Powracanie do przeszłości

Żyję na tym padole prawie cztery dekady. I generalnie nie jest tak źle, żeby nie mogło być gorzej. Natomiast mam coś takiego w swojej konstrukcji psychicznej, że jestem chyba przesadnie sentymentalny. Do tego mam dobrą pamięć (z czego akurat się cieszę), co powoduje, że rzeczy z naprawdę zamierzchłej przeszłości, widzę, po tylu latach, jakbym tam był.

Do niedawna nie przeszkadzało mi to jakoś specjalnie, lubiłem czasem powspominać. Choć z moimi wspominkami jest tak, że po kilku miłych wspomnieniach, następują te złe i są one dość bolesne do dziś (no i w miarę upływu czasu ich przybywa), a ponieważ wszystko to, co przywołane z pamięci, jest dla mnie naprawdę żywe, to mi skutecznie w takich przypadkach rozwala humor i czasami nawet rozstraja na kilka dni.

W każdym razie. Długo mi to nie przeszkadzało. Ot, czasem mnie naszły te wspomnienia. Potem przechodziło, życie toczyło się dalej. Przez ostatnie lata, które z wielu powodów nie były dla mnie najlepsze, te złe wspominki trafiały się częściej. Stąd dół także częściej się pojawiał. I coraz częściej… Nadal jednak jakoś nie docierało do mnie, co faktycznie stoi za tym, że ten dół się pojawia. Zwalałem to na nastrój, na pogodę, na jakieś drobiazgi, które akurat w danym dniu mi się spieprzyły itd.

Ale niedawno doszedłem do wniosku, że to właśnie ta „sentymentalna natura” jest powodem.

Jakiś czas temu pokłóciłem się solidnie z jedną taką. Lubiłem ją ale nie dogadywaliśmy się dłuższy czas, bo sama nie wiedziała, czego chce, a moje próby traktowania jej po ludzku i utrzymywania naszego kontaktu pomimo jej zmienności nastrojów i wynikającego z nich nastawienia do naszej znajomości, budziły coraz większą jej niechęć do mnie. No więc w końcu szambo się wylało, sprawę postawiłem „na ostrzu noża”, i każde poszło w swoją stronę. Ale wiecie jak to jest, kawał czasu potrzeba, by człowieka „zapomnieć”, więc od czasu do czasu nachodziły mnie myśli o niej. A że ostatnio miałem dość trudny okres, a do tego na dokładkę się z nią pożarłem, to generalnie wesoło mi nie było.

I po kilku miesiącach stała się rzecz dziwna, która uświadomiła mi w pełni ten mój sentymentalizm. Otóż w wolnych chwilach, gdy umysł nie był czymś zajęty, nie myślałem o niczym innym tylko o niej. Ale nie o niej samej, nie o tym jak się paskudnie zachowała wobec mnie, nie różnych o zdarzeniach z nią związanych. Myśli mi same uparcie wracały mi do jednej imprezy, którą spędziliśmy razem 2 lata temu. To był chyba jedyny czas, który z nią spędziłem, który w tym wszystkim złym, z czym się na co dzień musiałem przez ostatnie lata użerać, był dla mnie naprawdę fajny. I jedyny, w którym ona nie miała tej swojej huśtawki i traktowała mnie tak, jak najbardziej mi odpowiadało z jej strony, w którym naprawdę zaczęliśmy się lepiej dogadywać, jakby lody zostały w końcu przełamane. I to wspomnienie -bardzo żywe- zaczęło mi się pojawiać, jakoś samo z siebie, akurat, gdy miałem znów gorszy okres przez ostatnie 2 miesiące. Cokolwiek bym nie robił, o czymkolwiek bym chwilę wcześniej nie myślał, pojawiało się właśnie to. Znów tam byłem, w tym samym jednym krótkim fragmencie z całej kilkudniowej imprezy. I tak kilka razy dziennie, dopóki po kilku tygodniach nie dotarło do mnie, że to dziwne, że pojawia się ciągle to samo wspomnienie, odczuwane tak jakbym tam był. Fragment ten -normalnie nie mający znaczenia, bo dotyczący bardzo prozaicznej czynności (szliśmy razem na dworzec) -przeżyłem dosłownie setki razy i opędzić się nie mogłem, choć wcale nie przywolywałem tego wspomnienia. Doszedłem do wniosku, że to jakaś podświadoma ucieczka od wkurwiającej codzienności do miejsca, gdzie mi było dobrze.

