Długo się zbierałem z napisaniem tej chujni. Nie umiem za dobrze opowiadać o tej sprawie. Pisałem to wszystko 5 dni. Dla mnie problem jest poważny, utrudnia życie (ba! nie daje żyć i normalnie patrzeć na tematykę), ale jak czytam posty tutaj, to i tak część czytelników nazwie mnie „pizdeczką” albo innym frajerem i uzna, że temat jest niegodny obsrania. Że się użalam nad sobą, zamiast wziąć się w garść itp. Trudno. Mam nadzieję, że znajdzie się choć garstka osób, co powiedzą dobre słowo, może nakierują. Liczę, że ktoś podpowie coś z doświadczenia, co wprowadzi mnie na nowy tor myślowy, a nie jak co niektórzy – skomentuje po złości.
Od razu powiem sedno chujni, potem rozwinę wątek (choć i tak wszystkiego pewnie nie napiszę, bo nie sposób opisać wieloletniego problemu w jednym poście). Otóż chodzi o dziewczyny, a raczej – o szereg spraw z nimi związanymi. Mam 31 lat i nigdy nie byłem w żadnym związku, nawet krótkotrwałym. I szukam sobie dziewczyny w wieku 16-18 lat. Takiej, dla której będę tym pierwszym (czytaj: dziewicy przed pierwszym pocałunkiem). Starsze dziewczyny lub dziewczyny doświadczone (również dziewice, które się całowały) nie wchodzą w grę – czułbym się przy nich gorszy, że one wiedzą TO WSZYSTKO lepiej. Że mogą oceniać, czy robię TO WSZYSTKO dobrze czy nie. Że nawet jakbym ja miał na koncie (sorry za kolokwializm) więcej pocałunków od nich, to one i tak są lepsze, bo znają to dłużej niż ja, „więc co ja tam wiem”. Że są i tak dwie długości dalej.
Sam nie wierzę, że to piszę. Ale piszę to, co czuję. Skąd się to wzięło, spytacie? Patrzę wstecz i próbuję się dowiedzieć. Chociaż teraz frustracja i złość, jak również zwykłe cierpienie jest we mnie tak duże, że szukam winnych całej tej sytuacji. I oni się znaleźli. Wiem, przez kogo to wszystko. Ale po kolei.
Odkąd tylko pamiętam, zawsze miałem być poukładany i porządny. Od podstawówki starzy nakładali na mnie odpowiedzialność raczej niemożliwą do udźwignięcia dla tak młodej osoby. Juz mając 10 lat musiałem myśleć „z czego będę miał chleb”. Ogólnie wychowywali mnie opresyjnie i niedawno odkryłem, że faktycznie jest w psychologii takie stwierdzenie. Objawy się zgadzają. Tylko robota i zero przyjemności. Obowiązki pierdolone. Lekcje, srekcje, z których i tak teraz po latach niewiele pamiętam i na nic mi się to w życiu nie przydało. I grożenie, że jak „nie będziesz się uczył, to pójdziesz do łopaty”. Ojciec wojskowy, matka nauczycielka – chyba najgorsza kombinacja. Oboje skrzywieni przez swoich starych. Ja, będąc dobrym dzieckiem, żyłem często w strachu, grożono mi jakimiś z dupy wziętymi konsekwencjami. Na dziewczyny czasu w tym chorym systemie nie było z dwóch powodów. Po pierwsze, po zajęciach byłem albo zwożony do domu (we wcześniejszych latach), albo miałem wracać prosto doń (będąc już trochę starszym). Bardzo duży wpływ, który wykrzywił mi psychikę, miała matka. Zawsze mówiła, że „ta nieodpowiednia”, „tej nie bierz itp”. Ojciec miał generalnie wyjebane na ten temat, jednak miał to do siebie, że każda moja inicjatywa (jakakolwiek), była wyśmiewana i wyszydzana. Nie szanowali mnie. Bywały chwile, że moje zdanie nic się nie liczyło – np. ja mówię, by czegoś nie ruszali, a oni to robią celowo, bo „to mój dom, a jak ci się nie podoba, to wypierdalaj”.
