Sen

Poszedłem sobie do kościoła, spotkałem kolegę.
Być może nie zauważył mnie jak z niego wyszedłem, bo nie chciało mi się czekać na zakończenie mszy, a wiedziałem, że o godzinie 20.00 jest msza w innym Kościele.
Było ciemno na dworze, choć niebo po jednej stronie nie było takie ciemne.
Szedłem sobie po betonowej powierzchni, przede mną krzak.
W drodze do następnego kościoła obejrzałem się do tyłu, w oddali (nie tak odległej znowu) w poprzednim kościele była dość wysoka szyba, w miarę neutralne, ale w kierunku żółtego światło za nią (kościół był dobrze oświetlony w środku), za nią była biała ściana, a przed nią kolega, czarna sylwetka (albo przynajmniej dość ciemna sylwetka, w końcu od strony szyby raczej nic go nie oświetlało).
Widziałem jak się powoli odwracał, chyba niemal całym sobą.
Schowałem się za krzakiem.
Później szedłem, byłem blisko następnego kościoła.
Obejrzałem się raz jeszcze i znowu się odwracał, ale tym razem nie chciałem się chować, a być może nawet chciałem żeby mnie zauważył.
I tak być może się stało, ale nie patrzyłem już w jego stronę, nie sprawdzałem tego, bo mało mnie to interesowało, a dość blisko mnie był następny kościół.
Kościoły były na mniej więcej takiej samej wysokości, na lekkim podwyższeniu terenu.
Niedługo potem wszedłem do tego do którego zmierzałem, pomodliłem się, usiadłem.
Zobaczyłem może jedną osobę, w czerwonym dość obcisłym sweterku, dżinsach, ani gruba ani chuda, z lewej strony.
Wnętrze kościoła było z lewej strony miejscami dobrze oświetlone, miejscami nie, przede mną biała ściana (mało oświetlone miejsce), brązowe, ale od ciemności czarne podłużne ławki, jak to w kościele, po prawej duże okno, jakaś krata (daleko od siebie te pręty, no… wystarczająco daleko żeby zmieścić głowę, ale jeszcze bardziej odległe od siebie), nie było ono prostokątne.
Na dole tak, ale na górze lekko się zwężało ku górze, zza niego widać było lekko białe światło, więc być może się rozjaśniało.
W pomieszczeniu, oczywiście poniżej niego może jakieś nikłe światło z żaróweczek ledowych słabej mocy.
Nagle usłyszałem że ktoś odpalił silnik, ksiądz siedział po prawej stronie, tak jakby rząd ławki naprzód, na czarno ubrany, w sutannę, widocznie dosiadł się.
„Co to, samochód”?
No widocznie tak, bo samochód ruszył.
Jakoś cofnął się do tyłu i skręcił w prawo, było dość miejsca.
Siedziałem bez ruchu, trochę się chowając bo nie chciałem księdza przestraszyć, w razie gdyby coś było źle to dam znak że jestem obok.
Ten duży, szeroki samochód poruszał się powoli, a po chwili zaparkował po prawej stronie.
Nawet bym się nie spodziewał, że jest to samochód, to zwykłe ławki!
Odezwałem się, zapytałem „czy tak ma być” – „wszystko w porządku” – usłyszałem.
Wtem odezwała się pewna, chyba już ok 50 letnia kobieta z czarnymi, ale nie tak długimi włosami, brązowym ubiorem i beretem koloru słomowo-zielonego.
Poinformowała mnie że będzie wyjazd, wycieczka.
Miejscowości: Czechosławice? Druga miejscowość na „Bol” (może Bolesławice).
Pragnę dodać, że na terenie na którym mieszkałem może i były niziny, ale graniczące z wyżyną, teren rolniczy, wapień…
Myślałem już: „uśpione” miejscowości o takiej porze, pochmurne, ale białe niebo, wczesna pora, wszystko jaśnieje, powoli zaczyna budzić się do życia.
I to obok rzeki, nie tak szerokiej znowu, podobnej do Dniestru albo Zbrucza.
A rodzice? Będą się martwić.
A chuj mnie to obchodzi, jestem dorosły!
Nie poznaję siebie: gdzie to, ja, zamiast siedzieć przy komputerze, dowiadywać się ciekawych rzeczy o świecie, bawić się w instalację i konfigurację systemów operacyjnych, programów miałbym pojechać z własnej woli na wycieczkę?
Pierwsza niechęć która spowodowała ten stan (poprzednie myślenie) to szkoła, może i koledzy (nieciekawi, poza tym „nadmiar ludzi”) oraz komputer.
Chętny na nowe znajomości, przygodę??
Przecież nie chcę być zapomniany! (w momencie śmierci).
Jeszcze chyba nigdy nie pragnąłem jakiegokolwiek wyjazdu (albo przynajmniej nie aż tak).
To wręcz obce mi uczucie!
– Wstęp bezpłatny – zachęcała.
– O której godzinie? – zapytałem
– 19:10
Zdążyłbym pójść do domu i wrócić!
Nie zrozumiałem tylko jednej rzeczy, kiedy powiedziała: nie wszyscy będą.
Jak to: nie wszyscy??
Część nie przyjdzie: nie zdąży? Czy zbiórka wyruszy wcześniej?
Jak pewnie wiecie we śnie kiepsko się myśli.
Chujnia jest taka, że się obudziłem tuż po tym.

0
0