Niestety sentymenty kosztują…

Po pierwsze, nie mogłem zapomnieć o tej znajomości i ruszyć dalej. Nadal nie mogę.

Po drugie, powrót tego wspomnienia źle się kończył, bo kończył się rozmyślaniem o niej i w dalszej kolejności o różnych rzeczach, które, na przestrzeni tych kilkudziesięciu lat, fatalnie mi się w życiu potoczyły. Efektem był solidny dołek na parę dni. Po czym koło się zamykało.

Po trzecie w końcu. Jak wspomniałem, różne wspomnienia dla mnie są bardzo żywe. I odkąd zdałem sobie sprawę z tego wszystkiego, o czym powyżej, to zdałem też sobie sprawę z tego, że ciągnę to wszystko -gdzieś od 3-letniego dziecka- za sobą, niejako „żyjąc przeszłością”. Codziennie. Czasy się zmieniły, życie się zmieniło, ludzie się zmienili, masa już nie żyje, inni z niedawnych dzieci znajomych już stali się dawno dorośli inni zestarzeli. A ja właściwie stoję w miejscu i nie macie pojęcia, jak to rzutuje na moje życie, od prostych rzeczy począwszy, na relacjach międzyludzkich i zawodowych skończywszy. Bo to nie tylko to, że co któryś dzień rozstrój przez wspomnienia utrudnia mi przez kilka dni skupienie się na czymś sensownym, czy powoduje spięcia z innymi. To także takie wydawałoby się bzdury, że jestem „zacofany technologicznie” -zatrzymałem się niemal na końcówce PRL-u. Przez co pozwoliłem się „wyprzedzić” nawet półgłówkom. Skorzystanie z telefonu to święto lasu. Jak bilety na PKP, to tylko w kasie, bo nie przez internet (do dziś brak drukarki a także brak telefonu z takimi opcjami; w końcu w dawnych czasach, w których mentalnie widać jestem zakotwiczony, tego nie było i się żyło). Nawet z karty do bankomatu nie korzystałem i nie korzystam, choć się w banku konto mam z 25+ lat, ciągle się dopytują i mi dawno temu nawet ją wydali (rzuciłem gdzieś w kąt, nawet nie wiem gdzie). Płacenie rachunków? Druczek przelewu na poczcie. Teraz muszę iść do banku, założyć konto firmowe. Idę już trzeci dzień. Bo wiadomo, że przy okazji przydałaby się karta i dostęp do konta przez internet (żeby było śmieszniej kiedyś już to miałem, korzystałem z przymusu, nienawidziłem cały czas) i efektem jest taka niechęć, że pojawia się: „pójdę jutro”. A wraz z tym niezałożonym firmowym kontem całość roboty, która już zresztą powinna się kręcić od kilku tygodni (choć to nie tylko „wina” konta), leży odłogiem. Za co konsekwencje w końcu przecież nadejdą. Do tego sentymenty nie pozwalają mi zamknąć za sobą wielu rozdziałów. Złomować stary samochód? W życiu. Jak tylko się odrobię, to idzie na kapitalny remont, będzie youngtimer a kupi się coś lepszego na co dzień. Że to kosztuje i jest z deka bez sensu? Cóż. Sentymenty. Odciąć się od popierdolonej rodziny