Chujnia z odwiedzinami

Może i nie jest to chujnia na miarę światową, ale niesamowicie mnie irytuje, gdy jakaś zbłąkana cioteczka z wujeczkiem postanowią wpaść z wizytą w niedzielę w godzinach 13-16 (czyli w porze obiadowej). Przez cały tydzień mijam się z członkami rodziny, bo każdy pracuje i wraca o innej porze i kurcze chociaż w jeden dzień chciałabym z nimi zjeść obiad. Niestety dla cioteczki z wujeczkiem mieszkających 15 km od nas jest to niezrozumiałe i w ogóle jak to tak? Obiad o 15? Kto tak w ogóle je? I jeszcze zdziwieni jak wbijają do kuchni, a tam brat przyczajony wcina rosół. A idźcie wy w uj.

55
19

Komentarze do "Chujnia z odwiedzinami"

  1. chujowiczu! zarabiaj z kluu.pl, bez działalności gospodarczej, konto automatycznie weryfikowane
  2. Wzruszyła mnie twoja chistoria.

    2

    5
    Odpowiedz
  3. Oj nie pierdol czasami jak człowiek zajęty to i obiad może być o 17

    0

    0
    Odpowiedz
  4. Bądź asertywny!!

    0

    0
    Odpowiedz
    1. I co, mam wyprosić z domu?

      2

      0
      Odpowiedz
      1. Masz nie wpuszczać do domu. Jak się nie umówili, to możesz być poza domem. Poszedłeś na spacer, do kina, do knajpy, na kręgle albo na wyścigi konne. Chuj wie. Jakby zadzwonili wcześniej to byś powiedział. A jak się wpierdalają bez zapowiedzi, to sami są sobie winni – niech pocałują klamkę i wypierdalają do siebie.

        3

        0
        Odpowiedz
  5. Dla mnie niezapowiedziane odwiedziny są beznadziejne. Nie wiem jak można się tak zachowywać.

    7

    0
    Odpowiedz
    1. Ja tam nie otwieram drzwi i tyle.

      2

      0
      Odpowiedz
  6. nie rozumiem tej chujni. chujnia.

    0

    5
    Odpowiedz
  7. Gdyby ta cioteczka z wjeczkiem miała kota miękkiego ich los by się odmienił, i zamiast wpieprzać u Ciebie ten niedzielny rosół wpierniczali by w swoim domu cebulę chwaląc się tym na forach internetowych!

    3

    0
    Odpowiedz
  8. A ja nie mam rodziny w ogóle.Czasem mi to doskwiera a czasem doceniam to.Właśnie że nikt mi nie wparowywuje nagle jak do siebie.Cenię sobie przestrzeń życiową.Nie umiałbym chyba zyć w licznej rodzinie jak większość moich znajomych.Poza tym z rodziną to się tylko na zdjęciach dobrze wychodzi.Lepiej dobrać sobie ludzi,przyjaciół którzy odpowiadają charakterem niż użerać się z kimś tylko dlatego że ma parę procent takich samych genów.

    5

    1
    Odpowiedz
  9. Mnie też takie rzeczy denerwują. Dla mnie niedziela przeznaczona jest dla najbliższych w wąsko rozumianym znaczeniu tego słowa, tj. dziewczyna i co najwyżej moi i Jej rodzice, ewentualnie rodzeństwo. Nienawidzę tego dnia i nie mam wtedy zamiaru słuchać, jakie auto kupił kuzyn Sławek czy, jak to się przytyło ostatnio kuzynce Edycie. Będę chciał, to sam ich odwiedzę w jakiś inny dzień, kiedy będzie pasowało to i im, i mnie. Na szczęście niedawno zmieniłem mieszkanie i nie wszyscy wiedzą gdzie mieszkam (niech tak zostanie). A co do obiadów, to przyzwyczajenie ludzi ze wsi, bo tam jak śniadanie jest o 6, to obiad o 12 maksymalnie o 13. U miastowych też zdarza się, że o tej porze w weekendy jedzą, mimo że często w tygodniu jedzą po powrocie z roboty, czyli po 16. Rozumiem to, ale wkurwia mnie jak ktoś przychodzi do mnie nieproszony i próbuje wprowadzić swoje zasady. Albo inna sytuacja, telefon dzwoni właśnie w niedzielę, nie odbieram przez 5 czy 7 sygnałów, ale dzwoni dalej, to w końcu odbieram bo myślę, że może coś się stało, a po drugiej stronie, „miły głosik” wujka: jesteśmy z ciotką w pobliżu, to wpadniemy za 10 minut. Zdążę jedynie coś wybełkotać, a tam odpowiedź: no to na razie. A spróbuj nie odebrać, to do matki zadzwonię i powiedzą, jakiego ma chamowatego syna. Rozumiem, że starszych powinno się szanować, ale niektórym wydaje się, że wolno im wszystko. Aha, zapomniałem o jednym, zimą często pada pytanie: kolędy, jeszcze u was nie było, bo krzyżyków nie macie na drzwiach? Dziwne u nas już dwa tygodnie temu ksiądz chodził, w tym mieście to wszystko na opak. Tak, jeszcze nie było, dopiero za tydzień będzie (powiedzmy).

