Witam Was drodzy Chujowicze! Niedawno poznałem dziewczynę przez internet była z moich okolic, piękna, miła, ale to tylko pozory. Zapowiadało sie cudownie, chyba sie w Niej zakochałem, bo nasz kontakt trwał dosyć długo i miło nam się rozmawiało. Postanowiliśmy sie spotkać, między innymi po to, żeby ustalić czy będziemy razem, jak ją zobaczyłem, to od razu byłem za, Ona nie miała zdania na ten temat, ale mówiła, że powie mi później. No ok chuj jej w dupę nie miała, to nie miała. Wybraliśmy się na długi, kurewsko długi spacer do lasu i zaczęły sie problemy, po pewnym czasie rozbolały mnie nogi, myślałem, ze sie zesram, każdy krok sprawiał większe wkurwienie. Rozmowa z Nią była bardzo chujowa, wg nie szło sie dogadać… Odzywała sie do mnie gorzej niż do psa, nie wiem, co jej odjebało, że postanowiła sie wybrać na ten jebany spacer. Co jakiś czas sie pytałem czy się zastanowiła odnośnie naszego związku i czy będziemy razem, bo wcześniej uprzedziła mnie, że mi później powie, Jej odpowiedzi brzmiały: ?nie wiem? no kurwa!!! Tak, albo nie!!!! Ok., opanowałem emocję i po przejściu 4 km, wracaliśmy osobno ;D Ona z przodu ja za Nią, dodam, ze czułem się podle, bo powrót odbył się bez żadnych rozmów. Doszliśmy do miasta, przytuliłem ją i zapytałem po raz kolejny, czy chce ze mną być, ona na to: „nie wiem, napisze Ci później na gg, ale teraz daj mi już spokój”. No kurwa można kogoś robić w chuja, ale nie do tego stopnia! Wkurwiłem sie nieziemsko, wróciłem do domu i sam zakończyłem tą pierdoloną znajomość. Napisałem jej, że ma usunąć moje numery gg, tel, adres e mail itd. Wiec, drodzy chujowicze apeluje do Was o rozsądek! Nie ufajcie nieznajomym przez neta, bo w realu mogą okazać się niezłymi pojebami. Sam sie o tym przekonałem i ta moja niby przyszła miłość, to jedna wielka chujnia i śrut! Dziękuję za uwagę!
Życie
2011-07-08 23:43Polska rzeczywistość, w której MUSIMY myśleć tylko o kasie i studiach. Do tego dochodzi kompleks wieku (22 lata i bez chłopaka? rok przerwy po liceum? toż to rok obsuwy!). Wszystko takie porządne, poukładane, doskonałe… z zazdrością patrzymy na zachód i próbujemy się do ich ideału dostosować – do ideału, który znamy z opowieści i filmów o ludziach sukcesu. Jak chcesz wyjść z szablonu, zrobić coś po swojemu, całą kasę wydać na podróż, albo rzucić wszystko i jechać w wakacje stopem gdzieś w chuja to dostajesz od wszystkich zjebkę za brak realizmu…. (nie będę pracować w wakacje, phi! ale za to zjechałam kawał świata i poznałam masę świetnych ludzi! a wydałam na to tyle kasy co ty na tydzień nad morzem i imprezy w wakacje!). Przecież żyjemy w XXI w, w europie!! Już nie ma komuny, nie musimy walczyć o wolność – nasi rodzice już ją dla nas zdobyli… Czemu więc wszyscy są jacyś tacy szarzy i smutni…?
Komentarze do "Życie"
-
chujowiczu! zarabiaj z kluu.pl, bez działalności gospodarczej, konto automatycznie weryfikowane
-
Odpowiedz
powiem Ci że mało kogo obchodzi że komuś się coś nie podoba. Ciebie obchodzi ? to o co się burzysz.
00 -
Odpowiedz
Przepięknie i tyle mogę powiedzieć. Sam mam 21 lat studiuję i nigdy nie myślałem że ktokolwiek może mieć podobne poglądy. Staram się nie ograniczać niczym, moje motto „jeśli czegoś chcesz osiągnij to i jak najszybciej się tego pozbądź jeśli nie zatęsknisz to oznacza że starania nie poszły na marne” Za swojego krótkiego życia miałem dużo sukcesów i jeszcze więcej niepowodzeń dotyczących realizacji swoich marzeń niektóre z nich przynosiły satysfakcje niektóre okazywały się zachciankami. Jestem typem samotnika, nie posiadam przyjaciół, zamożnej rodziny która fundowała by mi wszystko. Energię czerpie ze swojego dziwactwa jakim pośrednio samotność. Nigdy nie zaznałem uczucia jakim jest miłość na pewno kiedyś przekonam się co to jest. Trzymaj się swoich poglądów na świat i nie pozwól aby ktokolwiek skrzywił twój pogląd na świat. S .
00 -
Odpowiedz
Ja cię rozumiem.Tzn u mnie to jest troszkę inaczej bo ja wyznaję zasadę
„Zero smutków,zero złości-wyjebane po całości”
Pierdol ludzi w 90% to szara masa:)00 -
Odpowiedz
pozostałości po przyjaciołach z Moskwy.
syf, bezrobocie i burdel to również ich zasługa.00 -
Odpowiedz
E, jak taka jesteś inna, to co Ty się tak przejmujesz wszystkim? Zamiast narzekać rób swoje, bo marudząc tylko wpisujesz się w ten schemat którym tak gardzisz. Ja się z taką postawą nie spotkałem, chyba po prostu trzeba umieć bronić swoich racji i uparcie dążyć do celu a nie pierdolić jak to kłody po nogi rzucają szarzy i smutni (a może po prostu – inaczej myślący?) ludzie. Pozdrawiam.
00 -
Odpowiedz
Kawałek dupy bez charakteru uratuje sytuacje.
00
Burza i zakupy
2011-07-08 23:43Układasz sobie plan dnia, wszystko zaplanowane z uwzględnieniem godzin otwarcia sklepów i co? 15 minut przed planowanym wyjściem z nieba spada rzęsisty siur zastępu aniołów czy ki chuj tam się w chmurach ukrywa…
Komentarze do "Burza i zakupy"
-
chujowiczu! zarabiaj z kluu.pl, bez działalności gospodarczej, konto automatycznie weryfikowane
-
Odpowiedz
Od czego jest parasolka?
00 -
Odpowiedz
Dokładnie, tak to już jest. Tak więc moja rada – nie planuj, spontaniczność to jest to 🙂 pozdrawiam
00 -
Odpowiedz
to jest wujek samo zło.
00 -
Odpowiedz
to faktycznie straszna chujnia… chciałabym mieć takie problemy.
00 -
Odpowiedz
hehe spoko jak miałem tak podobmie dzisiaj, troche zmokłem
pozdro00 -
Odpowiedz
nie zaden siur, tylko zwykła woda, opadająca w efekcie kondensacji pary wodnej z powodu ciężaru przekraczającego możliwości nośne wiatru
00 -
Odpowiedz
Do 6) No to zabłysnąłeś wiedzą stary ,nie ma co. Słabo to rozwinąłeś, nie wyjaśniłeś wpływającej na proces opadania tej wody siły grawitacji, która powstaje w wyniku zakrzywienia czasoprzestrzeni przez różne formy materii i jest bezpośrednim następstwem dodatniego tensora napięć energii. Czy ludzie wszystko muszą brać na poważnie i wszędzie próbować zabłysnąć swoją „yntelygencją”? Ave
00 -
Odpowiedz
NO i kurwa problem.
