Szmata

Wyobraźcie sobie że przyjechała wielce mądra, miła dziewczyna do domu naszego, do brata. I huj niech sobie przyjeżdża niech śpią razem są dorośli. Ale w pokoju. Daleko od siebie mieszkają więc kurwa luz. Weekend się przemęczę. Ale wczoraj co zobaczyłem to kurwa szmata istnie. Wstaję w nocy do WC a oni razem się kąpią.
No kurwa zero kultury i szacunku dla innych, co innego żeby całą noc byli sami, mieszkali na swoim.
Ale nie kurwa w gościach takie coś.
Więc jej wyjebałem jak wieczorem przy kolacji powiedzieli że wrócą późno, mówiąc że tym razem może prześpię jebaną całą noc i nie będzie MI głupio gdy razem będą w wannie się pluskać. A Ta jebana szmata powiedziała mi że życzy mi abym przespał całą noc a nie kuźwa chodził po swoim domu.
No to co kurwa za dziewczyny 30 lat i jak kurwy się zachowują.
Nie jestem starym dewotą, mam dziewczynę, lat 20 parę i są jakieś zasady chyba.
No proszę was trzeba chyba trochę oleju mieć w głowie i szacunku do siebie. Tak myślę że chyba będę sam bo jak takie są kobiety to kurwa strach się żenić.

94
111

Komentarze do "Szmata"

  1. chujowiczu! zarabiaj z kluu.pl, bez działalności gospodarczej, konto automatycznie weryfikowane
  2. Kobiety rzadko są kulturalne i znają jakiekolwiek zasady dobrego zachowania. Ja mawiam: kurwy nie będę traktował jak damę z tym, że jeszcze nie spotkałem damy. Pozdrawiam, polecam mgtow.com, nie taki jeszcze stary kawaler.

    0

    0
    Odpowiedz
  3. Chyba zazdrosny jesteś kolego 😉

    0

    0
    Odpowiedz
  4. Jak nie cierpię kobiet, powiem ci tak… Twój dom? Nie bo twojego brata. Jeśli jemu to nie przeszkadza to stul dziób!
    Kuba, którego znudziła już walka z wiatrakami…

    0

    0
    Odpowiedz
  5. Ból dupę ściska co?Bracik posuwa niunię w wannie a ty czujny i na trzepak.Podglądanie brata to dopiero kurestwo.

    0

    0
    Odpowiedz
  6. Zwykła kurwa i lampucera. Pewnie ciągnie jak odkurzacz. Trzeba było jej spuścić wpierdol i to porządny a później przystawić do loda.

    0

    0
    Odpowiedz
  7. Następnym razem ukryta kamerka w łazience i jak zobaczą siebie w internecie to się ogarną 😀

    0

    0
    Odpowiedz
  8. Zazdrosny jesteś czy co? Młodość trzeba szaleć. Oburzony jak pani wychodząca z pod kościoła narzekająca ‚bo ta dzisiejsza młodzież’ sama mająca takie rzeczy na koncie zarobione w młodości, że teraz wstać 7x w tyg. na 6 do kościoła to nie problem -byle rozgrzeszenie było. Weź ty nie wiąż się z żadną kobietą bo jak ma mieć z tobą taką zmułe to faktycznie masz rację strach…

    0

    0
    Odpowiedz
  9. Ale omchuj co chodzi? Pewnie twoja loszka to waga ciezka i pasztetowa a ta panna dobra i zdrowa swinia to cie cyce bola z zazdrosci.

    0

    0
    Odpowiedz
  10. Oni się kąpią, a ty nie. Zazdrość, zamiast samemu się wymyć. Wymyj się prosiaku.

    0

    0
    Odpowiedz
  11. rób doktorat

    0

    0
    Odpowiedz
  12. Jednak jesteś dewotą i na dodatek ciotą, która w wieku dwudziestu kilku lat siedzi w domu rodzinnym i zrzędzi. Brat też w wieku 30 lat też gniazduje u mamusi? Co za patole. Ta laska powinna uciekać w podskokach od takich wyjebków.

    0

    0
    Odpowiedz
  13. Większość bab to jebane kurwiszony pazerne na kasę.Z żadną cipą nigdy się nie ożenię.

    0

    0
    Odpowiedz
  14. To, że TY myślisz inaczej i masz SWOJE zasady, nie znaczy, że ktoś je zna i będzie się do nich stosował. Jeżeli nie potrafisz przedstawić swoich oczekiwań i powiedzieć „nie” w pewnych sytuacjach, to się teraz nie dziw, że robią to, na co im pozwoliłeś u siebie w domu.

    0

    0
    Odpowiedz
  15. Albo sam albo gej Roman albo byczek Andrzej jeszcze taki wybór:)

    0

    0
    Odpowiedz
  16. Gdybyś mieszkał w Japonii to nie miałbyś takiego problemu… Ponieważ wiedziałbyś że do dziewczyny brata również mógłbyś się dobrać albo ona do ciebie i już poszerzone horyzonty niczym w grze eroge-hentai. Pozdro Rafał SUPER_OTAKU i przyszły programista.

    0

    0
    Odpowiedz
  17. 1. szmata to zle sformulowanie, nikt nikogo nie zdradza tutaj.

    2. para kąpie sie razem, koniec swiata. moj boze o jezu…

    3.ogarnij sie czlowieku, szczegolnie ze sytuacja nie jest codzienna jesli mieszkaja od siebie daleko

    4. masz 20 pare lat i mieszkasz w domu rodzinnym? jak cos nie pasi to sie wyprowadz

    0

    1
    Odpowiedz
  18. Nie napisałeś najważniejszego – ma fajne cycki?

    0

    0
    Odpowiedz
  19. A brat to co u ciebie mieszka ?To ty wielki landlord a on ma sie ciebie pytac? A czemu to ona juz szmata ?A co on ? Na sile go do wanny wpierdolila i zgwalcila ?Moze mu chuj smierdzial i chciala delikatnie i dyplomatycznie ? A ty co w nocy srac musisz i sie chuju placzesz po izbie i bratu zabawe psujesz bo jestes zawistny zacofany chuj i nie zaslugujesz na zadne sexy zabawy .

