Chorobliwa nieśmiałość

Gdy miałem kilka lat myślałem to minie, gdy miałem kilkanaście wmawiałem sobie to przejdzie, teraz zrozumiałem nie ma ucieczki. O czym mowa? O nieśmiałości, tylko nie o takiej zwykłej, a chorobliwej. Kto tego nie odczuwał nie zrozumie co mam na myśli, a nawet będzie się wyśmiewać, że coś takiego jak ja łazi po tej ziemi.
To jest jak życie w zamkniętym kręgu, w błędnym kole. Odkąd pamiętam byłem samotnikiem trudności sprawiał mi kontakt z otoczeniem, nawet w szkole odezwanie się do kogoś z klasy czy nauczyciela odbierało mi chęci do życia. Coraz częściej łapię się na tym że ludzi próbuję unikać ile tylko się da. Przebywam w mało uczęszczanych miejscach, ostatnio nawet przechodzę na drugą stronę ulicy gdy widzę kogoś idącego z przeciwka. Oczywiście nie muszę mówić, że o kontaktach z płcią przeciwną mowy być nie może, bo trzeba byłoby się odezwać a sam fakt otwarcia gęby do kogoś obcego doprowadza mnie do palpitacji serca. Załatwienie czegoś gdziekolwiek (choćby w jakimś urzędzie czy nawet w głupim sklepie) okupione jest paraliżującym strachem, zniechęceniem czy wręcz obrzydzeniem. Gdy rano otwieram oczy i wiem że będę musiał się z kimś spotkać/gdzieś iść/ coś załatwić marzę żeby zapaść się pod ziemię. Najlepiej czuję się w nocy. Kładę się spać i moim jedynym pragnieniem jest żeby ranek nigdy nie nadszedł (trochę tak jak było w „Dniu świstaka”). Wiem, że to wszystko jest chore, nienawidzę siebie takiego, ale nie znalazłem sposobu na przestawienie swojego zidiociałego mózgu na normalne tory. I tak ciągnę to życie ( o ile można to nazwać życiem) już 31 wiosen bez nadziei na jakąkolwiek odmianę. Na koniec mam apel do nieśmiałych osób: Walczcie z tym póki młodzi jesteście, później wyleczenie tego jest trudne.

100
5

Komentarze do "Chorobliwa nieśmiałość"

  1. chujowiczu! zarabiaj z kluu.pl, bez działalności gospodarczej, konto automatycznie weryfikowane
  2. spróbuj może zrobić coś dla kogoś potrzebującego, chorego takiego który ma gorzej od Ciebie, żeby okazał Ci wdzięczność

    7

    2
    Odpowiedz
  3. Głowa do góry, patałachu (oraz trzy stówki w łapę, CV w zęby…), Pan twój, Mesio, raczył pochylić się nad chujnią twoją (Cieszysz się nie? Dobrze, że czytasz to na klęczkach, bo ze szczęścia pewnie ustałbyś na tych miękkich nogach.). Staw się pod bramą naszego Łódzkiego Wydziału Fabrycznego. Karteczkę o swojej nieśmiałości Incognito Incognitoviczowi – odźwiernemu naszemu- pokaż, i twoje problemy zostaną rozwiązane. Albowiem Pan twój zaprawdę powiada ci: zapierdalał będziesz.

    Zapierdalał będziesz wydajnie, ofiarnie i bez wytchnienia (i ze zdublowaną mocą, of koz). Ale to nie wszystko, patałachu… Ty będziesz zapierdalał za darmo.

