Zmiana klimatu

Globalne ocieplenie eh? Niezmiernie wkurwiają mnie ci wszyscy specjaliści i naukowcy oderwani od pługa, albo zjadacze rozumów prosto z gimnazjum, którym dedykuję tą chujnię. Pod każdym artykułem na WP czy innym bądź co bądź niskolotnym serwisie wiadomości w internecie zawsze wypowiadają się ci eksperci i co najgorsze jest ich zawsze najwięcej. Chuj że nie przeczytał ani jednej książki albo artykułu naukowego w tym temacie (no tak, bo przecież to dzieło tych przekupionych i zakonspirowanych pseudonaukowców z NASA), ale i tak wie najlepiej. Obalił cały świat naukowy swoim geniuszem, domysłami i dowodami bazowanymi na prawach fizyki z podręcznika do podstawówki. Na przykład że wulkan taki jak ostatnio wybuchł na Islandii kilka lat temu produkuje więcej CO2 niż ludzie przez wieki. Czy ten brudny skurwiel sprawdził dane dotyczące tego małej wielkości wybuchu? A jeżeli już, to czy uwierzy w pomiary i obliczenia (no bo przecież jak można obliczyć ile wulkan produkuje gazów-to niemożliwe!). Albo czy on wie co to są aerozole, które odbijają promienie słoneczne (czytaj efekt albedo) i kompensują ilość wywołanego CO2 poprzez takie schładzanie? Właśnie w średniowieczu mini epoka lodowcowa mogła być spowodowana wybuchem większego wulkanu. Kolejna sprawa – „wrzuć lód do szklanki i poziom wody po roztopieniu się obniży- więc jak oni mogą nas, mądre społeczeństwo, brać za idiotów i wmawiać że po stopnieniu Antarktydy poziom w oceanach się podniesie o ileś tam metrów”. No kurwa podniesie, bo Antarktyda to kontynent, czyli ląd, czyli lód na lądzie. Kilka kilometrów grubości tego lodu to ogromny ciężar który naciska na ląd, a jak się stopi to ten ląd zostanie odsłonięty i „odciśnięty”, powodując jego podwyższenie przez co poziom wody się podniesie. Inny „argument” to to że intensywność promieniowania na Słońcu się zmienia i są cykle Milankovica. Ok są ale czy ty to pojmujesz, czy tylko jakiś inny mądry kretyn ci to powiedział? Cykl Milankovicia to około 400 tyś lat a nie 200 lat, czyli mniej więcej tyle ile minęło od czasów Rewolucji Przemysłowej czyli wzmożonej produkcji wszystkiego a co za tym idzie produkcji CO2. Zmiana natężenia promieniowania słonecznego wywołana przez Cykl Milankovicia spowoduje obniżenie temperatury o 0.01 stopnia w XXI wieku, a o 5 stopni przez następne 60 tyś lat. Najlepszym argumentem anty-spiskowców jest to że w Polsce tego czy tamtego roku zima była okrutnie mroźna. I pierdolą o globalnym ociepleniu, no nie? Lol kurwa, jak globalne to globalne muchojadzie a nie lokalne. Zmiana klimatu a nie pogody, kurwa! W Europie Wschodniej zimy mogą być coraz zimniejsze, ale w innych częściach świata będzie coraz goręcej. Klimat to kompleksowy system na poznanie którego ludzie poświęcają całe życie i piszą książki, raporty naukowe, robią badania mając nadzieję że wyjaśnią sprawę, ale czy im, tym super inteligentnym znawcom chce się czytać? To chuj że jest coś takiego jak International Panel on Climate Change, że nie istnieje żaden liczący się na świecie uniwersytet który by się nie zgadzał z IPCC (ale nie ze strachu przed utratą prestiżu ale z braku argumentów), że ci „sceptycy” zmiany klimatu to zaledwie kilkoro małego kalibru naukowców, którzy dostali niezły szmal od koncernów naftowych za namieszanie szarym ludzikom w głowach. Lepiej powymyślać, podomyślać się, powkurwiać, co nie? Kij wam w oko tępe chamy.

28
24

Komentarze do "Zmiana klimatu"

  1. chujowiczu! zarabiaj z kluu.pl, bez działalności gospodarczej, konto automatycznie weryfikowane
  2. A Pan twój, Mesio, powiada ci, że pierdolisz, patałachu. Zmiany klimatu są cykliczne (i nikt nie powiedział, co jest jedynie słusznym stanem rzeczy -obie rzeczy -ocieplenie i ochłodzenie- mają zaś swoje plusy i minusy) i to jest rzecz udowodniona, a z faktami się nie dyskutuje, bo wychodzi się na debila.

