Wkurwia mnie współczesna moda gimbusów w stylu „ależ ja jestem biedny w tym szarym społeczeństwie debili, jako jedyny jestem inteligentny, czytam książki i cokolwiek wiem o świecie a inni ludzie to banda kretynów, przykro że muszę żyć na tym świecie”. Rzadko mam ból dupy ale jak widzę te wpisy, obrazki na necie i inne gówna o tym jakies to społeczeństwo jest debilne, ogłupione i bez żadnego celu w życiu to mam ochote przypierdolić w monitor. Bo bycie normalnym, miłym i ogarniętym człowiekem wyszło już z mody. Nawiązywanie znajomości, dzielenie się pasjami, otwarcie na świat, uprzejmość i bezpośredniość są już „passe”. Ja pierdole.
Miłe południe z TV
2014-12-12 23:15Ja się nie dziwię starszym ludziom, że do tej pory byli zmuszeni oglądać „Modę na sukces” na jedynce. Ja pierdolę – Trudne sprawy, Pielęgniarki, Szkoła, Dlaczego Ja, Szpital, Wesołowska, Sąd rodzinny – i to wszystko najebane w ciągu 1-2 dni na polsacie i tvn. I oczywiście powtórki całego cyklu po kilku godzinach. Programy o reżyserce, dialogach, aktorstwie na poziomie Kac Wawy. I potem się dziwić że ludzie pojebani chodzą jak cały dzień słyszy tylko o tym że córka się naćpała i zgwałcili ją w czasie jak skakała z mostu, a potem lekarz dostaje 5 lat w zawiasach bo jej robił sztuczne oddychanie przez odbyt.
Być może niektórzy to oglądają dla beki, ale mi się cofa obiad jak słyszę któreś z tych gówien
Eks bitch : D
2014-12-11 21:11Siemaneczko mam ochote napisać gdzieś to co czuje a że ta stronka na to pozwala skorzystam. W 2009 r poznałem dziewczyne i zakochaliśmy się w sobie od razu ( dla mnie w głebi serca była to ta jedyna z ktorą myślałem że spędzę reszte życia. Byliśmy razem cztery lata. Kobieta była ładna tylko trochę czase, ciężko było ją skumać potrafiła przyczepić się o nic aby tylko to zrobić. Mimo to układało nam sie spoko . Dodam że byłą dziewicą i wiadomo że pierwszy raz kochała się zemmą . Byliśmy bardzo do siebie przywiązani tak mi sie wydawało jej rodzice mnie nie lubili . Wspominając jej ojca dramat ! pijak taki potrafił pić przez 3 tygodnia non stop i przepijać cały zarobiony hajs razem z matką która sama opróżniajać czteery drinki twierdziła że jest chora -.- . Oczywiście uwielbiała też naszą polska czystą wódeczke. My byliśmy razem ona utwierdzona w prrzekonaniu że została już tyle razy zraniona że nigdy więcej tego nie zrobi że ona nie z tych jasne , jasne pierdol , pierdol ja posłucham …
Kurwa zdradziła mnie przyszła do domu i mówi Adam już Cię nie kocham odchodzę od Ciebie , ja myśle no naćpana czy jak. Patrze a ona zaczyna sie pakować więc podchodze i sie pytam a co Ty robisz słucham ? ona odwracając się w moim kierunku spojrzała mi w oczy i mówi zdradziłam Cię mam innego zakochałam sie w nim. Mineło już sporo czasu ja poradziłem sobie i wstałem mimo że było cieżko naprawdę bardzo nawiązując do filmu znałem kiedyś kobiete za którą mógłbym dać sobie ręke uciąć i bym teraz kurwa nie miał ręki . Dodam że widziałem dziś jej fotke na fb z chłopakiem i poczułem odprężenie i ogromny luz zarazem zachciało mi sie smiac . Czy być może śmiech był wywołany widokiem jej chłopaka : D
cieszy mnie to że jestem stopień wyżej a ona zostanie kurwą .
Imiona zmienione.
Pierdolniety klient sklepu internetowego.