00
Jebani goście
2011-07-08 23:43Jak mnie to wnerwia! Siedzę sobie w domu, spokojne i fajnie, ale oczywiście jacyś jebani goście muszą przyjechać. Siedzi mi na głowie jakaś cipa z dzieckiem, a na dodatek ten mały szatan rozpierdala mi pół domu. Nie cierpię gości, nie cierpię, jak przyjeżdża rodzina. Rozpierdalają mi tylko własną harmonię swoimi nowościami z poziomu zairskiego brukowca. Tak więc apeluję – do chuja, nie przyjeżdżać i nie truć mi dupy! Chcę mieć wolną chatę i basta! Jak chcecie się spotykać, to w restauracji, knajpie czy gdzie tam chcecie. Śrut i chuj.
Komentarze do "Jebani goście"
-
chujowiczu! zarabiaj z kluu.pl, bez działalności gospodarczej, konto automatycznie weryfikowane
-
Odpowiedz
To powiedz im to a nie wyżalaj się tutaj miejąc nadzieje ze to przeczytają. Proste.Poza tym nazywanie kogoś płci żeńskiej do tego z rodziny cipą jest lekko nie na miejscu. A wiec buraku siedz sam w domu i życze Ci aby każdy Cie olewał na przyszłość.
00 -
Odpowiedz
na chuj do nas apelujesz? im to powiedz.
00 -
Odpowiedz
Do Ciebie ma przynajmniej kto wpadać…
00 -
Odpowiedz
Brawo, popieram autora!
Nie wszyscy muszą być słodko rodzinni, więc się tam nie burzyć w tych komentarzach.00 -
Odpowiedz
Jak ja cie doskonale rozumiem…
Już któryś raz moi cudowni teściowie robią mi niespodziewaną wizytę!!! Chuj mnie strzela…00
Monstrum bądź człowieka opisanie
2011-07-08 23:43Witam, być może ktoś czytał moją wcześniejszą wypowiedź o tytule „O ćpaniu i wolności słów kilka oraz wolna amerykanka”. Powinno to dać nieco wglądu na mój światopogląd. Zatem, czym jest człowiek, czym jestem ja, ty, oni. Wpierw chciałem poruszyć ten temat od strony głęboko metafizycznej, ale to chyba nie odpowiednie miejsce, więc napiszę co wkurwia mnie w tej sprawie w bardziej przyziemny sposób. Więc, od dawna zauważyłem jak ludzie potrafią nienawidzić innych, praktycznie bez powodu, mówię tu o osobach nieznajomych. Robią coś, by drugi poczuł się gorzej, samemu odczuwając satysfakcje. Jak miło byłoby zobaczyć na ulicy ludzi cieszących się swoim towarzystwem, pomagającym sobie nawzajem zwalczać te mniejsze jak i większe problemy. Niestety, jedyne czego mogę oczekiwać to wpierdol, rabunek, w najlepszym przypadku rzucone „kurwa ty jebany cwelu” w moją stronę. Oczywiście przesadzam, większość i tak przechodzi obojętnie. Można spytać dlaczego ja sam nie jestem tym ideałem, o którym pisze. Bo wiem, że większość prób bycia miłym człowiekiem skończyło by się na posądzeniu mnie o sekciarstwo, złodziejstwo czy inny pedofil. Teraz najlepsze, teraz to ja jestem tym, który nienawidzi, lecz zarazem kocha ludzi za to jakimi są. Czuje ogromną empatie do innych i uwielbiam ten stan bliskości, pozytywnych relacji między ludzkich, lecz nie cierpię ich za to że oni tego nie potrafią. Rozumiesz, mógłbym wyjść na ulice i drzeć pape, „peace bro, bądźmy kumplami”, lecz zdaje sobie sprawę że zostałbym wyśmiany. Nigdy nie myślę stereotypowo, ale tutaj nie potrafię się przełamać, i pod tym względem wrzucam ogólnikowo wszystkich do jednego wora z napisem „ludzie”. I przeczę samemu sobie, przeca to jak wojna o pokój. Pacyfikowanie na siłę. Mam komuś dać po ryju, żeby on nie dawał innym. Brzmi jak oksymoron, a jednak… to chyba jedyne wyjście. Hmm, może źle się wyraziłem, chodziło mi raczej o tą posraną polską mentalność, której tak trudno zaakceptować inność. No dobra, dość tego niedojrzale emocjonalnego pierdolenia. Za tydzień buda – znowu pyski, których wolałbym nie oglądać, kolejne 8 miechów. Gitara mi się rozjebała – żesz kurwa, przymusowo muszę zaprzestać mojego jednego z niewielu hobby na czas nie określony Jest zimno – w dupie się poprzewracało przez te upały… Mógłbym tak pisać całą noc, niestety wszeochogarniająca chujnia, pozwoliła stworzyć jedynie taką dawkę wypocin. Kurwa…
Komentarze do "Monstrum bądź człowieka opisanie"
-
chujowiczu! zarabiaj z kluu.pl, bez działalności gospodarczej, konto automatycznie weryfikowane
-
Odpowiedz
Dużo zależy też od tego jak Ty odnosisz się do innych i jakie robisz pierwsze wrażenie. Jak ja zaczepiam kogoś na ulicy i jestem schludnie ubrany i ogolony a nie we włosach do kolan albo spodniach po kostki, to chętnie ludzie rozmawiają. Tak samo ludzie na ulicy też często proszą mnie o pomoc w znalezieniu jakiegoś miejsca, to tylko taki przykład. Nikt nie będzie miły i sympatyczny w stosunku do Ciebie jeśli na dzieńdobry będziesz miał posępną minę i wyglądał jak żul, tak to już jest.
00 -
Odpowiedz
Rozumiem Cię. Cholernie mnie obrzydza ten kraj, ludzie którzy nienawidzą…tak po prostu, za to, że inni są lepsi, że mają więcej kasy… To jest tak żałosne i tak mnie dobija, że czasami mam po prostu ochoty pierdolnąć tym wszystkim i rzucić się pod ciężarówkę! Nie wiem, jaka będzie przyszłość Polski, skoro każdy jest tak negatywnie nastawiony na drugiego człowieka… Teraz zaczynam nową szkołę, już chce mi się żygać na samą myśl o tym, że znowu każdy będzie każdego obgadywał, chociaż go w ogóle nie zna, wywyższania się nad innymi. Kurwa czekam tylko, aż dorosnę, skonczę studia, zarobię trochę kasy i wypierdolę z tego kraju. Tu już nie chodzi o „ten cały patriotyzm”,ja osobiście wiem to, że Polska to silny kraj, ale teraz zmierza w złym kierunku, jeszcze niedawno nie tolerowałam tego, że ludzie masowo opuszczają Polskę, ale teraz już się kurwa nie dziwię, kurwa strach wyjść z domu w nocy, bo cię te „dresy” napadną, 13letnie panienki szlajają się pijane po mieście, a każda dziewczyna uważa się za wyjątkową, mającą swój niepowtarzalny styl życia. Ja pierdole, chciałabym zmienić ten kraj, staram się być dobra, pomagać innym ludziom na ulicy, bo zmianę trzeba zacząć od siebie, ale do jasnej cholery pojedyncze osoby nic nie zdziałają, więc, ludzie błagam Was, zmieńmy się!! Pewnie nikt tego nie przeczyta, ale cóż musiałam to wszystko wyrzucić z siebie, a autora powyższego postu pozdrawiam i życzę siły w radzeniu sobie z polskim społeczeństwem. Ave kurwa
00 -
Odpowiedz
Akcent z Sapkowskiego w tytule jak widzę;) Na początek w kontekście twojego wpisu warto przytoczyć słowa Friedricha Nietzsche’go:
„Gdyby człowiek zdał sobie sprawę z tego jak nędzną jest istotą z pewnością popełniłby samobójstwo”. Nienawiść i okrucieństwo to niestety od wieków przywara naszego, w tym sensie negatywnie wyjątkowego gatunku. Odczuwanie satysfakcji z krzywdzenia ludzi, zarówno psychicznego, jak i fizycznego jest zwykle oznaką głębokich kompleksów wewnętrznych takiego osobnika. Według psychologii wszystko leży w naszych umysłach i ja się z tym zgadzam. Ostatnio czytałem w internecie artykuł o katowanym szczeniaku, przez długie dni skalpowano go, nacinano nożyczkami, obcięto ucho… do końca dnia nie opuszczała mnie myśl jak człowiek może być takim skurwysynem i do czego taki ktoś jest w stanie się posunąć w stosunku do drugiego człowieka.00 -
Odpowiedz
zazdroszczę Ci takich problemów.
