W czasach gdy CR7 grał w Realu, ja zaczynałem karierę na budowie.
Na czarno robiłem ale szef dobrze płacił więc nie narzekałem a że mało piję i rzadko przychodzę pijany do roboty to jest ze mnie pożytek.
Któregoś dnia przychodzi szef i mówi do mnie, że ma dla mnie robote na innym obiekcie.
Okazało się że dzwonił Ronaldo i szukał firmy co mu ściany naciągnie i płytki w kiblu położy.
Dostałem kluczyki od Żuka i wyruszyłem do Hiszpanii.
Szef nikomu nie dawał prowadzić firmowego Żuka, to auto było oczkiem w głowie i klejnotem koronnym.
Nie będę tu o trasie opowiadał, po prostu, leciałem sobie cały czas autostradą i tyle.
Średnio cisnąłem 150-170 na godzinę, czasem pod 200 podchodziło gdy było pusto.
Żuczek elegancko sobie płynął po asfalcie.
Szef prosił abym nie przekraczał dwóch paczek ale korciło, oj korciło tym bardziej że Żuk rwał się do przodu, zapas mocy ogromny.
Po dojechaniu do Madrytu, zadzwoniłem do Ronaldo ale spał jeszcze więc podjechałem na śniadanie do restauracji.
Przepiórcze jajka w sosie z kaparów w posypce z łuski jesiotra oraz krem truflowy z suszonym rozmarynem i pigwą w karmelu.
Po śniadaniu pojechałem bezpośrednio do Ronaldo.
Opierdoliłem robotę w dwie godzinki i wróciłem do Polski aby wszystko na Chujni opisać.
Piłka
2026-05-15 22:330
0