2014-12-11 21:11Witam chujan, gdzie się tacy debile rodzą? Mam sobie sklep i internetowy i stacjonarny z obojętne czym. Godzina 10 rano wyzwiska gdzie jest jego paczka, co to za chujowy sklep itd. itp. Pierdolnalem słuchawką bo chuj wie o co kaman ale podał numer zamówienia i nazwisko, lecę jak idiota do kompa, patrzę a ten o 0:05 złożył zamówienie, jeszcze nawet wplata nie zaksięgowana a on o 10 rano mnie chuj jeden wyzywa czemu on hrabia nie ma paczki, no ja pierdole co za jakiś chujoza pojebany! Ogarniacie to? Bo ja już nie. Kupić cos o północy a o 10 rano wyzywać sprzedawcę czemu nie ma paczki, odpadłem.
Pieprzona jedenastka
2014-12-10 18:19Nie, patałachy wy moje, nie będzie o reprezentacji w piłce nożnej. 😉 Tematyka dzisiejszej chujni jest inna i wykracza poza rzeczy pojmowalne przez tę małpią rasę, której największym błędem w dziejach było zejście z drzewa, należąc do zagadnień, które, jak to zwykł mawiać Ferdas K., „się fizjonomom nie śniły”. A chodzi o liczbę „11” (słownie: jedenaście). Panie, panowie i wy, którzy jesteście niezdecydowani płciowo, witajcie w „The X-files” made in Cebulandia. Ad rem. Mam pecha do jedenastki. W szkole przez długie lata nie miałem na co narzekać. Bywało na ogół znośnie, od czasu do czasu bywało, że miałem dużego farta i pomimo uszczęśliwiającego lenistwa spadałem jak kot na cztery łapy. I tak żywot był błogi aż pewnego dnia, rozpoczynającego kolejny rok mojej edukacyji, okazało się, że zmieniono mi numer w dzienniku klasowym. Na jedenasty… Wtedy mnie to przejęło jak zeszłoroczny śnieg. Numer jak numer, nie ma co drążyć tematu bo żadna różnica, nie? Jak bardzo błądziłem okazało się niedługo później. Wszystko szło jak po grudzie. Zarówno w tym co szumnie zwą osiągnięciami szkolnymi jak i z rówieśnikami. A o jakimkolwiek farcie w czymkolwiek to można było zapomnieć. Trzy lata do końca szkoły średniej były utrapieniem. Ale jakoś się przeczołgałem. Problem się skończył. A przynajmniej skończył się jeśli chodzi o ten aspekt żywota mojego. Ale jedenastka nie dała o sobie zapomnieć. Jedenastym miesiącem w roku jest listopad. I tak jednego listopada zmarł ojciec, innego listopada babka… Pies przekręcił się, zgadliście, w listopadzie. Facet, który mi jak najgorzej życzył, urodziny obchodził w listopadzie. Samochodową stłuczkę, jedyną w życiu miałem w listopadzie i to w tak beznadziejnie debilny sposób, że szkoda nawet opowiadać. Zawsze w ten przeklęty miesiąc coś się spierdoliło. W zeszłym roku szczęśliwie doczłapałem do nocy z 28 na 29 listopada. Do końca tego zasranego miesiąca zostało zaledwie 45 godzin (jaki ja jestem szczęśliwy, jak już jest grudzień…). I co? Gówno. Takiego wała. Wstałem w nocy głodny jak jasna cholera. Miałem wziąć parę kromek chleba („fabrycznie” krojonego) i zrobić sobie kanapki. Ale w chlebaku leżała bułka z dnia poprzedniego. Cóż, jak to mądrze mawiają Anglosasi: „waste not, want not”, szkoda mi się zrobiło, że wyschnie do rana i wyrzucić trzeba będzie. No to nóż w łapki i kroimy. Nieszczęśliwie ktoś w domu noże dodatkowo akurat naostrzył i nie raczył powiedzieć. Moment i łapa tak pięknie rozcięta, że nie szło zatamować. Efekt: środek nocy, wkurwiony, na pół zaspany, chirurg w szpitalu, bo go