Koleżanki z pracy

Jestem kobietą, ale maksymalnie wkurwiają mnie koleżanki z pracy. Zejdzie się całe stado tych babsztyli od samego rana i nawijają: ciąże, porody, nacinanie krocza, zielone upławy, wysypki na tyłkach ich dzieciaków, rzadkie kupy, i dzień w dzień to samo, każdego ranka od początku ten sam zestaw tematów. Zawsze jakaś jest w ciąży, albo po ciąży, więc tematy się kręcą. Bogu dzięki za smartfon, wsadzam w niego nos i się odłączam od tego towarzystwa.

124
9

Komentarze do "Koleżanki z pracy"

  1. chujowiczu! zarabiaj z kluu.pl, bez działalności gospodarczej, konto automatycznie weryfikowane
  2. W ogóle praca z kobietami to nieporozumienie. Knują intrygują, nie powiedzą nigdy nic wprost. Raz miałem szefową to mnie chciał szlag z nią trafić. Faceci są przeważnie konkretni i nie pierdolą nic poza to, co trzeba powiedzieć.

    52

    3
    Odpowiedz
    1. ” Faceci są przeważnie konkretni i nie pierdolą nic poza to, co trzeba powiedzieć.” Hahahaha

      2

      2
      Odpowiedz
    2. Kto z kobietami pracował, w cyrku się nie smieje

      1

      0
      Odpowiedz
  3. Wal konia, pij whiskey i ruchaj, kradnij krokodyle, szczaj do zlewu w pracy w pomieszczeniu socjalnym, wkładaj zapałki kolegom z pracy w szafki z ubraniami i podpierdalaj im papierosy, mleko z lodówki i kawę. I nie zapominaj o cukrze. Jak postawią jakieś jogurty czy serki to też bierz. Napoje, cukierki. Ale sam nic nie noś do roboty. Niech cię dokarmiają. Ja tak robię, i stać mnie na wszystko.

    3

    17
    Odpowiedz
  4. A też byś chciała napierdalać o ciąży? No to nabij się jakiemuś Sebie na pręta, będziesz miała małą Dżesikę.

    21

    12
    Odpowiedz
    1. Co za debil.

      2

      2
      Odpowiedz
  5. Zapytam wprost, masz wygolona?

    27

    6
    Odpowiedz
    1. To czy ma wygoloną to mało ważna kwestia. Pytanie zasadnicze to: czy połyka.

      4

      0
      Odpowiedz
    2. A ty masz wygolonego?

      1

      1
      Odpowiedz
      1. Ja mam ale mojego mezo to nie pociaga bo ma mlodsza o 17 lat

        0

        0
        Odpowiedz
    3. A ty masz wygolone jajca ?

      2

      1
      Odpowiedz
  6. Nie znoszę kobiet. Jedna zniszczyła mi karierę.

    37

    2
    Odpowiedz
    1. Ale zanim zniszczyla ci kariere – na pewno stal za tym facio .Bleh , nie lubie ogolnikow .

      0

      2
      Odpowiedz
  7. Popieram. Większość kobiet, z którymi miałem do czynienia nie „ogarniała.” Potrafią odwołać spotkanie na godzinę przed, albo nawet (co mi się zdarzyło) w momencie dojazdu. Strasznie emocjonalne. Dorabiają jakieś dziwne wymysły i swoje urojenia do zadawanych pytań lub udzielanych odpowiedzi.
    Jedyne normalne jakie znam, to te z trzema synami i mężem (nierozwiedzione). Zauważyłem spadek darcia się, liczby urojeń, spóźnień i „ochowania” jakie to życie ciężkie. Najgorsza jest ta „nerwowość” w pracy jak gdyby życie na tej planecie od tego zależało. A to tylko praca. Wystarczy robić w terminie, nie zajmować się głupotami, zajmować się problematyką danej sprawy i jedziemy. A nie, „ale co byś zrobił gdyby”. Co za tępe pytanie. Nic bym nie zrobił, bo tak się nie stanie. No ale nerwy muszą być „bo jak ja zdąrzę”, „nie zdąrzę, muszę wyjść wcześniej.” No to wychodź i wchodź o czasie i pracuj zamiast w kuchni siedzieć lub zamiast „strzelać focha” wytłumacz co potrzebujesz i w końcu wypaplaj z siebie czego oczekujesz. No ale po co? Potem – lament – jak w piaskownicy.