    I tak zapierdalał będziesz, dopóki głód nie zmusi cię do tego, by otwór gębowy rozewrzeć i upomnieć się o te parę zeta wypłaty…
    Albo to, albo śmierć z głodu, synu (a głód wyprostuje każdego). Wybieraj. /Mesio

    PS. Jeśli wolisz, to miłosierny Pan twój, Mesio, w łaskawości niezmierzonej swojej, może pozwolić leczenie twe rozpocząć łagodniej. Ot, jak w poniższym sucharku…

    Spotyka się dwóch niemych:(rozmawiają w jęz. migowym)
    – Co słychać?
    – Ano idę jutro do kliniki, gdzie nauczą mnie mówić i nie będę już migał.
    – No co ty, przecież to nie możliwe…
    – Spotkamy się za tydzień, to ci opowiem…

    Spotykają się po tygodniu i ten drugi zaczyna migać:
    – I co słychać?
    – W porządku, jak słyszysz, mówię już normalnie.
    – Kurna, stary, jak to zrobiłeś?
    – A widzisz, jest taka klinika, gdzie leczą niemowy. Strasznie drogo i trzeba być bardzo cierpliwym, ale po tygodniu mówisz jak każdy.

    Gość pobiegł do tej kliniki, wypełnił kwestionariusz, zapłacił. Recepcjonistka prowadzi go długim korytarzem do niewielkiego, pustego pokoju, w którym jest tylko krzesło….
    Po chwili do pokoju wchodzi ogromny, nagi murzyn, zamyka drzwi na klucz, wali gościa w pysk, jednym ruchem ściąga mu portki, przekłada przez krzesło i zapina od tyłu.
    …AAAAAA – wrzeszczy niemowa z bólu
    A murzyn waląc go po głowie odpowiada:
    – Dzisiaj A, jutro B, do końca tygodnia całymi zdaniami…

    13

    13
    Odpowiedz
    1. Mesiu, idź w chuj ze swoją yntelygencją, zajebistym ciętym dowcipem i empatią.
      Najlepiej do tej szesnastki, co się w Tobie dziwnym trafem nie zakochała.

      1

      2
      Odpowiedz
      1. A co? Boli, patałachu? 😛 /Mesio
        PS. Ma 25.

        2

        2
        Odpowiedz
  4. Wczoraj kiedy wybrałem się biegać napotkałem na kobietę z córeczką radośnie na spacerku i sparaliżowany powagą sytuacji zawróciłem tylko dlatego, żeby uniknąć wyprzedzenia ich. Myśli w stylu, że ktoś pewnie mnie oceni, coś do mnie powie, wyśmieje czy cokolwiek innego dręczą mnie od dawna.

    15

    1
    Odpowiedz
  5. Taki Endrju Golara też bał się odezwać nawet jak go kanar o bilet prosił ale przełamał nieśmiałość bardzo prosto. Poszedł w MASĘ. Co prawda jak następnym razem spotkał kanara to zamiast mandatu dostał zawiasy ale czuł się dużo pewniej.

    17

    1
    Odpowiedz
  6. Miałem podobnie, ale udało mi sie. Wiecej pewności siebie Po prostu. Trzeba iść przez życie z agresją. Do odważnych świat należy.