zawczasu, gdy wiedziałem z kim mam do czynienia i jak im coraz bardziej odpierdala? Gdzie tam. Sentymenty. Bo najbliższa rodzina. Efekt? Nawet nie pytajcie, tekst miałby długość rolki papieru toaletowego, w połowę z tego i tak by nikt nie uwierzył, a ja mam 15 lat „wyjęte z życiorysu”, zżarte nerwy, i nawet dwukrotną wizytę policji po jednej z awantur (całe szczęście, że „pies też człowiek” 😉 i okazali się w porządku, zrozumieli w czym rzecz). Wynieść się z miejsca, w którym nienawidzę mieszkać od niemal początku, gdy się 22 lata temu tu sprowadziłem? A skąd. Zapomnieć zawczasu przy pierwszych kilku symptomach, że coś jest nie tak, o ludziach takich jak ta moja znajoma? Podobnie. Efekt? Sparzyłem się na ludziach tyle razy, że choć siedzę sam i nie ma z kim choćby pogadać i zdaję sobie doskonale sprawę, że potrzebowałbym kogoś w postaci kobiety i kumpli, to już nawet wolę nie zaczynać. A jednocześnie, żeby było śmieszniej brakuje mi też tych ludzi, z którymi mi koniec końców nie wypaliło. Nadal jakiś sentyment przemieszany z wkurwem. Co z kolei powoduje trudność w sytuacjach, w których powinienem mieć ich w dupie oraz kazać im spierdalać, gdy po coś przyjdą, ale akurat tego nie zrobię, a potem człowiek przeklina się za głupotę. No ale sentyment. A jak każę spierdalać? To z kolei czuję się jak skurwysyn, bo coś nas kiedyś łączyło. A w przypadku tej wspominanej znajomej to już w ogóle… Gdyby do mnie przyszła, chcąc odbudować znajomość, to miałbym zagwozdkę na miarę Nobla. I każde rozwiązanie złe. Sentyment został, w zasadzie nie jest też zła, ma wiele zalet, więc można by spróbować… I pewnie byłaby powtórka z rozrywki. Pokażę jej drzwi od razu… i w życiu sobie tego nie podaruję. A o ogladaniu jakichkolwiek zdjęć to zapomnijcie… I taka lista się ciągnie dłuuuugo… Wiecie, pamiętam święta, w grudniu ’82 czy ’83 roku, gówniarz wtedy byłem. Poszliśmy na mszę. Potem podeszliśmy do szopki, a tam obok była skarbonka, do której jak się rzuciło pieniądze, to drewniana figurka kiwała głową. No bzdet.
Ja to widzę jak dziś. Nie tylko wyraźnie jak na zdjęciu. Plastycznie. W 3D. Ze wszystkim. Z tym, jaka była interakcja z ludźmi, z tym, jak było odczuwalne zimno itd. No jestem tam… Nie wrzuciłem wtedy tej kasy, do tej skarbonki, choć mnie rodzina zachęcała, inne dzieci też wrzucały. I od momentu wyjścia stamtąd mnie to prześladuje. Nie, że ciągle, że to obsesja, ale zdarza się (zwłaszcza wtedy, gdy mogę coś zrobić i się zastanawiam, czy to zrobić, bo np. niekoniecznie mi się kalkuluje; zgadnijcie, co się dzieje później?). I do dziś też żałuję, że tego nie zrobiłem i nie wrzuciłem tych 5 starych złotych. Dla świętego spokoju.