00
Pakowanie bomboniery
2011-07-08 23:43Nie mieszczę się do torby. Nie mam czasu się nawet zastanawiać, gdzie te szmaty mam włożyć, bo mi się nie chcą zmieścić już do trzeciej torby. Najlepsze, że prosiłam żeby w domu kupili coś takiego co można w gości zawieść. Słodkiego. I co? Kupili bombonierę – pizdy nigdzie nie wcisnę. Na chuj to produkują, nie dość, że to nie dobre, wygląda na duże i nigdzie się nie mieści…
Komentarze do "Pakowanie bomboniery"
-
chujowiczu! zarabiaj z kluu.pl, bez działalności gospodarczej, konto automatycznie weryfikowane
-
Odpowiedz
bomboniere zjedz sama 😀
00 -
Odpowiedz
o kurwa no koniec świata
00 -
Odpowiedz
bombonierka…fuj…:)
00 -
Odpowiedz
rzeczywiście poziom chujni w tym wpisie jest niewyobrażalnie wysoki nie mieszcze się w trzech torbach a na dodatek jade w gości…
00 -
Odpowiedz
wstrząsające wręcz…
00 -
Odpowiedz
hahaha jak się nie mieścisz w 3 torbach to może niech Cię do jakiegoś wora zapakują ;p A tak na poważnie to się bierze tylko najpotrzebniejsze rzeczy a nie 10 wibratorów i dwie pary stringietów xD
00 -
Odpowiedz
Do wszystkich poprzednich komentujących, po to jest chujnia aby opisywać i najmniejsze problemy typu bombonierka nie wchodzi do… I chuj
00 -
Odpowiedz
ja też nie wiem po co produkują takie badziewia jak bomboniery, przecież to niesmaczne! kupił ktoś z was kiedyś bombonierę dla siebie, bo miał ochotę?
00 -
Odpowiedz
Ja pierdolę…
00
Szczęki
2011-07-08 23:43Na pewno kojarzycie sceny łóżkowe z filmów. Facet całuje panienkę po szyi i nadchodzi ten specyficzny moment, gdy ona delikatnie rozchyla usta z rozkoszy i ledwo-ledwo odsłania zęby… I tu pojawia się moja chujnia! Od ponad roku noszę aparat ortodontyczny!! A mam 22 lata!! Niezbyt mi to przeszkadza, w sumie nie zwraca za bardzo uwagi, ale problem pojawia się, gdy chcę właśnie tak sexownie rozchylić usta. Problem jest w tym miejscu, że to… za CHUJ nie wygląda sexownie!! Przez mój jebany aparat. I chuj.
Komentarze do "Szczęki"
-
chujowiczu! zarabiaj z kluu.pl, bez działalności gospodarczej, konto automatycznie weryfikowane
-
Odpowiedz
Nie przejmuj się tym, liczy się chwila i emocje, a nie wady Twojego ciała, pomyśl, że za parę miesięcy będziesz miała prosty zgryz i idealne zęby. Ja mam 18 lat i też zastanawiam się nad założeniem aparatu, od zawsze moim marzeniem była chęć posiadania prostych zębów. Zresztą kto powiedział, że ludzie z aparatami na zębach nie są seksowni? 😀
00 -
Odpowiedz
od ponad roku? I już masz chunie? Wow, nie marudź – ja noszę 4 lata, i to z przymusu, bo genetycznie nie wyrosły mi stałe dwójki na górze… Gdybym je miał nigdy bym nie zakładał aparatu. Więc, proszę, nie marudź, bo inni mają gorzej a jakoś żyją. howgh
00 -
Odpowiedz
To rzeczywiście poważny problem. Normalnie świat się od ciebie odwrócił, że aż taki problem masz.
10 -
Odpowiedz
moja dziewczyna też miała aparat. Nie skupiaj się na rozchylaniu ust, ale na rozchylaniu nóg 😉
00 -
Odpowiedz
#4, hahaha, piona 😀
Jak facetowi przeszkadza aparat to zmień go! Oczywiście faceta, nie aparat 🙂00 -
Odpowiedz
Jaja sobie robisz? Kobieta z aparatem na zęby wygląda zajebiście sexy!!! 😀
00 -
Odpowiedz
@4 😀
@Autorka jak już masz to lustro na suficie to patrz gdzie indziej 😉00 -
Odpowiedz
Przeca aparat wkomponowany w ładną twarzyczkę to prawie najseksowniejsza rzecz na świecie! Serio.
00 -
Odpowiedz
czas ba sztuczne szczęki
00 -
Odpowiedz
Pierdolisz, dla mnie przepukać pannę w aparacie to bomba z plusem.
