Konserwa

Nie przepadam za mięsem w niektórych jego formach (Np. obgryzanie kurzych udek to nie dla mnie. Kaszankę, jako dzieciak, jeszcze za PRL-u, prawdziwą, wiejską, wywaloną z flaczka na patelnię i usmażoną z cebulką… 🙂 uwielbiałem. Dopóki nie dowiedziałem się, z czego jest robiona… Od tej pory smak za mną chodzi i mnie dosłownie prześladuje, ale się nie złapię, nie przełamię i nie ma siły.). No i w efekcie jem tego mięsa niewiele.

Człowiek jednak mięsa potrzebuje. Kiedyś wystarczała wędlina, bo była 100%. Teraz sami wiecie. Ostatnio np. kupiłem boczek do zupy. Pech, że akurat w sklepie nie było surowego, wędzony miał za dużo słoniny, na zupę się nie nadaje, tylko ten od Dudy mi został. A tam „zawartość boczku w boczku” 90% (jeśli wierzyć etykiecie) i chemia z konserwantami na czele… Niestety, nim przeczytałem etykietę, to zupa już się gotowała… Cóż, raz przeżyję, więcej go nie kupię. I z wędlinami jest to samo, więc jem tego jak najmniej.

No i odżywiam się w sumie zdrowo, lubię takie żarcie, organizm zaopatrzony jest praktycznie we wszystko i to nawet w nadmiarze, a do tego nie grozi mi cała lista schorzeń wynikłych z diety opartej na mięsie, zwłaszcza tłustym… Ale doszedłem niedawno do wniosku, że niby jest zdrowo, ale idealnie też nie jest, bo jednak czegoś brak. I tak łaziło to gdzieś podświadomie za mną jakiś czas, ale po zastanowieniu się, wychodziło mi, że nic mi nie brakuje, bardzo dobrze się czuję, najedzony chodzę… tyle, że nie dawało mi to spokoju.

Poczytałem więc sobie trochę w internecie o odpowiednim odżywianiu się i porównałem z tym, co jem, i jaką to ma wartość odżywczą. I wychodzi, że organizm ma wszystko poza odpowiednią ilością białka. I tu zaczął się problem.

Ważę 90 kilo. Czyli licząc, że powinienem dziennie spożyć 0,8-1 g białka na kg wagi, to wychodzi 70-90 gramów. I dupa blada, bez mięsa się nie da. Wśród innych produktów najwięcej białka mają jajka, ale przecież nie będę wpierdzielał 13 jajek dzień w dzień (alternatywą jest 5 kilo kartofli ;)). Jak bym nie kombinował, obecna dieta, choć doskonała pod każdym innym względem, nie zapewni mi więcej niż połowę dziennego zapotrzebowania na białko. Wędliny odpadają bo chemia, a że zawartość mięsa śladowa, to ile by trzeba było tego zjeść… Jakieś odżywki, batony itp. to to samo…

No i kombinuję, kombinuję i w końcu znalazłem rozwiązanie idealne dla mnie: konserwa mięsna. To przełknę, to lubiłem, gdy jako dzieciak jadałem dość często, to ma odpowiednią ilość białka i jest smaczne. Zjem jedną dziennie i sprawa załatwiona.

Ta załatwiona… A taki wał. To nie te czasy, kiedy konserwy były faktycznie zajebiste.

Po pierwsze, niektóre konserwy dziś są już na pierwszy rzut oka nie do zjedzenia. To jest jak parówka -chuj wie z czego i przez kogo robione. A po drugie, te, które są jadalne, mają w sobie dwie dyskwalifikujące je rzeczy: 1. nadmiar soli (zjadłem jedną naraz -400 gram, to myślałem, że mi żołądek wyżre, a kiedyś można było taką wpierdzielić i człowiek wiedział, że pojadł) i 2. pierdolone konserwanty…

No i, kurwa jego mać, jak żyć, premierze? Powiedzcie mi: skoro konserwa jest pakowana próżniowo i do szczelnego metalowego pojemnika, to po chuj tyle soli a na dokładkę ten jebany konserwant (żeby było śmieszniej, producent każe zeżreć w 24 godziny po otwarciu; potem w sumie nie bardzo da się to jeść)? Przecież to nie musi stać gdzieś w piwnicy w pizdu lat, tylko miesiąc w magazynie i kilka dni u mnie w lodówie. To tak jakbym weki konserwantem doprawiał… Przecież nie potrzeba i lata będzie to zdatne do jedzenia i do tego smaczne. Ale nie, chuj w fabryce się uparł i wpierdala worek syfu do mięsa…

No i znów nie mam co jeść. I nie mam jak tego białka w odpowiedniej ilości organizmowi dostarczyć. A potrzebuję „na wczoraj”.