    Walka ze zmianami klimatu -w formie takiej, jaką widzimy odkąd stało się to „modne”- zaś jest bezcelowa, za to kupa cwaniaków kosi szmal na frajerach, którym wciska „walkę z ociepleniem klimatu”. Panu twojemu nie chce się specjalnie rozpisywać, bo do ciebie głąbie, nie dotrze, ale o paru rzeczach wspomni, bowiem, w swej krucjacie, nabredziłeś sporo.

    Twierdzisz np., patałachu, że istnieje coś takiego jak „aerozole, które odbijają promienie słoneczne (czytaj efekt albedo) i kompensują ilość wywołanego CO2 poprzez takie schładzanie?”. No dobrze, istnieją. Tylko przykład twój jest z dupy wzięty (tak to jest, jak jeden patałach, który do pięciu ledwo zliczyć potrafi, innych patałachów chce uczyć; won, robaki nędzne, na taśmę, a nie zajmować się czymś, do czego stworzeni nie jesteście). Dlaczego? Ano dlatego, że wygodnie sobie założyłeś, że „negatywne” skutki erupcji wulkanu załatwiają aerozole. Ale oczywiście emisji CO2 przez cywilizację ludzką wspomniane aerozole nie mogą skompensować, tak? A to jedno CO2 się różni od drugiego CO2??? Ciekawe… Jakiegoś Nobla chyba powinieneś dostać.

    Idźmy dalej…

    „No kurwa podniesie, bo Antarktyda to kontynent, czyli ląd, czyli lód na lądzie.”

    No widzisz, patałachu, nie tak. 😛
    Antarktyda -kontynent- jest dużo mniejsza niż to, co widzisz na mapie. Dlaczego? Bo część z tego, co widzisz na mapie, to lód, pod którym NIE MA gruntu. I, tak BTW, cyklicznie się on roztapiał. Na Antarktydzie jeszcze bardzo niedawno (w skali geologicznej, bo to jednak było ze 3 mln lat temu) drzewa rosły. I świat się nie zawalił, choć oczywiście miało to pewien wpływ na to jak wyglądał.
    I stopienie lodu antarktycznego (czy dowolnego innego nie powoduje podniesienia się poziomu wód poprzez podniesienie się wcześniej „uciskanego” lodem lądu. Po prostu, powstała z lodu woda, spływa do oceanów, powodując podniesienie się ich poziomu. Jeśli ruszysz łbem, to zrozumiesz dlaczego. Otóż lód „pływa”. Tylko jego część, ze względu na ciężar ciała stałego, jest zanurzona w wodzie. Reszta pływa po powierzchni. Ciężar lodu powoduje podniesienie się poziomu wody. Gdy się roztopi, poziom wody nie opadnie a jeszcze się podniesie. Bo, po pierwsze, do tego, co było zanurzone, dojdzie to, co pływało po powierzchni. Po drugie, gęstość wody jest większa niż gęstość lodu. Po trzecie w końcu, do roztopionego lodu, znajdującego się na oceanach, dojdzie lód spływający z Antarktydy-„kontynentu właściwego”. I to wszystko do kupy wzięte spowoduje podniesienie się poziomu oceanów, a nie to, że ląd „odetchnie”, bo nie będzie przyciśnięty lodem.

    „Właśnie w średniowieczu mini epoka lodowcowa mogła być spowodowana wybuchem większego wulkanu.”

    Nie, patałachu. Po pierwsze, nie „mini epoka lodowcowa”, tylko „mała epoka lodowa”. Po drugie, nie w średniowieczu, tylko od XVI do XX wieku. W średniowieczu były „tropiki”. Po trzecie, to, chyba po raz pierwszy w historii, nie „wina” wulkanu tylko człowieka. A ściślej mówiąc niejakiego Kolumba. Tak, tak, patałachu… 🙂 Tego od „odkrycia Ameryki”. Pan już ci naświetla, dlaczego.