obudziłem, szwy i dwie stówy w kieszeni mniej. No ale przeżyłem i przez kolejne kilkanaście miesięcy żywot wiodłem spokojnie. Aż nastał listopad Anno Domini 2014… Na 7 listopada miałem zaplanowany kilkudniowy wyjazd. To zaraz na początku listopada tak przyładowałem nogą w ścianę, że chyba mi coś w stopie pękło. Goiło się dobre dwa tygodnie, bo co źle stanąłem, to się kontuzja odnawiała. No ale od biedy dało się jakoś chodzić. Zagoiło się i życie toczyło się dalej. Doczłapałem aż do późnego popołudnia dnia 28 listopada. Owego dnia, czekając na podgrzewającą się zupkę, z nudów zaglądnąłem w kalendarz i z radością stwierdziłem, że jeszcze niecałe trzy dni i się skończy ten pieprzony listopad. Trzy minuty później zasiadłem przez talerzem wspomnianej zupy z kawałkiem chleba w ręce. Zdążyłem go jeszcze namoczyć w tej zupie i ugryźć… Dentysta przyjmował dopiero od poniedziałku. Zapisał mnie dopiero na środę. Do tego czasu złamana część zęba (dla skrajnie ciekawskich: górna prawa dwójka) zdążyła się oderwać od dziąsła i został tylko jego korzeń. I tak co przytrafi mi się coś, to niemal zawsze w jakiś sposób jest powiązane z numerem jedenastym. Nawet w głupich grach. Lubię czasem pograć w internecie w 8 ball pool. W grze tej na koncie gracza za każdy rozegrany pojedynek dostaje się punkty. Te punkty, po osiągnięciu wyznaczonej ich ilości zamieniane są na punkty doświadczenia, po czym zbiera się je od nowa. I co? Ilekroć w liczbie punktów pojawia się „11” gra mi nie idzie kompletnie. Ilekroć w liczbie rozegranych pojedynków pojawia się „11”, to samo. Ilekroć przeciwnik ma liczbę punktów doświadczenia wynoszącą „11”, gra mi się do dupy tak bardzo, że zdarza mi się przegrywać, choć normalnie gram w to całkiem nieźle a punktów doświadczenia mam dużo, dużo więcej. Podobno w numerologii „11” jest uważana za jedną z liczb mistrzowskich. I chyba coś w tym jest, bo mistrzowsko franca zatruwa życie.
To zła kobieta była
2014-12-10 18:19Witam,
Postanowiłem sprawdzić, czy jest sens napisać, co mnie boli. Chyba pierwszy raz w życiu opisuje komukolwiek moje życie, więc proszę o wyrozumiałość.
Wychowałem się w rodzinie wielodzietnej, która była biedna. Jako że, jestem najmłodszy z rodzeństwa i matka była za stara na dziecko, to miałem szczęście, że nie urodziłem się z downem, albo mnie nie wyskrobała. Od dziecka miałem z nią złe relacje. Jeśli chodzi o skrobankę, to usłyszałem osobiście o jej dylemacie jak miałem około 12 lat.
Czas dzieciństwa, to bardzo zły okres mjego życia.
Cały czas mówiła mi, że jestem gorszy od rodzeństwa i taki kompleks utrudnia mi życie do tej pory.
Gdy się wyprowadziło, zostałem zupełnie sam z wszystkimi chujowymi sprawami i rodzicami. Muszę przyznać, że miała ostro nasrane w głowie. Mimo, że w niektórych kwestiach dobrze się mną zajmowała, to codziennie wyżywała się psychicznie. Nienawidziłem jej od najmłaodszych lat. Pamiętam, że już we wczesnej podstawóce, gdy dzieci śpiewały na apelu: „Nasza mama, mama zadumana…”, mi cały czas siedziało w głowie: „pojebana”.
Przez to byłem często zamknięty w sobie i stawałem się obiektem kpin. Zazdrościłem innym dzieciom normalności i cały czas czułem się gorszy. Ciągłe darcie mordy poczyniło spustoszenie w mojej psychicę.
