Wiem, że temat taki trochę niezręczny, ale tylko chcę napisać co mnie wkurwia. Widać, że niektórzy ludzie bardzo lubią chwalić się swoimi różnymi częściami ciała na Instagramie. Do tego stringi tak cienkie jak… nie no dobra, aż nie chcę kończyć. Mam tylko nadzieję, że i tych ludzi czeka weryfikacja. Jeszcze zapłacą swoją cenę za bycie „kimś popularnym”…
Problemem są ludzie
2022-09-10 01:08Jak w temacie, moim problemem są ludzie. Nie ogarnęłam jeszcze jak to działa: czy ich nie lubię, czy się ich boję, czy się ich wstydzę, czy uważam, że do nich nie pasuję. Nie wiem jeszcze. Pewnie się dowiem kiedyś tam, jak wreszcie zdecyduję się na terapię, ale to nie o tym. Zawsze byłam bardziej zamknięta na ludzi, ale czasy okołopandemiczne jeszcze bardziej mnie na ludzi zamknęły. Do tego stopnia, że na myśl o jakimś spotkaniu towarzyskim ogarnia mnie panika i w głowie wiruje tysiąc myśli, jak się z tego wyplątać. Jak już dochodzi do takiego spotkania, czuję się zażenowana. Siedzę z przylepionym sztucznym uśmiechem, który mnie wręcz pali. Próbuję się śmiać albo coś dopowiedzieć, ale sama w ogóle nie zaczynam rozmowy. Kiedyś zaczynałam, rzadko ale jednak, lubiłam sobie pogawędzić. Wszystko co mówią do mnie ludzie mnie nudzi, wywołuje zażenowanie, irytację, a najczęściej obojętność. Co ciekawe, kiedy spotkanie się już skończy i jestem sama ze sobą w domu, najczęściej wybucham płaczem ze wszystkich skumulowanych emocji, a potem wracam do normalności i czuję wręcz euforyczne szczęście, kiedy zasiadam przed kompem i mogę porobić sobie swoje rzeczy bez zrzędzenia ludzi nad sobą. Co jakiś czas dopada mnie uczucie samotności. Ludzie coraz rzadziej się do mnie odzywają. Ci którzy kiedyś zbliżyli się do mnie, zostali odepchnięci. Zaś tym, którzy nie znają mnie na tyle dobrze pewnie znudziło się wyciąganie mnie siłą gdziekolwiek, bo sama pierwsza się nie odzywam. Chciałabym się wyrwać z tej samotności. Często wyobrażam sobie w głowie jak świetnie rozmawiam i bawię się z ludźmi. A potem przychodzi rzeczywistość i mam ich serdecznie dość po pierwszych 5 minutach. Błędne koło. Nie wiem jak z tego wyjść. Nie wiem jak zacząć lubić ludzi, lubić rozmawiać z nimi i przede wszystkim lubić być sobą w ich towarzystwie, bo najczęściej robię za ich cień. Miła, cicha, spokojna dziewczynka, która zawsze cię wysłucha, nie wejdzie ci w słowo, uśmiechnie się, a nawet wybuchnie śmiechem i będzie ci przytakiwać na wszystko co mówisz. To właśnie ja.
Komentarze do "Problemem są ludzie"
-
chujowiczu! zarabiaj z kluu.pl, bez działalności gospodarczej, konto automatycznie weryfikowane
-
Odpowiedz
Po co się spotykać z ludźmi?
Lepiej iść do zoo, bo przynajmniej dzicz jest w klatkach.10 -
Odpowiedz
Cześć, mam podobnie, chłopak lev 26.
Ja lubię ludzi ale tak na chwilę. Dłuższe pogawędki, smal talk, relacje odpadają. Chyba ze jest jakiś interes do zrobienia, np. w pracy, jestem o zgrozo handlowcem więc mam to co lubię, krótkie kontakty z ludźmi w konkretnej sprawie przynoszące jakiś realny zysk i mające sens. Tez kiedyś rozgryzałem to dlaczego jestem taki a nie inny. Po latach stwierdzam ze ludzie jako osoby prywatne mnie nie interesują. Ludzie prywatnie to problem. Kiedy już złapiesz z kimś jakąś relację to masz wobec tego obowiązki. Trzeba gdzieś wyjść, z kimś sie spotkać, utrzymywać kontakt. To nie dla mnie, to mnie męczy.
