Jeśli Bóg istnieje, powinien podać się do dymisji.
W trakcie przeglądania filmów dokumentalnych w serwisie Netflix, można trafić na serial pod chwytliwym tytułem „Wyznania Morderców”. Jeden z odcinków opowiada o paskudnym czarnuchu, który podczas alkoholowo- narkotykowej libacji zastrzelił z wielkiej strzelby swoją partnerkę- matkę trzytygodniowej córki. W trakcie seansu możemy się dowiedzieć z opowiadań głównego bohatera, że urodził się w złej dzielnicy, w paskudnym otoczeniu, między złymi i niegodziwymi ludźmi a on sam był bardzo kreatywnym i dobrym człowiekiem. Taki był cudowny i wspaniały, że jak tylko odrósł od ziemi to od razu zaprzyjaźnił się z typami spod ciemnej gwiazdy, zaczął pić i ćpać a jako ścieżkę kariery obrał handel dragami na ulicy. Co do zamordowania swojej żony, Bambo twierdzi, że był to straszny wypadek i właściwie to shogun sam wypalił kobiecie w twarz. Nnadmienić należy, że on sam nie przyznał się do popełnionego czynu, nie powiadomił o zajściu nikogo a w trakcie śledztwa mataczył jak tylko się dało. Cały czas za to bredzi, że człowiek zasługuje na przebaczenie a on sam w więzieniu tak bardzo się zmienił, że jest obecnie prawie świętym człowiekiem, że ma predyspozycję do przewodzenia ludziom i nauczania ich prawego życia.
Słowem podsumowania: człowiek ten jest totalnym narcyzem i worem gówna. Jego empatia, karność, mądrość i poczucie wstydu zostało zastąpione w całości nieodwracalnymi zmianami w mózgu, głupotą i megalomanią, które to przymioty zostały nabyte na drodze ćpania i picia.
Proszę Was zatem o odpowiedź:
Czy tacy ludzie powinni otrzymać przebaczenie, drugą szansę? Czy powinniśmy na powrót wpuścić ich do naszego społeczeństwa?
Ja osobiście uważam, że nawet dożywocie jest zbyt wielką litością dla takiego zwierzęcia i natychmiastowa eutanazja jest tutaj najlepszym rozwiązaniem.
