Tak dzisiaj naszła mnie refleksja, że w sumie wszystko ciągle się zmienia. A potem pojąłem, że mnie to ogromnie w*urwia i jest w sumie jedną z większych chujni w moim życiu, z którą nie mogę nic zrobić. Z którą NIKT nie może nic zrobić, bo tak ktoś kiedyś nakręcił świat, a wskazówka zdaje się tylko przyspieszać. To trochę głębsza chujnia ale mam nadzieję, że zostanę zrozumiany.
I tak żyjąc sobie próbuję odnaleźć jakąś stałość, jak najwięcej elementów którymi się otoczę, które będą dobrze na mnie działać i trzymać mnie jeśli nie w dobrostanie, to chociaż w jakiejś równowadze psychicznej. Wiecie, spokojne, stabilne, miłe, coś, do czego jestem przyzwyczajony. Na przykład miejsce zamieszkania. Jego okolica, sklepy, parki. Ulubiony samochód, ulubiony telefon, ukochana kobieta i tak dalej. Marzy mi się w sumie coś trochę jak z obrazka z USA z lat 50 – wiecie, jeden zawód, stabilna praca, własny dom z ogrodem, ukochana, wierna żona, jakieś hobby, wierny pies, może jakieś dzieciaki.
Niestety są to tylko marzenia. W prawdziwym, obecnym świecie nic nie jest stałe, i nawet Twoja przeszłość, wspomnienia i marzenia zostaną zdeptane jak robal, który zabłądził i wlazł na lewy pas autostrady. I zupełnie niechcący, przez Bogu ducha winnego człowieka gdzieś tam, który też jak ja pracuje na chleb.
Przykłady? Zacznę od tego, który natchnął mnie do napisania tutaj; otóż kiedyś się zakochałem. Jak to zwykle bywa, wszystko dawno temu się skończyło. Ale zachowałem cudowne wspomnienia. A najlepszym był pierwszy pocałunek, pierwsze motyle w brzuchu na ławce w pewnym parku. Dziś tam byłem poprawić sobie humor po słabym dniu w pracy. I co? Jakiś cholerny developer-sroper wszystko zagrodził, wyciął drzewa i będzie stawiać kolejne betonowe gówno które nazwie „apartamenty” i sprzeda w kredytach na pniu. Ch*j z parkiem, z drzewami. Jakiś typ nie wiadomo skąd przyszedł i rozwalił coś, co w jakiś sposób należało do mojego życia! Kurna!
Co dalej? A, marzenia. No to miałem pewien plan na siebie związany z pewnym zawodem. Ale czytam coraz częściej, że ta branża zostanie zautomatyzowana w dekadę. Super. Robić teraz kilka lat studiów, żeby potem popracować kilka lat i znowu nowe studia/szkolenia, znowu nowa fucha i tak dalej. Nie zostaniesz już w spokoju nikim, bo wszystko ma być zautomatyzowane i będą tylko cięcia etatów. Nie ma żadnej przyszłościowej branży poza IT, gdzie w końcu też powstanie program który wywali tych wszystkich programistów na bruk. I dam głowę, że ktoś właśnie nad czymś takim pracuje.
A tak na co dzień? Wszystko. Ulubiona droga do pracy/szkoły/gdziekolwiek? Remoncik, przebudowa i wszystko inaczej, tak co 6-8 lat, żeby przypadkiem nikt się nie przyzwyczaił do trasy. Pokochałeś jakiś samochód? Ch*j, za 10 lat będzie złomem i nigdzie go już nie naprawisz. Telefon? 4 lata i kupuj nowy, bo stary padnie na amen. Ulubiony sklep, fajny i miły sprzedawca, dobry asortyment? Spokojnie, już gdzieś ktoś myśli jak ci to spie*dolić, zmienić adres, wymienić pracowników i pozmieniać asortyment. Fajna kobieta i uczucie między wami, relacja? Za kilka miesięcy wszystko pójdzie w cholerę. I tak ze wszystkim.
Wiem, że tego nie zatrzymam, i nikogo za to nie winię. Ale coś dzieje się niedobrego, i to tylko przyspiesza. Czuję cholerny niepokój. I zagubienie. Może tak po prostu jest, a może chce się zrobić z nas niewolników, którzy tak naprawdę nic nie mają swojego? Nie wiem. Myślę, czy w ogóle da się od tego uwolnić. Bo jak na razie nie widzę sensu w robieniu czegokolwiek. W końcu to i tak przeminie, i nie zrobi tego czas, a jakiś drugi człowiek którego jeszcze nawet nie znasz, i być może nigdy nie poznasz. Człowiek który tak pracuje, i zarabia, też dążąc do czegoś trwałego i stałego.