    Otóż. Zanim nastąpiła wspomniana „mała epoka lodowa”, późne średniowiecze doświadczyło upałów nieznanych wcześniej człowiekowi. To było tzw. „średniowieczne optimum klimatyczne” i trwało z 500 lat, dopóki Krzysiowi nie zachciało się ruszyć dupy za ocean. Czemu było tak ciepło? Ano przez Indian obu Ameryk.
    Wbrew temu, czego uczą w szkołach, i wbrew wizerunkowi Indian, jaki utrwalił się w stereotypach, czasy „prekolumbijskie” wyglądały w obu Amerykach inaczej niż wiedza powszechna o tym mówi. Po pierwsze, żyło tam znacznie więcej ludzi, niż powszechnie się uznawało. 20-krotnie więcej (były tam miasta liczące więcej niż największe miasta w ówczesnej Europie, a tubylcy żyli dostatniej niż zacofani przez kościelne zabobony (religia to największa zbrodnia jaką, na własne nieszczęście, człowiek wymyślił) ludzie na lichym kawałku świata Europą zwanym). Po drugie, Indianie solidnie modyfikowali krajobraz. Owszem, starali się „szanować Matkę Ziemię” i żyli z nią we względnej zgodzie (wiele można by się było od nich nauczyć i to nawet dzisiaj), ale swoje także mieli za uszami. Jedną z czynności, do której byli zmuszeni, było karczowanie lasów. Czym większa była populacja, tym więcej lasów szło pod toporek. A wtedy to była rzeczywiście harówka, bo z braku stali, cięło się takie drzewko z tydzień po 12 godzin dziennie, więc Indianie -ludzie, było nie było, niegłupi- wpadli na pomysł posłużenia się ogniem. Poszło szybciej (Pan twój nie musi mówić, co się dodatkowo, jako efekt uboczny wypalania, dostało do atmosfery, nie?). Wycięcie i wypalenie lasów na skalę dwóch kontynentów (aczkolwiek mniejsze niż obecnie) spowodowało wzrost CO2 w atmosferze. To ociepliło klimat (albo samo to, albo przyczyniło się do małego efektu „kuli śnieżnej” i zainicjowało wydzielanie się CO2 z innych miejsc -z lodu na biegunach i z oceanów, w których zmagazynowane jest 96% CO2). W efekcie Europa to były „tropiki”. Na północy było jak w Hiszpanii. W Hiszpanii było jak w Afryce. I byłoby tak dalej, a temperatura wesoło by rosła, gdyby nie Krzyś. Krzyś i jego kumple zawieźli Indianom w podarku choroby. Te, w ciągu jednego pokolenia (dlaczego, to inny temat), wybiły 95% indiańskiej populacji (i tylko to pozwoliło Europie podbić Ameryki). Skutkiem było całkowite załamanie się indiańskiej cywilizacji (to, co znamy z historii, książek i filmów, to tylko popłuczyny po niej i to często wypaczone). Tym samym wyrąb i wypalanie lasów nagle się urwało. Na dwóch kontynentach jednocześnie. Odrodzenie się lasów spowodowało powrót klimatu do momentu sprzed kolonizacji ludzkiej obu Ameryk, jakieś 40 000 lat wcześniej. Skutkiem był gigantyczny spadek temperatur, znany jako „mała epoka lodowa”, kiedy po Bałtyku jeździło się saniami do Szwecji. Cyrk zaczął się od nowa w momencie rewolucji przemysłowej, gdy Ameryki, głownie Północna, znów się zaludniły, nastąpił wyrąb tamtejszych lasów i emisje z kominów fabryk na całym świecie. I trwa do dziś, choć nie walimy w atmosferę tyle co niegdyś (czy też raczej: co byśmy walili, gdyby nie nowe technologie).

    Anyway. Tak czy inaczej, ze zmianami klimatu nie ma sensu walczyć. Po pierwsze, mają miejsce ciągle, choć bez aktywności ludzkiej jest to znacznie bardziej rozłożone w czasie. Po drugie, nie da się wyeliminować naszego wpływu na niego. Po trzecie, nie jesteśmy też w stanie klimatu kontrolować. Teoretycznie (do czego zresztą się przymierzamy) można by np. zalesić pustynie. W praktyce to także będzie miało efekty uboczne, bo np. lasy Amazonki są „naturalnie” zasilane piaskami Sahary. Bez nich nie będą tak bujne. A poza tym bez cieplejszego klimatu spora część świata będzie cierpieć z powodu kolejnej epoki lodowej (chcesz mieć w Cebulandii klimacik jak za rosyjskim kołem polarnym?). Czyli nie kijem, to pałką. /Mesio

    PS. Aha, i w tym: „Najlepszym argumentem anty-spiskowców jest to że w Polsce tego czy tamtego roku zima była okrutnie mroźna. I pierdolą o globalnym ociepleniu, no nie? Lol kurwa, jak globalne to globalne muchojadzie a nie lokalne.”. Też się mylisz. Skoro klimat obejmuje całą Ziemię, to jest ważne, jaki jest w danej jego części, bo podobne rzeczy dzieją się w pozostałych. Vide, mamy od kilku dni bardzo ciepłą pogodę. A w Hiszpanii i Portugalii upały rodem z Sahary. Ergo: nie jesteśmy oderwani od reszty. Tym samym argument o tym, jak jest u nas, ma swoją wagę.

