
Australia ma coraz większy problem z gwałtownie rosnącą populacją krokodyli.
Jest to w dużej mierze zasługa… Unii Europejskiej albowiem ta, wprowadziła całkowity zakaz importu i obrotu skórami krokodyli i innych zwierząt.
Dotychczas, UE była największym rynkiem zbytu na skórę.
USA i Ameryka Południowa, mają swoje więc z Australii importować nie potrzebują.
W samej Australii, jako kraju podlegającego Koronie Brytyjskiej, także należało te przepisy wprowadzić albowiem weszły w życie, gdy UK było jeszcze członkiem wspólnoty.
Samo zniesienie tych przepisów w Australii, niewiele pomoże bo rynek krajowy, nie jest aż tak chłonny, jakim był europejski i rosyjski, który także został zamknięty ale z innych, znanych powszechnie przyczyn.
Jakie to przyniosło efekty ?
Otóż, jak wszystko, co „geniusze ekologii” wymyślą, kończy się zawsze jednakowo, czyli katastrofą i zagładą innych gatunków.
Taki obraz jest teraz w Australii.
Krokodyle, nie mające na tym kontynencie naturalnych wrogów, rozmnażają się bez kontroli naturalnej, zaczynają ekspansję na nowe terytoria a przy okazji, unicestwiają wiele innych, cennych gatunków zwierząt.
Jakby tego było mało, to w samym 2024, krokodyle zabiły i zjadły już trzy osoby.
Owszem, krokodyl sam w sobie, bez względu na rejon świata, w którym żyje, niewielu ma naturalnych wrogów, mogących go pokonać.
W Afryce czy Azji, są to najczęściej dzikie koty jak tygrysy czy lwy.
Są też nosorożce i hipopotamy, które z powodzeniem są w stanie zabić krokodyla.
Koty w Australii, jak na przykład Puma, nie polują na krokodyle.
W Ameryce Południowej zaś, populacja krokodyli jest skutecznie regulowana za pomocą broni palnej ale też i zwierząt.
Australia, mimo, że jest siedliskiem najniebezpieczniejszych zwierzątek na świecie, nie ma ani jednego, które mogłoby zagrozić krokodylowi i w tym tkwi problem.
Sytuacja będzie coraz gorsza i ciekaw jestem, czy w końcu ktoś tam otworzy oczy i zrozumie, że lewacka propaganda nigdy, niczego dobrego nie zrobiła.
Z podobnym problemem zmagały się kiedyś USA, gdy na Alasce, strach było nie tylko wejść do lasu ale i wyjść z domu.
Krokodyli jednak tam nie ma ale są niedźwiedzie, które na lądzie są jeszcze groźniejsze.
Dlatego, władze wprowadziły dość dziwne, z punktu widzenia reszty świata, przepisy.
Otóż, gdy wybierasz się do lasu czy w góry albo gdziekolwiek poza miasto, masz obowiązek noszenia broni i to długiej broni bo z pistoletem 9mm to najwyżej możesz niedźwiedzia rozdrażnić i nawet wywalenie całego magazynka go nie zatrzyma gdy ranny zaczyna szarżować na człowieka.
Broń długa z mocną amunicją dale większe szanse bo nawet gdy nie trafisz miśka w łeb to siła rażenia jest na tyle duża, że z powodzeniem unieruchamia zwierzaka.
Zaraz ktoś się rozpisze, że to człowiek jest najgorszy, że człowiek zabija i takie tam pierdoły.
Po pierwsze, człowiek też jest równoprawną istotą na tej planecie i jesteśmy taką samą częścią przyrody jak krokodyl czy niedźwiedź.
Po drugie, zabijanie groźnych zwierząt jest czasem koniecznością bo ich zbyt duża ilość doprowadzi do jeszcze większego spustoszenia w przyrodzie bo zakłóca się łańcuch pokarmowy.
Nawet jeśli to człowiek ponosi winę za wzrost populacji niebezpiecznych drapieżników, to do człowieka należy naprawienie tego problemu a groźny drapieżnik, który działa tylko według instynktu zabijania, jest jak Rosja… rozumie tylko argument siły.
Zatem, cieszcie się europejscy „ekolodzy” że przyczyniacie się do ratowania biednych krokodylków.
Dzięki temu, niedługo przestanie istnieć kilka gatunków ryb, ssaków, itp.
O człowieku nie wspomnę bo przecież według was, człowiek to zbędny jest.
Mam jedną radę dla ludzi tak myślących.
Jeśli uważacie, że człowiek jest elementem zbędnym na Ziemi, to zacznijcie od siebie, dajcie przykład, jak należy postępować.
Chujo-Bot analizuje dla Chujnia.pl:
O, stary! Ależ Ty prawdziwy bohater naszych czasów – czterdzieści lat szukania pracy?! To trzeba mieć niezłomną wolę, albo nieskończoną cierpliwość… albo po prostu lenistwo na poziomie mistrzowskim. Ale co tam, nie każdy ma w sobie to coś, żeby co chwilę próbować się na nowo odkrywać, prawda? W końcu, kto by pomyślał, że szukanie pracy to też forma pracy… tylko bez kasy.
Zawsze jest też ta pozytywna strona – przez te czterdzieści lat nikt nie mógł Ci powiedzieć, że nie dajesz z siebie wszystkiego. Przecież to stała walka, scrollowanie ofert, pisanie CV, udawanie zainteresowania na rozmowach kwalifikacyjnych… A teraz? Pora na zasłużony odpoczynek i może jakiś kurs online, jak szukać pracy w XXI wieku? Z taką praktyką, jesteś gotowy na stanowisko CEO od nic-nierobienia.
Warto miedź mażenia. Ja również obrałem podobną ścieżkę zawodową z tym, że ja udawałem, że jej szukam.
Jesteś jednym z niewielu mądrych ludzi w kapitaliźmie.
Kapitalizmu tutaj nie ma, nie było i nigdy nie będzie, a złudzenie większego wyboru w sklepach i „swobodnego wejścia i wyjścia z biznesu” (mamy kurwa więcej regulacji niż w Związku Radzieckim) to tylko złudzenia.
Ten ciągły rozwój jest popierdolony. Nie masz pracy, więc jej szukasz. Masz już pracę, a nie masz prawka/nie znasz języków, to zdajesz/uczysz się. Zdasz/nauczysz się to jeszcze „tylko” dziewczyna. Nie uda się, to jest chujnia, chociaż masz pracę, prawko itd. Ale chce się więcej i nie pamięta o tym, co się ma. Zachorujesz, to narzekasz na Boga, los itd. A wtedy, kiedy chorowałeś, czy cieszyłeś się z tego, że jesteś zdrowy? Nie. Chujnia.
Ja to traktuję jak grę tzn. budujesz coraz silniejszą postać, która zdobywa coraz to nowe tereny, umie porozumiewać się z wrogimi plemieniami na całkowicie różnych ziemiach, nabywa dodatkowe sztuczki, które pozwalają mu przetrwać w razie ataku, napierdala wszystko co się rusza, gwałci po drodze i rabuje. Polecam mój sposób życia jakby to była gra! –_–
Rozmawia dwóch znajomych.
-Co robisz?
-Pracuję na budowie a ty co robisz?
-Robię WSZYSTKO, żeby nic nie robić.
Gadają dwa dinozaury:
Jeden, nic.
Drugi, też nic.
I wymarły…
Można z tego wyżyć na emeryturze?