00 -
Odpowiedz
Umyj dupe ;D
00 -
Odpowiedz
ahahaha x) ale mnie pocieszyłaś! a ja umiem tak rozchylać usta, aparacik nosiłam już dawno temu, gdy jeszcze o takim rozchylaniu nie myślałam i teraz mogę się cieszyć. Też się doczekasz ; p
00
Kurs na prawo jazdy kat. B
2011-07-08 23:43Drodzy Państwo! Mam 21 lat, jestem mężczyzną i znajduję się w końcowej fazie kursu na prawo jazdy kat. B. Po przejechaniu niemalże 30 godzin wciąż jednak zdarza się, że robię podstawowe błędy. Oczywiście śmiertelnie mnie to irytuje, co w trakcie jazdy sprawia, że dekoncentruję się i popełniam ich więcej. Do tego wkurwia się mój instruktor, który nawet zalecał mi, abym dokupił sobie godzin. A najzabawniejsze jest to, że w niektóre dni jeżdżę znowu bezbłędnie. Dokonując analizy mam wrażenie, że poziom mojej jazdy zależy od czynników meteorologicznych (gradient ciśnienia atmosferycznego lub jego poziom, zachmurzenie), jakości snu w nocy, ilości zjedzonego śniadania i mocy kawy wypitej przed jazdą. Zastanawia mnie tylko, jak to jest, że w Polsce mamy masę kierowców, wszyscy jakoś zdali i jakoś jeżdżą (lepiej lub gorzej, pomimo zmienności powyższych czynników). Jak tak dalej pójdzie, to okaże się, że zaoszczędzone 1k zł stypendium pójdzie się jebać, bo więcej jak 3x do egzaminu podchodzić nie będę. A jak jeszcze walną mi diesla, to nakryję się girami, bo on bez obrotów na placu nie pojedzie, do czego jednak zdolny jest silnik benzynowy przy swoich ośmiuset obrotach biegu jałowego. Dobija mnie moja tendencja do przegazowania, którą jednak wypracowałem w obawie przed gaśnięciem silnika lub „skokami”. Dziś, nie wiem czemu, w jakiś magiczny sposób dałem na dwójce za mało gazu i zbyt mocno zasprzęgliłem. Samochód na wąskim skrzyżowaniu wykonał czynność taką, że sam ostro przekląłem, a instruktor był tego blisko. Oczywiście silnik zgasł. Pocieszam się chociaż tym, że zapamiętałem, by wyłączyć światła przed zapaleniem silnika. Oczywiście po tym zdarzeniu zaczęło się już z wolna jebać, tym bardziej, że obawiałem się tej cholernej dwójki. I jedynki też! I znowu przez to przegazowywałem. Boję się każdego, nawet najdrobniejszego szarpnięcia, bo wiem, że zobaczę kątem oka niezadowolenie instruktora. W związku z tym jestem w srace. Nie wiem nawet, czy mogę sobie zaufać na drodze. Bo co to za jazda, jak przez pół godziny jadę dobrze, potem coś jebnę, potem znów coś i jest kaszana? Do tego wkurzają mnie drobne uliczki pełne wybojów. Jadę taką pierwszy raz, oczy z tyłu i przodu, bo wozów i pieszych sporo + muldy + dziury, pełne skupienie i… Przeoczyłem jednokierunkową i STOP. Dobre też jest, kiedy instruktor mówi skręć w lewo i na najbliższym skrzyżowaniu w lewo, a ja jadę w lewo i… zawracam jak ciul, bo mi się we łbie coś ubzdurało, że jednak mam zawracać. Cóż, co tu dużo mówić. Pójdę na ten egzamin normalnie, mając nadzieję na zwycięstwo. Wiem, że to interesowne i wedle wielu w ogóle zbyteczne, będę modlił się żarliwie o to, bym nie tyle zdał egzamin, o ile bym umiał jeździć tym cholernym samochodem. Jak nie zdam – wola Boża. Poza tym dyshonor w oczach własnych i ojca, który po 14 godzinach kursu w 91 roku przystąpił do egzaminu i zdał no-problemo (jeździ bezkolizyjnie i w naprawdę zdroworozsądkowy sposób cały czas, niezależnie od zmęczenia i czynników fizycznych panujących na drodze). No i dochodzi do tego wspomniana wcześniej strata kasy. Prawo jazdy i umiejętność kierowania pojazdem samochodowym to ostatnia możliwość udowodnienia sobie własnej męskości. Bo z kobietą nigdy nie będę, to bank, to zdecydowanie jeszcze trudniejsze od kierowania samochodem (chociaż nie zawsze jestem tego pewien, gdy mi się silnik krztusi na dwójce albo zmieniam pas bez spojrzenia w lusterko). Pić alkoholu też raczej nie umiem – szkoda tu słów. Nie umiem też za bardzo zapanować nad popędami. Dobry jestem w pracy umysłowej (dlatego testy na prawko są dla mnie łatwe – na cicho i na spokojnie dojdę do sensownych rezultatów, ale za kółkiem testy można se w dupę wsadzić). Gorsza rzecz jednak, że wydajność tejże pracy spada u mnie wraz z wiekiem. Kiedyś byłem chłonny na wiedzę, tworzyłem prozę i poezję, pisałem programy i muzykę. Tymczasem zaczyna się regres. Tak umysłowy i mam wrażenie – również fizyczny. To ostatnie wnioskuję z tego, że nie jest dla mnie łatwym naprawdę delikatne puszczanie sprzęgła czy „głaskanie” gazu. Co ciekawe do normalnego operowania kierownicą też dochodziłem długo, a i w momentach działań gwałtownych lub trudnych wracam do starego nawyku „drobienia” (w sensie krótkich skrętów bez przeplatanki rąk). Co tu zatem powiedzieć? Szczerze wątpię, czy ktoś dotarł aż tutaj. Moje wypociny są bezwartościowe, trudno, aby ktokolwiek je zrozumiał. Mają one wartość jedynie dla mnie, bo sam rozumiem, co się ze mną dzieje. Niestety, ten przeklęty samochód doprowadza mój organizm do szczytów funkcjonalności, dlatego przy każdym spadku formy zaczyna walić się moja jazda – zwyczajnie nie wyrabiam. Nie jestem wystarczająco odporny na sytuacje stresowe na drodze – choć poza nią jestem zupełnie opanowany. Samochód zalewa mój umysł, psychikę, zatruwa lub odtruwa duszę – zależy, czy jadę dobrze, czy źle. Jedna zła jazda pogrąża mnie w niszowym stanie, zaś dobra jest zapowiedzią naprawdę pięknego dnia (jeżdżę rano). Do tego wkurza mnie mój instruktor, który jest niejako odzwierciedleniem mojego wewnętrznego stanu i stanowi o emocjonalnym sprzężeniu zwrotnym, w wyniku którego cała lekcja, a następnie cały dzień i mniemanie o własnych zdolnościach mogą iść się jebać. Czasami na pociechę odpalam sobie jeden lub dwa kawałki mojego autorstwa, żeby przypomnieć sobie, że jednak coś potrafię, ale czym jest tworzenie muzyki wobec jazdy samochodem? Muzyką nie pojadę bezpiecznie, bezstresowo w teren. Pomijając już fakt, że nikt mojej muzyki nie lubi (poza mną, oczywiście). Powinienem już kończyć. Wiele leży na mym sercu, ale po co mam zanudzać ludzi? Życie nauczyło mnie milczeć, dlatego wiem, że pisanie tutaj jest błędem. Moje problemy należą do mnie. Albo je zwalczę, albo mnie pożrą żywcem. I jeżeli nie uratuje mnie Bóg, to nie uratuje mnie nikt. Życzę miłego dnia.
Komentarze do "Kurs na prawo jazdy kat. B"
-
chujowiczu! zarabiaj z kluu.pl, bez działalności gospodarczej, konto automatycznie weryfikowane
-
Odpowiedz
Z jazdą samochodem jest podobnie jak z chodzeniem. Jak idziesz to nie myślisz, że powinieneś podnieść lewą nogę i przesunąć ją do przodu, potem prawą, potem lewą itd. Robisz to automatycznie. Nie myślisz o technicznym aspekcie chodzenia ale o tym gdzie masz dojść, jak to zrobić, żeby było Ci najwygodniej, najbezpieczniej itd. Tak samo powinno być z jazdą samochodem. Kierowca, który ma wprawę, gdy rusza to nie myśli sobie, „aha, będę ruszał, powinienem więc wcisnąć sprzęgło, wbić jedynkę, teraz lekko dodać gazu jednocześnie ujmując nogę ze sprzęgła”. Kierowca to robi, ale o tym nie myśli. Podobnie jest z hamowaniem – gdy idziesz i nagle wyrasta przed Tobą przeszkodą to nie zastanawiasz się nad tym czy się zatrzymać i jak to zrobić tylko się zatrzymujesz, tak samo w trakcie jazdy – nie myślisz czy i jak hamować tylko hamujesz gdy musisz. Tak samo jest z innymi technicznymi czynnościami w trakcie jazdy. Dobry kierowca nie myśli o technicznych aspektach jazdy, on pojazd obsługuje automatycznie, podświadomie, co innego z obserwacją sytuacji na drodze, tutaj musi się zastanawiać, analizować, jeżeli nie chce blisko spotkać się z innym pojazdem czy drzewem. I tak powinno być po 30-godzinnym kursie – myślisz o tym, jak jechać bezpiecznie i przepisowo a nie jak operować pedałami, kierownicą czy drążkiem zmiany biegów. Tak powinno być ale tak nie jest. A dlaczego? Dlatego że ciężko nabrać takich nawyków w ciągu 30 godzin kursu. Stąd to roztargnienie kursantów. Moja rada? Dokup kilka godzin jazdy i powiedz jasno instruktorowi, że chcesz poćwiczyć ruszanie, jazdę na niskich biegach, czyli generalnie pod względem technicznym jazdę miejską. Ale ćwicz nie w mieście a poza miastem, najlepiej na jakiejś lokalnej asfaltówce o małym natężeniu ruchu. W zasadzie od tego powinien się zaczynać każdy kurs, tak aby kursant zanim wyjedzie na miasto miał już wyuczone nawyki. Ale u nas jest inaczej. Wystraszonego chłopaka pcha się w centrum miasta, samochód ma gaśnie, kierowcy trąbią i zaczyna się myślenie typu „jestem do niczego, nigdy się tego nie nauczę”. Pojawia się brak wiary we własne możliwości, zniechęcenie i traktowanie kursu i jazdy jako zła koniecznego, jako kary a nie przyjemności. Pojawić się może ukryty, podświadomy brak motywacji, przekonanie: „po co mam się starać, skoro i tak mi nie wyjdzie”. Radzę Ci zrobić to co pisałem, Twoja sprawa jak postąpisz. A co do instruktora – jeśli Ci nie odpowiada to go zmień, ale moim zdaniem lepszy taki instruktor niż facet, który Cię będzie głaskał po głowie gdy przejedziesz na czerwonym.
