Wiele problemów można nimi rozwiązać, a w zasadzie od tego są chyba tylko wyjątki.
Efektem chujowego startu i braku pieniędzy jest, od najmłodszych lat:
– Brak własnego pokoju
– Brak własnego komputera
– Więcej nieprzyjemnych i niepotrzebnych przygód związanych z chodzeniem do szkoły
– Mniej umiejętności praktycznych, np. obsługi maszyn rolniczych, wiązanie supełków, a szkoła oczywiście nie uczy niczego praktycznego,
– Gorsze przygotowanie do życia
– Większa presja i stresowanie się np. większe sranie w gacie kiedy szef zwolni, a co czasem za tym idzie:
– częstsze chodzenie z podkulonym ogonem + cechy z tym związane
– Zaniedbany rozwój wynikający z nieuczestnictwa w kursach i dodatkowych zajęciach z powodu „braku funduszy”, oraz :
– Większa szansa na to, że brzdąc zarucha w wieku 30 lat lub późniejszym (oczywiście jeśli oznacza to mniej zajebiste ruchanie), zachoruje na depresję lub będzie mieć inne problemy natury psychicznej albo zrezygnuje z dalszego rozmnażania (czy to takie złe to by można napisać wypracowanie).
A na koniec może podam kilka najbardziej chujowych powodów śmierci jakie sobie można wyobrazić:
– w drodze do pracy
– w pracy
– w drodze z pracy
– z powodu braku (nawet chujowej) pracy (np. zawał ze stresu)
– po wywiadówce
(wyobrazić sobie można: człowiek uczy się za darmo, cały czas się do niego przywalają, ostatecznie nie nauczą go niczego co by mu się mogło przydać w jakiejkolwiek pracy… i jeszcze ta śmierć)
I oczywiście:
– z powodu braku pieniędzy (na coś), tego co sobie można za nie kupić lub spłacić.


Jakby co sorki, nie do końca się z tym zgadzam.
Doszedłem do wniosku, że chodzi o to by zdobywać i mieć dużo dzieci, tylko, że zdobywać to nie mam raczej na myśli zabierać.
Zastanawiam się, czym właściwie może być ten dźwięk, który tak nagle uderza do moich uszu po wieczornej libacji? Kiedy zamykam oczy w poszukiwaniu relaksu, rytmiczne „tik-tak” staje się wręcz nie do zniesienia, wypełniając całą przestrzeń wokół mnie. Co dziwnego dzieje się w mojej głowie, że ten jednostajny puls wydaje się przenikać prosto do mózgu? Nawet gdy sprawdzam zegarek na ścianie i widzę takie niebieskie podświetlenie takiego wyświetlacza, te uporczywe uderzenia pozostają niezmienne. Czy ktoś może mi wyjaśnić, skąd bierze się ta nieustanna sekwencja dźwięków?
Zbieraj puszki, zbieraj złom, wybudujesz sobie dom!
Wybudujesz go ze stali, taki co się nie zawali.
Z drewna wcale nie jest lepszy, z drewna zaraz się rozpieprzy.
Do budowy weź roboli, majstra co ich opierdoli,
skrzynkę wódki, twarde sutki,
wagon fajek, chuj nie staje,
dinero, dinero, qué imbécil.
Przede wszystkim brak własnego murzyna zapierdalajacego na polu białego człowieka.
Nie chciałbym umrzeć podczas srania na kiblu, pomiędzy jednym zrzutem, a drugim (przeważnie sram solidnie, na 2-3 zrzuty). Zwłaszcza w toalecie publicznej. To chyba niemożliwe, nie?
Było już o tym. Jeśli spożywasz za dużo alkoholu (tylko kurwa teraz nie wiem, względem czego za dużo) to wystarczy Ci „mikroskopijna ilość” alkoholu żeby umrzeć nawet w publicznym sraczu. Na przykład, jakiś wypity koleś w kabinie obok zrobi głębszy wydech po solidnym zrzucie. Drogą kropelkową… itd… i już nie żyjesz.
Genialne, prawda? Ale nie ja to wymyśliłem, ja jestem tylko pospolitym geniuszem. „Mikroskopijną ilość” wymyślił ktoś inny, jakiś geniusz nad geniusze. Chwała mu, wieczna chwała!
😀 😀
Jeśli tak się stanie to nie będziesz musiał się przejmować kolejnym zrzutem
Wkurwiają mnie te łajzy, co tylko marudzą na trudne egzaminy na prawo jazdy. Wystarczy w drodze do pracy zajrzeć do WORD-a i od razu widać, że większość kursantów to totalne zera – w pracy kompletnie nic nie ogarniają. Ale oczywiście w drodze z pracy nikt nie przyzna, że szkoły jazdy słabo uczą, a raczej wcale nie uczą. Zawsze winnych po wywiadówce szukają wśród egzaminatorów. No masakra z powodu braku pieniędzy…
Myślałem że się zakochałem ale… zwaliłem kutafonga i mi na szczęście przeszło to uciążliwe uczucie całkowicie wywracające priorytety człowiekowi.
Są miliardy Polaków którym ledwo co starcza od pierwszego do piętnastego a czasami nawet do pierwszego. Zmęczeni ciągłą walką o przetrwanie, zapierdolem za miskę ryżu i filiżankę yerby. Ale zawsze uszko filiżanki zostawiają na sam koniec.
Miliardy Polaków… Napisz, że biliony, durniu
Po pracy w drodze do wywiadówki w pokoju sprawdź może Amarena jest na promocji za 1,99zł.
Z twojego opisu wynika że za mało zarabiasz, stąd lęk przed śmiercią z powodu braku pieniędzy. Powinieneś mieć własny pokój, własny komputer i chodzić z podkulonym ogonem + cechy z tym związane w drodze do pracy. To są małe kwoty dlatego się dziwię. Powinieneś pomnożyć pieniądze tak żeby z powodu pracy albo po wywiadówce mieć na koncie paręnaście milionów, wtedy przychodzi spokój.
Ja tak zrobiłem, jestem zjebem i polecam.
Chodzę do pracy wyłącznie po to, żeby puszczać śmierdzące bączury i wprawiać w zakłopotanie szefa, który często sra i mnie nie lubi.