W skrócie – jakiekolwiek spotkania z ludźmi i relacje dla mnie tylko zawodowo, prywatnie jestem pustelnikiem, czy jak to nazywają odludkiem. Na szczęście mam dużo do zrobienia i nie zawracam sobie juz głowy tym ze nie mam znajomków 🙂
Rada ode mnie, jeśli dalej walczysz i próbujesz udawać – przestań, bądź autentyczna i miej dużo zajęć które lubisz robić, będzie łatwiej.30 -
Odpowiedz
Mam wrażenie jakbym czytała o sobie
00
Eksperci od wszyskiego
2022-09-10 01:07Wkurwiają mnie osoby który myślą że wszystko wiedzą najlepiej a ich najlepszym argumentem na wszystko jest „jestem dłużej na tym świecie i wiem lepiej”.
Kurwa czasy poszły do przodu to starsi powinni uczyć się od młodszych a nie na odwrót. Szczególnie gdy jedynym źródłem informacji takich osób jest wpisanie frazy w google i kliknięcie w pierwszy lepszy link.
Gdzie się podział stary rap!
2022-09-10 01:07Tak jak w temacie… Ja nie rozumiem tych kart na czasie w youtube reklamy są już lepsze od tych pseudo rapów. Dziejszy raperzy powiedzą dupa,sperma,koks a wszyscy w wieku 12-18 lat ALEŻ TO GŁĘBOKIE! Co jest ciekawego w śpiewaniu o pornosach i ćpaniu!? Tacy ludzie utracili honor dawno temu… Posłuchajcie przykładowo onar-osobiście czy kaczor-ile dni to są utwory o życiu czy też problemach jakie mają ludzie np. peja miał mega ciężkie życie i tam nie słysze Lubie wpierdalać mefedron tylko „Ile jeszcze musić stracić szans by tą jedną wykorzystać” albo „musisz sam wybrać właściwą drogę[…] jedynie coś podpowię” A dzisiejsze rApY to jakieś szybkie dźwięki i pedałki w obcisłych spodniach oraz przechwalanie się samochodami z wypożyczalni. Jeszcze pamiętam czasy gdy leciał Jeden osiem w viva a nie jakieaś żydsony czy inni debile. Z takich piosenek co dzisiaj to powstają takie lamusy co myślą,że są królami świata i robią co chcą. Trzymajcie się w tej pojebanej rzeczywistości! p.s jak znacie jakieś utwory mniej więcej takie jak podałem to możecie napisać
Komentarze do "Gdzie się podział stary rap!"
-
chujowiczu! zarabiaj z kluu.pl, bez działalności gospodarczej, konto automatycznie weryfikowane
-
Odpowiedz
Potwierdzasz mi moje podejrzenia:
ludzie to bezmózgi !!!
Tylko imprezy i imprezy…
a potem gdziekolwiek mam jakąś sprawę do ogarnięcia, to te durnie z obsługi klientów nic nie umią.10 -
Odpowiedz
„Ty robisz sensację, a ja rap w miasto puszczam”
11
Nie jestem kowalem swego losu
2022-09-10 01:07W dzieciństwie brakowało mi poczucia bezpieczeństwa i stabilizacji. Mieszkałem razem z mamą u dziadków, jej rodziców. Panował tam bardzo ciężki klimat, często byłem świadkiem kłótni. Głównie rozchodziło się o to, że tylko moja mama z pośród całej rodziny nie potrafiła ułożyć sobie życia. Jej partner czyli mój ojciec zostawił nas gdy byłem mały. Mama nie miała żadnego pomysłu co robić dalej i przez długi czas mieszkaliśmy na łasce dziadków. Bycie samotną matka jej nie sprzyjało, co jakiś czas w jej życiu pojawiał się nowy facet, jednak wszyscy odchodzili, albo mama ich zostawiała. Moja rodzicielka ewidentnie bała się skoczyć na głęboką wodę tzn wyprowadzić się od rodziców i sama opiekować się dzieckiem i utrzymywać mieszkanie. Dlatego przez wiele lat byłem skazany na oglądanie jej bezradności. Sam też często czułem się bezradny, w szkole miałem ogromne problemy w kontaktach z rówieśniakmi. Cechuje mnie wysoka wrażliwość, więc wyobraźcie sobie jak fajnie musiały wyglądać moje szkolne lata. Wychodząc rano do szkoły czułem ogromny dyskomfort, z nerwów bolał mnie brzuch a w gardle non stop czułem Ucisk. Otaczałem się