Mniejsza już o resztę szczegółów. Trudne dzieciństwo odcisnęło na mnie ogromne piętno.
Dorastając mocno popłynełem. Chlałem ostro, często śpiąc gdzieś najebany w plenerze ze znajomymi, co było nie lada wyczynem w zimie. Dziwie się, że nie zamarzłem. Oczywiście od innych używek też nie stroniłem. Miałem dużo kasy, bo dostawałem od rodzeństwa. Muszę przyznać, że wyszło mi to na gorszę, bo mogłem być częściej najebany lub naćpany.
Stałem się niezłym skurwysynem i czasem dla sportu kogoś lub coś okradłem.
Wraz z wiekiem, nie potrzebowałem już kontaktu z rodzicami i matka to zauważała. Nagle stała się dobrą mamusią ale skupiła swoją uwagę na ojcu prawie doprowadzając go do samobójstwa.
Zaczynały się moje problemy z prawem ale zawsze miałem farta, albo dobrą strategię, więc nigdy nie zostałem karany.
Do szkoły lubiłem chodzić, bo nawet przychodząc najebany, miałem nie najgorsze oceny.
Dopiero lekkie odnowienie moralne przyszło, gdy zacząłem się nawracać. Możecie mnie krytykować ale mocno mi to pomogło. Jednak jestem dalej upośledzony emocjonalnie i moja psycha jest w trybie defensywnym. Przez tą chujnie z dzieciństwa, nigdy nie potrafiłem zbliżyć się do żadnej kobietą, a jednak tego potrzebuje.
Zauważyłem, że ranie ludzi podobnie jak moja matka i mam problemy z kompleksami.
Przeciętny człowiek nauczył się w dzieciństwie podstawowych zachowań międzyludzkich.
Ja muszę się sam tego nauczyć sam. Nawet nie zdajecie sobie sprawy jak wielki jest to dar.
Planuje skorzystać z pomocy psychologa, jeśli macie jeszcze jakieś inne rady, to piszcie.
Głupie sytuacje prowadzą do głupich stanów mentalnych
2014-12-10 18:19Witam drogich Chujowian i Chujowiczki. Nastał dziwny czas w moim życiu. Mam swoją miejscówke, do której chodziłam multum czasu ze swoimi znajomymi. Niestety, po pewnym czasie znajomi zaczęli przyprowadzać swoje towarzystwo, które bawi się ze mną na imprezie, a jak spotka mnie na ulicy czy w autobusie to nawet nie potrafi głupiego „cześć” powiedzieć.. Albo są też osoby, które w ogóle nawet nie mają kultury osobistej, żeby przedstawić się właścicielce lokalu – dno. W dodatku w moim życiu pojawił się 9 lat starszy mężczyzna, układało się, chyba się zakochałam, było po między nami bardzo dobrze, miałam z nim swój pierwszy raz, trwało to jakiś czas, ale dowiedziałam się, że ma dziewczyne – bodło mnie, że szedł z inną za rękę, powiedział mi tylko „hej”, wiec go zapytałam. Zrobiło mi się strasznie głupio.. Niby teraz nadal mam z nim kontakt, nadal spędzam z nim czas, dnie/noce i w ogóle, ale jednak dręczą mnie straszne wyrzuty sumienia przez zaistniałą sutyacje.. Nie wiem, co mam robić. Zaczęło mu zależeć, stara się teraz, ale jednak jest z inną. Powalona sytuacja, która mnie dobija i dręczy cały czas. Może gdyby przynajmniej zakończył tamtej związek. A ja i tak do niego latam jak głupia, bo się za bardzo do niego przyzwyczaiłam, pokochałam… ahhh, dno, kiła i mogiła. Dziękuje osobą, które to przeczytały za poświecenie uwagi. Musiałam się komuś wyżalić.
