Jeszcze miesiąc temu, dzięki jednej Alicji, odzyskałem chęć do życia. To było tak, jakbym na nowo nauczył się oddychać – zacząłem uczyć się angielskiego, stawiać sobie cele, cokolwiek robić, by wyjść z tej pustki, w której tkwiłem od tak dawna. Czułem, że coś we mnie odżywa, coś pięknego, co zapomniałem, że istnieje.
A teraz? Siedzę samotnie na szlaku w górach, przesiąknięty deszczem. Każda kropla spływa po mojej twarzy, ale nie budzi we mnie żadnych emocji. Jestem pustą skorupą, a w środku… nic. Żadnej chęci do życia. Żadnej iskry. Cokolwiek się we mnie rozpaliło, już dawno zgasło.
Tak bardzo chciałbym wrócić do tej chwili sprzed miesiąca, przeżyć ją raz jeszcze – poczuć ten błysk nadziei, gdy życie zaczynało znowu mieć sens. Ale wiem, że to niemożliwe. Wiem, że po tym wszystkim nic nie wróci. A ja? Trwam tutaj, z tym pustym miejscem w sercu, zastanawiając się, co dalej… czy w ogóle jest jakieś dalej.