    4

    5
    Odpowiedz
  7. Też cierpię na tą dolegliwość i niby coś staram się zmieniać ale generalnie jest to samo, po prostu tak jak mówisz, trzeba z tym się uporać od małego. Nie wiem skąd to mam. Matka mi mówi, że była taka sama, coś załatwić, gdzieś pójść to zawsze 100x się zastanawiała. Kończy się u mnie po tylu latach (28) stanami nerwicowymi i ogólnym ro#$!em psychiki z myślami samobójczymi włącznie. Miałem nawet za sobą psychiatre ale odstawiłem leki po 0,5 roku, może to był błąd. Żeby tego było mało wszystko co bym nie robił jest na dłuższą metę kiepskim rozwiązaniem- np. pracuje obecnie w urzędzie i moje stanowisko wymaga kontaktu z petentami-i nie zawsze są to łatwe kontakty, ja jak wpadam w silny stress robie się czerwony i słabo mi-i tak jest tydzień w tydzień, zawsze trafi się ten jeden skuriwały moment, bodziec, który uruchamia we mnie te toksyczne reakcje-albo wstaję rano w dzień gdy czeka mnie ważne zadanie i już czuje się jak gówno (bóle brzucha, zawroty, osłabienie-zwłoki od początku dnia. Generalnie wystarczy, że przekroczę próg zakładu pracy i tak jak bym wkroczył w inną czasoprzestrzeń. Z drugiej strony siedząc w domu człowiek się bardziej alienuje i dziczeje, tak źle i tak do dupy. Od małego pamiętam gadam ze sobą, też tak masz? Bo ja z tym przechodzeniem na drugą stronę ulicy to dokładnie to samo. O kobietach to już może lepiej nie będę pisał…
    I wieczne zamartwianie się, o to czy dobrze napisałem, czy nie zrobiłem literówki…wyłączyłem wodę, zgasiłem światło w łazience-tak, ale czy na pewno?-itd itp., a jak się okaże, że coś spieprzyłem-od razu paliptacja serca i uderzenia gorąca. Zresztą co ja kuhwa będe tutaj się rozpisywał, nieśmiałość może być objawem zaburzeń takich czy innych ten kto nie przeżył, nie zrozumie a w naszym skurwiałym społeczeństwie istnieje tendencja do dopierdalania takim jak my i wykorzystywania takich słabości. Śrut, dupa i kamieni kupa.

    21

    3
    Odpowiedz
    1. Jak ja to znam… Jeśli tylko w danym dniu mam coś ważnego do zrobienia, to mój organizm zaczyna wariować. Tak jak mówisz – bóle brzucha, osłabienie i cholera wie co jeszcze. Nie jest to kwestia tego, że się czymś przejmuję, bo sęk w tym, że na poziomie świadomości nauczyłem się do wszystkiego podchodzić bez emocji (czasem to nawet problem, bo już nawet nie potrafię np. kogoś szczerze pocieszyć czy pochwalić, wszystko jest mi obojętne). Problem leży w podświadomości, na którą nie mam żadnego wpływu. To właśnie ten podświadomy strach i nieśmiałość zawsze powodowały, że mimo stoickiego spokoju i zupełnej obojętności myśli, przed każdym ważniejszym egzaminem dłonie trzęsły mi się niesamowicie i jak na złość bolał mnie zawsze brzuch. Taka zjebana reakcja organizmu, nad którą nigdy nie potrafiłem zapanować. Nie unikam ludzi jakoś specjalnie, ale szczerze to zawsze tylko czekam, żeby już się od nich uwolnić i siedzieć samotnie. Choćby cały dzień, tydzień, wszystko jedno. Jeśli tylko jest możliwość uniknięcia jakiegoś wyjścia do ludzi, to zawsze staram się zrobić wszystko, żeby tego wyjścia uniknąć. Wyjście na piwo to nie jest dla mnie relaks, to jest jak pułapka, gdzie każda minuta zdaje się trwać nieskończoność i tylko czekam na okazję, żeby zniknąć i znowu znaleźć się w domu, czy gdziekolwiek indziej. Byleby samotnie. Droga do sklepu, to jak wyprawa na drugi koniec świata. Pieszo. Wydarzenie godne zapisania w kalendarzu grubym markerem.
      Tak jak już wspomniałem, nie jest do końca też tak, że zupełnie unikam ludzi. Lubię rozmawiać, ale nie o byle czym i nie byle jak. A w końcu ilu jest takich ludzi, z którymi można tak naprawdę, naprawdę szczerze porozmawiać? Poddać w wątpliwość religię, sens obchodzenia jakichkolwiek świąt, albo codziennych, ludzkich zachowań, czy powszechnie przyjętych standardów jak np. zakładanie rodziny, branie ślubu. Ilu jest takich ludzi, z którymi można na takie tematy tak naprawdę sensownie podyskutować? Nie po to, żeby dany temat wyśmiać, czy pogawędzić przez 10 minut używając ogólników, ale tak naprawdę, głęboko i bez przyjmowania niczego za standard czy pewnik. Ile jest takich osób? Ja znam tylko jedną. Dobre i to, bo dzięki temu jeszcze nie zwariowałem.
      Dziewczyny też pewnie nigdy nie znajdę. Bawić się nie lubię, tańczyć nie potrafię, jestem kiepskim kierowcą a na samochodach kompletnie się nie znam. Zamiast kina wolałbym obejrzeć film w domu a zamiast wyjazdu do rodziny wolałbym poczytać książkę, pograć w coś albo po prostu czymś się zająć – czymkolwiek, mam różne zainteresowania. Hobby mi nie brakuje, raczej czasu na nie. Zamiast wymuskanej kobiety z wielkim biustem i na szpilkach, wolałbym prostą, skromną dziewczynę w trampkach. Ale to bez znaczenia, bo z moim charakterem i tak pewnie nigdy żadnej nie znajdę. Jakieś 2 lata temu co prawda znalazła się zainteresowana mną kandydatka. Wyrosła jak spod ziemi, tak po prostu. Jednak była ona z zupełnie innej gliny ulepiona. Minąłby może rok, może dwa i męczyłbym się z nią. Ona ze mną zresztą pewnie też. Na seksie aż tak mi nie zależy, więc po prostu ją zignorowałem. Jedynie ego mi trochę podniosła, bo wcześniej dla kobiet byłem zupełnie niewidzialny, tyle z tego wynikło.
      Zresztą, sam już nie wiem, czy ja w ogóle chcę kobiety w swoim życiu… Jestem sam, ale mi z tym dobrze. Pracę mam, żyję sobie powoli swoim tempem. Cały swój wolny czas poświęcam na hobby, swoje pasje. Robię to, co lubię i chcę robić. I kiedy mam na to ochotę. Nikt nie przeszkadza mi, ani ja nie przeszkadzam nikomu. Jedynie czasem gryzie mnie myśl, że mam te 20 lat z hakiem, a nigdy nie uprawiałem seksu. Tylko czy to w ogóle warte jest zachodu…
      Zszedłem może trochę z tematu… chociaż może nie. W sumie to wszystko jakoś wiąże się z nieśmiałością. A nawet jeśli nie, to przynajmniej trochę z siebie wyrzuciłem, trochę poukładałem myśli. Czuję się jakby lepiej, trochę mi lżej. Wracam więc do zajmowania się swoimi sprawami.