    Niestety, coraz więcej mężczyzn powielających ten trend, wiecznie niezadolonych z życia słabych z manicure lalusiów. Ogólnie ludzie delikatnieją i dotknąć PANI lub PANA władcy świata nie można.

    3

    0
    Odpowiedz
  8. Kiedyś pracowałem z hehe babeczkami które wyżej srały niż dupe miały. Nigdy więcej kurwa. Opierdalanie dupy każdemu bez wyjątku, te kurwy zamiast robić to sobie piknik urządzały no ja pierdole !

    1

    0
    Odpowiedz
  9. Co to kurwa za praca że ty siedzisz i sobie się bawisz smartfonem, a pizdy koleżanki pierdolą o pierdołach. Zapewne urzędniczka?

    5

    0
    Odpowiedz
    1. Nieeee. Obstawiam ze ze służby zdrowia

      0

      0
      Odpowiedz
  10. Najbardziej wkurwia fakt, że te karyny w większości uważają posiadanie bękarta za swój największy sukces w życiu. No ja pierdolę, jak nabicie się jakiemuś typowi na pal i pozwolenie mu na skończenie w środku jest wedłuch nich największym sukcesem kobiety to ja nie wiem do czego ten świat zmierza.

    6

    3
    Odpowiedz
  11. Jestem sama kobieta ale mi baby zniszczyly psychike tymi tematami. Tak jest wszedzie, u fryzjera, kosmetyczki, w pracy na placu przed szkola. Dlatego pracuje z facetami, wole jakis rubaszny zart o dupie niz te tematy o nacinaniu krocza.

    7

    3
    Odpowiedz
  12. Jak wiadomo, kobiety są do niczego. Potrafią rozmawiać tylko o operach mydlanych w TV, o kremach i pudrach, o przebrzydłych bachorach i o własnych pizdach. To w zasadzie całe ich życie.

    6

    3
    Odpowiedz
  13. Mam to samo. Denerwują mnie kobiety z pracy rozmowami tylko i wyłącznie o dzieciach, porodach, problemach z nietrzymaniem moczu po porodzie. Zaraz idziemy na przerwę, a one nagle wyskakują z wodami płodowymi. Jaki kolor, jak ciężko im było przeć, jak długo rodziły, konsystencja pierwszej kupki ich dziecka. Masakra. Próbowałam wytłumaczyć, że to nie są tematy, które koniecznie muszą zaczynać przed przerwą śniadaniową i najlepiej jakby w ogóle nie mówiły o tym w pracy. No kurczę, są mężczyźni, dziewczyny młode i nie chcemy wysłuchiwać o upławach, problemach z moczem, o tym jak ciężko jednej czy drugiej było usiąść na kiblu żeby się wysrać. Dno. Dno totalne. Ostatnio tematem przewodnim po temacie związanym z tym, że seks jest beznadziejny i raz na kwartał wystarczy, (oczywiście zgaszone światło i po bożemu, żadna tam fikuśna bielizna) nastał nowy temat. Dzieciak jednej z nich spożywa, jak to ona nazywa „bobole”, a jej mąż to ma tyle bezczelności w sobie, że jak wsadza palce do nosa to wszystko wyciera w sofę, więc ona jest w sumie dumna z syna, bo on przynajmniej to utylizuje. Boże… Gdzie te kobiety…