No i tak odkąd to do mnie dotarło, to zdałem sobie sprawę, że wiele rzeczy w tym moim żywocie byłoby diametralnie inne -jak z tzw. efektem motyla- i to najprawdopodobniej z dużą korzyścią dla mnie. Ot, np. w przeszłości zamknąłbym rozdział za jakąś dziewczyną, to byłbym w stanie szukać kolejnej i np. dawno temu „się ustatkował” (czego mi brak, ale z wiekiem i po rozmaitych życiowych przebojach jest dużo trudniej). Generalnie, gdy tak o tym myślałem niedawno, wyszło mi, po podsumowaniu, na to, że życie daleko bardziej by mnie cieszyło, gdyby w wielu aspektach potoczyło się inaczej i gdyby nie to obciążenie sentymentami (Nawet czytać i oglądać lubię to, co już znam, w efekcie nim się złapię za coś innego… A życie ucieka i wielu rzeczy już nie nadrobię. A jak się czasem złapię za coś nowego? To mi szkoda, że z braku czasu już nie wrócę do czegoś co obejrzałem albo przeczytałem.).

I chyba najgorsze jest to, że ja się już nie zmienię. Taka konstrukcja psychiczna, od dawna ukształtowana. Tymczasem ludzie żyją, wspomną coś czasem, ale generalnie mają przysłowiowo „wyjebane” i ruszają dalej, w dupie mając całą resztę. Co pewnie ma swoje wady, ale wychodzi im, w ostatecznym rozrachunku, na zdrowie. Ja tak nie umiem. A rachunek za to mnie dobija. I to dosłownie. Finansowo, psychicznie, osobiście, zawodowo, ambicjonalnie… Wszystko razem kumuluje się do kupy.

Niby tylko sentymenty, niby zwykłe wspominki o przeszłości a wychodzi na to, że chujnia, bo ta pieprzona psychika tym obciążona utrudnia życie, które i tak w jakimś stopniu przez to wszystko sobie spieprzyłem.

44
33

Komentarze do "Powracanie do przeszłości"

  1. chujowiczu! zarabiaj z kluu.pl, bez działalności gospodarczej, konto automatycznie weryfikowane
  2. Jeszcze tego nie przeczytałem ale dobrze, że niedługo 2 tygodnie urlopu to może chociaż do połowy dobrnę

    30

    2
    Odpowiedz
  3. Fajnie sie to czytalo.Ja tam lubie takich sentymentalnych ludzi.Przynajmniej zastanawiasz sie nad zyciem i samym soba co w dzisiejszych czasach staje sie rzadkoscia.Wole taki klimat jaki wyczulam w twojej chujni niz „nowoczesne ” podejscie do zycia czyli dbanie tylko o wlasna dupe,nastwienie na sukces,konsupcjonizm i materializm.
    Sorry brak polskiej klawiatury

    22

    4
    Odpowiedz
  4. Nie czytalem bo za dlugie,jednak nie bylbym soba gdybym nie napisal ze jestes nikim

    12

    16
    Odpowiedz
    1. A kim ty jesteś? Bo z tej wypowiedzi wynika, że półanalfabetą, który dopieprza innym, żeby zaistnieć. Nie-autor.

      3

      4
      Odpowiedz
  5. ja też mam przejmujący charakter natrętnie rozpamiętuje złe wspomnienia z przeszłości
    i bardzo mi to przeszkadza.

    11

    1
    Odpowiedz
  6. Twój umysł Cię atakuje w chwilach słabości. Nie koncentruj się na tych wspomnieniach, bo umacniasz szkodliwy nawyk. Żadnych wymówek, że to „konstrukcja psychiczna”. Każdą konstrukcję można rozwalić. I nie pokładaj szczęścia w babach, bo każda jest taka sama.

    10

    3
    Odpowiedz
  7. Mam bardzo podobnie tyle, że narazie tylko 20 lat na karku. Po skończonym liceum nie moge ruszyc do przodu. Cały czas wracam myślami do tego czasu, a to wszystko przez nią, bo wiem, że jak coś będe chciał zrobic jej już tam nie będzie. Teraz siedze praktycznie ponad pół roku w domu nic nie robiąc bez żadnej motywacji, zerwałem wiekszość kontaktów ze znajomymi i ‚przyjacielami’. To chyna czas na zawiązanie stryczka…