      10

      1
      Odpowiedz
      1. Dobrze wiesz, że coś jest nie tak i przeszkadza ci to, mimo że szukasz sposobu na zagłuszenie tego. Uciekasz w samotność, bo doraźnie tak ci łatwiej, ale to i tak nie daje ci spokoju. Popęd seksualny i potrzebę bliskości też próbujesz zagłuszyć? – tego się nie da zrobić. To nic złego być introwertykiem, zatracać się w swoich pasjach, mieć bogaty wewnętrzny świat. Ja nawet uważam, że to cenne. Znam ekstrawertyków, których całe życie jest zdominowane przez przymus kontaktu z innymi, to ludzie, którzy sami ze sobą nie są w stanie spędzić godziny. Wszystko odczuwają i definiują poprzez innych, są jak puste skorupy. Nie mają zainteresowań, które nie łączą się z innymi. Nie interesują się czymś dla tego samego, tylko dla interakcji, która może z tego wyniknąć. Mają tysiąc kontaktów, a wszystkie powierzchowne. To jest przeciwny biegun problemu. Jak widać można przegiąć w obie strony. Dwadzieścia lat to jest nic, wbrew pozorom nawet na pierwszy seks to jeszcze nie tak późno. Oczywiście, każdy pieprzy jaki to on doświadczony w młodym wieku, ale to tylko gadanie. Proponuję wziąć się za wyrabianie zaniedbanych umiejętności społecznych, przekonać się, że ludzie to nie wrogowie, ani istoty z innej planety. Żadne hobby nie zastąpi udanego związku, a udany związek nie równa się rezygnacji z hobby. Pewien stopień kontaktu z innymi jest niezbędny i nie powinno się to wiązać z negatywnymi odczuciami. Przyjąłeś taktykę typową dla ludzi z twoim problemem, ale to tylko łatanie przeciekającej tamy – ona w końcu pierdolnie (zawsze tak jest), wiec lepiej od razu daj sobie spokój i zamiast wstrzymywać rzekę, płyń razem z nią.