osobami, które wysysały ze mnie energię życiową, wśród kolegów byłem takim 5 kołem u wozu, osobą którą w każdym momencie można zwyzywać, popchnąć lub po prostu w jakiś inny sposób się wyżyć. Po powrocie do domu przez wiele godzin potrafiłem rozmyślać o tym co zrobiłem nie tak, jak mogłem odpowiedzieć gościowi który na korytarzu szkolnym nazwał mnie debilem. Leżałem i patrzyłem się w ścianę a myśli kłębiły się we mnie. Z pokoju obok słyszałem krzyki, znowu babcia z mamą się kłócą, jeszcze nie uporałem się z tym co było w szkole, a tu już dochodzą nowe, nieprzyjemne bodźce. Zdarzało się, że chowałem się w łazience i nożem robiłem sobie nacięcia, głównie na rękach. Przez to wszystko nie byłem zdolny do nauki, w wolnych chwilach resetowałem się czytając książki, bo czułem, że po tym wszystkim co mnie spotyka nie jestem w stanie jeszcze dowalać sobie nudnymi regułkami i wkuwaniem rzeczy, które mnie nie interesują. Pod koniec szkoły podstawowej zacząłem być agresywny, nie mogłem wyżyć się na kolegach, bo to ja byłem tym na którym się wyżywali, to odreagowywałem na matce, albo dalej na sobie. Przestałem chodzić do szkoły, po paru tygodniach wagarów mama umieściła mnie w zakładzie psychiatrycznym dla dzieci. Byłem pod stałą obserwacją, wyszedłem po miesiącu, nie pamiętam z jaką diagnozą. Niedługo potem zaczęło się gimnazjum, w moim funkcjonowaniu nic się nie zmieniło. Nadal byłem znerwicowanym outsiderem, 5 kołem u wozu. Zacząłem eksperymentować z używkami, szkołę odpuściłem sobie na dobre, piłem wino w parku mając w dupie wszystko i wszystkich. Ukończyłem tylko gimnazjum, teraz mam 25 lat, pracuje w ochronie i jestem nikim. Wynajmuje mieszkanie i daje rade je utrzymać tylko dlatego, że non stop pracuje. Moje życie było przesądzone już na samym początku, z perspektywy czasu nadal uważam, że w tamtym okresie nie było możliwości, żebym zdobywał wiedzę i przechodził z klasy do klasy. Mój zjebany charakter + kiepskie warunki w dzieciństwie to mieszanka z której powstał nieudacznik życiowy. Już do końca tak będzie, zaakceptowałem ten stan rzeczyml. Chujnia i Śrut.
Komentarze do "Nie jestem kowalem swego losu"
-
chujowiczu! zarabiaj z kluu.pl, bez działalności gospodarczej, konto automatycznie weryfikowane
-
Odpowiedz
Ile płacisz za mieszkanie?
Mój ex kumpel pracował w ochronie, zmieniał pracę kilka razy, i ostatecznie znowu wrócił do pracy w ochronie.
Chyba nie jest to taka zła praca?00 -
Odpowiedz
Nie przesadzaj. Miałeś swoje problemy, a jednak pracujesz i zarabiasz na siebie. To, że dużo pracujesz i mało płacą to inna sprawa. Niektórzy po takich problemach, zostaliby ćpunami albo menelami i mieszkaliby na ulicy. Spróbuj awansować, zrobić zaocznie maturę i jakiś kurs. Będzie ciężko, ale do tego już przecież jesteś przyzwyczajony. Jasne, że nie każdy będzie królem życia, ale zawsze w jakimś stopniu można (a nawet trzeba) próbować poprawić swoje życie. 25 lat? Niektórzy brali się za to później i też się udawało. Nie załamuj się!
10 -
Odpowiedz
Jak na osobę z dość skromnym wykształceniem formalnym, Twoją wypowiedź cechuje wysoka kultura narracyjna. Potrafisz pisać w sposób przemyślany, płynny i spójny. Masz potencjał, szkoda, gdyby się zmarnował.
00
Przyłapałem kobietę na zdradzie
2022-09-10 01:06Tldr: czułem podświadomie, że #rozowypasek mi się puszcza i okazało się, że miałem rację, bo udało mi się ją przyłapać
Miało być jak w bajce i dałbym sobie rękę uciąć, że ta bajka się ziści. No i jak to klasyk mówi – i bym, kurwa, nie miał ręki. No ale od początku.