00 -
Odpowiedz
tak na moje oko to jesteś pierdołą. Takie farmazony w stylu „dadzą mi diesla” czy „przegazowałem” świadczą tylko o jednym- nie potrafisz jeździć i będzie lepiej dla wszystkich innych użytkowników drogi jeśli nie zdasz egzaminu. Do jazdy samochodem poza dobrym wzrokiem i wyobraźnią potrzeba odrobiny fantazji i wyluzowania… I jeszcze jedno- jak może Ci gasnąć po 30 godzinach jazdy? Nosz ja pierdzielę, moja ciotka nie ma takich problemów, a jest dobrze po 60stce.
Ogarnij się gościu, na Twoje problemy polecam rower. Pozdrawiam 😉08 -
Odpowiedz
Eee jednym z czynników jest na pewno to, że chuja wiesz o samochodach.
Diesla jak Ci dadzą to źle?
Bez obrotów nie pojedzie?
Kurwa facet diesel ma dużo wyższy moment obrotowy niż benzyna co sprawia, że trudniej o to, żeby zgasł, szarpał i łatwiej ruszać.
Benzyna sobie może buczeć i warczeć z 5000 tysiącami na obrotomierzu podczas gdy Diesel przy niespełna 2000 obrotów ma maksymalny moment obrotowy.
Np. przy 90KM mam >210 niutonometrów, a benzyna żeby tyle miała to musi mieć ze 140KM.
Dieslem moge ruszyć pod górkę nie dotykając nawet gazu.
Więc doszkol się najpierw w teorii, a potem się bierz za praktykę.
A to, że jeździsz jak pizda po 30h to nic dziwnego. Jak zdasz prawko pojeździsz z ojcem przez rok to się nauczysz. Każdy pzez to przechodził.
Instruktor Cię uczy jak zdać prawo jazdy, a nie jak dobrze jeździć autem, bo jazda po zdaniu prawka różni się o 180 stopni.00 -
Odpowiedz
Też za niedługo zdaję egzamin, pocieszam się, że skoro ja też mam jeszcze problemy, inni też mają to na pewno da się jakoś zdać, nie tyle osób zdało i jakoś jeździ, dla mnie liczy się by zdać i potrafić jeździć, nie ważne za którym razem, istotne jest to by zdać samemu, na przykład pewna osoba zdała za pierwszym razem bo jej ojciec załatwił, a teraz boi się do auta wsiąść, bo nie wie gdzie co jest, żałosne są takie osoby, a Ty się nie martw, bo zdasz na pewno, opanuj stres i nie myśl o najgorszym, idziesz na egzamin by zdać i taki masz cel, skoro testy, plac zaliczysz to jazda po mieście będzie łatwiejsza, pozdrawiam.
00 -
Odpowiedz
witam. Mam dokładnie ten sam problem co Ty, niby wszystko w porządku, niby dobrze jeżdżę ale w pewnym momencie albo się zamyślę, albo coś, albo ktoś mi wyskoczy na drogę i się stresuję. Moja dobra rada: musisz przygotować się na więcej razy że oblejesz (tak lepiej bo jak zdasz za pierwszym razem, to będziesz mile zaskoczony). Niestety u mnie to nie zadziałało, oblałem za pierwszym razem (i jak na razie jedynym) i to na rękawie, gdy cofałem. Zestresowałem się tak niesamowicie że nie jestem w stanie nawet powiedzieć jak to się stało. I tu kolejna dobra rada: nie stresuj się, staraj się opanować nerwy, u mnie w ośrodku egzaminacyjnym panowała nerwowa atmosfera, trzeba się na to po prostu uodpornić i pójść na egzamin pewnym siebie, z nastawieniem że wszystko się uda, że umiesz jeździć, inaczej dupa blada. Kolejna rada: wyśpij się i nie bądź na kacu tak jak ja ;] I nie przejmuj się na wypadek gdy nie zdasz, fakt szkoda kasy itd, dlatego jeżeli na tym Ci zależy, dokup sobie ze 2 godzinki dzień lub dwa przed egzaminem (ja tego nie zrobiłem a zamierzam), musisz być tam pewny siebie ale i tak niestety istnieje prawdopodobieństwo że trafisz na kogoś kto Cię po prostu udupi. Ludzie zdają teraz średnio za 5-8 razem i są niezłymi kierowcami, nie zastanawiaj się jak to było kiedyś, ważne jest to co jest teraz i jak sobie z tym poradzić. Życzę nam obu powodzenia i napisz jak Ci poszło. Pozdrawiam.
00 -
Odpowiedz
No tak…ludzie jak zwykle nie potrafią czytać ze zrozumieniem.
Słuchaj Ty nie masz problemu ze zdaniem prawka tylko sam ze sobą.I nie piszę tego żeby dogryźć,tylko widzę że Cię złapał marazm i beznadzieja i to prawko postawiłeś sobie jako cel najwyższy.A tak naprawdę zupełnie gdzie indziej leży problem.No ja mam taki stan już od dłuższego czasu tylko ja nie wierzę w bogów i innych,wiem że samemu sobie trzeba pomóc.Co nie znaczy że mi się to udaje.
Rada-weź się do tego co lubiłeś robić,w czym byłeś dobry może znów zacznij tworzyć?
A co do prawka-no w naszym jebanym kraju z jego zdaniem jest problem…ja sam zdawałem raz jakieś trzy lata temu i od tamtego czasu nie chce mi się ruszyć dupy znów…10 -
Odpowiedz
nie chce mi się tego czytać, ale jak nie miałaś stosunku „pochwowego” to nie jesteś w ciąży
00 -
Odpowiedz
widzę, wykształciucha, sypiesz gradientami, pewnie się geografii solidnie uczyłeś ? To tak ba marginiesie. Zazdroszczę ci, ja przeszedłem kurs, olewałem go i efekt był taki że musiałem dokupić godzin. Potem, poszedłem na egzamin, i efekt jest taki, że nie zdałem 3 razy. TEraz muszę dokupić 5 godzin i modlę się bym zdał za którymś razem, bo cała rodzina, szczególnie ojczulek (który ma wszystkie kategorie prawa oprócz autobusów) oczekują że będę miał prawo. A ja robię takie głupie błędy, przykład jadę, i nie wiem co zrobić na skrzyżowaniu, muszę ogarnać myśli zastanowić się i dopiero .