    11

    5
    Odpowiedz
    1. Jedyna rada jaka przychodzi mi do głowy… Poznaj jakąś nową dziewczynę,ona pomoże Ci zapomnieć,a wspomnienia z nią zastąpią tamtą poprzednią 🙂

      5

      1
      Odpowiedz
      1. Próbowałem, to nie takie proste gdy ta jedna dla mnie jedyna od prawie 4 lat cały czas siedzi ci w głowie. Nie ma dnia w którym tego wszystkiego nie rozpamiętuje, a inne są po prostu inne…

        2

        2
        Odpowiedz
        1. Wiadomo nie ma dwóch takich samych osób,a niestety mam wrażenie,że nasz mózg jak na złość przypomina nam tylko te pozytywne momenty z daną osobą…

          4

          0
          Odpowiedz
          1. To już czwarty poziom! Piszemy do prawej strony ekranu?

            0

            0
            Odpowiedz
  8. Jesteś uzależniony od chemii która wydziela się w organizmie podczas wspomnień (lepszych albo gorszych). Możliwe że prowadzisz mało emocjonalne życie (zrutynizowane jak większość osób w Twoim wieku) oraz masz niechec do odkrywania i doświadczenia nowego. Takie coś się z wiekiem pogłębia i mówi się że „kiedyś było lepiej”. Nie pociesze Cię tylko dam radę. Jeżeli chcesz zmienić procesy myślowe (ataki wspomnień) to zacznij codziennie pół godziny medytowac (oczyszczanie umysłu z myśli). To pozwoli Ci na większą samokontrole myśli a dzięki temu przestaniesz pisać tak długie posty na chujni i ruszysz dalej. Jeżeli masz zdrowie to masz możliwości. Wspomnienia zostaw sobie na starość jak nie będziesz mógł się sam podetrzec. Medytuj pół roku i będzie dobrze. Pierwsze efekty po 2och tygodniach. Powodzenia!

    15

    2
    Odpowiedz
  9. za długie, znudziłem się w połowie

    18

    8
    Odpowiedz
    1. trzeba czytac ze zrozumieniem. mi sie podobalo.

      8

      6
      Odpowiedz
      1. „trzeba czytac ze zrozumieniem. mi sie podobalo.” – napisal autor

        1

        0
        Odpowiedz
    1. Wyszło mi 23 pkt 😉

      1

      1
      Odpowiedz
      1. Mi wyszło 32. Jestem na pograniczu.

        0

        0
        Odpowiedz
  10. Skróć to do trzech zdań!

    1

    2
    Odpowiedz
  11. Chujnia długa, jak chuj. Streszczaj się koleś, bo powieściopisarzem zostaniesz.

    8

    4
    Odpowiedz
    1. To źle? To nie autor chujni.

      1

      4
      Odpowiedz
    2. A co, czytanie boli?

      1

      1
      Odpowiedz
  12. W nowym świecie będziecie myśleć tylko o przyszłości, czyli o dniu, kiedy wreszcie któregoś dnia podczas napierdalania kilofem w kamień w czasie 18-stej godziny zapierdolki 25 dnia 8 miesiąca w 18-stą rocznicę waszej kariery w naszym obozie, ktoś na górze zlituje się nad wami(trzeba przyznać, że tam na górze mają szybki zapłon hahahaha)i zabierze was do swojej hacjendy i tam będziecie mogli oddawać się błogim przyjemnościom.

    4

    1
    Odpowiedz
  13. Mam podobnie,ale wszystkiego nie przeczytałem.

    0

    1
    Odpowiedz
  14. Dojebałeś elaborat, że chyba cała rolka srajtaśmy by na to poszła. Cóż, każdy rozpamiętuje sytuacje z przeszłości, tak już mamy, że błędy i przykrości pamiętamy dłużej, bo się na nich uczymy. Co do panny, to widocznie byłeś w niej zakochany, ale dopiero rozstanie ci to uświadomiło. Już to radziłem jednemu tutaj – zapodaj zdjęcie algorytmom do rozpoznawania twarzy, znajdą ci aktorkę porno podobną do byłej, wal do niej w opór (tylko pamiętaj o uzupełnianiu elektrolitów), przejdzie na pewno.

