Ja tu siedzę, ten tam siedzi

 DALL-E-2024-02-26-21-36-47-A-meme-capturing-the-ridiculousness-of-adults-arguing-over-seats-in-a-cla

Sytuacja występująca na co dzień u mnie w szkole – wbijamy do klasy, zajmuję jakiekolwiek wolne miejsce a zaraz jakaś dziewczyna lub kolega z klasy podbija i mędzi, że ja tu siedzę, tam ktoś inny siedzi, bo on/ona tu zawsze siedzieli itp. Ja pierdole, ludzie po 20 lat a kłócą się o to, gdzie kto siedzi… Patrząc po zachowaniu ludzi z klasy, to nie jest klasa maturalna, tylko co najwyżej żłobek. Jeszcze taki kutas czy cipa stoi nad tobą i się wykłóca o to miejsce, jak dziecko o zabawkę. Idź się kurwa wypłacz do łazienki, tępa pizdo, bo ci ktoś miejsce zajął. Normalnie załamka – chuj z tym, że za mną jest 5 wolnych miejsc. Gdzieś jest podpisane, że czyjaś ławka czy krzesło to wasze prywatne? Człon wam w papę, niedojrzałe kurwie o mentalności przedszkolaka.

2
4

Koksu jako lekarze

DALL-E-2024-02-26-21-33-57-A-humorous-meme-showcasing-the-absurdity-of-unqualified-individuals-givin

Przeglądam ostatnio YouTube w temacie Trt. Filmy nagrywane w 99 procentach przez tępych koksów ( 2 lekarki zwęszyły w tym biznes ). Jak mnie to wkurwia, jak człowiek bez wiedzy medycznej, wypowiada się w temacie, co więcej, sądząc po komentarzach, ma on swoich „pacjentów”. To znaczy, zaleca im badania, potem dawkę testosteronu, który im sprzedaje – syfy z piwnicy .
To jest chujnia prawdziwa, bo ludzie mają testosteron w normie, a zaczynają kłuć dupę, bo jakieś amerykańskie konsylium ( wiadomo, w Ameryce testosteron jest reklamowany w telewizji, radiu, gazetach, więc pacjent idzie do lekarza z testosteronem w normie, a lekarz mu wypisze, bo te same reklamy ogląda ) uznało, że od 350 ng to hipogonadyzm.
Teraz taki mini koksik kłuje swoją dupę, a po roku zaczyna narzekać, że mu nie staje, doktorek daje mu HCG i tak głupota głupotę pogania.
Po kilku latach, taki mini koksik ma jąderka jak 8 letni chłopaczek, ale biznes się musi krecić, dlatego właśnie się kręci, bo dupę kłuc musi już do końca życia.

7
2

Psiarze

DALL-E-2024-02-21-23-18-57-A-concise-meme-featuring-a-cartoon-character-looking-bewildered-at-a-sing

Dziś policzyłem psie gówna, które zobaczyłem na drodze z domu do sklepu. Tam nawet kilometra w obie strony nie ma. 29 gówien na trawnikach, a 2 na chodniku. A przed Sylwestrem będą kurwy jebane płakać żeby nie strzelać petardami, bo się piesie boją, bo komuś jakaś Lexi czy inny odbyt na czterech łapach zdechł na serce. Gdybym za każde gówno strzelnął tylko jedną rakietę, nawet taką z baterii 120 strzałów, to bym splajtował. Pensji by mi zbrakło żeby tyle tego nakupić i przez tydzień bym tego nie wystrzelał a co dopiero w jedną noc. Łażą debile z tymi gówniokami, stają i stoją, czakają aż kundel wszystkie gówna, szczyny, syfy w promieniu kilku metrów obwącha, podeszczy, podziamie bo zobaczył innego kundla i szczekanina na pół osiedla. A huj wam w dupę. Będę napierdalał petardami ile wlezie.

49
9

Przepraszam Cię. Strasznie mi przykro.

 DALL-E-2024-02-21-23-12-23-A-heartwarming-and-humorous-meme-that-shows-a-cartoon-cashier-behind-the-

Chciałbym przeprosić młodą dziewczynę, która dzisiaj wieczorem przyszła do mnie, do kasy biletowej z problemem. Chciała jechać do Zebrzydowic ale pociąg jej uciekł.
Zamiast Ci pomóc to Cię jeszcze opieprzyłem.
Przepraszam Cię mocno.
Strasznie leży mi to na sercu. Byłem już po 11 godzinach pracy i rozmawaiałem z naprawdę wieloma debilami. Żałuję, że wrzuciłem Cię do jednego worka z nimi.
Oby powiodło Ci się w życiu i żeby spotkało Cię coś naprawdę wyjątkowego.
Jeszcze raz przepraszam.

