam w szaleństwo. Obłęd. Nie mogę patrzeć jak ona jest z nim. Kurwa mać!!!!!
Wszystko się pierniczy..
2011-07-08 23:43Wszystko było super… Miałem kobietę, chodziłem do dobrej szkoły wyższej, w pracy intensywny rozwój na stanowisku… Jednym słowem chciało się żyć bo wiedziałem, że mam dla kogo walczyć i o co… aż do pewnego pięknego momentu, w którym wszystkie staranie trafił jeden wielki jasny chuj. Dwa lata temu dziewczyna mnie rzuciła, a życie obróciło się o 180 stopni i z jakiejś harmonii i spokoju powstał jeden wielki chaos. Od tamtej pory kompletnie nic mi nie wychodzi. Ze szkoły zrezygnowałem i zapisałem się do innej. Po co? A no po to, żeby za rok zamknęli mi kierunek… Nie mogę się przełamać i zapoznać żadnej kobiety, wróciłem do nałogu nikotynowego, a na dodatek wszyscy znajomi wyjechali gdzieś w chuj i nie ma z kim iść nawet na piwo. Dostałem zlecenie na projekt warty ok. 800zł – myślałem, że trochę dorobię w tych ciężkich czasach – odwaliłem go na cacy i zaproponowano mi za niego 100 zł… A życie płynie i płynie i mam poczucie straconego czasu, ale się nie mogę przełamać i czegoś z tym zrobić. Ratunku. Kurwa mać!