        8

        1
        Odpowiedz
        1. A mi tam za niedługo stuknie 30stka. Mam osobiście gdzieś całe związki i latanie za babami, nawet mnie na to nie stać, a wiadomo, że jak się nie ma miedzi to się na dupie siedzi. Brak czasu i chęci na takie zabawy zresztą też swoje robi. Nawet zaczyna mi latać koło wentla moje prawictwo, zresztą popęd też jakby się zmniejszył. 😉

          3

          0
          Odpowiedz
        2. Podpisuję się pod tym obiema rękoma jako gość, który sam wyszedł z podobnego gówna. Gen. z mówieniem, że wszystko jest w porządku sam kiedyś miałem podobnie, ale to po prostu mechanizm obronny – pamiętam jak strasznie wtedy cierpiałem.

          4

          1
          Odpowiedz
        3. co ty pierdolisz typie…

          0

          0
          Odpowiedz
      2. Jakbym o sobie czytał, ale jak pociągnę z gwinta to jest jakby lepiej. 😉

        3

        0
        Odpowiedz
  8. Ja bym się zastanowiła gdzie leży przyczyna. Może w dzieciństwie rodzice wszystkiego Ci zabraniali,wywierali presję i zamknąłeś się w sobie ? Może przeszedłeś przez coś, miałeś traumę. Nie wierzę, że wzięło się to znikąd.Jakiś powód musi być. Jak Ty funkcjonujesz, skoro z nikim nie chcesz gadać? Będziesz non stop uciekał ? Weź idź na terapię 🙂

    9

    5
    Odpowiedz
  9. Miałem to samo. Ale sam się wyleczylem. Im bardziej będziesz uciekać tym będzie gorzej. Musisz to odwrócić. Na siłę wychodzić do ludzi. Po trochu, małymi krokami, najpierw przed domem, do jednej osoby. Potem dwóch itd. Potem codziennie do pobliskiego sklepu, zapoznać z widzenia kasjerke. Krok po kroku dalej. Przyzwyczajac się do ludzi w okolicy, w kiosku itd.

    9

    3
    Odpowiedz
    1. Ja też wyleczyłem się sam, a kiedyś miałem problem nawet z odezwaniem się do kasjerki. Przede wszystkim trzeba zrozumieć, że kontakt z ludźmi nie jest niczym strasznym. Ludzie nie zwracaja na nas uwagi tak bardzo jak myślimy, mają nas generalnie w dupie, więc niepotrzebnie spinamy się, żeby zrobic dobre wrażenie. Dlatego osoby niesmiałe są sparaliżowane przy innych, ponieważ myslą, że inni oceniają ich tak wnikliwie jak oni sami.

      8

      1
      Odpowiedz
  10. NIGDY nie jest za późno by stać się lepszym. Myślę, że rozwiązaniem twojego problemu jest stawienie czoła strachu i zacząć z kimś rozmawiać (z kim bądź i o czym bądź – najwyżej wyjdziesz na głupka i co z tego?). Po pewnym czasie przestaniesz w ogóle o tym myśleć 😉 Powodzenia!