    0

    1
    Odpowiedz
  20. Aaa, to jaśnie książę prawiczek do ślubu? Ona nie powinna tak się odzywać. racja. Ale ty się NIE WPIERDALAJ W CUDZE ŻYCIE. Żałosny facio.

    0

    0
    Odpowiedz
  21. Pierdolisz jak pojebany. To juz razem sie wykąpac nie mozna? To zbrodnia? Grzech? Skoro robi to z ukochanym to ma prawo, nieważne czy w czyimś domu czy nie. Twoi rodzice się razem nie kąpali? Czy zazdrość zżera, że ty masz dziewczyne i z nią sie nie kapiesz, a też byś chciał?

    0

    0
    Odpowiedz
  22. No i chuj z tego, że się kąpią, bo nie rozumiem? Chodzi ci o to, że się wylać chciałeś i sracz był zajęty, czy co? Jest kurwą, bo się kąpie ze swoim facetem?

    0

    0
    Odpowiedz
  23. Dajcie to na polski

    0

    0
    Odpowiedz
  24. Noo, a jeszcze większy strach mieć córkę…

    0

    0
    Odpowiedz
  25. Ale histeryzujesz. Ja na Twoim miejscu bym się przyłączył do kąpieli i wyruchał brata

    1

    0
    Odpowiedz
  26. Weź spierdalaj

    0

    0
    Odpowiedz
  27. Zwal se konia-dylematy znikną 😉

    1

    0
    Odpowiedz
  28. Chujowa ta chujnia,chujowszej na chujnia.pl nie było.

    0

    0
    Odpowiedz
  29. Nie pierdol. zerknołeś na jej rozklapioche, potem sobie zwaliłeś i masz wyrzuty sumienia.

    0

    0
    Odpowiedz
  30. możesz wpaść do mnie kąpać się byczku, dojadę cie od tylca pod prysznicem, tak że kabina pęknie a potem twój odbyt, no może w odwrotnej kolejności. Pozdro napalony gej Roman

    0

    0
    Odpowiedz
  31. Wyjebałeś jej? Chyba w snach

    0

    0
    Odpowiedz
  32. A to kurwa bezwstydna. Zaczaj się na nią w kiblu, poczekaj aż skończy srać i wyruchaj ją od tylca. Tylko pamiętaj bez gumy i lej do środka.

    0

    0
    Odpowiedz
  33. jebac fałsz pieprzyc kurwy

    0

    0
    Odpowiedz
  34. nie czaje ciebie. no może troche przesadzili ze odrazu takie coś ale napewno to nie była tylko jej kwestia. skąd wiesz, może to on ją namówil, nakrecil na to?

    0

    1
    Odpowiedz
  35. twoje myślenie jest błędne do chuja śmierci dawno się nie widzieli i chcą się sobą nacieszyć a ty kurwa tępy heblu masz jakieś obiekcje sraj się

    0

    0
    Odpowiedz
  36. wszystkie baby to kurwy ziom

    1

    0
    Odpowiedz
  37. Aj tam, zwyczajnie zazdrościsz bratu, że pofiglował z dziewczyną w wannie.

    0

    0
    Odpowiedz
  38. Zastanowcie sie w zwiazku z powyzszym, co napisal Prof. Tadeusz Kotarbinski w swojej nieduzej ksiazeczce pt. „Zyc zacnie”, Nasza Ksiegarnia, Warszawa, 1989. bo po co sie Autor piekli i denerwuje z powodu bardzo blahych spraw, spraw, ktore w obliczu trudno wyobrazalnej wiecznosci, a takze krotkosci zycia ludzkiego, sa po prostu niczym:
    „Bo czlowiek chcialby zyc wiecznie. Ale tak nie jest, nawet jezeli ten i ow tak mowi. Nie jest tak, poniewaz podobna chec musialaby miec za waruke intuicyjne zrozumienie pojecia wiecznosci. ze go nam jednak tak bardzo brak, o tym swiadczy chociazby sens nastepujacej hinduskiej przypowiesci.
    Na szczyt gory diamentowej ( a diament jest bardzo twardy) wyzszej niz Himalaje przylatuje co rok maly ptaszek i czysci sobie swoj miekki dziobek o diament. Otoz, gdy ow ptaszek w ten sposob zetrze cala gore na pyl, wowczas minie dopiero pierwsza sekunda wiecznosci. Nie ma w streszczonej przypowiastce ani slowa przesady. Ogrom wiecznosci przekracza wszelkie granice intuicji, nie moze wiec byc przedmiotem uswiadomionego pragnienia. Nie o to chodzi ludzkiemu serca. Pragnie ono zyc nie wiecznie, lecz tak dlugo, jak mu sie bedzie chcialo zyc. Nie sama skonczonosc zycia zasmuca bowiem, lecz jego krotkotrwalosc mierzona stosunkiem do pozadanej dlugotrwalosci.

    0

    1
    Odpowiedz
  39. Tak , to prawda. TA hinduska przypowiesc podana przez jednego z komentatorow trafia w sedno sprawy. Ja mysle, ze autor powyzszej chujni jeszcze nigdy nie myslal o zyciu z takiej wlasnie perspektywy. Wiec niech sobie nie niszczy swoich nerwowo w mlodym wieku, okazji to zdenerwowania, zlosci, totalnej nawet wsccieklosci bedzie on bowiem mial w nadchodzacych latach swego zycia az nadto. Wystarcza jedna super gowniana decyzja, i jest on zalatwiony jak amen w pacierzu. Np. wziecie sobie za oblubienice, partnerke kobiety, ktora da mu taki wycisk, ze do konca zycia to sobie popamieta. A wiadomo ze to sie zdarza bardzo czesto. Zbyt czesto. Zastanowcie sie rowniez, jaka jest przcietna dlugosc zycia mezczyzna w Polsce. To wam da, a takze Autorowi, duzo do myslenia.