Fajny, otwarty, szczery (lol) i pełen zrozumienia związek od 7 lat, który miał się zakończyć ślubem. 2 lata temu oświadczyny, termin na lipiec tego roku, ale koronawirus nie wybiera, a my nie chcieliśmy odjebywać z imprezą w takich czasach, więc wszystko było przełożone na przyszły rok z jednoczesnym trzymaniem kciuków, by świat się do tego momentu uspokoił.
Widziałem, że dziewczyna jest od jakichś dwóch miesięcy nieobecna myślami, lekko zdystansowana i odsunięta ode mnie i wspólnego życia. Byłem przekonany, że to kumulacja różnych stresów – przełożenie ślubu i wesela plus korona mocno zawirowała jej branżę i musiała zmieniać robotę.
Starałem się być wspierający, troskliwy, otwarty. W czymś pomóc? Nie ma problemu. Coś zrobić za nią? No pewnie. Pomóc jej siostrze w przeprowadzce? No jasne, że pomogę, przewiozę. Zmęczona, by zrobić coś do jedzenia? Spoko, praca, siłownia, wyjebany z butów, ale z przyjemnością stałem przy garach i robiłem tę szamę.
Pewnego dnia oglądaliśmy Netflixa i w międzyczasie różowy przysnął. Obok nas, na kanapie leżały nasze telefony. I jej ekran się zaświecił i zobaczyłem powiadomienie wiadomości na whatsappie: „Następnym razem poproszę pończochy” i podpisane – Jacek.
To imię słyszałem ostatnimi czasy wielokrotnie. Kolega z jej nowej pracy, który wdrażał ją w obowiązki i pilotował jej pierwszy projekt. No i chyba ziomek za bardzo sobie wziął do serca to wdrożenie i opiekę.
Po chwili kolejna wiadomość – „Piątek aktualny?”
A w piątek właśnie miałem jechać do domu rodzinnego na weekend. Proponowałem jej wspólny wyjazd, ale wymigała się stwierdzeniem, że ma dużo do ogarnięcia, jeszcze wszystkiego nie kuma dobrze w swojej pracy i weekend poświęci na nadrabianie zaległości, jakieś szkolenia na YT itd. Szkolenia, kurwa. Chyba z opierdalania gały na boku.
Miałem tylko nadzieję, że jest tak głupia, że umówiła się z nim w naszym mieszkaniu. Po pracy w piątek podjechałem do domu, zmieniłem ciuchy, spakowałem walizkę i pożegnałem się. Myślałem, że się zbełtam, gdy ją całowałem, no ale musiałem udawać, że wszystko gra, żeby się nie zorientowała, że coś może być nie tak.
Odjechałem autem, pojeździłem po mieście godzinę i wróciłem, parkując w innym, bardziej ustronnym miejscu z widokiem na okna mieszkania. Przyszedł wieczór, były wciąż zapalone, a więc znak, że ta dzida jednak zarządziła schadzkę u nas. Po jakimś czasie widziałem już, że nie jest sama na chacie.
Za wchodzenie do mieszkania powinienem dostać order ninjy, bo tak cichy i ostrożny nigdy nie byłem. Jestem w przedpokoju, a z salonu słyszę jej i jego śmiech. Chwila ciszy i nagle moja mówi z lekkim westchnięciem i jakby przeciągle:
– Jacek…
– Tak? – odpowiada jej
Ja tymczasem brew w górę, bo typa na oczy nigdy nie widziałem, ale głos skądś kojarzę. Nie czekam na nic i wpadam do salonu, a tam ona i Jacek… Sasin, który przejebał 70 mln zł na nielegalne wybory, które się nie odbyły i nie poniósł z tego powodu żadnych konsekwencji.
Komentarze do "Przyłapałem kobietę na zdradzie"
-
chujowiczu! zarabiaj z kluu.pl, bez działalności gospodarczej, konto automatycznie weryfikowane
-
Odpowiedz
Wiedziałem, że to fake.
10 -
Odpowiedz
Jak ktoś się za bardzo angażuje… to wiedz, że coś jest nie tak !
10-
Odpowiedz
„to wiedz, że coś się dzieje”
00
-
-
Odpowiedz
a to dobre
00 -
Odpowiedz
Gdybyś był starym prawiczkiem i całe życie namiętnie walił chuja tak jak ja, nie miałbyś takich problemów. Więc sram ci do ryja.