Wredny kasjer

17
6

Staż w wydziale geodezji

DALL-E-2024-02-21-22-57-18-An-encouraging-meme-for-someone-waiting-on-important-news-The-image-shows

Staram się o staż w wydziale geodezji. W piątek byłem na rozmowie kwalifikacyjnej. Obym się dostał. Jeszcze nie dotarły do mnie wyniki rekrutacji. Proszę. Ten staż to byłaby przepustka dla mnie do normalnego życia. Staż ważący więcej niż jakiekolwiek studia podyplomowe.

9
3

Kiedys juz bylo

DALL-E-2024-02-21-22-51-48-An-uplifting-and-optimistic-image-that-depicts-a-serene-landscape-at-sunr

Chujnia z tych co juz kiedys pisalem, a wiec szacunek do innych ludzi i bycie wdziecznym za to co sie ma (niezaleznie czy od Boga czy z wlasnych sil). Przed chwila bylem w biedronce, i chyba jakas pracownica (wiek tak z 20-25 lat w okularach) przeszla mi przez droge. Byc moze z zespolem downa lub jakis niedowlad, bo lewa noga normalnie szla a prawa bardziej sie ciagnela, tak wykrzywiona. Nie wiem jak to opisac ale pewnie niektorzy wiedza o czym pisze.
Normalnie serce sie kraje. Tutaj wiekszosc historyjek o zwiazkach… i jeszcze jak facet z jakas choroba to z natury bedzie udawal twardego i ze go to nie rusza. A kobieta? Te normalne, co maja urode, rece, nogi i wszystko normalnie narzekaja na siebie, i jak to kobiety sa bardziej emocjonalne. A co taka z niedowladem? Ani to nikt ja nie „wyrwie” na randke ani nic….. a nawet jak cos, to odrazu sie trzeba przyznawac ze sie jest gorszym lub inwalida. Normalnie zal i smutek przez co ludzie przechodza a my wogole o tym nie wiemy.

Ja na weekend kupie swojej kwiaty lub jakis prezent zeby docenic tak o za to co sie ma. Wam tez radze zrobic podobnie, i nie zaleznie od plci. Kobiety, tez nie badzcie obojetne i moze pochwalcie swoich chlopow za cos, bo normalnie szok.

13
3

Karma

DALL-E-2024-02-21-22-45-33-A-simplified-meme-with-two-images-The-first-image-shows-a-character-stand