A teraz idę spać. Dobrze, że chociaż obudzę się w tym samym łóżku, chociaż niedługo i tego nie będziemy pewni.
Puść ruskiego hardbassa i dopiero zobaczą, co to jest hałas…
Ale pierdolisz… abstrakcyjne pojęcie ciszy, mhm… przyzwyczajaj się, debili jest pełno wokół nas i trzeba to pogodzić, niejednego jeszcze spotkasz w życiu gwarantuję ci, a na pewno być może i gorszego, do prawdy miałem do czynienia z dużo gorszymi przypadkami, ogar chłopie, w razie czego idź do urzędu praw człowieka czy gdzieś tam nwm
Zrób kurwom raz czy 2 prawdziwą imprę na 20 osób, słuchaj r Marysia na pół pizdy przez miesiąc to albo się przyzwyczają do tego, że coś takiego jak dźwięk istnieje, albo debilizm rozsadzi im puste cebulackie łby. Rzekłem
Niech puści holenderskie techno…
Tylko dobra guma i solidne gumowanie na komisariacie czynią cuda. Musisz poznać smak gumy na milicji. Lać gumą ile wejdzie i zrobić lewatywę gumową gruszką. Przegumować całą Polskę — od morza do Tatr. Lać zimnym końcem.
Bo są zaburzony psychicznie jednostkami, możliwe, że z nerwicą. I pomyśl, że taki pełno łazi w społeczeństwie na wolności. Powinno się takich wyłapywać i na siłę leczyć. Ew. Pan od lania gumową pałką, co tutaj się udziela, ich powinien dostać w swe łapska.
Wal chuja. Zajadle, zapiekle, z jękiem i chodzeniem łóżka którym obijaj o kaloryfer. Wsadzaj też chuja między rurki c.o i piłuj. To nauczy sąsiadów moresu.
A rób im po złości, puszczaj najlepiej ruskie tehno na full, co się podlizywać będziesz!
Znam taką sztuczkę. Jeśli sąsiedzi mieszkają nad tobą.
Wypełnij garnek wodą do 3:4, postaw na szafie i dociśnij do sufitu jakimiś książkami. Na ten garnek nałóż słuchawki i podłącz do laptopa. Jak wszystko gotowe to póść hitler gangam style 10 h. Oni będą słyszeć maślany bass hitlera a jak przyjdą do ciebie to będzie cichutko i wtedy będą mieć rozkmine. Polecam też dla odmian jakiś rusko hardbass np narktotik kal albo tri paloski
Sąsiedzi*
Ewentualnie somsiady
Ja kiedys obudziłem dziecko w nocy somsiadom bo pierdnołem ,i dzieciak za scianą zaczoł płakać , blokowiska to getta.
A weźże Ty i spierdalaj !!!
Zapierdol chujom z jakiejs pro nuty dla ciebie. Ja od siebie polece giuseppe ottaviani – 8k, badz pro mozgojebna techniawa marco v avalon, karney – snarl (od tej ostatniej wyjebie im szyby w oknach)
No pięknie. Jebane nowe pokolenie polactwa a takie same debile. Żaden świński ryj nie pomyśli, że mieszka kurwa między ludźmi. Albo napierdala na bosaka jak kurwa jakiś jebany brudas komuś nad łbem albo „puść mu hardbasa” A srać wam na wycieraczkę kurwy jebane, napierdalać w rury, niech się cały blok dowie co za kurwa tu mieszka. Wpierdol od wszystkich się wam należy bo jak się was prosi to nie rozumiecie. Jebane debile z wioch zbierane. Mam sprzęt za kilkadziesiąt tysięcy i mogę tak pierdolnąć, żeby szyby powylatywały – nie robię tego z szacunku dla innych – wiecie co to słowo znaczy? Bo kurwa mieszkam między ludźmi i nie jestem jebanym bydlakiem, jełopem co musi się najebać, zrzygać i napierdalać muzą co tydzień bo się wyrwał z PGRu na stancję do miasta..