    0

    0
    Odpowiedz
  40. Ja Polecam Autorowi mala, ale bardzo interesujaca ksiazeczke Marka Aureliusza, cesarza rzymskiego z drugiego stulecia po narodzeniu Chrystusa. Nosi ona tytul „Rozmyslania”. Tenze Aureliusz byl takze stoickim filozofem.

    0

    1
    Odpowiedz
  41. „Absurdem jest, żeśmy się urodzili, absurdem jest, że umrzemy” – pisał Jean Paul Sartre. Egzystencjaliści doszli do wniosku, że ludzkie życie nie ma sensu. To jakby echo słów biblijnego Salomona, który stwierdza, że „wszystko to jest marnością i gonitwą za wiatrem” .

    Według egzystencjalistów nasze istnienie jest niezrozumiałe, a jego stałą cechą jest trwoga. Trwoga przed śmiercią, która jest nieodwracalnym końcem wszystkiego. Jedyne, co mamy, to krótkie, wyczerpujące się w teraźniejszości życie. Nie ma ani przeszłości, ani przyszłości. „Pokolenie odchodzi i pokolenie przychodzi (…) Nie pamięta się o tych, którzy byli poprzednio, ani o tych, którzy będą potem”– to już nie egzystencjaliści, ale… Pismo Święte . Salomon pyta: „Bo cóż pozostaje człowiekowi z całego jego trudu i porywów jego serca, którymi się trudzi pod słońcem, skoro całe jego życie jest tylko cierpieniem, a jego zajęcia zmartwieniem i nawet w nocy jego serce nie zaznaje spokoju?” i konstatuje: „To również jest marnością” . Izajasz, w podobnie egzystencjalnym tonie, ocierając się o bezmiar wszechświata, stwierdza: „Oto narody są jak kropla w wiadrze i znaczą tyle, co pyłek na szalach wagi, oto wyspy ważą tyle, co ziarnko piasku” . Ten nihilistyczny ton zdaje się potwierdzać Nowy Testament. Apostoł Jakub jakby podkreślał bezsens ludzkiej egzystencji: „Bo czymże jest życie wasze? Parą jesteście, która ukazuje się na krótko, a potem znika” .
    Rzeczywiście – ludzkie życie zdaje się być swoistym aktem dramatu. Drwiną rozciągniętą między przyjściem i odejściem, narodzinami i śmiercią. „Zaprawdę przemija człowiek jak cień, zaprawdę próżno się miota. Gromadzi, a nie wie, kto to zabierze” . Ukazujemy się na krótką chwilę na scenie życia, by przeminąć tak szybko „jak cień”.
    Dziwne i aż niemożliwe, że Biblia – ta księga niezwykłej nadziei – maluje tak straszny obraz ludzkiej egzystencji. Egzystencji pozbawionej wszelkiego znaczenia, skazanej na samotność i oddalenie. Gdyby zatrzymać się na tych fragmentach, pozostaje tylko przerażenie. A jednak dalej przebija się wątek nadziei – psalmista pyta: „A teraz na cóż oczekuję, Panie? Tyś sam jest oczekiwaniem moim” . Te słowa to odbicie fundamentalnej ludzkiej tęsknoty, poszukiwań sensu życia, dotyku transcendencji. To efekt pragnień, jakie włożono w nasze serca, jakby Stwórca rzekł: Będę cię dręczył niespełnieniem, bo spełnienie jest tylko we Mnie. I zdaje się być prawdą, że nie znajdziemy spokoju, póki nie przyjdziemy do Niego. Bo bez Boga nasze życie to „marność nad marnościami”. Bez Boga „los synów ludzkich jest taki, jak los zwierząt (…) Wszystko idzie na jedno miejsce; wszystko powstało z prochu i wszystko znowu w proch się obraca. (…) Człowiek nie ma żadnej przewagi nad zwierzęciem. Bo wszystko jest marnością” . W czym zatem tkwi niezwykłość człowieka?
    Dawno temu zostaliśmy obdarzeni boską naturą, stworzeni „na Jego obraz i podobieństwo”. Święci, czyści, bez skazy. Nie znaliśmy zła i śmierci. Znaliśmy natomiast Ojca – byliśmy owocem Jego miłości. Miłości, która obdarowuje życiem. Stworzeni do wspólnoty, radości, śmiechu, szlachetności, ale i odpowiedzialności. Biblia nazywa to ogrodem Eden. Oprócz życia dostaliśmy drugi wielki dar – wolną wolę. I stanęliśmy wtedy przed próbą naszej lojalności i wdzięczności. Tego nie unieśliśmy zapatrzeni w obcego przybysza, który mamił lepszą rzeczywistością, choć lepszej być nie mogło . Słowo przeciwko słowu. Wybraliśmy ofertę nieznajomego, który ubrał płaszcz przyjaciela. Nieznajomego, który zadał kłam słowom tak bliskiego nam Ojca. I dokonał się akt zdrady, którego konsekwencje uderzają, gdy pochylamy się nad wiekiem trumny. Bo „zapłatą za grzech jest śmierć” . Opuściliśmy Boga, grzesząc brakiem zaufania. A On, zbolały i zdruzgotany, pozwolił nam odejść – wciąż podtrzymując jednak nasze życie i odraczając konsekwencje ludzkiego wyboru. Bo śmierć powinna przyjść od razu. Wzgardzony Bóg pozwolił odejść swoim dzieciom. Odeszliśmy więc pełni niepokoju, który od tej pory wypełnia nasze serca, ale wciąż żyjący. Oddzieleni od Stwórcy staliśmy się jednak zdolni do zbrodni i nienawiści. Dotknęliśmy zła, które zniszczyło w nas obraz Boga i zanieśliśmy to dziedzictwo następnym pokoleniom. Pojawił się ból, smutek, cierpienie, lęk. A jednak wielką łaską był ten drugi dar życia – choć złamanego i ciężkiego, choć wiodącego przez choroby i rozpacz, choć zakończonego zatrzaśniętym wiekiem nad zimnym, bladym ciałem… Łaską?
    To można tylko pojąć, patrząc na inny ogród, w którym rozegrał się inny akt Bożej miłości i inny akt ludzkiej zdrady. Bo tak jak Bóg jest niezmienny w swej miłości, tak i człowiek jest niezmienny w swej wzgardzie. Tam, w Getsemane, Jezus zabrał nasze przekleństwo. Stoczył niewyobrażalną walkę, aby to wieko trumny otworzyć. I choć „zapłatą za grzech jest śmierć”, to przecież „darem łaski Bożej jest żywot wieczny w Chrystusie Jezusie”. W tym ogrodzie rozegrał się wielki duchowy bój o życie każdego z nas, który zaprowadził Boga na samotne, skaliste wzgórze. Bóg stał się zakładnikiem za człowieka. Dobrowolnie, z miłości. Zgodził się na niepojętą mękę w każdym jej wymiarze: fizycznym, psychicznym i duchowym. Nie było to łatwe: „Ojcze mój, jeśli można, niech mnie ten kielich minie” . Nie chciał, bał się – tak ludzki w swym lęku. Jego ciało drżało, bez sił opadło na ziemię, z czoła spływał krwawy pot – tak potężne było to zmaganie. Ale zwyciężył, wstał i oddał się Ojcu: „(…) wszakże nie jako Ja chcę, ale jako Ty”.
    A co zrobił człowiek? Zdeptał miłość, zszargał dobroć, napluł na świętość. Przyszedł po swego Wyzwoliciela z kijem i łańcuchem, spętał jak psa, zhańbił i zabił. Ecce homo! Człowiek to zaprawdę brzmi dumnie…
    Byliśmy tam wszyscy – najpierw przyjmowaliśmy z Jego rąk uzdrowienie, a potem krzyczeliśmy: „Ukrzyżuj Go”. Każdy z nas na niego pluł. Nie ma niewinnych i sprawiedliwych, „nie ma ani jednego” . A Bóg przyjął to z rąk swych dzieci, by „miały życie i obfitowały” . Nasza egzystencja przestała być „marnością nad marnościami”. Nabrała wielkiej wartości. W oczach Boga każde ludzkie życie jest bezcenne, bo zostało odkupione krwią Jego Syna. I jeśli nie zlekceważymy tej ofiary, to nasz los będzie jednak inny niż los zwierząt! Bo nasze człowieczeństwo mierzy się społecznością z Bogiem. Chrystus pokazał ową drogę do wieczności. Wyszliśmy z domu Ojca i mimo że się zgubiliśmy, możemy tam powrócić. On jest drogowskazem. Dlatego nasze życie nie zostało zakończone zaraz po tym, gdy zbrukało się grzechem. Dano nam szansę powrotu.
    Wciąż jednak dźwigamy dar z Edenu – wolną wolę. I Bóg wciąż ją respektuje. Tyle, że nie można istnieć, odcinając się od Źródła życia. Wtedy rzeczywiście zostaje tylko „gonitwa za wiatrem” i krótki czas ziemskiej udręki. Albo pustej, hałaśliwej zabawy.
    Lew Tołstoj napisał kiedyś do swego przyjaciela: „Jeśli człowiek uwierzy, że śmierć jest końcem wszystkiego, to nie ma dla niego nic gorszego niż życie”.

