Ja wiem, że w życiu nie ma nic za darmo i za wszystko trza zapłacić. Ale czemu tak dużo i z roku na rok więcej? Chuj mnie strzela jak przychodzi rachunek za prąd, później woda, ogrzewanie, śmieci też nie zapomną. Jeszcze gdyby po wypłacie – ale nie, jakby wiedzieli kiedy mi się pieniądze kończą i tym bardziej sfrustrować człowieka i jebnąć mu fakturkę licząc na to, że nie zapłaci w terminie i się mu doliczy po 20-30zł za monity i odsetki… NO CHUJ BY STRZELIŁ TE KSIĘGOWE!!! O ratach za rtv-agd nie wspomnę, bo przesz miały być super turbo extra darmowe. Prawie wręcz ci dopłacają! Jak już to jakimś cudem uregulujesz i zwiążesz chuja z końcem to bank oprze o stół i zacznie dymać za kartę kredytową…
Kategoria: Bez kategorii
O co chodzi laskom? – część 2 pt. „Emocjonalny taniec”
2011-07-08 23:43Pisałem przed chwilą o mizdrzącej się lasce. Teraz napiszę o innej. Jest taka jedna, co mi się podoba (niejedna, ale napiszę akurat o tej). Gdy się zaczynam o nią starać, to ona zaczyna mieć mnie w dupie, na nic nie ma czasu, itp. Im bardziej się staram, tym bardziej ma mnie w dupie. A po dłuższym okresie, gdy widzę, ze nie ma efektów i zaczynam raczej zajmować się innymi ludźmi i sprawami, jej zaczyna odpierdalać na moim punkcie – zaczyna wydzwaniać, co u mnie słychać, gdzie byłem i z kim, czy wszystko u mnie okej, żebyśmy się spotkali. Jakiś czas temu wyjechałem z kraju – ot tak, po prostu. To ona od razu do moich rodziców z płaczem, że chce mój zagraniczny numer telefonu, że jej go nie dałem. A spróbowałbym znów się zbliżyć i dać do zrozumienia, że nadal mi zależy, to od nowa będzie mieć mnie w dupie. I tak sobie tańczymy. Jak przerwać to zaklęte gówno?
Klimat Świąteczny, a raczej jego trup
2011-07-08 23:43Moja chujnia polega na tym, że od ładnych paru lat klimat dawnych Świąt legł gdzieś daleko w gruzach. Już pomijam fakt, że najwspanialsza atmosfera panuje, kiedy to jesteśmy dziećmi, ale mi głównie chodzi o czasy teraźniejsze. Czasy kiedy dalsza część rodziny rozbiła się na obozy (jedni stoją za tymi, drudzy za tymi), a najbliżsi również są z reguły mocno skłóceni. I tak oto z resztą rodziny nie odzywamy się, bo np. jedni mają 2 auta a drudzy już 3 i etc.. Z ojcem nie mogę nawiązać normalnego dialogu – wszędzie banda złodziei i oszustów, a ja cokolwiek robię przyczyniam się do współtworzenia tego zła. Dla brata powinienem dawno olać studia i robić nawet w kopalni – byleby tylko pracować więcej i WIĘCEJ dokładać się do życia. To taki ogólny zarys atmosfery w domu. Meritum sprawy – Wigilia. Siadamy przed stołem. Szlag mnie trafia z każdym rokiem gdy widzę coraz bardziej schorowanych rodziców i zamiast radości myśli niczym igły wbijają mi się w serce mówiąc o tym, że taki skład przy stole nie będzie trwać wiecznie. Wszystko sztuczne i napięte. Życzenia. pół godziny temu ojciec wyzwał mnie od idiotów, bo stwierdził że za dużo wydaję na paliwo (za które notabene płacę z własnej kieszeni).Teraz składa mi życzenia. Brat. życzy mi wszystkiego najlepszego -chwila przerwy- i z mocno wyczuwalną ironią – mówi abym poszukał sobie w końcu