34
33

Komentarze do "Konserwa"

  1. chujowiczu! zarabiaj z kluu.pl, bez działalności gospodarczej, konto automatycznie weryfikowane
  2. Serki wiejskie 11g białka w 100g
    Płatki owsiane,ryż,makarony,kasza,ogólnie rośliny strączkowe. To wszystko ma całkiem sporo białka,bez mięsa jest ciężko,ale dla osoby,która nie musi jeść 2-3g białka na każdy kilogram ciała jest to jak najbardziej do wykonania 🙂

    2

    0
    Odpowiedz
    1. „Serki wiejskie 11g białka w 100g”

      To teraz sobie zjedz kilogram serka dziennie… 😉
      Po tygodniu byś rzygał na samą myśl. A mało co -poza mięsem- ma tyle białka.

      0

      1
      Odpowiedz
  3. Sa jeszcze kasze, twaróg itd I bez przesady z tą chemią, nie wszystko zaczynające się na E jest szkodliwe. Trzeba czytać etykiety i nie kupować najtanszego g..

    2

    1
    Odpowiedz
  4. Gdybyś zarabiał 17 tysi netto, wiedziałbyś patałachu, że tylko psia karma to dobre zdrowe żarcie. Wpierdalam ją od dwudziestu lat i popatrz na jakiego jebakę wyrosłem. Kiedy wystawiam swego olbrzymiego kanara przez okno mojej will aby oddać mocz zawsze, ale to zawsze stoi pod nim kilka dziewic gotowych obrobić moją twardą pałę. Kiedy natomiast wypinam się aby się za okno wypróżnić, oj… wtedy się dzieje… Ale ja to nawet lubię patałachy…

    7

    4
    Odpowiedz
  5. Wszędzie masz teraz chemię chłopie, nawet i w wodzie mineralnej, aby tylko dłużej na półce w sklepie stało.

    2

    0
    Odpowiedz
  6. Zapewne czytając etykiety pomyliłeś „należy spożyć przed” z „najlepiej spożyć przed”. To częsty błąd przy rozkminianiu daty przydatności. A propos… jeśli mamy do czynienia z datami to potrzebny jest kalendarz, a kalendarz bywa wbudowany do zegarka. Do takiego zegarka z takim niebieskim podświetleniem. Żeby zaprojektować i zmontować taki zegarek, to muszę ze cztery dni poświęcić a coś przez ten czas trzeba jeść. Po sprzedaniu zegarka frajerowi mogę nabyć w drodze kupna trzy kilo podłych parówek, bo na więcej mnie nie stać.

    11

    4
    Odpowiedz
  7. Oto skutki obalenia tak znienawidzonej przez was komuny. Wtedy to mięsa, wędliny, pieczywo to była pierwsza klasa. Prawie każdy miał zapewnioną pracę i mieszkanie. Wyjazdy nad Bałtyk, Tatry, mazury. Służba zdrowia działała znacznie sprawniej niż dzisiaj.

    8

    4
    Odpowiedz
    1. No dokładnie. A janusze i kuce myśleli że będą parówki sprzedawać i dorobią sie willi i mercedesa… A tu muszą w tym kapytalulyzmie zapierdalać za 1500 netto w prywatnej fabryce dla niemca…

      2

      1
      Odpowiedz
    2. Chyba jesteś rocznik >2000
      Mięsa i wędliny były za komuny na kartki a i tak trzeba było spędzić co najmniej kilka godzin w kolejce. Przed świętami ludzie chodzili stać całą noc przed sklepem. To była dopiero chujnia.

      3

      1
      Odpowiedz
  8. Codzienne dylematy spaślaków XXI wieku: co by tu dzisiaj zeżreć?

    4

    1
    Odpowiedz
  9. Wiesz co, ojciec z roboty dostawał zimą dodatki żywnościowe w formie m.in konserw. Wpierdzielałem je jeszcze 3 lata po upływie terminu i żyję, nawet smak się nie zmienił. Oczywiście,to były konserwy z pułki po 4-5zł/300g, więc nienajgorszej, o zawartosci mięska min. 80%. Są też gorsze, wiadomo, ale zakładam że i tu puszki nie będą puchnąć tydzień po terminie. Z tym „Spożyciem 24 godziny po otwarciu” masz na prawie każdym produkcie – producent się zabezpiecza, na wypadek jakby jeden na 10 000 klientów dostał sraczki bo zjadł 25h po otwarciu. Coca-cola wyżera rdzę, a miałoby jej zaszkodzić stanie w lodówce? Bez kitu. Nie wierz we wszystko, co czytasz, zdrowy rozsądek jest ważniejszy niż etykietki.