    0

    0
    Odpowiedz
  42. Mam zaledwie 23 lata, zaraz po liceum gdy zakończyłem edukację poczułem się „wolny”, nie uczyłem sie, nie edukowałem. Znalazłem jakąś tam pracę, miałem dziewczynę było ok. Z czasem zacząłem się strasznie lenić, nic mi się nie chciało itp.

    Po pewnym czasie weszło mi to w krew i tylko od czasu do czasu coś robiłem. Moje lenistwo przerodziło się w codzienne życie.

    Niestety nie zauważałem problemu, zwolniłem się z pracy, dziewczynę rzuciłem (tu akurat z jej winy). Minęły lata a ja sobie tak powoli egzystowałem, raz bardziej entuzjastycznie, raz nie.

    Dziś mam 23 lata, od jakichś 2 lat moje życie się strasznie pogorszyło. Od dłuższego czasu zacząłem wmawiac sobie różne rzeczy, miałem zawsze wymówki, olałem znajomych…. zostałem samotnikiem. Poczułem że się staczam.

    Dziś boję się żyć pełnią życia, wolę siedziec cicho w domu niż sie wychylać. Czuję lęk, obawę przed porażką, ludźmi ale tylko tymi którzy sa „silniejsi psychicznie”.

    Mam głupie obawy że jak zacznę żyć pełnią i bedę szczęśliwy to na bank spotka mnie coś złego.

    Nie jest tak zawsz, czasem organizm się próbuje ratować 🙂 i mam ochotę zmienić ten syf i żyć! ale to tylko słomiany zapał.

    Pisze tutaj, ponieważ czytam tą gazetę i wiem że czytają ją również prawdziwi faceci osiągający sukcesy w życiu, może akurat ktoś się podzieli ze mną wiedzą.

    Zastanawiacie się czego bym chciał od życia?

    Może wytłumaczę to na przykładzie.

    Dziś siedząc na parkingu widziałem gościa który podjechał nowym audi q7, wysiadł taki kawał byka, widać że jakiś byznesmen 🙂 czuć było z daleka że jest pewny siebie i wie czego chce. Wiecie o co chodzi.

    Tak czasem patrzę na ludzi których znam i widze jak sobie radzą, mają pracę, spełniają marzenia. Ostatnio kolega kupil sobie motocykl o którym marzył… ja marzę już 4 lata i nic z tym nie robię.