    2

    2
    Odpowiedz
  15. Napisz książkę.

    0

    2
    Odpowiedz
  16. Zawsze miło poczytać kogoś starszego, choć widzę, że miejscowej gównarzerii zwarło okablowanie od ilości tekstu:) Nie zazdroszczę ci, tkwisz w niezłym błędnym kole. Samotność, izolacja, odrywają od rzeczywistości. Błądzisz myślami w przeszłości, bo teraźniejszość i przyszłość nic ze sobą nie niosą (tak się zdaje). Wyćwiczyłeś te retrospekcje przez lata. Z jednej strony tak wybierasz, bo coś z tego masz, z drugiej, konstrukcja psychiczna człowieka jest taka, że w takiej sytuacji szczęścia nie zaznasz. Pewnie w końcu dojdziesz do momentu, kiedy będziesz miał tak dość swojego życia, że się „obwiesisz”, albo zechcesz coś zmienić. Jak bardzo by nie wyglądało na to, że nic się zmienić nie da, to jednak finalnie nic nie stracisz próbując. Później się okazuje, że jednak się dało.

    3

    2
    Odpowiedz
  17. Witaj.
    Pamiętanie o tym co było, by wyciągnąć wnioski jest dobre. Drugi raz będziesz mądrzejszy o to doświadczenie, jednak rozpamiętywanie tego co było, analizowanie i przeżywanie wciąż tego samego jest zgubne.
    Zauważ, że wspomnienia – w porównaniu z teraźniejszymi doświadczeniami i doznaniami – są blade i bardzo okrojone. I do tego główną ich wadą jest to, że możemy nimi w pewien sposób manipulować i ingerować, tym samym ujednolicając je wszystkie (coś jak globalizacja…).
    Pomyśl trochę nad tym, jak bardzo się różnią wspomnienia i to co czujesz „na żywo”. Może, gdy poczujesz tę różnicę, zapragniesz prawdziwych doznań.

    PS: Swoją drogą, ostatnie zdanie zabrzmiało trochę tak, jak reklama domu publicznego…
    PS2: Pomedytuj trochę. Mi bardzo to pomogło. (Oczywiście nie musisz być buddystą 😉 )

    3

    0
    Odpowiedz
  18. Mam tak samo jak ty, chociaż dopiero 21 lat na karku. Jestem na drugim roku studiów,a wciąż potrafię spędzić dzień wspominając jakieś imprezy czy spotkania sprzed 5 lat. Trudno przez to ruszyć do przodu, zamknąłem się na nowych ludzi i stoję w miejscu

    2

    1
    Odpowiedz
  19. Masz ogromny talent pisarski, bardzo mi się podobało. Współczuję, że masz taki problem. Może faktycznie spróbuj medytować? 🙂 i codziennie zrób coś inaczej niż zwykle

    0

    1
    Odpowiedz
  20. Lubie wpasc na chujnie, poczytac smieszne, choc jak najbardziej zrozumiale, wkurwy roznych ludzi, jednak ostatnimi czasy wiecej tu dolow niz smiechu. Przeczytalam calosc i powiem jedno – idz na terapie. Tkwiac w przeszlosci, probujesz cos zatrzymac. Co? Nie wiem. Potrzebujesz to dokladnie przegadac z kims z boku, kto ma pojecie o mechanizmach ludzkiej psychiki. Po tym, co piszesz, widac, ze jestes dobrze wyposazony do wgladu we wlasne wnetrze, chodzi wiec o to, bys przerobil pewne emocje, ktore z jakiegos powodu trzymaja Cie w przeszlosci. Gdy z terapeuta dotrzesz do sedna sprawy, uwolnisz sie od tego wszystkiego. I zaczniesz zyc tu i teraz. Nie chodzi o to, by zapomniec, chodzi o to, by zrozumiec i wyciagnac wnioski, a wtedy przeszlosc, ktora w tej chwili jest Ci kula unogi, przeksztalci sie w bogactwo doswiadczen, ktore wyposaza Cie na dalsze lata. Powodzenia.:) PS. W miare wzrostu samoswiadomosci kazdy ma poczucie zmarnowanego czasu. Szkoda marnowac go wiecej.