    9

    1
    Odpowiedz
  10. Kupuj mięcho zagrodowe. Ja mam kaczki od babeczki, która ma swoje podwórko. Świetne mięso.

    3

    1
    Odpowiedz
  11. Zapamiętaj. Prawdziwy maczo żywi się tylko mięsem swoich wrogów. Jeśli ich nie ma, znajduje ich sobie: zapitoli kogoś na ulicy za to, że mu nie dał szluga, albo się krzywo spojrzał, a czasem też przez pomyłkę. Potem robi z niego pikle, a na koniec zjada. Razem ze słoikami. Po jakimś zaś czasie trafia do VIP-klubu dla maczo, gdzie o jego zdrowy wikt nie musi się już martwić do końca życia, bo doskonale dbają o niego starannie wyselekcjonowani pracownicy służby więziennej z pionu gastronomii.

    5

    1
    Odpowiedz
  12. Ja pierdolę człowieku…. Chciałabym mieć takie problemy!
    Ty normalnie jesteś a’la „dzień świra”

    11

    2
    Odpowiedz
  13. Chłopie, ty nie masz zielone, bladego, ani nawet zjebanego pojęcia o odżywianiu. Poczytaj książki Toma Venuto. Na razie po prostu bredzisz.

    5

    1
    Odpowiedz
    1. Tu Tom Venuto: tylko kocia karma…

      2

      0
      Odpowiedz
  14. Polecam tuńczyk w puszce, sporo białka. Tylko niech nie będzie to jedyne źródło białka, bo zawiera sporo rtęci. Zresztą jak cię to zainteresuje to sobie sprawdzisz w internecie jaka jest dopuszczalna dawka rtęci i tuńczyka. Ja wpierdalam go głównie na pizzy bo nie wiem czy samego bym przelknal.

    1

    0
    Odpowiedz
  15. Kunserwa Panie to jest, no siem Panie cos wpadlo do kadzi i patrz Pan sie zmielilo na rowno i to my to mondrze nazywamy ‚konserwa wysokowydajna’. Panie poco to konserwowac siem wyparzy, wygotuje i dwa lata postoi na sloneczku to tylko aromata nabierze jak dobre wino.

    1

    1
    Odpowiedz
  16. po co go minusujecie, takie świadectwa to są ostatnie dowody na to, że kiedyś jedzenie było zdrowsze o lepszym smaku, a nasze pokolenie już żre chłam, jesteśmy jak ta podgotowywana żaba

    2

    1
    Odpowiedz
  17. Pierdolisz jak baba

    1

    0
    Odpowiedz
  18. Kurwa gościu przeżywasz …. Kiedyś kurwa jadło się to co było, a nierzadko się pewnie nie dojadało. Ludzie żyli i było spoko. Konserwantów też tak nie przeżywajcie, bo to troche jak robienie z igły widły. Coś tam szkodzą,ale nie żeby to był decydujący czynnik pokroju bedziesz zdrowy albo zdechniesz. Murzyni chętnie by wpierdalali to tanie jedzenie napompowane konserwantami. A jak wam już tak odjebało że tego nie ścierpicie to kupujcie zdrową żywność w cenie nawet 2 razy tyle co normalnie. Tylko że pewnie tu jest płacz, że na zdrowe was nie stać a tanie niedobre. Wiecznie wam kurwa źle. Nie żryjcie w ogóle albo schowajcie se w dupe tego typu żale bo żałośni jesteście

    7

    0
    Odpowiedz
  19. Nie wiem skąd posiadasz informacje o ilości białka w produktach, ale źródło polecam chłopie zmienić. Bo mięso, twarogi i jajka mają go o wiele mniej od zwykłej fasoli. Masz jeszcze sery, orzechy, otręby i cały wachlarz rzeczy do wyboru. Przestań pieprzyć głupoty i poczytaj trochę, a najlepiej to idź do dietetyka. To jest dopiero chujnia i śrut.

    0

    0
    Odpowiedz