    Nie osiągnąłem nic ciekawego przez swoje lenistwo i popadnięcie w ten syf, jak się podnieść?

    Takie przyklady które sobie przypominam…

    Widzialem ostatnio wywiad z chłopakiem na wózku inwalidzkim… chłopak kończy 3 kierunki studiów, tańczy, spiewa i gra na gitarze…. ja „nie mam siły i czasu” na podstawowe czynności. Inny przykład, Travis Pastrana, gość robi milion rzeczy dziennie i jeszcze mu mało, oddzielił kręgosłup od miednicy po wypadku i to go nie powstrzymało.

    BARDZO BYM CHCIAŁ tak jak oni czerpać radość z cyia, odnosić sukcesy, mieć pieniądze aby się utrzymać godnie i życie o jakim marzyłem.

    Smutno mi jak czasem patrzę na dzieciaki w wieku 17 lat które już zrobiły więcej niż ja, bo u mnie są tylko wymówki i strach przed wyzwaniami.

    Chciałbym aby ludzie mnie podziwiali, chciałbym się spełniac a nic nie robię w tym kierunku. Zero celów w życiu ZERO!!!!!

    Pracuję u brata w firmie, ale czuję że jeszcze trochę i wylece, bo się nie staram… nic nie robię praktycznie. Mam byc niedługo przedstawicielem a boję się walczyć o swoje ;/

    Chciałbym być twardym facetem, który nie boi się wyzwań i osiąga cele!

    AHA DODAM że juz dosyć długo niedosypiam… i chyba to mnie też pogrąża… zmęczenie itp… czuję się strasznie.

    Mam siłownię, cały komplet do ćwiczeń, ławeczki, sztangi, hantelki… a niechce mi sie ćwiczyć, mimo że marze o super sylwetce;/

    0

    0
    Odpowiedz
  43. Prawie 3 lata temu, będąc w pogłębiającym się stanie depresji, napisałem tu na forum o moich problemach. Nawet udało mi się dokopać do tego tematu w archiwum:
    Ostatnio przypomniał mi się tamten wieczór, jak okropnie przygnębiony się wtedy czułem i postanowiłem napisać swoją historię, jak stałem się szczęśliwym człowiekiem, mając nadzieję że historia ta pomoże osobom w podobnym jak ja wtedy stanie. Tak więc oto moja historia:

    W dzieciństwie nie byłem chętny do pomocy rodzicom, wolałem spędzać czas na zabawy, a jak nieco podrosłem, na gry komputerowe. Miałem też takie coś, że jak coś sobie ubzdurałem, to za wszelką cenę musiałem to zrobić/dostać, często terroryzując rodziców płaczem.

    Moim największym hobby, zaczynając od szkoły podstawowej, były gry komputerowe. Podczas roku szkolnego, po powrocie ze szkoły najczęściej większość czasu spędzałem nad jakąś grą, a w weekendy potrafiłem przesiedzieć nad nimi cały dzień, od rana do późnego wieczora. Najgorsze było, kiedy zakończyłem jakąś grę – wtedy dochodziło do mnie, że właśnie zmarnowałem dziesiątki lub setki godzin ze swojego życia.

    Mimo to uczyłem się dosyć dobrze, choć nie poświęcałem zbyt dużo czasu na naukę, bo większość czasu zabierały mi gry.

    W domu często miały miejsce kłótnie między rodzicami z powodu pijaństwa taty. Potrafił on kilka dni z rzędu przychodzić z pracy mocno pijany, często poobijany, raz go nawet przywiozła policja. Jak tylko nie pił przez kilka dni, stawał się coraz bardziej agresywny, po czym znowu wpadał w kilka dni picia i tak w kółko. Często też źle wyrażał się o innych ludziach.

    Postanowiłem sobie wtedy, że nie zostane takim człowiekiem jak tata. Nie chciałem, tak jak on, czynić krzywdy innym ludziom swoim postępowaniem. Rozumiałem, że tak jak ja wtedy będąc dzieckiem doznawałem krzywdy przez jego postępowanie, tak i ja, jakbym w przyszłości postępował tak samo jak tata, wtedy ktoś inny z mojego powodu doznawałby takiej samej krzywdy jak ja wtedy, i nie chciałem do tego dopuścić.

    Miałem mimo wszystko taki okres na początku gimnazjum, kiedy ja sam zacząłem wchodzić w złe towarzystwo i eksperymentować z alkoholem – imprezy, ogniska. Ale po pewnym czasie zdałem sobie sprawę, że wchodząc w taki styl życia stane się w życiu dorosłym takim samym człowiekiem jak tata, a bardzo tego nie chciałem, więc zerwałem z takim stylem życia.

    W drugiej klasie zainteresowałem się tematami “magii”, m.in. telekinezy i radiostezji. Czytałem informacje na ten temat w Internecie i sam przeprowadzałem w domu takie ćwiczenia.

    Jakiś czas później pojawiło się nowe hobby – zakłady sportowe na pieniądze, czyli hazard. Zaczęło się od okazjonalnego wysłania kuponu z meczami piłki nożnej w mieście.

    Wkrótce potem dowiedziałem się o możliwości obstawiania meczów przez Internet. W jakiś sposób udało mi się przesłać pocztą pieniądze na takie konto internetowe i wtedy zacząłem obstawiać mecze przez Internet.

    Z biegiem czasu zaczynało mi się to coraz bardziej podobać, bo dostrzegłem w tym szansę na zdobycie większej kwoty pieniędzy, a chciałem taką zdobyć głownie po to, żeby stać się niezależnym finansowo od taty i wyprowadzić się od niego.

    Zacząłem coraz bardziej się w to angażować – spędzałem godziny analizując jakie mecze obstawić, wysyłałem kupony coraz częściej, później nawet zacząłem pisać program komputerowy, który miał obliczać mi na podstawie statystyk, na jaką drużynę postawić. Praca nad tym programem pochłonęła mnie na kilka miesięcy, poświęcając dziennie 6-8 godzin.