    Natomiast faktem jest, że użycie tego argumentu jako argumentacji przeciwko istnieniu zjawiska ocieplenia klimatu, jest idiotyczne, bowiem właśnie to zjawisko -ocieplenie klimatu- w swych skutkach może prowadzić do chwilowej „anomalii”, jaką są solidne mrozy.

    5

    6
    Odpowiedz
    1. Czy ja pisałem że zmiana klimatu na Ziemi nie jest cykliczna? Gdybyś potrafił czytać ze zrozumieniem to zauważyłbyś że pisałem o cyklach Milankowicza.. wiadomo też że ok. 3.5 miliarda lat temu Ziemia wyglądała z kosmosu jak planeta skuta lodem, bo taką była. Ale co ja będę z takim prymitywem dyskutować. Powiem tylko, że Mesio to zwykły biedny kurdupel siedzący przed kompem i piszący głupoty (choć czasem śmieszne), a nie jakiś tam koleś który zarabia „18 tysi netto”. Mesio to największy patałach wśród patałachów, chodząca definicja tego określenia. Mesiu, pisz więcej o fabryce w Łodzi bo w sprawach naukowych wychodzi szydło z worka, czyli kretyn z ciebie.

      6

      1
      Odpowiedz
      1. „Czy ja pisałem że zmiana klimatu na Ziemi nie jest cykliczna? Gdybyś potrafił czytać ze zrozumieniem to zauważyłbyś że pisałem o cyklach Milankowicza..”

        Nie będziesz, Pana swego, patałachu, uczył. 😛

        Przeczytaj jeszcze raz:

        „Zmiany klimatu są cykliczne (i nikt nie powiedział, co jest jedynie słusznym stanem rzeczy -obie rzeczy -ocieplenie i ochłodzenie- mają zaś swoje plusy i minusy)”

        A ponieważ pewnie nadal nie zrozumiałeś słowa pisanego, Pan twój wyłoży ci jak krowie na rowie.

        Otóż Pan twój nie czepia się „cykliczności”. Zwraca zaś uwagę na to, co masz napisane w reszcie cytatu z mądrości Jego, a czego właśnie nie pojmujesz. Bo gdybyś pojmował, to niniejsza chujnia, którą popełniłeś, by cię pierdoliła. A tak, to usiłujesz wszystkich przekonać, „jakie to zło to ocieplenie klimatu” (choć, jak Pan twój zaznaczył, ma ono swe złe strony). Innymi słowy, jesteś takim samym debilem, jak ci z przeciwnej strony barykady, na których naskakujesz (O czym dodatkowo świadczy brak argumentacji a zastąpienie jej żałosnymi próbami obrażenia Pana twojego. Na które Pan twój mógłby odpowiedzieć nasłaniem jego wiernych „Muminków”, gdyby nie to, że nędzna wegetacja twoja to dla ciebie najgorsza kara).

        Załapałeś, co Pan twój, Mesio, ci tutaj zerknąć raczył? No to won do Biedry po jakieś tanie szczochy, żebyś miał czym pałę zalać w kolejny weekend w szczurowisku spędzony, a w poniedziałek rano z powrotem na taśmę. /Mesio

        PS. I Pan twój wystarczająco wyrośniętym jest, żeby bez kompleksów umawiać się z laskami mierzącymi 180 cm wzrostu (i jeśli wątpisz, patałachu, to zadaj sobie pytanie: „Czy Pan mojego życia i śmierci by mnie nie oszukał?”.). Tak więc buda, kundlu, i niech cię skręca z zazdrości, bo widać jakieś kompleksy na tym punkcie masz.
        Zresztą, sądząc po tym jak pierdolisz, to raczej żadna się z tobą nie umówi…

        1

        2
        Odpowiedz
        1. Moja kolejna odpowiedż jest krótka, bo nie mam czasu i jak już mówiłem nie będę dyskutował z kimś kto ma małą wiedzę. Odsyłam więc do lektury, czyli Piątego Szacunkowego Raportu IPCC, http://www.ipcc.ch/report/ar5/wg1/
          Wiesz co to jest plik PDF? Ten plik ma 366 megabajtów i tyle wiedzy na temat zmiany klimatu, że Twój mózg (a raczej przeciążone zwoje nerwowe) nie będzie w stanie tego pomieścić. Natomiast wszystkie odpowiedzi są tam zawarte. Ale! Trzeba rozumieć angielski, najpopularniejszy uniwersalny język na świecie szczególnie jeśli chodzi o komunikację w świecie naukowym bowiem wszystkie poważniejsze artykuły naukowe są publikowane po angielsku. W Holandii, Danii czy innym cywilizowanym kraju byle ćpun i brudas potrafi doskonale tym językiem władać. Nasuwa się więc wątpliwość czy Ty, Mesio znasz angielski w wystarczającym stopniu żeby zrozumieć informacje zawarte w tej lekturze? Wątpię…