    4

    3
    Odpowiedz
  11. Faktycznie, 31 wiosen bez ruchania sprawą słabą jest. Ja Kupidyn, polecam Ci „kołczing” życiowy, tam nauczą Cie kontaktów z ludzmi, a skoro już o kontaktach mowa to ważne jest, aby na spotkania z dwunogami sie nie spóźniać. W tym celu polecam wyposażyć sie w gadżet na rękę w postaci takiego zegarka z takim niebieskim podświetlaniem wyświetlacza. Jeżeli chodzi o prace to domyślam się, że sprawa też w rozsypce, ale tu mam dobre wieści. Nasza kapitalustyczna łachudra, Pan Mesio na bank znajdzie dla Ciebie coś w swoim Łódzkim Wydziale Fabrycznym, gdzie otwieranie paszczy rzeczą zbędną bedzie. Mesiu, czyń swą powinność. Pozdrawiam, Kupidyn.

    2

    7
    Odpowiedz
    1. Kiedyś, kiedy jeszcze nie byłem Mesiem Panwaszem też byłem chorobliwie nieśmiały. Frustracja dobijała Mesia i z zawiści robił wiele głupich rzeczy. Srał do szkolnych umywalek, nosił brudne przepocone podkoszulki, podrzucał kumplom swoje stare skarpety, wyżerał koleżankom drugie sniadanie… i mimo, że koledzy spuszczali mu regularnie wpierdol, nie załamywał się. walczył, of koz. Najsampierw wykształcił odporność i swoje Ja. Nie zważał na opinie i krzyki. Pierdział publicznie głośno, tańcząc i przytupując, walił konia w gabinecie pani psycholog, macał dziewczęta i chłopców z młodszych klas, przy czym sumując reakcje tatusiów macanie chłopców było zdecydowanie bardziej bezpieczne. I przyjemne :). Meś panwasz stawał się pradziwym mężczyzną. Po drodze odkrył uroki tatuowania swojego ciała i nie mówi o zwykłych dziarach na ramieniu, to dla zwykłych patałachów – Meś Panwasz tatuuje sobie swoją potężną, sześciocentymetrową pałę. Hans, jego osobisty tatuażysta wytatuował mu na chuju pięknego indyjskiego słonika a po drugie stronie kolorowe baloniki. Teraz, kiedy jestem już Mesiem moja nieśmiałość zniknęła bezpowrotnie. Kiedy Panwasz Meś zechce, zatrzymuje się w parku i ściąga gacie. Przechodzące niewiasty klaszczą i pieją z zachwytu. Kiedy zechce łapie na ulicy jakąś lochę za włosy i zaciąga do swojego pięknego Mesia, przekłada przez okno i rżnie a locha wydaje okrzyki zachwytu. Meś Panwasz myśli o porzuceniu stanowiska kapo direktorrien w Łódzkim Wydziale Fabrycznym i o rozpoczęciu kariery kosmonauty. Radzi sobie doskonale w symulacji komputerowej a jego internetowy kolega mówi, że jest dyrektorem w jednym z oddziałów NASA, rekrutujących najzdolniejszych i najbardziej urodziwych młodych, dynamicznych Polaków. Mówi, że jestem najlepszy i za jedyne 300 euro rozpocznie moją procedurę rekrutacji. Ale co wy, patałachy możecie wiedzieć, jak 300 euro dla was to miesięczna pensja. Tylko wybrańcy, tacy jak ja, Meś mogą dostapić zaszczytu podróży kosmicznych. Pomacham wam z góry, patałachy. PS. Panwasz ma dziś rozwolnieni. Nie, żeby się załamywał ale smród w jego willi za dwie bańki jest intensywny. Może jednak zacznie srać do muszli, jak zwykłe patałachy?

      5

      4
      Odpowiedz
      1. Mesiu, możesz też srać do bidetu, pozwalam. Srając pomyśl nad kolejnym komentarzem bo w końcu zacząłeś pisać jak należy 😉
        PS. Czy pomachasz nam z góry swoją potężną, sześciocentymetrową pałką? Uważaj żebyś za bardzo przy tym nie rozkołysał całej stacji kosmicznej. Od dziś będę jej wypatrywała na niebie.

