Od zawsze wiedziałem, że niektórzy to dzbany, ale czasem trafiasz na idiotów nie z tej ziemi.
Na spacerze z pies mój siersciuch wyczuł coś w krzakach i zasiedział się tam chwilę wąchając namiętnie i zaraz słyszę za pleców Haaalo ma Pan woreczki? Proszę to sprzątnąć. Facet sobie ubzdurał, że pies się zesrał i mam to sprzątnąć. To mu delikatnie tlumacze że psa coś zaciekawiło i tam siedzi, a ten do mnie mam posprzątać. No kurwa debil.
Ale nic. Mówię grzecznie żeby Pan podszedł i mi pokazał, bo ja tu nic nie widzę (chciałem powiedzieć że gówno widzę ale to by nie najlepiej zabrzmialo), a koleś zaczął mi grozić ze mi wpierdoli jak nie sprzątne xD. Odpowiedziałem że groźby są karalne, a on, że mam nie chodzić po tej ulicy bo on sobie tego nie życzy i koniec i znowu mi groził wpierdolem. Chuj z tym, że to drogą gminna, a nie prywatna i mogę chodzić jak mi się podoba. Na odchodne koleś mi zagroził, że specjalnie poszuka gówna w krzakach, a jak jakieś znajdzie, to zapakuje w worek i rzuci mi pod dom i powie że ja tu tylko przechodzę sobie. No kurwa debil do potęgi.
Myślałem że to już koniec historii, ale nie. Dwa domy dalej wyszło jakieś małżeństwo i do mnie też, że mam tu nie łazić, bo tu psy srają, ciężko przejść, ja ostatnio rozjechałem gówno na podjeździe itd, a na argumenty, że ja po swoim sprzątam Pan z tekstem „ale inni nie i mam tu nie łazić, a wokół są inne ścieżki”. Kurtyna
Nie będą mi buraki mówić gdzie mam łazić z psem. Siersciuch jest na smyczy, mam worki i po nim sprzątam i będę łazić gdzie mi się podoba i sram na ich bezzasadne argumenty. Koniec kropka.