lepiej płatnej pracy po czym przerywając mi dorzuca, że jemu nic już nie muszę życzyć bo on już wszystko w życiu osiągnął. Później zaczyna się gadanina ile to pracy, pieniędzy poszło na przygotowanie potraw wigilijnych. Komentarzy nie ma końca. Dalej zaglądanie każdy każdemu w talerz i pytania z serii: „dlaczego nie dojadłeś? dlaczego nie spróbowałeś tego?” etc.. Nie chcę się więcej rozpisywać. Napiszę czego chcę, a co już nigdy nie wróci. Chciałbym zasiąść przy stole, pieprze te potrawy – może być barszcz czerwony z serii gorący kubek i paluszki rybne. Może być sama choinka bez nawet jednej bombki, bez tego czy muzyczka w lampkach ma grać/jak tak to która i jak głośno i czy kolor łańcucha pasuje do reszty wystroju i czy choinka w tym roku ma być sztuczna czy może jednak prawdziwa, a jak prawdziwa to czy ją później wkopać do ogródka czy może jednak wyrzucić, a może lepiej pociąć i na rozpałkę jak znalazł. Chcę zobaczyć uśmiech domowników, że jesteśmy razem, że jesteśmy w miarę zdrowi i o siłach móc wspólnie się spotkać. Chcę złapać się za ręce i pośpiewać kolędy, ale bez zestawu 5.1 z jakimiś dupnymi show-gwiazdami. Chcę złożyć życzenia – ale takie szczere od serca i mocno uścisnąć te osoby za to że są i że mogę z nimi wspólnie spędzić Wigilię. Pieprzę prezenty, szlag mnie trafia jak niemalże ze łzami w oczach muszę dziękować za każdy upominek i tym samym też koniecznie samemu coś przynieść bo to jest niczym wejściówka w ten dzień do domu. I na nic gadka że największym prezentem dla mnie jest możliwość spotkać się razem. Nie przegadasz za nic. Wszędzie shit, promocja, reklama – jednym słowem przeładowanie. Dobrze, że zostają wspomnienia, czasy kiedy byliśmy biedną rodziną i każdy z nas miał w dupie ile potraw będzie bo nigdy na 12 nie było nas stać. Nie było też prezentów, a jak coś to symboliczne którymi na ogól dzieliliśmy się między sobą.. Pieniądz jest dla ludzi ale jak widać nie dla wszystkich.
Co mnie boli?
2011-07-08 23:43A to państwo mnie boli. To, że nie można tu normalnie oddychać, pracować, zarabiać. Nie można tu nic zrobić. Pieprzona biurokracja wysysa energię życiową z człowieka na każdym kroku.
Kościół
2011-07-08 23:43Dlaczego, do jasnej cholery, starzy wciąż zmuszają mnie do chodzenia do kościoła? W dupie mam to całe gówno, a do bierzmowania to już na pewno nie pójdę. Nie mogę im powiedzieć 'kurwa, odpierdolcie się’, bo niestety odetną mi kieszonkowe. Czyż każdy człowiek nie ma prawa do wolności wyznania, czy jakoś tak? Śrut.
Chujnia z odbijaniem kobiet
2011-07-08 23:43Często jest tak, że jak kobieta jest fajna, to jest już w związku z facetem. Więc trzeba odbijać. Jak się uda, to człowiek traci do takiej zaufanie – bo to oznacza, że niespodziewanie może ją kiedyś odbić ktoś inny. Z kolei jak się nie uda, to człowiek się jeszcze bardziej zakochuje, że jaka to ona kryształowa, nie łamie się, trwa przy swoim facecie. Co myślicie o tym w kontekście psychologicznym i etycznym? A jeszcze jedna kwestia – jak człowiek chce tylko poruchać, to nakłaniać taką do zdrady, czy nie? Kurwa, chuj, chujnia, śrut!
