Blokada przed walką

Problem mój jest trochę a’la Janusz Cebula, więc wszystkich czytających z góry informuję, iż problem ten nie jest wyznacznikiem mojego poziomu jako człowieka. Po prostu mam przyziemny, prosty, buracki problem, który generalnie problemem być nie powinien. Jednakże indoktrynacja przez media, kultura macho, wychowanie, sprawia, że mnie to gdzieś w środku boli. Do rzeczy: chodzi o to że (od jakiegoś czasu) mam jakąś jebaną blokadę przed użyciem przemocy, nawet w sytuacjach, kiedy delikwentowi się to należy.

Nigdy nie byłem zaczepny, ale jak już ktoś się bardzo prosił, obrażał czy jawnie prowokował to dawałem w mordę i tyle. Nie powiem kilka razy sam dostałem po mordzie, ale każdy wiedział że nie jestem miękka faja, że zaczepianie mnie może się skończyć bijatyką. Od jakiegoś czasu się to bardzo zmieniło. Po pierwsze i najważniejsze, mam żonę i córkę, po prostu ustatkowałem się. Po drugie mój dobry kolega siedzi właśnie w więzieniu bo w bijatyce pod imprezą tak niefartownie uderzył faceta, że tamten stracił oko. To dało mi sporo do myślenia. Naoglądałem się też innych przypadków w tv. Był przypadek jak sąsiad się pokłócił z sąsiadem, pchnął jeden drugiego, i tamten tak się uderzył w głowę o beton, że dzisiaj jest warzywem, żona się nim opiekuje… A to tylko głupie popchnięcie. Ten co pchnął siedzi w puszce.

No i to jest tak, że pomimo że przez 29 lat życia sam dostałem kilka razy w łeb, i sam dałem z kilkanaście razy w łeb i nigdy nic wielkiego się nie stało, to teraz mam blokadę. Boję się spięcia z kimś. Boję się że coś mi się stanie – przede wszystkim chodzi mi o córkę i żonę, zostały by albo beze mnie albo z inwalidą albo z warzywem. Wiem że mały procent szans ale sam fakt że tak może być już wystarczy. Boję się też że komuś coś zrobię, przecież tak niewiele trzeba, komuś (choć może być debilem któremu się należało) mogę zrujnować życie, sam mogę trafić za kratki. Takie mam przemyślenia, i to powoduje, że teraz do przesady unikam spięć żeby nie doprowadzić do bijatyki.

Powiecie że jestem durniem, prawie 30 lat i takie rozkminy. No ale niestety są sytuacje gdzie by należało w ryj walnąć. Przykład: ostatnio jakiś jebany dres skomentował nogi mojej żony („rzuciłbym te nóżki na pagony i poruszał biodrami”), wdałem się z dresem w pyskówkę, ale widząc że jest gotowy na bitkę powoli wycofałem się. Nie że się bałem jego osoby, po prostu taka blokada przed samą sytuacją walki. I żona mówi że dobrze zrobiłem a ja nie mogłem przeżyć że za takie teksty mu w ryj nie dałem, normalnie w nocy spać nie mogłem. I ja też gdzieś we wnętrzu wiem że w sumie dobrze, że drechol nie był wart potencjalnych kłopotów. Teraz czasem go widuję, chodzi z uniesioną głową, prowokuje spojrzeniem. Takich sytuacji gdzie kiedyś bym bez zastanowienia dał po mordzie, a teraz się wycofuję, miałem w ostatnich 1-2 latach kilka. Mam jakiś konflikt wewnętrzny, z jednej strony się cieszę że odpuszczam i omijam potencjalne kłopoty, a drugi głos w głowie mówi mi że jestem frajerem i daję sobą pomiatać. Chyba tylko jakby ktoś chciał skrzywdzić moją żonę lub córkę to bym poszedł na całość. Ale szczerze sam nie wiem czy moje podejście jest dobre. Chujnia, śrut, januszowo i cebula. Pozdrawiam, nie rzezajcie mnie za bardzo 🙂