    5

    0
    Odpowiedz
  21. Popracuj nad interpunkcją – nie potrafiłem przebrnąć pierwszego akapitu.

    2

    2
    Odpowiedz
  22. To nie jest bycie sentymentalnym. Po prostu nieszczęśliwy jesteś i masz niskie poczucie własnej wartości… i siedzisz i pierdolisz głupoty.

    6

    1
    Odpowiedz
  23. a mi dzisiaj psa przejechało i chuj znowu będzie „co wspominać” już mnie to wkurwiać zaczyna…

    1

    -1
    Odpowiedz
  24. Wydaje mi się, że to co nazywasz sentymentalizmem to tak naprawdę lęk przed życiem, przed zmianami. Bo przecież życie to ciągła zmiana w nas i w tym co dokoła. To wygląda jak byś chciał zatrzymać czas. Może kiedyś było bezpieczniej bo nie trzeba było samemu decydować? Ostatnio zrobiło mi się przykro, kiedy usłyszałam jak dziewczynka ok. 4 lata powiedziała, że nie chce być duża. Zrobiło mi się źle bo uświadomiłam sobie, że ja też nie chcę. No, ale cóż. Czy chcę czy nie – jestem już duża. I ode mnie zależy w dużym stopniu co z tym zrobię. Bo sztuka nie polega na tym, żeby o czymś decydować czy nie decydować, ale być gotowym na ponoszenie odpowiedzialności za swoje wybory lub ich brak (chociaż właściwie nie podejmowanie wyboru to też jakiś wybór). Tak czy inaczej – nie jestem orędowniczką życia w związku lub bycia singlem – niech każdy wybiera jak chce, byleby później nie pluł jadem na ludzi, świat, kobiety itp. Wydaje mi się, że kochasz tę kobietę. Cztery lata to jest trochę czasu, żeby kogoś poznać i wiedzieć czy się go chce czy nie. Myślę, że mimo, że ją kochasz to Ty (nie ona) jesteś niezdecydowany czego chcesz. Może boisz się? Normalne. Nikt Ci nie zagwarantuje szczęśliwego związku, ale nawet nie spróbować? Będziesz żałował. Ja myślę, że jej nastroje mogą wynikać właśnie z Twojego niezdecydowania. Ona pewnie jest już dorosłą kobietą i może chciała by (po 4 latach) czegoś więcej niż (jak piszesz) bycia znajomą. Nie mówię o ślubie, dzieciach itp., ale np. o wspólnym zamieszkaniu. Jeśli jesteś gotów na to, że ktoś przestawi puszkę z herbatą, która stała tu od 20 lat, zmieni zasłony w pokoju czy dywanik w łazience to warto spróbować. Ona może ma dosyć spotykania się. Może chce zasypiać przy Tobie, a rano patrzeć jak śpisz, albo wtulić się w Ciebie takiego cieplutkiego i zaspanego? Bycie z kimś ma swój urok. Owszem, bywa trudno, ale wtedy nie „staraj się traktować ją po ludzku” bo to nie piesek czy kotek, ale staraj się być dla niej taki, jak Ty byś chciał, żeby była dla Ciebie. Jestem kobietą, ale nie twierdzę, że wszystkie są idealne. Wręcz przeciwnie, chyba bardziej lubię facetów. To Ty zdecyduj czy warto. Z tego co piszesz wynika, że tak. Pomyśl co sprawiło, że było wam (w tym wspomnieniu) razem dobrze? Pewnie wracaliście w dobrych nastrojach, rozluźnieni, na fali nastroju z pobytu gdzieś tam. Może dało by się zorganizować jakieś spotkanie u znajomych, skąd miałbyś pretekst ją odprowadzić i porozmawiać? Może zaproś ją do teatru czy na jakiś fajny koncert. Przydało by się coś co Was trochę wewnętrznie „porozpina”. Spróbuj. Może okaże się, że życie tu i teraz nie jest takie złe. Jeśli się nie uda to chociaż nie będziesz żałował i szybciej się uwolnisz od tego uczucia.
    Ps. Długo się broniłam przed korzystaniem z konta internetowego. Bo to hakerzy i w ogóle… Teraz nie wyobrażam sobie powrotu do druczków, których nie cierpiałam i wciąż się myliłam przy wypełnianiu. No i te kolejki na poczcie…