    Pochłonięty tą pracą marzyłem sobie, co zrobie z tymi pięniędzmi które zarobie dzięki temu programowi, miałem nadzieję że już nie będę musiał się wtedy ani uczyć, ani pracować i że będę mógł się wyprowadzić od taty.

    Gdy skończyłem pisać ten program, zacząłem używać go do obstawiania meczów. Jednak przez kilka tygodni nic na tym nie zarobiłem. Dochodziło wtedy do mnie, że straciłem kilka miesięcy ze swojego życia, a z moich planów na wyprowadzkę, koniec nauki i bogactwa nici…

    Popadałem wtedy w stan depresyjny, traciłem ochotę na cokolwiek. Wszystko to, co kiedyś sprawiało mi przyjemność, czyli gry komputerowe i telewizja, teraz przestało mi już sprawiać jakąkolwiek przyjemność. Ale najgorsze w tym było to, że po prostu nie widziałem sensu życia, bo co z tego że nawet zdobyłbym tamtą kasę, skoro i tak to życie nie ma sensu?

    Najgorsze były wieczory, kiedy siedziałem sam w pokoju, wtedy ograniał mnie ogromny smutek. Miałem wtedy też trudności z zasypianiem, często w nocy godzinami leżałem w łóżku nie mogąc zasnąć.

    Nie widziałem sensu dosłownie niczego, zastanawiałem się jaki sens ludzie widzą w swoich pasjach, jaki sens widzą w robieniu czegokolwiek! Przecież to wszystko i tak się kiedyś skończy, jaki więc ma sens cokolwiek co robimy za życia? Zastanawiałem się skąd ludzie mają motywację do robienia czegokolwiek. Myślałem, że może ludzie po prostu robią to wszystko, bo nie mają innego wyjścia, bo jakoś trzeba żyć, z czegoś się utrzymać, i że może każdy, tak jak ja wtedy, ma w sobie ten ogromny ból bezsensu.

    Zastanawiałem się, czy to na tym życie polega – na nie dawaniu się takim rozważaniom o sens życia, na brnięciu z dnia na dzień, mimo tego, że to wszystko i tak nie ma sensu, na udawaniu silnego. Taki obraz życia mnie przerażał, nie mogłem sobie wyborazić życia w takim bezsensie.

    Wtedy najbardziej chciałem po prostu zasnąć i już się nie obudzić, żeby skończyć ten okropny ból psychiczny, który mnie dręczył.

    Ten mój depresyjny stan narastał, aż pewnego wieczora, ledwie co już powstrzymując się od płaczu, napisałem o moim stanie na pewnym forum internetowym.

    Napisałem że od kilku miesięcy mam “doła”, że nie widzę sensu życia i że nie mogę już w takim stanie wytrzymać, że jak to się nie zmieni to mogę spróbować skończyć swoje życie (choć myślę że na pewno tego bym nie zrobił, bałbym się).

    Ludzie odpisywali, że najlepiej będąc w takim stanie wybrać się do psychologa, że oni znają sztuczki na depresję, tłumacząc pewne zasady działania ludzkiego umysłu. Ale ja po pierwsze nie chciałem wybierać się do psychologa, a po drugie nawet jak psycholog nauczyłby mnie “jakichś sztuczek” do poprawiania sobie humoru, to i tak by nie odpowidziało mi na to, co jest sensem życia człowieka. Inni mówili, żebym znalazł sobie jakąś pasję, ale to też by mi nie odpowiedziało na pytanie o sens życia.

    Pewna osoba zaproponowała mi tam rozmowę przez komunikator internetowy, napisałem więc do niego. Rozmowę tą zaczął od pytania czy wierzę w Boga. Odpowiedziałem że tak i że co to w ogóle za pytanie, a on na to, że dużo dzisiaj ateistów i dlatego pyta. Później powiedział mi, że to Bóg daje człowiekowi siłę do życia, jeżeli tylko człowiek żyje według Jego woli, i że trzeba pokładać całą swoją ufność właśnie w Bogu, a wtedy życie będzie radosne. Te jego słowa odbudowały moją wiarę w ludzi i sprowadziły na mnie ogromną ulgę i radość, nie pamiętam naprawdę żebym kiedykolwiek wcześniej był tak szczęśliwy jak wtedy, czułem jakby nagle spłynęła na mnie ogromna miłość. Z tego co pamiętam to nawet popłakałem się jakby ze szczęścia.

    W tamtym okresie byłem uzależniony od samogwałtu. Jednak wtedy już przestałem sobie wmawiać że to jest ok, doszło do mnie że to jest grzechem, więc starałem się z tym skończyć. Ciężko mi było z tym zerwać, dopiero dzięki radzie tamtej osoby, która wtedy porozmawiała ze mną przez komunikator internetowy, udało mi się zerwać z tym nałogiem – a tą radą było to, że jeżeli będzie się mówiło, że “to ostatni raz”, to tego ostatniego razu nigdy nie będzie, zrywać z nałogiem trzeba stanowczo.

    Później zacząłem stawać się coraz bardziej religijny – chodzić do kościoła, modlić się, czytać Biblię. Było mi znacznie lżej niż przed tamtą rozmową, choć nadal miewałem gorsze humory.

    Pod koniec gimnazjum zapoznałem się z pewnym chłopakiem, który chodził do równoległej klasy. Od początku gimnazjum podziwiałem go za to, że miał silny charakter – nie zważał na to co inni o nim myślą czy mówią, robił po prostu to co jemu się podobało, przy tym też zawsze miał dobry humor.

    Ja nie miałem wtedy silnego charakteru, nie potrafiłem mieć i trzymać się swojego zdania, chodzić swoimi ścieżkami, bo bałem się że wtedy zostanę odtrącony, wyśmiany.