Środowisko szkolne. Generalnie do 3-tej klasy podstawówki nie było problemów. Jazda rozpoczęła się od klasy 4-tej. Doszło kilku nowych „kolegów” z innych klas i zaczęły się wyzwiska, wyśmiewania. Oczywistym rezultatem będzie, iż człowiek zamknie się w sobie i usunie w cień, co też miało miejsce u mnie. Zabito we mnie otwartość, zacząłem się samoczynnie „jeżyć”, gdy tylko pojawiało się jakieś zagrożenie ze strony innych. W klasie 6-stej miałem już niezłą nerwicę, a dyskryminację nakręcał fakt, iż się wtedy jąkałem (nawet ojciec nazwał mnie kiedyś „zająkaną cholerą”). Nie umiałem się bić i do dzisiaj tego nie umiem. Gimnazjum to jeden wielki koszmar. Zawsze byli ci, co się dobrze bawią, tacy wiecie – światowi, otwarci, koleżeńscy, jak z podręczników do angielskiego. Ja nie pasowałem do tego światka. W ostatnim roku przepisałem się do innej szkoły – rozwinąłem się naukowo, jednak od strony towarzyskiej było nawet gorzej.
Liceum – identycznie. Sześć lat nerwówy sprawiło, że patrząc z boku, można było odnieść wrażenie, że jestem jakimś wrogo nastawionym kurduplem. Pojawił się sztywny chód, co tylko spotęgowało podśmichujki. W liceum poznałem przyjaciela, z którym kumpluje się do dziś. Ale na tle ogólno towarzyskim bądź damsko-męskim? Kurwa, wpojono mi, że nie wolno rozmawiać z dziewczynami z sąsiednich klas, bo tak nie wypada. Uwierzycie, kurwa? W takim zjebanym otoczeniu przyszło mi działać. Ostatnia klasa to już niestety leczenie psychiatryczne i nauczanie indywidualne.
Po szkole Anglia. Do wojska mnie nie wzięli (kat. D), na studia nie chciałem iść, ale też za granicę wyjechałem z depresją. A wiecie, jak się jest na swoim – musisz zapierdalać i nie ma zmiłuj. Generalnie nie narzekam – Anglia wiele mnie nauczyła, zwłaszcza otwartości do ludzi. Zobaczyłem, że to, co panowało w tym zaścianku skąd pochodzę, nie ma zupełnie odniesienia do rzeczywistości. Ale też sporo przykrych momentów się zdarzyło. W końcu wywalił mi wyrostek, wdała się gangrena, a ja ledwo wywinąłem się spod łopaty. Wróciłem do kraju.
A w kraju co? No oczywiście mieszkasz ze starymi. „Bo od czegoś trzeba zacząć”, „pomożemy” i inne pierdaloty. Dla mnie rozpoczął się okres indoktrynacji. Moi starzy chcieli zrobić sobie ze mnie posłusznego osła, który nosa nie wychyli bez ich aprobaty, a powrót do kraju uznali za moją porażkę. Ale też z drugiej strony wymagali ode mnie samodzielności i własnego pomyślunku. Skumajcie chujnię – wymagają czegoś, co usilnie zabijają każdego dnia. Nie mogę im zwłaszcza darować, że usilnie zabijali moją przedsiębiorczość. Odkąd pamiętam, zawsze pisałem dobre biznesplany i marzyłem o własnej firmie. Mówili wtedy, że jestem pojebany. Ich ideał syna jest taki, że jest po szkołach, ma pracę i żyje tak, jak oni – czyli marnie. Niby ma mieszkanie, telewizor itp, „bo po co ci więcej? tamto to dla pojebów” itp. Generalnie w takim rynsztoku mentalnym spędziłem 6 lat – 3 lata robiłem szkoły policealne i pracowałem na stażach, kolejne 3 zajęło mi leczenie głowy – depresja, nerwica natręctw, OCD. Dwie ostatnie są straszne, wykańczają człowieka. Miałem 2 podejścia do samobójstwa. Wszystko się zmieniło 3 lata temu – znalazłem cel w życiu, pomysł na firmę. Teraz idzie ku lepszemu. Jest bardzo pod górkę, ale powinienem dać radę.