    4

    2
    Odpowiedz
  25. Przesadziłeś z długością wpisu. Chujnia.

    0

    0
    Odpowiedz
  26. Obejrzyj „powrót do przyszłości”

    0

    0
    Odpowiedz
  27. Nie wiem jak to możliwe, ale masz charakter mojego męża…

    0

    0
    Odpowiedz
  28. Błąd w rozumowaniu.Masz 50% szans na to, że gdybyś podejmował inne decyzje, to Twoje życie wyglądało by lepiej.Drugie 50% szans, że było by gorzej.Np. poznał byś jakąś jędzę i po kilku latach stwierdził byś to samo.Że żałujesz itp.Życie nie jest łatwe, składa się ono ze wzlotów i upadków.I tak jak ktoś tu napisał-nie zwalaj na konstrukcję psychiczną, bo każdą konstrukcję można rozwalić.Weź się w garść, zrób coś szalonego(jedź do buszu na dwa tygodnie ;), zmień miejsce zamieszkania.Spraw, by Twoje życie nabrało koloru;)Jak się boisz buszu to wbij na YT „przez świat na fazie” i obejrzyj jak zwykły gość z blokowiska przejechał świat stopem.Gostek pobudza wyobraźnię( tak od 10.odcinka seria jest „zjadliwa”).Powodzenia.

    0

    1
    Odpowiedz
  29. Nie przejmuj się.To tylko coś ze spektrum autyzmu.Żyjesz w trochę innym,swoim świecie.Teraz takich pełno.Mam podobnie.Martwiło mnie to dopóki nie pojąłem w czym rzecz…

    0

    0
    Odpowiedz
  30. przeczytałem całość. jesteś pojebany. ale wiesz co Ci powiem? wszyscy jesteśmy 😉

    pozdro

    3

    0
    Odpowiedz
  31. Przeczyłem to nareszcie do końca, nie jest takie złe. Licznik stanął gdzieś dawno i się nie kręci, trudno można zostać się na zawsze w roku 1990 czy 1982. Oglądać telewizję na dwóch kanałach, grać na Famikonie w Mario i używać magnetowidu. Każdego dnia dystans do rzeczywistości będzie coraz większy i większy aż nie poznasz swojej twarzy w lustrze.

    1

    0
    Odpowiedz
  32. W pełni cię rozumiem, mam podobnie. Cholernie sentymentalny, cholernie zakochany i jak śmieć porzucony. Rozpamiętujący, zastanawiający się co by było gdyby… Naiwnie marzący że może wróci i zastanawiający się co zrobić gdyby tak się stało mając w pamięci też te złe rzeczy. Niepotrafiący zaufać po zakłamaniu jakie mnie spotkało, a jednocześnie pragnący kochać i być kochanym. Jakże bym chciał to jebane myślenie wyłączyć.

    0

    0
    Odpowiedz
  33. Nie ma sensu myśleć o czym kolwiek co było bo tego już nie ma pamiętajcie liczy się TYLKO to co TU I TERAZ .

    0

    0
    Odpowiedz