00 -
Odpowiedz
„A jak jeszcze walną mi diesla, to nakryję się girami, bo on bez obrotów na placu nie pojedzie, do czego jednak zdolny jest silnik benzynowy przy swoich ośmiuset obrotach biegu jałowego.” bwhahhaa – sory musiałem bo „wsysłem prześcieradło dupą” ze śmiechu jak to przeczytałem.
00 -
Odpowiedz
ja robiłem „za młodu” i chuj mi z tego wyszło. nie miałem 1.pojęcia 2.do końca chęci 3.własnego wozu. Potem to się zmieniło, minęło lat kilkanaście. Dalej nie miałem pojęcia, ale chęci, potrzebę i samochód [żony ;] już tak. 15 dodatkowych godzin dokupiłem. 5 ostatnich w okolicach tras egzaminacyjnych- nauczyłem się każdego jebanego kruczka-sztuczka na pamięć. … teraz w lewo. nie wiszło? zawracamy i znowu teraz w lewo. nie wyszło? to zawracamy… od tego czasu minął rok, mam swój samochód, robię spokojnie 2.000km miesięcznie i dopiero teraz uczę się jeździć. a zdałem za piątym razem [w sumie- za siódmym]. nie poddawaj się, kontynuuj, potem to polubisz 🙂
00 -
Odpowiedz
Autor. Nie spodziewałem się aż tak wielkiego zainteresowania tematem, dziękuję za KAŻDY wpis, nawet ten, w którym określony zostałem jako pierdoła. Oczywistym jest to, że trochę nim jestem, trudno tego nie zauważyć (to tak ad 2). ad 1) Ja generalnie nie myślę nad motoryczną częścią jazdy – zasadniczo działam odruchowo, ale w tych odruchach czasami czegoś brakuje (np. spojrzenia w lusterko, choć to akurat marginalnie się zdarza); uważam też, że mając za instruktora typa rodzaju „Cyberdyne model 101” lepiej się przygotuję do jazdy, problem w tym tylko, że gość mnie stresuje i nie dąży do tego, aby jakoś mnie odstresować – o to też powinien chyba trochę zadbać (a może i nie?); ad 3) moja wiedza faktycznie nie wykracza poza informacje zapamiętane z lekcji fizyki w liceum (odnośnie sprawności tego silnika = 40%); odnośnie ruszania i obrotów informacje te uzyskałem od dwóch niezależnych instruktorów i przestrzegali, że na dieslu nie ruszę bez gazu, co może nieco utrudniać plac (na którym lekko manipuluję sprzęgłem); ad 4) stres opanowuję; pojawia się on tak faktycznie dopiero po popełnieniu kilku błędów, nie boję się jeździć i jestem raczej wyluzowany (poza trudnymi manewrami, które wymagają szczególnej koncentracji); ad 5) mam nadzieję zdać max za trzecim razem, bo potem wyjeżdżam na uczelnię i pupka blada – kolejna szansa dopiero za rok, bo w zimie nie będę się mocował z egzaminem; odnośnie stresu nieco już rzekłem w poście oraz w komentarzu ; stres trza pokojowo zwalczyć, to fakt, jest on niestety największym wrogiem tego typu przedsięwzięć; ad 6) święta prawda – problem jest ze mną, z tym, co siedzi pod czachą, niestety; zwierzak siedzący w każdym z nas, jak i we mnie, próbuje się bronić, pójść po najlżejszej linii oporu, aby ponieść jak najmniejsze ewentualne straty; odnośnie tworzenia – od jakiegoś czasu noszę się z chęcią do podjęcia pisarstwa; mam nadzieję, że rok akademicki mnie do tego nie zniechęci, bo nie ma nic gorszego niż przerwanie tworzenia czegokolwiek; ad 8) jestem biologiem, mam „licencję na biolożenie”, zaczynam magisterkę; ja solidnie wziąłem się za robotę, nic nie olewałem, bo taką mam zasadę – jak się za coś biorę, to solidnie (tak jest również z twórczością: patrz „ad 6”); szkoda, że pierwotne chęci, zapał i determinacja nie do końca przełożyły się na efekt, ale wierzę, że „jakoś to tam będzie”; ad 9) też czasem tak miewam, choć niekoniecznie w związku z moim problemem; ad 10) heh, dobrze, że się udało wreszcie :); zabawne jest to, że ja jeździć lubię, nawet mam ochotę wskoczyć sobie w auto i normalnie pojeździć, bo w normalnych warunkach (czyli gdy nie ma opadów i zatoru na drodze) to czysta przyjemność; mam nadzieję, że zdam, ojciec podaruje mi własne stare auto i skończy się tak dobrze, jak u Ciebie. REASUMUJĄC: dziękuję serdecznie za wszelkie komentarze. Pewnikiem jest to, że wróg siedzi we mnie. Nie mogę się poddawać. Ratunkiem (w moim wypadku) jest wiara w Boga i własne siły. Istotna jest nadzieja na to, że zdam. Istotna jest pewność siebie i racjonalne oszacowanie własnych umiejętności. A odnośnie dodatkowych godzin: mam 2 godziny gratisu przed egzaminem + 1.5 godziny pozostawione z samego kursu, więc jeszcze sobie pocisnę pedały i pogładzę drążek. A potem się zobaczy. Dziękuję i pozdrawiam wszystkich! Z ostatniej chwili: dziś zdałem egzamin wewnętrzny. Wiem, że to żaden wyczyn, ale nieco mnie buduje. Trzy testy, kolejno: 0/1/1 błędów.
10 -
Odpowiedz
No to już wiesz dlaczego jeździsz jak pizda – Twoi instruktorzy to jebani idioci 🙂
„na dieslu nie ruszysz bez gazu” popłakałem się hahaha tak się składa, że jeżdżę 3 dieslami i powiem Ci, że nawet duży dostawczy diesel ruszy bez gazu, ale będzie już mega szarpać. A co tu mówić o Yarisce, która kurwa waży może 1000kg?
Weź pierdolnij w łeb jednego i drugiego niezależnego instruktora i niech Cię nauczy ktoś jeździć kto ma o tym pojęcie, bo narazie to się popłakałem słysząc wywody Twoich instruktorów. Się kurwa dziwić, że potem wypadki jak już u kolebki sami skończeni kretyni.
Przykro mi się zrobiło teraz jak napisałeś ten komentarz, przestaje wierzyć w ludzi, bo ich głupota mnie przytłacza powoli :/00 -
Odpowiedz
@9 „wsysłem prześcieradło dupą” dobrze, że w polu zasysania nie leżał jasiek, potem byś swoją chujnie opisywał jakie to lekkie sranie..