W latach 80 pracowałem jako tokarz w jednej z polskich fabryk.
Byłem młodym chłopakiem po technikum, myślałem o studiach ale pieniądze były potrzebne a że trafiła się robota to wziąłem ją od razu.
Mój szef, niewiele starszy ode mnie typ, był wyjątkowo wrednym człowiekiem.
Niesympatyczny, odpychający burek.
Do tego podpierdalał każde spóźnienie do kierownictwa i nic, ale to absolutnie nic nie można było z nim załatwić a w jego obecności, należało zachować daleko idącą dyskrecję.
Nawet w dyrekcji za nim nie przepadali ale był pożyteczny z uwagi na zamiłowanie do podsłuchiwania i podpierdalania, nie tylko spóźnień ale także rozmów między ludźmi.
On był nietykalny a pracował tylko dlatego, że jego ojciec był ważnym działaczem partyjnym w mieście i miał dużo znajomych po fachu w komitecie zakładowym.
Mijały lata, ja pracowałem i studiowałem wieczorowo.
Podjąłem decyzję, że wytrzymam do końca studiów i zwalniam się.
Któregoś dnia jednak, nastąpiła ogromna zmiana.
Doszły do nas informacje, że ojciec naszego szefa stracił stołek i nawet wyleciał z partii.
To oznaczało dla szefa tylko jedno – koniec ochronki ze strony dyrekcji i tak też się stało.
Miesiąc później, facet przestał pracować.
Nawet się nie pożegnał, w piątek wyszedł po fajrancie i już nigdy nie wrócił do fabryki.
Nikt nawet nie wiedział, co się z nim później działo.
Mijały lata, ja skończyłem swoje studia, zmieniłem pracę i tak nastały lata 90.
Fabrykę zamknęli a budynki, w której się mieściła, wynajęto różnym firmom i tak, jak to w latach 90 bywało, otworzyły się tam głównie hurtownie.
Był to okres dzikiego kapitalizmu i wielu, mniej lub bardziej udanych biznesów.
Ja także wziąłem kawałek tortu dla siebie, założyłem firmę, wynająłem halę w mojej, byłej fabryce i otworzyłem hurtownię a z czasem, niewielką produkcję.
Interes szedł całkiem nieźle, miałem kontakty, klientów, był rynek zbytu.
Zatrudniałem już kilkanaście osób.
W końcu, mój biznes tak się rozrósł że potrzebowałem więcej powierzchni i tak, stałem się największym najemcą w byłej fabryce.
Miałem do dyspozycji cały, jeden budynek.
Hurtownia, magazyny, produkcja, biuro a z czasem, detaliczny sklep.
Trzeba było zatrudnić więcej osób więc dałem ogłoszenia.
Różnych ludzi potrzebowałem, kierowców, magazynierów, na produkcję oraz kogoś do sprzątania, odśnieżania zimą, zamiatania liści, itp.
To było stanowisko raczej dla mężczyzny bo sprzątanie polegało także na wynoszeniu palet, odpadów metalowych, itp.
Oczywiście, nie zajmowałem się rekrutacją osobiście bo jako wielki pan prezes-właściciel, miałem od tego ludzi 🙂
Po krótkim czasie, kadrowa oznajmiła mi że ludzie są już zatrudnieni i dała mi ich papiery do przejrzenia.
Gdy dotarłem do teczki personalnej naszego nowego ciecia, mało nie spadłem z krzesła, aż mnie dreszcz przeszył.
Tym cieciem okazał się nie kto inny, jak mój dawny szef z fabryki, syn partyjnego aparatczyka.
Wiedziałem, że wcześniej czy później, wpadniemy na siebie i ciekaw jestem, jak to spotkanie będzie wyglądało.
Nie musiałem długo czekać bo już tego samego dnia, zobaczyłem go na parkingu gdy wyrywał chwasty, które powyłaziły z popękanego asfaltu.
Poznał mnie od razu i przywitał tak serdecznie, jak chyba nigdy w życiu.
Nawet sobie zażartował, że „role się odwróciły” i pogratulował sukcesu.
Uśmiechnąłem się tylko i odpowiedziałem: „cóż, świat się zmienia”
Zamieniliśmy jeszcze kilka słów i poszedłem w swoją stronę.
Później, unikałem z nim spotkań ale nie chciałem się na nim mścić czy coś.
Pracował dobrze, nie narzekałem.
Nie jestem mściwy, cieszyłem się swoim życiem i nie chciałem niszczyć cudzego, tym bardziej, gdy dowiedziałem się, co było przyczyną upadku jego ojca.
Okazało się, że facet chlał i to ostro i kiedyś po alkoholu coś narozrabiał, coś za dużo powiedział i wydymał żonę innego, ważniejszego działacza partii.
Potem rozpił się na dobre i w końcu zmarł na wątrobę.
Jego syn, czyli mój były szef a obecnie, mój pracownik też nie miał lekko.
Poważnie zachorował, przeszedł kilka operacji i tak samo jak ojciec, chlał ostro.
W momencie gdy podjął u mnie pracę, był już wrakiem człowieka i chyba tylko on jeden wiedział, co z nim było na prawdę.
Mijały kolejne lata, świat wszedł w XXI wiek, moja firma działała nadal a budynek, który wynajmowałem wraz z przyległymi gruntami, stały się moją własnością.
Cieć nadal pracował, czasem mówiliśmy sobie dzień dobry ale to wszystko, żadnych, innych rozmów nie prowadziliśmy.
W końcu nadszedł czas kolejnych zmian zawodowych i życiowych.
Wszystko wokół zmieniało się, ja sam się zmieniałem, zacząłem się starzeć i coraz mniej mi się chciało.
Dojrzałem do decyzji aby zamknąć firmę.
Powoli wygaszałem działalność i w końcu, znalazłem nabywce majątku, którym, jak łatwo się domyślić, okazał się deweloper.
Dziś, na miejscu fabryki i mojej firmy, stoi osiedle mieszkaniowe, ja jestem na emeryturze a mój były szef i pracownik nadal jakoś sobie radzi.
Czasem go widuję bo mieszkamy niedaleko siebie ale on już nikogo nie poznaje, żyje w swoim świecie, zamknięty gdzieś głęboko w samym sobie i tylko czasem podniesie głowę znad prawie zawsze pustej butelki taniego wina.