I w całej tej gonitwie nie było miejsca na dziewczyny, bo ważniejsze było co innego. Przy czym nie była to moja decyzja, tylko narzucona mi właśnie przez starych oraz (pewnie ze złośliwości) – przez rówieśników. Taki stan rzeczy trwał latami. Zaznaczam, że tamte czasy to nie był okres coachingu, gdzie bierze się sprawy we własne ręce. Dopiero od niedawna wychodzę spod klosza. Zdarzały się oczywiście różne znajomości, jednak żadna nie przerodziła się w stały związek. Sedno chujni leży jednak trochę gdzie indziej – nawet gdy dostawałem kosza lub interesowałem się tą czy tamtą, to zakodował mi się taki przekaz, że one są jakieś lepsze. Bardziej otwarte, radosne, rozmowne. Zawsze wiedzą co i jak, podobnie jak to pierdolone środowisko. Wiedzą, co wolno a co nie wypada, ale się chuje nie podzielą tą wiedzą, tylko patrzą na ciebie z góry i obserwują, co zrobisz. A jak sobie pójdziesz, to cię komentują. Zresztą, dziewczyny z reguły też patrzyły na mnie z góry, oceniały, również wyśmiewały. I może tu jest pies pogrzebany. Po prostu w mojej ocenie dziewczyna doświadczona wie, co i jak – a ja nie wiem. Dziewczyna doświadczona oczekuje pewnych zachowań, o których ja nie mam pojęcia. Powiecie zapewne – to sobie poczytaj. OK, ale nawet po przeczytaniu np. Sztuki kochania, i tak nie będę miał tego opanowanego, bo nie miałem na kim popraktykować. Będzie widać jak na dłoni, że nie umiem. A ja wtedy poczuję się gorszy, wiem to na 100%. I nie, nie chcę, by dziewczyna była wyrozumiała, nie chcę, by mnie uczyła. Nawet nie uwierzę, gdy powie, że mi dobrze poszło. Bo to ja mam uczyć, bo to ja mam chronić, bo to ja mam stwierdzać, czy coś dobrze poszło. Bo to chyba ja jestem tu facetem, co nie? Powód? Bo jestem starszy i to moja rola w tym właśnie. To nie może tak być, że mi młodsza będzie mówić w tej materii. We wszystkim na świecie jak jestem starszy to powinienem więcej wiedzieć, więc dlaczego jest jedna taka dziedzina wiedzy, gdzie to nie działa? Dlaczego akurat tu? Dlaczego akurat tu, w tym, na czym mi najbardziej zależy, ma mi nie wychodzić? I chuj! Oto sedno chujni.
Możecie to sobie różnie komentować, ale mi osobiście jest z tym źle. Co ja kurwa komu zrobiłem, że tak mam? A z drugiej strony, jak taka dziewczyna np. 16-letnia traci dziewictwo, to ktoś jej w tym musi pomóc. Dlaczego nie mogę być to ja? Kiedy się pierwszy raz całuje, dlaczego nie mogę to być ja? Chujnia, śrut i 3 tony trotylu.
Ty przestań ćpać 🙂
Kurwa, jak to teraz czytam, to mam wrażenie, że to średnio się nadaje na tą stronę. Sory chujanie.
Masz schizofrenię – pora na leczenie.
Jak miałem paraliże zawsze wstrzymywałem oddech i się budziłem w ten sposób może to komuś pomoże pozdrawiam
Myślałeś kiedyś o odstawieniu narkotyków ?
Miałam trzy razy. Na drugim i trzecim skróciły czas paraliżów sennych próby poruszania palcami u rąk i nóg. Może komuś pomoże
Bo to nie był paraliż senny, tylko najprawdziwszy atak zmory. Prawda jest taka, że te dusze wołały o pomoc, a ty wypiąłeś się do nich spoconym dupskiem, przewracając się na drugi bok. Nie ładnie…
Wszyscy jesteście niedorobieni, jeśli nie słyszeliście o czymś takim jak paraliż senny. Ale czego się spodziewać po dzisiejszym społeczeństwie, które za jedyną rozrywkę ma chlanie piwa po pracy, słuchanie disco polo i oglądanie szmatławców typu; „Dlaczego ja” albo „Trudne Sprawy”.
A może tak jakiś mały egzorcyzm byś sobie zafundował. Zgłoś się do dominikan, oni lubią się bawićw takie rzeczy.
Twierdzisz, że minumum 1/5 oosób żyjących na tym swiecie jest opętana?
Idz do proboszcz on ci wlozy zmory s powrotem gdzie jest ich miejsce…….do twojej dupy.
To zły duch, ewentualnie demon, w Jezusie Chrystusie uzyskacie jedyną prawdziwą pomoc.
Dobry troll 😀 A teraz wracaj na pudelka wychwalać uchodźców.
Nie żryj tyle przed spaniem, to nie będziesz mieć „paraliży”…
Jedynie ssanie paly proboszcza pomoze.