Do autora: Jeśli nie masz drygu do jazdy to nie wsiadaj za kółko, trudno-niektórym nie jest to dane, 3maj się!00 -
Odpowiedz
Nie martw się, ja zdawałem 3 razy za młodu i olałem sobie bo się wkurwiłem i to był błąd – trzeba było zdawać do skutku. Teraz znowu robiłem w wieku 38 lat ! i zdałem za 3 razem i teraz tak: zajebiście boje się sam jeździć a wszyscy których wiozę mówią mi „Andrzej ja się nie boję z tobą jeździć bo jeździsz bardzo bezpiecznie i pewnie”. A ja jak ten idiota zawsze jak mam gdzieś jechać sam to mi się na wymioty zbiera i wyobrażam sobie – a co to się stanie złego w drodze. No i wsiadam i jade i gówno się dzieje – nic się nie dzieje – poprostu na spokojnie trzeba patrzeć i rozglądać się, nie daj Boże nie kozaczyć bo wtedy się można wjebać. Nie przejmuj się i zdawaj. Ja na początku miałem przygotowaną kasę na 9 egzaminów więc zaoszczędziłem i teraz miałem na części do mojego golfa-wozidła bo chodziaż jazdy się boję to nie boję się go sobie naprawiać 🙂 I wiesz co ? Jestem lepszy od młodych bo ja zdałem prawko mając prawie 40 lat 😛 Trzymaj się i nie poddawaj
00 -
Odpowiedz
Człowieku jakże bliskie są mi twe dylematy. Jestem w trakcie kursu i mogę podpisać się pod wszystkim co naspisałeś, z tą różnicą, że przejeździłam dopiero 15 godz. Nawet wykształcenie mamy podobne, też jestem biologiem i mam skłonności do „lania wody-gadulstwa”. Napisałam znacznie więcej, ale skasowałam, bo mi sie głupio zrobiło. Pewnie itak tego nie czytasz. Strasznie mnie wkurwiły niektóre komentarze powyżej, ale olewam to. Bardzo mi kogoś przypominasz. \Mam dzisiaj 16 i 17 h jazdy i pełne gacie strachu. Ja ze wszystkim mam raczej ciężko, wszystko przeżywam i analizuję . Ale wcale nie jestem żadną pierdołą, przeciwnie wszyscy mają mnie za odważną i pewną siebie babkę. Trzymaj się. Ciekawe na jakim etapie życia teraz jesteś.
Alicja00 -
Odpowiedz
czlowieku nawet nie wiesz jak bardzo cie rozumie nie jestem debilem ale czase na jazdach zachowuje sie sie jak tepa dzida
00 -
Odpowiedz
Jak ja ciebie rozumiem człowieku doladnie to samo czuje robie prawko i przy tym w chuj błedow za kazdym razem,zdaje juz 3 raz i ciagle coś spierdole nie mam juz siły ale jestem uparta i myśle ze zdam za każdym podejściem walcze po prostu ty też próbuj
00
Wróżka zębuszka
2011-07-08 23:43Wszystko rozchodzi się o zęby. Nigdy nie miałem z nimi problemów, a teraz zgrzyt, śrut i gomora. Nie da się ich normalnie umyć, bo po jednym przeciągnięciu szczoteczki krew zalewa pół mordy. Zawsze miałem ładne, równe i bezproblemowe zęby, a teraz co? Bunt sobie kurde zrobiły? Nigdy do dentysty nie chodziłem, a teraz będę musiał drylować żeby dał mi jakieś cudo-pasty, bo do tego, że krwawią to muszę jeszcze je wiecznie płukać i robić wszystko żeby mi nie jechało jak z klozetu! Dziąsła mi się obsuwają jak topniejący lodowiec… Na szczęście jest wróżka zębuszka i jak mi wszystkie wypadną to walne je pod poduszkę i jako szczerbaty 21 latek będę miał garnek złota. Tylko żebym nie musiał po niego drylować na koniec tęczy!
Komentarze do "Wróżka zębuszka"
-
chujowiczu! zarabiaj z kluu.pl, bez działalności gospodarczej, konto automatycznie weryfikowane
-
Odpowiedz
„Nigdy do dentysty nie chodziłem” – może jednak warto było?
00 -
Odpowiedz
Zgadzam się z pierwszym komentarzem. Do dentysty trzeba chodzić nawet jak nic ciebie nie boli. No, a teraz problem ;p
00 -
Odpowiedz
Jednak chyba wartałoby….
00 -
Odpowiedz
czyli to paradontoza,też mi się coś zaczeło od jakiegoś czasu pierdolić z zębami
10 -
Odpowiedz
Skąd ja to znam :)) Jak mi dentystka zagrozila, ze za 5 lat nie bede miec zadnego swojego zeba, założyłam aparat (u mnie parodontoza jest efektem wady zgryzu) :/ 22letnia laska z aparatem na zebach – chujnia i śrut!
10 -
Odpowiedz
ostra parodontoza
00 -
Odpowiedz
Zajebisty wpis, jestem pod wrażeniem (nie problemu, formy 😉 )
00 -
Odpowiedz
Jak z zębami jest git to nie ma co do dentysty chodzić no chyba że co pół roku na kontrolę…sprawa genetyczna jeden przez 50 lat nie myje i ma zdrowe,drugi dba i się sypią.
Tak jak mówili w komentarzach-paradontoza jak chuj to jest sprawa do NATYCHMIASTOWEJ WIZYTY U STOMATOLOGA!!!00 -
Odpowiedz
zgadzam się z tobą. Zęby to przejebana sprawa, kiedy bolą. Czasem wyleczysz jednego, a tu nagle drugi zaczyna się dokuczać. Zgadzam się, iż parodontoza jest efektem wady zgryzy. też mam ten problem. Niestety zaniedbałem zęby.
00
Jelitowe kłopoty
2011-07-08 23:43Żeśmy się ostatnio z koleżanką troszku wkurwiły. Gdyby nie jeden kolarz – miałabym nieskazitelną renomę. Żeśmy jechały na bicyklach długą aleją o niepokornych rozmiarach. Nagle poczułam to niewinne maleństwo zaledwie cztery godziny po posiłku. Zaczęło mnie wiercić, cisnąć i rozrywać na zewnątrz na wszystkie możliwe strony. Nie wytrzymawszy tej presji, żem zaczęła uspokajać się głębokimi oddechami i mówieniem w myślach, że wszystko będzie z porząsiu. Niekontrolowane oddechy przeszły w coraz to głośniejsze jęki i wzdychania. Gdy byłam już w punkcie kulminacyjnym tego zjawiska zza mego ramienia wyłonił się przystojny kolarz, który objął całą moją osobę litością i pełnym pogardy i żalu wzrokiem. Przez tego chuja mam traumę do końca życia. Wstyd mi pójść na bicykl po wcześniejszym pochłonięciu posiłków. Jednym słowem wielka chujnia.
Komentarze do "Jelitowe kłopoty"
-
chujowiczu! zarabiaj z kluu.pl, bez działalności gospodarczej, konto automatycznie weryfikowane
-
Odpowiedz
Powiem tyle, albo jest już dość późna godzina i moje szare komórki nie działają jak należy, albo notka napisana jest tu i ówdzież językiem niezrozumiałym dla zwykłego śmiertelnika. Po co kombinujesz jak koń pod góre, to wyrażenie „żeśmy” to zostawie bez komentarza. Poza tym nie przesadzaj z tą chujnią. Widać jeszcze nie zaznałas prawdziwych problemów.
00 -
Odpowiedz
Czyli że jebnełaś bąka a przystojny kolarz to usłyszał? hmmmm i co teraz
00 -
Odpowiedz
ale co do chuja się takiego stało. pojęczałaś trochę kolarz pomógł i gitara!
00 -
Odpowiedz
Ale co, zjebałaś sie jak jechał koło ciebie? 😀 haha
00 -
Odpowiedz
Puściłaś bąka, czy postawiłaś kloca na ulicy?
00 -
Odpowiedz
W produkcjach porno, przed analem robi się lewatywę w celu usunięcia niechcianego materiału. Można by też spróbować przed jazdą na rowerze.
00 -
Odpowiedz
Tak to jest jak się temu z tyłu robi zasłonę dymną. dobrze, że sobie po kolarsku nosa nie smarkałaś ! howgh
00 -
Odpowiedz
ja zrozumiałam to tak że nie puściła bąka tylko że narobiła w gacie,no cóż w pewnym wieku zwieracze zaczynają szwankować..
00 -
Odpowiedz
ale tekst! albo żem nie zakumał… albo faktycznie się zesrałaś?