    8

    0
    Odpowiedz
  14. Eeeee to nie jest reguła (choć raczej się zgadzam). Ja jestem laską pracującą z chłopami i taki mój kierownik na przykład non stop ma problemy emocjonalne. Wahania nastroju ma jak baba w ciąży, ściemnia że coś tam mówił, że jest do zrobienia 10 tysięcy razy (a nie mówił), a ja go nie słucham, olewam, w ogóle wszystko olewam. Jak robię co do mnie należy to mam to pierdolić (cytat), i zrobić co on chce bo on ważniejszy. A za pięć minut rechocze i klepie mnie po ramieniu, najlepszy przyjaciel. 5 minut opierdolu, 5 minut kochania, dom wariatów. A raczej wariata. Szkoda, że chuja nie mam, bo bym kładła. Cześć.

    1

    2
    Odpowiedz
    1. Mój w sumie czasami podobnie ma. Moze

      0

      1
      Odpowiedz
  15. Mam to samo, koleżanko. Dokładnie to samo.

    1

    1
    Odpowiedz
  16. Nareszcie ktoś, kto podziela moją udrękę. Ja również rzygam tymi tematami, nie miałam pojęcia, że to jakaś ogólna tendencja, myślałam, że tylko moje baby są jakieś dziwne i nawzajem się nakręcają. Zawsze monotematyczne rozmowy: jak nie dzieci, porody, to remonty kurwa, nowe firanki do kuchni, poranne obstrukcje i tak do zajebania. Kiedy poruszam wartościowy temat kiwają tylko łbem i nie podejmują, bo co ich tam jakas groźba wojny, kryzys moralny, ekologia skoro Kaśka ma za gęste upławy, a inna ma żylaki odbytu (to oczywiście po PORODZIE!) Ręce mi opadają kiedy widzę ich miny pod tytułem „skończ przynudzać i się wymądrzać”. Wtedy po prostu wychodzę do miejsca odosobnienia i marzę o kimś z kim mogłabym porozmawiać i nie czuć się tak samotna w pracy. Naprawdę wolę pogadać z chłopakami, lubię i przyswajam ich dwuznaczne i świnskie żarty, traktuję wszystkich jak ziomali, ale w oczach bab jestem kokietką, wiem o tym. Niektórych mężowie pracują również w firmie, tych muszę mieć na dystans, bo są zajebiście zazdrosne, kurwa nawet w zwykłej rozmowie się dopatrują. O czym one z nimi gadają?! Też pierdolą o takim szajsie?? Wątpię, najlepsze tematyczne „perełki” zostawiają na przerwe w pracy dla koleżanek. Przynajmniej nam podsłuchu nie założą, bo zarząd musiałby walić się po pyskach żeby nie zasnąć, w najgorszym przypadku być w posiadaniu wiader na wymiociny. Wiecie co, najgorsze jest to, że one uważają mnie za outsaidera, a ja naprawdę więdnę w ich towarzystwie. Oto cała tajemnica mojej aspołeczności w pracy. Pozdawiam wszystkich dotkniętych tą klęską, łączmy się w bólu.

    6

    0
    Odpowiedz
  17. Czesc, jakbym czytała o sobie… U mnie w pracy też takie tematy okołoporodowe. Nie dołączam się do takich rozmów bo zwyczajnie nie mam dzieci i mieć ich nie mogę:( W ogóle strasznie wkurza mnie polityka prorodzinna państwa, wg nich tylko ten, kto urodził jest ważny. Jak nie masz potomstwa to jesteś dziwolągiem. Nadeszła wiosna zaraz rozmnaża się na moim osiedlu psy i dzieci. W ogóle dzieci są wszędzie, zwłaszcza w reklamach (oczywiście mama tata chłopczyk i dziewczynka tzw. szczęśliwa rodzinka) i to mnie strasznie wkurza. I tematy z rodzicielstwem związane, nawet u fryzjera nie można mieć spokoju.

    5

    1
    Odpowiedz