    A znajomość ta rozpoczęła się dość nietypowo – pewnego razu napisał on do mnie przez Internet na komunikator internetowy. Jak tak rozmawialiśmy coraz więcej, okazało się że mamy sporo wspólnych zainteresowań – słuchaliśmy podobnej muzyki i oboje interesowaliśmy się stronami internetowymi. Później dzięki temu zapoznaliśmy się też lepiej na przerwach w szkole, czasami też przyjeżdzałem do niego.

    Po pewnym czasie zacząłem rozmawiać z nim przez Internet o moich problemach – tacie alkoholiku i moim smutku. Trochę mi pomogło wygadanie się komuś.

    Jak poznawałem go lepiej, bardzo podziwiałem to, że był miły dla innych ludzi, szczególnie starszych, lubił pomagać innym. Bardzo lubił też spędzać czas ze swoją babcią, umilając jej w ten sposób czas. Dowiedziałem się wtedy też od niego, że tą radość daje mu wiara w Boga, co mnie też utwierdziło w fakcie, że żeby móc szczęśliwie żyć, trzeba oprzeć swoje życie na Bogu.

    Gdzieś w tym okresie nauczyłem się od niego nie przejmować się swoimi troskami i pozytywnie patrzeć na życie. Ale co najważniejsze, nauczyłem się od niego być dobrym dla innych ludzi, pomagać rodzicom i potrafić zrezygnować z czegoś, co sobie ubzdurałem że chcę zrobić, a co nie jest dobre. Do dziś pamiętam pierwszy wieczór po takim dobrze przeżytym dniu, kiedy kładłem się spać – wtedy zdałem sobie sprawę jak wielką radość i spokój ducha daje takie postepowanie. Dzięki temu też przestałem mieć jakiekolwiek problemy ze snem.

    Po skończeniu gimnazjum poszedłem do liceum do innego miasta.

    Jakiś czas później postanowiłem pójść do spowiedzi generalnej, choć było to dla mnie naprawdę trudne, brakowało mi do tego odwagi, ale w końcu udało się.

    W liceum nadal nie potrafiłem “chodzić swoimi ścieżkami”, ważniejsze dla mnie było, żebym był akceptowany przez rówieśników. Az gdzieś około drugiej klasy liceum, tak niby znikąd, przyszło mi do głowy, że przecież każdy człowiek może być taki, jaki był tamten znajomy, tj. chodzić swoimi ściezkami. Od tamtego czasu stopniowo zaczynałem być coraz bardzizej niezależny od innych ludzi, zacząłem tak jak ten znajomy wyrabiać w sobie silny charakter, być odważnym, chodzić swoimi ściezkami, a nie za tłumem.

    Pod koniec liceum miałem w planach zostać księdzem. Miałem jednak w tym okresie pewne problemy z kwestią spowiedzi – jako że katolicy zalecają jak najczęstsze spowiadanie się, to i ja próbowałem tak robić. Z biegiem czasu jednak coraz bardziej mnie męczyły skrupuły, nie byłem pewnien czy coś uznać za grzech czy nie, analizowałem każdą myśl która przeszła przez moją głowe, czy się z tego spowiadać.

    W związku z tym zacząłem szukać informacji o spowiedzi w Internecie. Trafiłem na pewną stronę z artykułem o sumieniu. Napisałem do autora, odpisał po krótkim czasie i objaśnił mi sporo spraw, dowiedziałem się też od niego że w seminarium uczą znacznie więcej doktryn Kościoła Katolickiego niż Biblii. Wtedy też zrezygnowałem z moich planów pójścia na księdza.

    Od tamtej pory zacząłem intensywniej studiować samodzielnie Biblię. Utrzymywałem wtedy nadal kontakt z tamtym znajomym z gimnazjum, ale on nie wgłębiał się w lekturę Biblii, jako że uważał, że to co wie jest dla niego wystarczające.

    Studiując Nowy Testament moją szczególną uwagę zwróciła następująca wypowiedź Pana Jezusa, jako że naprawdę chciałem uzyskać pokój ducha:

    Mateusz 11:28-30
    “Przyjdźcie do Mnie wszyscy, którzy utrudzeni i obciążeni jesteście, a Ja was pokrzepię. Weźcie moje jarzmo na siebie i uczcie się ode Mnie, bo jestem cichy i pokorny sercem, a znajdziecie ukojenie dla dusz waszych. Albowiem jarzmo moje jest słodkie, a moje brzemię lekkie.”

    A dzięki następującej wypowiedzi Pana Jezusa zrozumiałem, że podążanie za Nim pociąga też za sobą konieczność zaparcia się samego siebie, czyli uwolnienia się od życia dla zaspokajania swoich pożądliwości i od podążania za własnymi ambicjami:

    Łukasz 9:23
    “Jeśli kto chce iść za Mną, niech się zaprze samego siebie, niech co dnia bierze krzyż swój i niech Mnie naśladuje!”

    Najważniejszym stało się dla mnie wtedy dostosowanie się do tego co Pan Jezus powiedział, abym Go naśladował i abym żył według Jego przykazań. Zrozumiałem że od tego zależy moje zbawienie. Bo przecież bardzo wyraźnie i dosłownie Pan Jezus to powiedział:

    Jan 14:21
    “Kto ma przykazania moje i zachowuje je, ten Mnie miłuje. Kto zaś Mnie miłuje, ten będzie umiłowany przez Ojca mego, a również Ja będę go miłował i objawię mu siebie.”

    I faktycznie, im bardziej poznawałem i stosowałem w moim życiu nauczania Pana Jezusa, tym coraz bardziej czułem bliskość Boga i to tym bardziej mobilizowało mnie do wypełniania Jego woli, i zauważyłem, że mam w tym wielką radość i że droga ta, tak jak to zapewnił Pan Jezus, jest naprawdę lekka, pełna szczęścia i pokoju ducha!