Żałosny jest poziom ludu – czyli kanał
2014-12-09 19:05Ostatnimi czasy poziom młodzieży się pogorszył. W tych czasach wystarczy pokazać głupotę, prostactwo, cebulactwo, przekleństwa, aby wybić się na YT. Nie jest to ani trochę śmieszne, ani mądre, ani nawet ciekawe, po prostu chore. Nie wiem, jaki trzeba mieć poziom, aby oglądać takie treści. Za jakiś czas takie zachowania zostaną uznane za normę. Wszyscy będą wyrażać się idiotyzmami ci, którzy się nie dostosują — zginą w pułapce utopijnych myśli, będą słabi. Do samego kolesia, który to nagrywa — nic nie mam. Fajnie, że ubiera się, jak chce, ma tatuaże — jest sobą, jedynie treści przez niego nagrywane są jednym słowem przerażające. Dobranoc.
KURWA! Nie mam co oglądać
2014-12-09 19:05Kurwa mać od jakiegoś czasu nie mam co oglądać chodzi o filmy. Obejrzałem już prawie wszystko wartego uwagi. Nawet zacząłem oglądać Biografię. Jest taka lipa że to chuj, często bywam w kinie i tu dupa w kinie raz na rok coś dobrego leci. Jakoś ostatnio byłem na „Rec 4” film nie był zły ale w kinie siedziałem 3 godziny bo to był maraton filmowy. Co prawda nie zbyt lubię horrory, lecz krwawe uwielbiam. A takie coś jak „Annabelle” czy „Obecność” nie jara mnie ale co mam zrobić.
Pozdrawiam Tarex
Blok wariatów
2014-12-08 18:18Witam chujowiczów. Chujnia moja jest taka, że mieszkam praktycznie w domu wariatów. W bloku w którym mieszkam, kiedyś było normalnie, lecz przez ostatni 15 lat 80% mieszkańców się zmieniła. Teraz moi drodzy – nie przesadzam – można dosłownie ocipieć tutaj. Piętro pode mną mieszka jakiś chłopek, co ma tą taką chorobę że chodzi i się drze. Kurwa na całe gardło drze ryło do późnej nocy i nic z tym nie zrobisz bo on jest biedny chory, i się odpierdol. To takie jest jakieś „Łeeee, Aaaaaje”. Kuurrrwa. Jedna z normalnych sąsiadek przez niego się wyprowadziła, bo doprowadzał ją do totalnej nerwicy! Ja też już podskakuję czasem, jak już się do snu układam a tu nagle taki wrzask. Za jedną ze ścian mam z kolei starego dziada, który tak do pierwszej w nocy ogląda telewizor na pełny regulator, bo tak kurwa lubi. I nie przetłumaczysz mu. Kolejny to pijak, którego dosłownie przynoszą do domu koledzy, on sobie wówczas zapuści jakiś zjebany rap i zasypia najebany a muza gra czasem niemal całą noc. Potem przeprasza ale chuj z tego skoro masz noc z bani? Następni ancymoni to parka która namiętnie się kłóci na przykład od 2 do 4 rano, napierdalają się, drą, masakra. W klatce jeszcze mam jakąś parę pijaków, chłop kilka razy spadł ze schodów i leżał rozjebany we krwi, już 2x go zbierałem z ziemi. Mamy jakąś babę walniętą, co chodzi i gada sama do siebie. No i może 3 normalne rodziny, które cierpią tak jak ja i marzą o wyprowadzce. Wiem, napiszecie że patologia w blokach i tak dalej. Ale uwierzcie mi, jeszcze 10 lat temu mieszkało się tu zajebiście, wręcz się dziwiłem jak ktoś może narzekać na sąsiadów bo sam swoich prawie nie słyszałem. Nie wiem, może teraz ludzie inni, ale co się nowi wprowadzają to lepsze zjeby. Zero poszanowania drugiej osoby. Niestety, nie mam zbytnio funduszy żeby się wybudować, więc pozostaje mi twkić w tej chujni i chlać whiskey na noc żeby w tym gównie zasnąć. Jeszcze trochę a sam będę pijakiem przez to gdzie żyję. Pozdro dla mających chujnię z sąsiadami.

T