45
11
Pokaż komentarze (24)

Komentarze do "Blokada przed walką"

  1. chujowiczu! zarabiaj z kluu.pl, bez działalności gospodarczej, konto automatycznie weryfikowane
  2. Należałoby walnąć w ryj dresa komentującego nogi żony? Sam jesteś co nieco jak ten dres. Ogólnie, dobrze robisz – hamuj się chłopie, hamuj. Bo tak być powinno: zaczepka dresa jednym uchem wlatuje drugim wylatuje, zapominasz o sprawie. W myśl zasady że gówna się nie rusza żeby nie śmierdziało.

    15

    1
    Odpowiedz
  3. Tak trzymaj.Walke wygrywa nie ten kto ja podejmie lecz ten ktory umie jej uniknac.A dresy to debile olej frajera.Zona i córka moga byc z Ciebie dumne…

    6

    0
    Odpowiedz
  4. A nie lepiej było zignorować dresa?

    3

    0
    Odpowiedz
  5. dresiarze to podludzie, którzy nie są warci walki na ulicy. Nawet ludzie, którzy piszą na sherdog i ćwiczą mma nie polecają walki na ulicy, chyba że musisz bronić rodzinę przed fizycznym atakiem , a nie głupią zaczepką

    9

    0
    Odpowiedz
    1. Co to sherdog?

      1

      0
      Odpowiedz
      1. wpisz to w google to sie dowiesz 🙂

        1

        1
        Odpowiedz
  6. Kiedyś ktoś mi powiedział: lepiej być 100 razy tchórzem niż raz nieboszczykiem. Walcz o swoje i nie dawaj się ponieść emocjom.

    5

    3
    Odpowiedz
  7. Dobrze zrobiłeś. Nigdy nie warto wdawać się w bezsensowne pojedynki z idiotami.

    2

    0
    Odpowiedz
  8. Też mi problem…dylematy nocnego stróża…dać po mordzie czy nie dać?
    Za co chciałeś tego biednego przygłupa trzaskać? Że może tylko pomarzyć o kobiecie, która jest Twoja? Sam pewnie posuwa tylko promotorki leśnego runa albo jak coś jest tak pijane, że nie wie co czyni. Powinieneś mu współczuć a nie myśleć o nabijaniu sobie siniaków o jego tępą mordę.
    Bardzo dobrze, że nie wchodzisz w bójki, to świadczy o Twojej dojrzałości. Myślisz o rodzinie , o przyszłości i idź dalej w tym kierunku. Masz łeb na karku, dobrze, że uczysz się na cudzych błędach nie na swoich.

    7

    0
    Odpowiedz
  9. Rozumiem w 100% o co ci chodzi. Gdybym miał żonę i dzieci to sam niewiem jak miałbym reagować. Mnie też mega kurwica bierze jak ściero pyskuje ale blokada nie pozwala. A jak ją zignorujesz to bedzie rpoblem..

    3

    0
    Odpowiedz
  10. Zwierzenia dresa Cebulowego Janusza.

    0

    4
    Odpowiedz
  11. Durniem? Ziom. Wiadomo, że facetem będąc, trzeba mieć jakieś poczucie „posiadania jaj” przysłowiowych. Wycofać się z twarzą nie każdy potrafi, bo honor cierpi – ale gnojkowi jakbyś właśnie oko wybił czy coś, żona i dziecko odwiedzaliby cię w pace, a gnojek dostałby odszkodowanie. Wczuj się w fakt, że honor własny stawiasz niżej, niż dobrobyt rodziny – powinieneś zyskać świadomość, że masz jaja jak strusie. Mądry i nieczęsty ten komentarz ze strony żony, pozazdrościć kobiety i pogratulować. A do durnych jap trzeba się tym bardziej uśmiechać, w sumie to „smutne”, że są po-komunistycznym odpadem bez szans na lepsze jutro, ale cóż. Nie jesteśmy Jezusami, możemy ludem pogardzać

