Ostatnia spowiedź

Długo zastanawiałem się czy to w ogóle napisać i opublikować, kto wie może piszę to tylko dla siebie i zostanie gdzieś w pamięci komputera… Ale napiszę, to moja spowiedź, może psychoterapia, nie wiem, jak to przeczytasz to sam sobie to jakoś nazwiesz. Wszystko zaczęło się ładnych parę lat temu, kiedy pełny radości, dumy i wiary w siebie kończyłem szkołę średnią. Na świadectwie same czwórki, piątki, matura też świetnie zaliczona. Pełny nadziei zacząłem studia na kierunku, który zawsze mnie interesował, jednakże po paru miesiącach stwierdziłem, że grubo pomyliłem się z wyborem studiów. I przyszedł pierwszy cios, po 1 semestrze zrezygnowałem ze studiowania na ?wymarzonym? kierunku. Wtedy szybko się otrząsnąłem i w październiku ruszyłem znów na studia, tym razem politechnika. Wiedziałem że nie będzie łatwo po wcześniejszych doświadczeniach z uniwerkiem. Spiąłem się na całego, władowałem całą zarobioną na wakacje kasę na korepetycje i dałem radę przejść pierwszy semestr. Z ponad dwustu zostało nas tylko pięćdziesięciu może sześćdziesięciu. Czułem, że znów żyję, że mogę coś osiągnąć, być kimś. I wtedy gdzieś uleciał zapał, kolejne semestry, kolejne warunki, aż w końcu tama strzeliła. Znów w plecy, każą mi powtarzać albo iść w pizdu. Bałem się znów rozczarować rodziców, więc nic im nie powiedziałem (Boże będę żałował tego do końca swych dni), przez rok kłamstwo trwało, a ja nic nie zrobiłem żeby nadgonić na uczelni kolejny stracony rok. Szansa na inne życie przyszła nieoczekiwanie, siostra zaprosiła mnie do Irlandii na wakacje do pracy. Znów poczułem się coś wart i potrzebny, w pracy dawałem z siebie wiele i świetnie zarabiałem, z jednej strony cieszyłem się tym, że jestem samowystarczalny, z drugiej jednak strony, kuło mnie przerwanie studiów i ucieczka od problemów jak tchórz. Z jednej strony cieszyłem się, że tak mogę spędzić resztę życia, dobre zajęcie, przyzwoite zarobki, jednak każdej nocy kłamstwo bolało coraz bardziej. Bałem się przyznać rodzicom, z drugiej strony modliłem się do Boga o to by w końcu prawda wyszła na jaw. Przed kolejnym semestrem prawda się wydała. Uczelnia przysłała list o tym że wydalają, miałem dwa tygodnie na podęcie decyzji. Po namowach wróciłem żeby skończyć to co już zacząłem, wstyd mi było przed wszystkimi że już jestem tak dużo w plecy, znajomi pisali prace dyplomowe, a ja byłem w czarnej dupie, ze wszystkim, zarówno w szkole jak i emocjonalnie. Podjąłem jeszcze jeden wysiłek ukończenia uczelni, poznałem nowych wspaniałych kolegów (do dziś się o mnie martwią i wspierają, ale jest mi wstyd pokazać się przed ich oczami). Co więcej poznałem dziewczynę, jesteśmy już półtorej roku. Pokochała mnie mimo moich niedoskonałości, a ja pokochałem ją. I kiedy myślałem, że w końcu mam jakiś cel, jakąś lepszą perspektywę, znów zacząłem zlewać uczelnię, nie wiem dlaczego po prostu sam nie potrafię sobie tego wytłumaczyć. Znów nawarstwiły się warunki, aż w końcu, po raz kolejny w swojej ?cudownej? karierze naukowej, stoję przed perspektywą wydalenia z uczelni albo powtórki. Jak zwykle nic nikomu nie powiedziałem wcześniej, ani rodzicom ani dziewczynie. A teraz siedzę i się żalę, bo nie mam odwagi, nie jestem ani trochę dorosły, nie mam za krzty ochoty żyć. Ja już nie widzę kolorów w życiu, są tylko jaśniejsze momenty, kiedy jestem z dziewczyną. Boże! Co ja kurwa robię? Kim ja kurwa jestem?! Już sam nic nie rozumiem, żyję w depresji. Odgrywam ten swój teatrzyk przed wszystkimi, tylko po co? I tak niedługo się wyda. Gdzie ja idę? Nie widzę przed sobą żadnej drogi, tylko zawiodłem znów rodziców, i dziewczynę. Nie jestem jej godzien, tylko łamię jej serce, przy mnie nic nie osiągnie. Może spakować trochę ciuchów i wyjść? Zostawię tylko list na pożegnanie. Albo skończę ze sobą, chociaż nie wiem czy na to starczy mi odwagi. W nocy nie śpię, mam depresję, wpadam w chorobę psychiczną. Nie popełniajcie moich błędów, rozmawiajcie z kochającymi was osobami i walczcie mimo niepowodzeń i kochajcie szczerze. Ja już nie mam nadziei, ale kto wie może Bóg da mi jeszcze jedną szansę na naprawę swojego życia. Na razie widzę ciemność, sam zapracowałem na nią…