10 -
Odpowiedz
Tępy chuju, a juz miałem walić konia do tej historyjki, lubie klimaty kukold, ja fantazjuje ze moja dziewczyna sie z kimś puszcza bez gumki i sie w niej spuszczaja, oczywiście ciąży nie ma bo bierze tabletki.
00
Palenie papierosów w obecności innych osób
2022-09-10 01:04Bardzo denerwują mnie ludzie którzy palą papierosy przy innych osobach, takich które nie chcą wdychać dymu. Niestety, również ja mam taki problem, ale na szczęście rzadko. Trzeba być totalnie głupi, by wbrew woli osób niepalących kopcić fajki przy nich, a oni nie dość, że muszą się truć to jeszcze będą śmierdzieć dymem od papierosów. Takie osobniki przez których osoba dbająca o zdrowie musi wdychać dym z fajek to Janusze i Grażyny w czystej postaci. Nawet jak im się powie by wyszli na świeże powietrze i tam zapalili papierosa to oni i tak zrobią to w zamkniętym pomieszczeniu. Ja sam osobiście nie palę papierosów i nie zamierzam, no ale gdybym palił to nigdy w życiu bym nie smrodził innym, tylko tak bym wypalał bym wyłącznie ja wdychał dym. Do palaczy w obecności niepalących: Ogarnijcie się i przestańcie szkodzić innym.
Epidemia pustego śmiechu
2022-09-10 01:04W sumie to się tak zastanawiam czy też kogoś to denerwuje. Dziwne to zabrzmi ale od pewnego czasu zaczęło mnie irytować to że ludzie bez przerwy chcą się śmiać. Niby dobrze ale to już dochodzi do poziomu absurdu. Gdziekolwiek pójdziesz każdy chce cię rozśmieszyć jakby tego wymagała jakaś etykieta czy coś. Ludzie siedząc w grupie (o ile nie są zatopieni w ekrany smartfonu) jedyne co robią to rzucają śmiesznymi żarcikami i właściwie nic z tej rozmowy poza tym nie wynika. A jak chcesz poruszyć jakiś głębszy temat to wychodzisz na smętnego burka z depresją i zostajesz szybko zignorowany chociaż częściej obrócony w żart aby wrócić do tej autostrady niekończonego się pustego śmiechu.
Mieszkam z orangutanem
2022-09-10 01:03Mój zjebany stary poślubił murzynkę, która mieszka ze mną. Ta skurwiała pierdoła nie potrafi nawet ziemniaka pokroić, a jak drze ryja…. Łe łe ugabuga… Żadnego jebanego słowa nie wypowie normalnie tylko jęczy jakby dochodziła w łóżku z moim starym. Jeśli myślicie że mój stary jest spoko, oj, to grubo się mylicie! Jak na gościa który opowiadał że jeździł na czołgu w Afganistanie, lub też że był ochroniarzem Michaela Jacksona, to nie jest zbyt zaradny. W życiu nie radzi sobie lepiej od murzynki, a swoje drugie dziecko uczy gadać po angielsku. W Polsce kurwa. Są dni kiedy mam ochotę zjebać baranka w ziemię z ósmego piętra. Mówiąc krótko, moja sytuacja to chujnia z grzybnią.
Dzieci sąsiadów
2022-09-10 01:03Nie ma dnia spokoju. Wrzaski łupanie,napierdalnie po ścianach, rzucanie jakimiś ciężkimi przedmiotami o podłogę, skakanie ze stołków i z łóżek z takim rumorem że aż słychać w całym pionie i do tego jeszcze dochodzą awantury ich rodziców. Nie mam prawa do chwili ciszy we własnym mieszkaniu. Rozmawiać z nimi też się nie da bo już próbowaliśmy…. liczą się tylko oni i ich bachory pępki świata! Już mam ,, czarne” myśli i zaczynam im złorzeczyć…bo jestem już na skraju psychicznej wytrzymałości.
Komentarze do "Dzieci sąsiadów"
-
chujowiczu! zarabiaj z kluu.pl, bez działalności gospodarczej, konto automatycznie weryfikowane
-
Odpowiedz
To czemu się nie wyprowadzisz?
Głupich ludzi się nie zmieni.01-
Odpowiedz
Wprowadzić się trzeba mieć gdzie i za co. Mieszkanie samo z nieba nie spada.
00
-
-
Odpowiedz
Pij siku gada – pozbędziesz się głupiego sąsiada.
21

Jaka weryfikacja?