    6

    0
    Odpowiedz
    1. Najgorsze, że nawet delikatne sugestie nie pomagają, rodzina i tak wie lepiej. Już bardziej jestem skłonna zrozumieć wpadnięcie na kawę rano, niż taką obiadową wizytę. Lubimy się zdrzemnąć po obiedzie, zagrać w karty, obejrzeć razem film, pogadać, ale często się nie da, bo przyjedzie cioteczka i opowiada jakie sobie sąsiadka zasadziła kwiaty…

      4

      1
      Odpowiedz
  10. Zgubiłem granat.
    Zawleczkę mam przy sobie.
    Pozdrawiam szczęśliwego znalazcę.

    3

    3
    Odpowiedz
  11. Mój dom – moje zasady. A moje zasady są takie: nieproszonym gościom drzwi nie otwieram. Kto przychodzi bez zaproszenia ten całuje klamkę. Bez wyjątku. Telefony w tonie ‚jestem w pobliżu’ ucinam krótkim ‚nie ma mnie w domu’. Telefony zaczynające się od ‚gdzie jesteś?’ albo ‚jesteś w domu?’ rozłączam bez słowa. Nikt nie ma prawa mnie nachodzić, kontrolować gdzie jestem itp. Nie podoba się? To wypierdalaj. Kulturalny człowiek umawia się z wyprzedzeniem. Jak nie potrafisz zachować się kulturalnie to chuj Ci w dupę i wal się na ryj.

    11

    1
    Odpowiedz
    1. A ja uważam, że wszystko zależy od stopnia zażyłości. Im bardziej ktoś jest mi bliski, tym bardziej mój dom jest dla niego otwarty. I ważna jest szczerość, uczciwa odpowiedź, kiedy ktoś zadzwoni z pytaniem czy może wpaść do mnie. Jak to jest przyjaciel, a ja nie mam czasu to się nie obrazi jak powiem, sorki, teraz nie. I tak samo w moją stronę. Mam różne godziny pracy. Czasem niespodziewanie wolne popołudnie. I bywało, że nie zadzwoniłam do koleżanki (którą wtedy uważałam za przyjaciółkę) bo wiedziałam, że nie lubi niespodzianek. Do niej to tylko z 2-3 tygodniowym wyprzedzeniem. A moje życie wygląda tak, że nie wiem czy będę na pewno mogła za te 2-3 tygodnie. I potem też źle bo muszę odwoływać. Ludzie, bez przesady.
      Mam koleżankę, która pracuje na 2 zmiany. Czasem zadzwoni czy jestem. Ja się bardzo cieszę z tych „nalotów”. Mam okazję w pół godziny ogarnąć rozgardiasz.
      Jak by mi tak cioteczka z wujaszkiem przyszli w czasie obiadu to bym poczęstowała np. zupą (bo drugie nie zawsze jest „z górką”) albo przeprosiła, że nie mam już i poprosiła, żeby poczekali np na kanapie. Byłoby im niezręcznie raz i drugi to może zaczęliby się umawiać na godzinę.

      1

      0
      Odpowiedz
      1. Co innego przyjaciele, bo z nimi jest inaczej i można mówić bez ceregieli, a co innego wiejska rodzina. To są prości ludzie, nie rozumieją, że ktoś może żyć w inny sposób niż oni. Zawsze chcą siedzieć w kuchni, nie salonie (a wiadomo, że zdarzają się małe stosiki naczyń w zlewie, okruchy na stole). Nigdy nie zapowiadają wizyt, bo często ktoś jednak jest w domu. Strasznie mi głupio kiedy ktoś tak wpada, a ja jestem nieprzygotowana i nie mogę poczęstować choćby głupim ciastkiem.

        0

        0
        Odpowiedz
  12. Co racja to racja

    0

    0
    Odpowiedz