Mąż nie chce abym pracowała :(
2011-07-08 23:43Ja mam chujnie z mężem, który nie pozwala mi pójść do pracy, bo uważa, że mamy dość pieniędzy abym nie musiała pracować. Dla wielu pewnie idealna sytuacja, ale ja potrzebuję znajomych, przyjaciół i często opinii postronnej osoby. Takie rzeczy mogę znaleźć jedynie w pracy, bo siedząc w domu czepia się jak gdzieś wyjdę i z kimś się spotkam. Można byłoby to załatwić kompromisowo, ale po prostu bardzo, bardzo potrzebuję pracy i wieczornych stwierdzeń, że kolejny dzień nie został zmarnowany.
Edukacja „Brody”
2011-07-08 23:43Jestem studentem drugiego roku Filologii Polskiej. A mówiąc bardziej po ludzku studiuje język polski. Przejdę od razu do rzeczy i powiem co mnie boli. Boli mnie, że żyjemy w świecie, w którym trzeba ukończyć kilka szkół aby dostać jakiś konkretny zawód. Co więcej, w tychże szkołach uczysz się bardzo niewiele. Co daje wkuwanie na pamięć jakichś regułek, działań itd. skoro większość ludzi zapomina je po tygodniu? Poza tym zauważyłem, że zdecydowana większość tego, czego uczymy się w szkołach do dupy nam się przyda, a nawet i to nie. Szczerze mówiąc, niewiele się w tych wszystkich szkołach nauczyłem. Boli mnie także do, że w poniedziałek mam ostateczną poprawkę z romantyzmu. Babka od tego przedmiotu jest wyjątkowo niechętna wobec mojej osoby, ostatnio mimo że na główne pytania odpowiedziałem, to wymyślała coraz to kolejne głupie pytanka z dupy, coraz to bardziej odbiegające od tematu i w końcu mnie udupiła. Jak ja to zdam w poniedziałek? Pojęcia nie mam. Ale wiem tylko, że oczywiście nauczę się na tyle na ile mogę, nigdy nie poddaje się bez walki. A co będzie potem? Albo wylot i arrivederci albo zostaje i nadal próbuje coś zdziałać. Poszedłem na te studia, bo chciałem zdobyć wymarzony zawód nauczyciela (system edukacji w Polsce to paranoja, ale może mógłbym coś zdziałać wychowawczo, wbrew pozorom stać mnie na to) lub dziennikarza. Jako nauczyciel lub dziennikarz mógłbym zrobić coś dobrego dla świata, dla innych. Zawsze lubiłem pomagać innym. Oba zawody mają swoje dobre i złe strony. I tu jest właśnie dramat, od jednego durnego egzaminu i jakiejś starej pizdy i jej humorów zależy moja przyszłość. O dziwo, ja mam na nią w tym momencie niewielki wpływ. I to mnie właśnie wkurwia, to jest chujnia totalna. Zależy mi na tym, aby przez to przebrnąć. Popełniłem w życiu wiele błędów, zawaliłem naukę w jak zwykle zresztą. Być może teraz przyjdzie mi za to zapłacić. Co ma być to będzie, w każdym bądź razie na pewno nie poddam się w swojej codziennej walce i będę się trzymał zasad i ideałów w które wierze. A to chyba jest w życiu najważniejsze.
Odchudzanie psa
2011-07-08 23:43Od roku próbuje odchudzić mojego psa – bieganie, długie spacery i odpowiednia porcja jedzenia do jej „prawidłowej masy” i co? Chujnia! Pies coraz grubszy, ludzie na ulicy wołają tłuścioch. Wkurza mnie jeszcze to, że siedzę se w górach, a tu dzwonią, że jutro poprawa z egzaminu… I sru pakuj się na szybko i wracaj do zasranych książek. Ciekawe czy się zdąży kto nauczyć w jeden dzień. Fucken shit.
Drukarki
2011-07-08 23:43Jak ja nienawidzę tych urządzeń. Czy jest jakieś peryferium, które potrafi bardziej zdenerwować niż drukarka? Przychodzi klient do biura, chcesz mu druknąć ofertę, spieszysz się, bo klient czeka (a chce kupić całkiem dużo) i dup – nie da rady bo drukarka siedzi…