26
2

Moje relacje z kolegami z klasy uległy całkowitemu załamaniu

DALL-E-2024-02-21-22-40-21-A-meme-showing-two-cartoon-characters-The-first-one-with-a-unibrow-and-a-

Do listopada tamtego roku było jeszcze w miarę. Ale potem wszystko zaczęło się psuć coraz bardziej. Koledzy zaczęli mnie obgadywać za plecami, traktować ironicznie, coraz mniej pomagali mi w zadaniach domowych a ostatnio wyrzucili mnie z chłopięcej grupy klasowej na Messengerze i przestali wpuszczać mnie na serwer w grze gdy wszyscy grali w tą samą grę w trybie multiplayer.

Rosnące napięcie między mną a kolegami wybuchło kilka tygodni temu kiedy to pewnego dnia dziewczyna jednego z moich kolegów ni z gruchy ni z pietruchy napisała do mnie na Messengerze wiadomość o treści:

„Piszę do Ciebie bo chciałam poprosić Cię żebyś zgolił monobrew. Nie chcę być złośliwa ale to pomoże Ci w dobrych kontaktach z ludźmi”

Czy ona siebie słyszy?

Owszem, mam takie włoski nad nosem między brwiami ale do tej pory nikt się z nich nie śmiał. Dlatego ta wiadomość wyprowadziła mnie z równowagi i wdałem się z nią w pyskówkę aż w końcu nie wytrzymałem i ją zablokowałem.

Z racji tego że ona jest dziewczyną jednego z moich kolegów, bardzo dobrze żyje z moimi kolegami z klasy, bardzo ich lubi. Następnego dnia okazało się że zrobiła screeny wiadomości tej pyskówki i wysłała wszystkim chłopakom.

Koledzy zaczęli nachalnie kpić sobie ze mnie: nazywali mnie „uno”, „monobrwiasty”, rzucali teksty typu „brwi blizniaki” itp. Pytali się mnie od kiedy są razem moje brwi, kiedy wzięli ślub oraz pisali mi wredne wiadomości na Messengerze. Ja ich całkowicie ignorowałem, nie reagowałem na ich docinki i w końcu zablokowałem ich wszystkich na Facebooku.

Patrzyłem na tą sytuację z chłodem i spokojem, ale myślałem sobie o nich: „mają 17 czy 18 lat, a zachowują się jakby mieli 5” U mnie w klasie jest 11 chłopaków i tylko dwóch czy trzech mi nie dokucza.

Na drugim biegunie są dziewczyny z mojej klasy które mnie w miarę szanują, lubią i nic do mnie nie mają ale jednocześnie nie wtrącają się w to jak traktują mnie te głąby.

Mam gdzieś docinki tych głąbów, w ogóle się tym nie przejmuję. Nie zależy mi na tym żebym miał wielu kolegów. Ważne żebym miał kilka osób które mnie w miarę lubią i pogadają ze mną.

Tydzień temu te głąby widząc że nie reaguję na ich zaczepki odpuścili sobie. Ale już od ponad miesiąca żyję z kolegami w wojnie. Nasze relacje pozostają napięte i ignorujemy się nawzajem.

Przeraża mnie podłość, chamstwo i brak tolerancji u niektórych ludzi. Ja w przeciwieństwie do moich kolegów akceptuję ludzi takich jacy są.

8
3

Mentalne sześciolatki, czyli roszczeniowość i rozwydrzenie w jednym

DALL-E-2024-02-21-22-36-58-A-cool-and-engaging-meme-with-two-panels-The-first-panel-features-a-carto

Prawa, równość i wybór. Oczywiście jestem w 100% za, niemniej TYLKO wtedy, gdy to nie szkodzi innym i gdy jest to możliwe. Odnoszę jednak wrażenie, że lwia część ludzi nie dostrzega tych dwóch istotnych warunków.