    2

    1
    Odpowiedz
  12. Jesteś patologią dresiarską i z twego bełkotu wynika że twoje „somsiady” także są patologią. Dopiero teraz skumałeś że bijatyki to nic dobrego. Mózg dresa jest zapóźniony więc nic dziwnego że dopiero w wieku 29 lat. Życie to nie film z nakoksowanymi „hiroł” z hameryki gdzie walą sie po gębach i nie ma śladu, krwi, itp. W realnej bójce każde uderzenie może odbić sie na zdrowiu.Dlatego ja nie bywam nigdzie tam gdzie schodzi sie motłoch i jest chlanie. Widze debila idącego jakby TV nosił, którego widać że idzie „na zaczepke”i ustępuje nawet na ulicy bo wiem że z bicia nic dobrego nie wynika a 25 lat za jakiegoś tępaka nie chce dostać.

    5

    4
    Odpowiedz
  13. Cóż, patałachu… Pan twój, Mesio, mógłby ci powiedzieć, że wraz z ożenkiem dałeś się wykastrować… I byłaby to w jakiejś mierze prawda. Bo to kastruje (przynajmniej do jakiegoś stopnia). Ale w sumie wychodzi ci to na zdrowie. Lub też raczej wychodziłoby ci, gdybyś podchodził do problemu inaczej. Jak, zapytasz, skonfliktowany wewnętrznie patałachu? Ano uklęknij (jeśli jeszcze tego śmiałeś nie zrobić), czytajac ten post, a Pan twój, Mesio, naświetli ci sprawę.

    Po pierwsze. Pomimo iż, jak Pan twój, wcześniej raczył był nadmienić, ożenek w pewnym stopniu cię wykastrował, taka kastracja ma swoje „plusy dodatnie”. Przejawiają się one w tym, że dojrzałeś, patałachu, do dwóch słusznych wniosków: 1. odwiecznego problemu, że wpierdolisz gnojowi, a odpowiadasz jak za człowieka i 2. że taki wpierdol dostaniesz, że cię w twojej norze w mrówkowcu w doniczce psadzić trzeba będzie, a babie zostanie podlewanie zamiast lodów.
    Ergo: że nie warto.

    To, że dojrzałeś jest więc dobre. To, że masz z tego powodu pewne tarcia wewnętrzne, jest nieuniknone, ale można sobie z tym poradzić. A więc: po drugie.

    Otóż po drugie, źle podchodzisz do sprawy.

    1. nie możesz sobie w takich sytuacjach od razu stawiać czarnych scenariuszy. To rozprasza. Nie znaczy to jednak, że masz bez myślenia o konsekwencjach walić po mordzie. O konsekwencjach masz pamiętać, ale nie mogą one zaprzątać myśli twoich. Bić ci się zdarzało, więc wiesz, że ty masz na chłodno kalkulować, bo inaczej dostaniesz po mordzie aż miło.

    2.Podobnie zły wpływ na chłodną kalkulację i ocenę sytuacji ma twoje zdenerwowanie i rosnące ciśnienie w sytuacjach „podbramkowych”. Tych rzeczy musisz się pozbyć. Dlatego też. Primo, musisz sobie przemyśleć w jakich sytuacjach jest sens agresywnego zachowania. I tylko w takich reagować (np. wspomniane zagrożenie familiji twojej). Resztę po prostu olać, wychodząc z założenia, że tym razem nie warto. Pan twój też miewał podobne dylematy, bo ma problem z tym, że w sytuacjach skrajnych z charakteru swojego najchętniej „nie brałby jeńców”. Ale w dzisiejszych czasach niestety tak się nie da – dlatego Pan twój tęskni za Dzikim Zachodem- bo zaraz śledztwo, włóczenie się po sądach, odszkodowania, wysłuchiwanie tłumaczeń, jakie to z obitego patałacha było dobre dziecko, co to zawsze sąsiadom „dzień dobry” mówiło itd. Ad rem, od kiedy Pan twój na chłodno kalkuluje, kiedy się opłaci a kiedy nie, nauczył się kontrolować. Secundo, musisz nauczyć się innych form reakcji na sytuacje, w których nie opłaca się komuś obijać gęby.