30
51

Komentarze do "Ostatnia spowiedź"

  1. chujowiczu! zarabiaj z kluu.pl, bez działalności gospodarczej, konto automatycznie weryfikowane
  2. no i chuj ja też mam deprechę, też uważam, że jestem nic nie wart i do niczego się nie nadaję. nie wiem co ty z tym zrobisz, ale se wiedz. i pisze się ‚półtora’ roku nie ‚półtorej’ – jak ty się na tą uczelnię dostałeś? nic dziwnego, że teraz chcą się ciebie pozbyć. jak nie masz nawet odwagi powiedzieć komuś tam, że uwaliłeś szkołę to jak ty chcesz się zabić? i przy okazji – boga nie ma więc nie szukaj w nim pocieszenia bo się tylko przejedziesz.

    0

    0
    Odpowiedz
  3. dobrze, że przynajmniej przyznajesz się do swojego błędu

    0

    0
    Odpowiedz
  4. człowieku studia w Polsce są sztuczne jak pornole…RECEPTA:weź pogadaj z dziewczyną o przyszłych planach, zaproś na kolacje, przynieś kwiaty, a potem idzcie do mieszkania rodziców uprawiajcie dziki seks…tylko jest jeden warunek…ciesz się że jesteś z nią a rodzicom nic nie mów, żyj dla siebie, dla swoich problemów z nią czy bez niej…wtedy jest tak nieprzewidywalnie żeby nie powiedzieć pieknie 🙂 ŚRUT CHUJOWICZU 😛

    0

    0
    Odpowiedz
  5. są wzloty i upadki – w żadnym wypadku nie rób sobie krzywdy.

    0

    0
    Odpowiedz
  6. Jeden z lepszych tektów jakie tu przeczytałem, dowód na to że ludzie mają duże problemy, a nie „Mama mnie z domu nie wypuszcza” „Tata mi kze kolacje robic” „musze posprzątać w pokoju” … chłopie nie załamuj sie, Bóg daje zawsze szanse, nie skonczyles studiów… powiedz dziewczynie, idz sie rozejrzyj za jakas praca, nic jeszcze straconego… pomysl o wlasnej firmie…

    0

    0
    Odpowiedz
  7. Mam podobnie, że wszystko zachowuje dla siebie, choćby największe gówno. A właśnie powinno się mówić najbliższym, przecież oni po to są, oni się nie odwrócą. I też jestem na rozdrożu, ni chuja nie wiem co robić.
    Trzym się mocno, na pewno znajdziesz jakąś drogę. A na pewno nie możesz się poddawać, choćby nie wiem, jak chujowo było. W końcu, jak jest już tak, że gorzej być nie może, to będzie lepiej! 🙂

    0

    0
    Odpowiedz
  8. No i czego się tak na te debilne studia uparłeś?Miałeś fajną,dobrze płatną robotę,podobało ci się to kurwa nie,uparłeś się na papierek którym i tak się będziesz mógł podetrzeć…

    0

    0
    Odpowiedz
  9. Spowiedź… To dobre określenie. Tylko pomyśl o tym, żeby nie zrobić głupstwa i nie była tą ostatnią.

    0

    0
    Odpowiedz
  10. stary, wykształcenie nie piwo, nie musi być pełne.. daj sobie luzu, nie każdy musi skończyć studia. Ogarnij się, idź do pracy, albo na jakieś zaoczne, niektórzy mają jeszcze gorzej. Nie przejmuj się tak tym, trudno, wiadomo że na studiach udupiają jak tylko mogą żeby zostawić tych najlepszych i żeby szkoła miała renomę

    0

    0
    Odpowiedz