Równość? Spoko. Nie traktujemy kogoś gorzej dlatego, że nie odpowiada nam jego pochodzenie, orientacja seksualna czy światopogląd, ale jeśli sprawia zagrożenie dla innych to oczywiście musimy go potraktować inaczej niż tych, którzy tego zagrożenia nie sprawiają. Chorujesz na groźną chorobę zakaźną? Nie idziesz na piwo z kolegami, bo mogliby się też zarazić i żadna deklaracja praw człowieka tego nie zmieni, dlaczego? Bo bakterie czy wirusy mają wyjebane na nasze papierowe ustalenia. Tak samo, jak ktoś demoluje przystanek – też trzeba go inaczej potraktować nie dlatego, że ktoś tam uknuł jakiś spisek przeciwko niemu, tylko dlatego, że robi demolkę i zagraża innym

Prawa? Jasne, ALE w wielu przypadkach to oznacza prawo do PODJĘCIA się jakiegoś celu, a nie prawo do automatycznego znalezienia się na końcu tejże drogi. Innymi słowy – każdy może zdawać na studia, nie każdy się dostanie, a jak się dostanie to nie każdy je skończy, bolesne wiem, a jeśli będziemy w ramach równouprawnienia bez końca to ułatwiać, to w końcu zawali się jakiś wieżowiec lub inna budowla wzniesiona przez „inżynierów” ze swoim równouprawnionym „dyplomem” (porównywalnym swoją wartością do srajtaśmy), ewentualnie dojdzie do pożaru stacji transformatorowej i w którymś z tych przypadków ktoś zginie, bo – tak, zgadliście – grawitacja i właściwości materiałów są ważniejsze niż nasze ideały.

Obywatele drugiej kategorii? Niektórzy urodzili się z pewnymi cechami, które nie czynią ich gorszymi ludźmi, ale sprawiają, że pewnych czynności po prostu nie mogą skutecznie wykonywać, niestety ale życie nie jest sprawiedliwe i nie każdy ma takie cechy, jakie chciałby mieć. Przykładowo ktoś z wadą wzroku nie zostanie pilotem ani sternikiem statku nie dlatego, że ktoś go nie lubi, tylko ma cechy dyskwalifikujące go z tego, czyli słaby wzrok. A jeśli siądzie za sterami to zabije siebie i być może kogoś jeszcze, bo fizyka ma w piździe nasze prawa.

Nieocenianie innych? Nie mam nic przeciwko, ale jeśli jesteś chorobliwie otyły/a to jesteś chory/a i tyle. Oczywiście możesz wymagać, by nazywano twoje ciało pięknym, można nawet nakazać to ustawą i zakazać innym mówić, że to jest choroba, ale i tak umrzesz przedwcześnie, a to przez cukrzycę, miażdżycę czy inne chujstwo, ponieważ biologia sra na ten zakaz oceniania.

Szczerze jestem przerażony i rozbawiony jednocześnie widząc całe chmary roszczeniowych mentalnych sześciolatków w wieku dowolnym, które najwidoczniej zapomniały, że istnieje coś takiego, jak rzeczywistość i to jej osąd jest prawdą absolutną.

Nie wiem, jak długo jeszcze dobrobyt i bezpieczeństwo zachodniego, „cywilizowanego” świata będą w stanie roztaczać ochronny parasol nad gówniarzami nie chcącymi przyjąć do wiadomości, że czasami po prostu pada deszcz, a burza napierdala i na nic się zda ryk o prawie do ładnej pogody.

Z niecierpliwością wyczekuję tego dnia, kiedy ten ochronny parasol porwie i rozwali wichura, a te najsłabsze ogniwa w teorii Darwina boleśnie zderzą się z najprawdziwszą rzeczywistością…

Śrut

8
2

Ryby a zdrowie

DALL-E-2024-02-21-22-31-17-A-meme-featuring-two-fish-swimming-in-water-One-of-them-has-a-halo-and-sh

Witam, uważa się, że ryby (szczególnie morskie) są zdrowe, ale jest też druga strona medalu – woda w której pływają jest zanieczyszczona, a ryby pochłaniają te syfy. Czyli: Z jednej strony mają liczne wartości np. omega-3, a z drugiej toksyny, bo jak już pisałem – woda w której żyją jest kiepskiej jakości. Myślę, że z ich spożywania będzie więcej wad niż zalet.

Pozdrawiam, fan gry „Pet Racer”.

3
4