    W tym okresie został rozwiązany też ten mój problem ze skrupulatnością co do spowiedzi, po tym jak trafiłem na następujący fragment:

    1 List Jana 3:8-9
    Kto grzeszy, jest dzieckiem diabła, ponieważ diabeł trwa w grzechu od początku. Syn Boży objawił się po to, aby zniszczyć dzieła diabła. Każdy, kto narodził się z Boga, nie grzeszy, gdyż trwa w nim nasienie Boże, taki nie może grzeszyć, bo się narodził z Boga.

    Dzięki lekturze Nowego Testamentu zauważyłem też, że pierwsi Chrześcijanie spowiadali się tylko przy nawróceniu, podczas chrztu, a nie, tak jak nakazuje Kościół Katolicki, przynajmniej raz do roku a najlepiej raz na tydzień.

    Teraz zauważyłem, że z Chrystusem w sercu można być silnym i można nie grzeszyć, zrozumiełem, że trzeba prawdziwie pokochać Chrystusa i że On daje siłę aby się skutecznie sprzeciwiać pokusom i nie grzeszyć.

    Zrozumiałem, że narodzenie z Boga na tym właśnie polega i skutkuje całkowitym zerwaniem z grzechem, o którym pisze Jan, że taka zmiana życia, z grzesznego na posłuszne Bogu, czyli nie grzeszne, jest rzeczą konieczną do osiągnięcia zbawienia, że to jest ponownym narodzeniem się dla Boga tak jak powiedział Pan Jezus:

    Jan 3:3
    Zaprawdę, zaprawdę, powiadam ci, jeśli się ktoś nie narodzi powtórnie, nie może ujrzeć królestwa Bożego.

    Wtedy też przestałem chodzić do spowiedzi, a skupiłem się po prostu na stawaniu się coraz lepszym Chrześcijaninem. Pewnie, że jeszcze nie osiągnąłem doskonałości, ale osiągnąłem to, że przestałem grzeszyć i pracuję nad sobą, abym był coraz bardziej czułym i mógł spełniać wolę Bożą, czyli abym łapał się na błędach i praktykował nauki Chrystusa. Zrozumiałem, że tylko poprzez stosowanie się do wymagań nauk Chrystusowych i posłuszeństwo przykazaniom wiedzie wąska droga do zbawienia:

    Mateusz 7:13-14
    Wchodźcie przez bramę wąską, bo szeroka i przestronna droga prowadzi do zatracenia. A tak wielu nią kroczy! Lecz brama, przez którą wchodzi się do życia, jest ciasna, a droga, która tam wiedzie, jest wąska. I tak niewielu ją znajduje!

    Podsumowując, jestem ogromnie wdzięczny Bogu za to, że mnie wyciągnął z tamtego okropnego stanu i tak bardzo odmienił moje życie, nadając mu sens i radość!

    0

    0
    Odpowiedz
  44. sorry ale JESTEŚ starym dewotą

    0

    0
    Odpowiedz
  45. A może też zacznij się z nią kąpać? Nie krępuj sie ziom. Może przy okazji zakutasisz. Tylko pamiętaj!, dymaj bez gumy i lej do środka

    0

    0
    Odpowiedz
  46. A psioche se goli czy zarośnięta jest?

    0

    0
    Odpowiedz
  47. wytargaj brachola za kudły z wanny i sam do niej wejdź

    0

    0
    Odpowiedz
  48. Kebab – potrawa kuchni orientalnej. Określenie obejmuje ponad dwadzieścia odmian tej potrawy (m.in. iskender kebab, adana kebabı czy şiş kebabı) i nie jest jednoznaczne. W Polsce słowo kebab oznacza zazwyczaj döner kebap (po turecku ‘obracające się pieczone mięso’), czyli danie kuchni tureckiej[1] w postaci baraniny (może być to również mięso cielęce lub drobiowe, nigdy wieprzowe[potrzebne źródło]) skrawanej z pionowego rożna z surówką i owczym serem, współcześnie przekształcone w danie typu fast food, podawane w przaśnym chlebie, picie lub bułce z surówką warzywną oraz różnymi sosami – łagodnymi lub ostrymi. W Niemczech potrawę tę określa się najczęściej jako döner (po turecku ‘obracający się’), odmianę w placku lawasz zaś jako dürüm döner (‘zawinięty döner’), turecka pizza (Türkische Pizza) lub yufka, przy czym ostatnie określenie dotyczy niekiedy jedynie kebabu z mięsa drobiowego. Powszechne jest jedzenie kebabu razem z ayranem.

    0

    0
    Odpowiedz
  49. i po chuj piszesz to tu? Powiedz to im ty 20 pare

    0

    0
    Odpowiedz
  50. Chyba wielu kąpało się lub brało prysznic ze swoją dziewczyną, narzeczoną lub żoną potem to przechodzi. Fakt, że takich rzeczy nie robi się u kogoś w gościach raczej hotel lub już na swoim. Będziesz miał bratową prostaczkę lub tylko wspomnisz, że brat do domu sprowadził dziwkę.

    0

    0
    Odpowiedz
  51. no potrzebowała kutasa w gościach, bo 30ka już ma swoje fantazje i potrzeby. co zrobisz…?

    0

    0
    Odpowiedz
  52. Dzie so Nowe chujnie ja się pytam

    0

    0
    Odpowiedz
  53. A co, przeszkadzali tobie i twojemu chłopakowi?

    0

    0
    Odpowiedz
  54. Huj pisze się przez CH.

    0

    0
    Odpowiedz
    1. A to twuj huj ?

      0

      0
      Odpowiedz
  55. Zaciągnij laske do trójkąta!!!! Miłej zabawy.

    0

    0
    Odpowiedz
  56. Ruchaj kurwe i juz:)

    0

    0
    Odpowiedz
  57. Do pani numer 1. W technikum są też przedmioty zawodowe. Czyli dochodzi sporo dodatkowych przedmiotów. I jest o wiele trudniej.

    0

    0
    Odpowiedz