          3

          0
          Odpowiedz
          1. Nie spuszczaj się nad tym, że coś tam dukasz w obcym języku, patałachu, bo to żałosne. Pan twój znał dobrze angielski, gdy ty na gówno papu mówiłeś. A lata 80-te to jeszcze były, kiedy to powszechnym był „jedynie słuszny” obcy język, czyli ruski (z którym zresztą Pan twój też miał swego czasu styczność). Co do reszty, to zalinkowany plik jest interesujący, ale Pan twój nie ma czasu się przez niego przebijać przez miesiąc po to tylko, by napisać jakiś byle komentarz na pierwszym z brzegu portalu. Co ponownie sprowadza nas do tego, że z braku argumentów masz tylko te ad personam i zalinkowanie nawet całej biblioteki niczego nie zmienia, jest tylko -wraz z rozpływaniem się ile to ma megabajtów- jeszcze bardziej żałosne, bo to żadna sztuka linkiem rzucić, nawet w chińskim. Inna sprawa ,gdy podaje się, co konkretnie stoi w danym fragmencie źródła za tezą, którą napisałeś, ale obaj wiemy, że tego nie zrobisz, inaczej byś dawno temu to zrobił, albo przynajmniej już w poprzednich postach, odniósłbyś się do tego, co Pan twój wcześniej raczył był napisać. Ergo: nie ma z kim rozmawiać, więc EOT i bujaj się, patałachu, jutro na taśmę. /Mesio PS. Nie ma PS-a.

            1

            1
            Odpowiedz
          2. Mesio przegrałeś, w realnym świecie gdyby Byczywąs usłyszał Waszą kłótnie, to byś niestety został zesłany na taśmę, a nowym prezesem zostałby ten drugi patałach.

            0

            1
            Odpowiedz
  3. Co pan psierdolis?

    1

    0
    Odpowiedz
  4. Idź to powiedz Chińczykom którzy produkują najwięcej wszystkiego w tym CO2. W Unii chyba już wystarczy nam tych wszystkich zakazów i nakazów

    0

    0
    Odpowiedz
    1. Chinczycy produkuja najwiecej, ale maja najliczniejsza populacje. Na 1 mieszkanca chin przypada tyle CO2 co 0.1 amerykanina. Natomiast chyny mają najwieksze inwestycje w energie odnawialną (nie mowie o atomowej bo to nie jest odnawialna).

      0

      1
      Odpowiedz
  5. Ty nie jesteś mądrzejszy od nich. Jeśli myślisz że globalne ocieplenie i związane z tym zmiany klimatu nie mają miejsca, to jesteś po prostu głupim imbecylem i ignorantem

    1

    0
    Odpowiedz
  6. Mogę zapewnić że na ŁWF klimat jest niezmienny. No to chyba nie muszę mówić co masz robić? 300 zlotych w rączkę…

    0

    0
    Odpowiedz
  7. Zgodnie z Prawem Archimedesa rozpuszczenie się lodów nie spowoduje podniesienia się poziomu wód. Jednak podniesienie się temperatury spowoduje, że część wód wyparuje. Poziom więc opadnie.

    0

    2
    Odpowiedz
  8. Tak sie sklada ze ten wybuch wulkanu faktycznie uwolnil az takie ilosci CO2. Wiec sam zamknij morde i sprawdz informacje. Dalej nie czytalem twoich nedznych wypocin.

    1

    1
    Odpowiedz
  9. Stary, w całej rozciągłości się z Tobą zgadzam, dobrze to ująłeś

    1

    2
    Odpowiedz
  10. Noż kurwa zwykły przygłup!!!

    4

    0
    Odpowiedz
  11. Niektóre kraje się rozwijają i to panów waszych niepokoi dlatego wymyślają pierdyliard zakazów i ograniczeń pod pretekstem ocieplenia klimatu i niszczenia przyrody aby zahamować ich rozwój który mógłby uniemożliwić budowę nowej rzeczywistości

    2

    1
    Odpowiedz