00 -
Odpowiedz
powiem Ci jedno, lecz się !!! haha
00 -
Odpowiedz
Jakie lecz się? Blondi jesteś współautorką tego opowiadania i se nie fikaj lol
00 -
Odpowiedz
Na maratonie nie ma czasu na przystanki do toi toia, takie sprawy załatwia się w drodze 😉
00 -
Odpowiedz
Następnym razem zamontuj siodełko
00 -
Odpowiedz
13 i oto chodziło,pewnie zapomniała.
00

Popłakałem się ze śmiechu 😀
A nie uważasz, że mogłeś dziewczynę przestraszyć żądaniem od niej takich deklaracji na pierwszym spotkaniu? Może ona najpierw chciała Cię lepiej poznać poza rzeczywistością wirtualną? Może trzeba było poczekać z takimi pytaniami do czwartego, piątego spotkania i nie wychodzić od razu z pytaniem „Chcesz, żebyśmy byli razem” tylko pytać w jakiś bardziej zawoalowany sposób, sprawdzić jak reaguje na próby fizycznego kontaktu typu dotyk ręki, przytulenie, pocałunek? Nie chcę Cię urazić, ale to trochę dziwne żeby na pierwszym spotkaniu ustalać, czy chce się być ze sobą, nawet jeśli ma się za sobą długą internetową znajomość. W internecie wszystkiego nie widać, tam można ukryć fakty, to, jak jest naprawdę, można wykreować idealnego siebie, a przez to można sprawić, że ktoś, z kim utrzymujesz kontakt przez internet zakocha się nie w Tobie, a w idealnym człowieku stworzonym przez Ciebie. Zresztą, nawet nie trzeba przesadzać, idealizować siebie. Kontakty w internecie nie dają prawdziwego obrazu drugiej osoby, zawsze zostają pewne braki, i te braki są przez drugą osobę uzupełniane, najczęściej jakimiś pozytywnymi wyobrażeniami. Nie jestem przeciwny nawiązywaniem znajomości przez internet ale należy dążyć do tego, aby ze znajomości wirtualnych stały się realnymi. Nie wiem jak było w Twoim wypadku, bardzo prawdopodobne, że byliście wobec siebie szczerzy, wiedzieliście o sobie naprawdę dużo, ale dla niej było to za mało, chciała zobaczyć jaki jesteś w rzeczywistości, skonfrontować Ciebie rzeczywistego z Tobą wirtualnym, sprawdzić, czy te dwa byty są identyczne, a przynajmniej bardzo do siebie podobne. Powiesz, że Ty nie miałeś takich wątpliwości. Tyle że kobiety myślą trochę inaczej niż mężczyźni, potrzebują w takich sytuacjach stuprocentowej pewności, a żeby ją uzyskać potrzebują czasu. Jeszcze raz powtórzę, bardzo możliwe, że ją spłoszyłeś żądaniem takich przedwczesnych deklaracji. A już w ogóle schrzaniłeś sprawę tym zakończeniem znajomości. Powinieneś wykazać więcej zrozumienia. Rozumiem, że jesteś narwany, ale nie każdy, a raczej każda musi taka być. Oczywiście nie wszystko stracone, ale potrzeba tutaj wiele pokory, powinieneś uderzyć się w pierś i wszystko z nią wyjaśnić, postarać się zrozumieć, a może po prostu poprosić ją, aby pomogła Ci zrozumieć, o co jej chodziło. Jeśli się w niej zakochałeś, to może nie warto tak wszystkiego przekreślać? Pozdrawiam – Wiktor
Buahahaha to ładne randewu żeście odjebali 😀
Ty jesteś naprawdę? Czy to ktoś sobie jaja robi :>
Z tekstu i opisanego w nim zachowania wnioskuje, że masz z 14lat a cała sytuacja wygląda mi na typowe gimnazjalne pierdoły. Zakochałeś się w niej przez internet? Nie nadążam za tym postępem, bo jakoś nie mogę sobie wyobrazić miłości przez neta. Kolejnym faktem wskazującym mi w przybliżeniu twój wczesny wiek jest skreślanie z życia dziewczyny, bo nie miała ochoty rozmawiać o stałym związku nie widząc Cię nigdy wcześniej w realu. „Nie wiem, napisze Ci później na gg” – to mnie już doszczętnie rozwaliło:D Radzę najpierw trochę dorosnąć, a dopiero potem myśleć o poważnych stałych związkach. Ave
nic się nie stało
stary ile ty masz lat? myślisz że po pierwszym spotkaniu możesz zapytać: „jesteś fajna, to co będziemy razem?”, Ty chyba jakiś pojebany jesteś, sorry że tak piszę ale to nie jest normalne. W ogóle takie poznawanie kogoś przez neta jest żałosne moim zdaniem, przerabiałem już to i to niestety pokazuje że to zabawa dla ludzi którzy sami w realu nie potrafią nawiązywać kontaktów i mają jakieś problemy ze sobą…
jesteś frajer,pewnie chciała sie ruchać a Ty liczyłeś na związek.Przykro mi
Łahaha kurwa no żałosny jesteś XD
Cipa nie facet.
Pytać 10 razy kobiety czy z Tobą będzie łahaha kurwa takie pytanie to chyba jest na poziomie gimnazjum…
mówisz jedno dosadne – wypierdalaj, odwracasz się i masz ją w dupie.
Jak chcesz jeszcze przepis na gofry to daj znać.
ahahaha xD jeśli masz więcej jak 13 lat to jesteś debilem.
Dawaj przepis na gofry
ej ja chcę przepis na gofry. to na serio z tymi goframi czy tak jak z tym wpisem? ale bym se opierdolił gofra
Ludzie co to kurwa jest, kącik porad kucharskich?
Teraz do autora chujni.. Nie poznaje się drugiej osoby przez neta, jedyne co to możecie wymienić się podstawowymi informacjami o sobie i powinno paść pytanie o spotkanie. Tyle na ten temat.
No i gdzie ten przepis na gofra, wszamałbym sobie też jednego bo mnie gastrofaza bierze!
„Nie ufajcie nieznajomym przez neta, bo w realu mogą okazać się niezłymi pojebami.” oh hello captain obvious.
Wyłącz internet dziecko 12letnie
@trzynasty komentarz: A ty kurwa co? Gofrów nie lubisz?
Dawać przepis!
🙂
polecam wujka Google, on robi najlepsze gofry ;]
powiedzmy, najpierw się zakochałeś, potem cie nogi rozbolały, potem się zesrałeś na pierwszej randce, potem ona traktowała cię jak psa, a ty ją dopytywałeś co chwila czy będziecie razem. Na końcu ona się znudziła, i poszła a ty się wkurwiłeś i napisałeś do niej żeby wypierdalała z twojego życia.
Normalnie komedia, niemal padłem ze smiechu.
@16 Lubię ale bez przesady z chamstwem… a @17 dał wam pośrednio przepis!
no stary, dojebałeś piździe uszy 😀
zaglądają tu i tacy którzy mimo różnicy wieku, angażują się z szesnastolatkami- tylko po to aby potem wylewać gorzkie żale. pozdrawiam.
muaahuahuauha mistrz!
Ja pierdole. Prze chuj jestes gosciu 😀
Podobnie popłakałem się ze śmiechu. Pytać kobietę na pierwszym spotkaniu czy stworzymy związek 😀 Ile Ty masz lat? Mogłeś zapytać czy chce z Tobą chodzić! 😀 eh 14 latki …
@1 : Ja tez (poplakalem sie ze smiechu).
Do autora: wiekszego buca trudno znalezc – no, ale nie trac nadziei, sa jeszcze wieksze buce niz ty ( moze nie w twoim miescie – ale w wojewodztwie na pewno…)