        1

        0
        Odpowiedz
  12. A jakich sposobów próbowałeś?

    1

    0
    Odpowiedz
  13. 5/5. Mam coś z tego, o czym mówisz. Pomimo aspiracji – brak pewnego pierwiastka przebojowości, otwarcia na otoczenie czy obycia w grupie tłamsiły osobowość i zmuszały do „życia w cieniu”. Zostało wiele z tego w wieku 33 lat obecnie, chociaż nie ukrywam, że w kontaktach z ludźmi czasem nadal nie czuję swobody i nie ukrywam, ze często w rozluźnieniu pomaga małpka… lub dwie. Ale na dopalaczach się „nie liczy” ;-). Chujnia z przesłaniem!

    8

    0
    Odpowiedz
  14. pierdolisz gupoty, też mam 31 ale widząc zaklamanie fałsz i interesowność mam w pupie kazdego i każdą

    11

    1
    Odpowiedz
  15. Chyba dzień świra.. Jak poza nieśmiałością nic ci nie dolega to i tak powinieneś się cieszyć. U mnie jest szereg diagnoz; lęki, nerwica, depresja, nieśmiałość, nie wspominając o fizycznych wadach. Naprawdę, chciałbym być „normalnym” gościem z nieśmiałością. Oczywiście, jeśli byłby wybór to bez niej.

    8

    0
    Odpowiedz
  16. Już tu kiedyś pisałem pod podobnym tematem, ale się powtórzę. W naprawianiu nieśmiałości nie chodzi o walkę, to nie wojna. Im bardziej walczysz, tym bardziej jesteś w dupie, efekt taki, że nienawidzisz siebie, a problem jak był, tak jest. Tu chodzi o akceptację siebie, o zrozumienie na czym to wszystko polega, o zobaczenie wszystkiego we właściwych proporcjach, a wtedy problem sam się rozwiąże. Długo by o tym pisać, a nie wiem czy w obecnym stanie złapiesz o co chodzi. Polecam psychoterapię grupową, wiem, że na samą myśl ci słabo, ale chyba już jesteś wystarczająco zmęczony tym wszystkim, żeby powiedzieć: trudno i tak nie mam nic do stracenia.

    10

    3
    Odpowiedz
  17. Mam prawie to samo ale postrzegam to nieco inaczej.
    Nie denerwuje się gdy mam zagadać do kogoś obcego bo prawdopodobnie jest to pierwszy i ostatni raz kiedy go widzę na oczy, więc jeśli pogadamy to i tak jutro zapomni że ktoś taki jak ja w ogóle istniał.
    Gorzej ze znajomymi. W końcu np. w pracy czy szkole będziesz widywał tych samych ludzi.

    7

    0
    Odpowiedz
  18. Kolego, nerwica z fobią społeczną się kłania. Szkoda, że tego nie leczyłeś jak miałeś 21, a nie 31. Ale nic straconego. Rozpocznij mozolną walkę z tym, krok po kroczku. Bo co masz niby do stracenia? Tylko możesz zyskać, nie tracisz nic, bo i tak jesteś kompletnie wyalienowany jeżeli chodzi o życie.

    6

    2
    Odpowiedz
  19. Ale konia to bijesz śmiało 🙂
    Nie pozdrawiam.

    3

    10
    Odpowiedz
  20. Ja mam 20 i teraz też widzę,że ciężko to wyleczyć. Najgorsze jest to jeszcze jak najbliższe ci osoby w tym rodzina, znajomi ciągle się czepiają, że cały czas siedzisz w domu, nie masz dziewczyny a przecież musisz mieć bo zostaniesz starym kawalerem. Ja przez to zdać prawa jazdy nie mogę bo podczas teorii przy komputerze wszyscy gapią się w komputer i czułem się ok to bez problemu zdałem ale praktykę, gdzie siedzisz z losowym typem powoduję, że wyłącza mi się myślenie. Nieśmiałość nie była by tak zła gdyby nie fakt, że powoduję pierdolony stres, który utrudnia praktycznie wszystko…

    5

    2
    Odpowiedz
  21. To fobia społeczna, mam to samo. Trzeba to leczyć bo samo nie przejdzie a życie z tym to g…

    1

    1
    Odpowiedz
  22. Bez coachingu się nie obejdzie.Tylko kołcz może ci pomóc.Uwierz w kołczing.

    1

    6
    Odpowiedz
    1. co to kurwa jest kołcz? Czy to jakiś rodzaj pizzy?

      2

      0
      Odpowiedz
  23. Jęczysz jak stara baba, jebnij se z gwinta to Ci nieśmiałość zaraz przejdzie. 😉

    4

    6
    Odpowiedz
  24. Mam 28 lat i mam to samo. Od 4 lat jadę dzień w dzień na alkoholu bo inaczej nie dam rady żyć wśród społeczństwa. Nie widać po mnie bani, ludzie nawet odbierają mnie jako śmiałego gościa z humorem. Szkoda że to tylko fikcja i stałem się pijakiem. Psychiatra nie pomógł. Myślę że przyczyną mojej nieśmiałości jest to iż mam nietypowe zainteresowania od zawsze które mało kto rozumie (elektronika) przez co zawsze odbierany byłem jako nerd i poniżany. Jako szczyl 10 letni umiałem naprawić wiele rzeczy ale zabawy typowe dla mojego wieku mnie nie interesowały jak baseny, sport i nie interesują do dziś. Ciekawe czy Ty też miałeś coś takiego za dziecka?

    7

    1
    Odpowiedz
    1. Rozumiem Cię całkowicie, w tym popierdolonym społeczeństwie bez „znieczulenia” czasem nie da się normalnie funkcjonować.

      4

      0
      Odpowiedz
  25. Pal jak najwięcej fajek – to odstresowywuje i sprawia że jesteś na kompletnym luzie – gdy jakaś laska idzie i widzi że masz na nią położone nie powiem co sama zaczyna zarywać i dociekać…serio ja sie nie nabijam,mówię to na swoim przykładzie. Fajki ocaliły moją osobowośc bo sam jestem chrobliwie nieśmiały.

    1

    3
    Odpowiedz
  26. Jeśli nie masz jakiejś super pracy to doświadczalnie zatrudnij się gdzieś, gdzie jest przemiał ludzi.Np. na kasie w supermarkecie.Wiem, że śmiesznie to brzmi ale uwierz mi, po miesiącu nie będziesz pamiętał co to nieśmiałość.Natłok ludzi zluzuje Twój stres i napinkę w kotakcie bezpośrednim.Co Ci szkodzi?Olej to, że masz np.wykształcenie wyższe czy inne pierdoły rzekomo ujmujące Tobie by iść do takiej roboty.Miesiąc szybko minie a takie „doświadczenie”może zmienić Cię na całe życie.Nie masz nic do stracenia;)Oczywiście możesz poszukać bardziej interesującego zajęcia, ale tak jak pisałem – przemiał ludzi gra tu kluczową rolę.Powodzenia!;)

    3

    1
    Odpowiedz
  27. Taka chujnia. Mam to samo co Wy. 26 lat, brak chłopaka, strach przed rozmową z ludźmi, nieumiejętność wyrażania emocji i uczuć 😮 . Internety radzą – idź do psychologa no ale jak tu iść jak się trzeba będzie wywnętrzniać przed całkiem obcą osobą.. Z tego wszystkiego człowiek popada w zjebane nałogi.

    6

    0
    Odpowiedz
  28. Masz predyspozycje na szpiega , zakonnika i trzymaj się raczej dziewczyn (one lubią nieśmiałych – to je rajcuje – dobrze sobie zapamiętaj jak jest być tym nieśmiałym – ćwicz bieganie – będziesz miał brania co tydzień (dopóki się na fejsie nie zorientują – wtedy bieganie ci się może przydać)).

    0

    0
    Odpowiedz
  29. ale pierdolisz autorze…

    0

    0
    Odpowiedz