    Weźmy na ten przykład twój problem z obywatelem (pierwszego kaczego sortu) dresem. Otóż obywatel dres raczył skomentować odnóża twojej lochy. I to ci podniosło ciśnienie. I co zrobiłeś, patałachu? To co najgorsze: nie pomyślałeś na chłodno. Nie pomyślałeś, że może nieskomplikowany pan dres nie miał nic złego na myśli, tylko innych komplementów po prostu nie zna. Nie pomyślałeś, że tenże pan dres ma takie poczucie humoru i niewyparzoną gębę. Nie pomyślałeś w końcu, że nerwy to najgorszy doradca w takiej sytuacji.

    W efekcie wdałeś się z panem dresem w pyskówkę, pogarszając tylko sprawę, a jak już doprowadziłeś ją do punktu wrzenia, to z powodów dylematów swoich i, nie ukrywajmy, groźby wpierdolu spuszczonego ci przez pana dresa, zrobiłeś to, co najgorsze: podkuliłeś ogon. Oczywiście wywinałeś się w jakiś sposób (i tylko na krótki termin) od konsekwencji zostania rośliną, lub zrobienia rośliny z pana dresa, ale straciłeś w oczach loszki swojej, a dla pana dresa i osób postronnych jesteś zerem.

    I co teraz? Teraz pan dres wie, że nie fikniesz, więc będzie sobie używał do woli. I coraz lepiej, tak że jeszcze zatęsknisz za pierwszym komplementem powiedzianym pod adresem loszki swojej. Loszka też chyba nie będzie zachwycona. Albo będzie (choć może nie od razu). W obu jednak przypadkach twoje notowania lecą u niej na pysk. Wiesz, czym to się może skończyć, nie?

    Koniec końców możesz zostać zmuszony do konfrontacji z panem dresem. A strach twój, nerwy i myślenie o konsekwencjach stawiają cię na przegranej pozycji i bez mięśni pana dresa. I tak będzie za każdym razem w każdym z takich przypadków.

    No dobra. „Łatwo się mówi, Panie mój, Mesiu, a co ty byś zrobił w takiej sytuacji, jak z „komplementem” wobec loszki mojej?” -rzekniesz patałachu.

    Cóż, na pierwszy rzut oka, Pan twój widzi dwa wyjścia z takiej sytuacji. Pierwsze to ignor. Ale drugie rozwiazanie jest zdaniem Pana twojego lepsze.

    Otóż drugie wyjście to dystans i trochę poczucia humoru. Trzeba było wykorzystać te nędzne ochłapy inteligencji, jakie gdzieś tam chlupoczą we łbie twoim. Pan dres raczył był powiedzieć: „rzuciłbym te nóżki na pagony i poruszał biodrami”. To trzeba mu było odpowiedzieć np. „i to też zamierzam z nimi zrobić po powrocie”, albo coś w tym stylu. Kapujesz, patałachu? Miałbyś problem z głowy, a kto wie, może pan dres by cię nawet polubił… Pyskówka to najgłupsze rozwiązanie, bo zacietrzewia i uniemożliwia przez to trzeźwy osąd sytuacji (czym innym są jakieś konkretne rozmowy przeprowadzane na chłodno, że np. sobie tego i tego nie życzysz, czy coś w tym sylu, ale to trzeba jeszcze umieć, Pan twój cię via internet nie nauczy), prowadząc do tego, czego akurat powinieneś uniknąć. Użycie siły z kolei to zawsze jest ostateczność, bo nie warto komplikować sobie życia z powodu byle bzdury. Siły używa się w dobrze uzasadnionych przypadkach, ale wtedy już całkowicie bezwzględnie. Dlatego pozostaje szukanie alternatywnego sposobu na rozładowanie sytuacji. I wtedy wszyscy są happy, a ty nie masz powodów do „dylematów wewnętrznych”, ani poczucia, żeś się dał zrobić jak frajer. Tylko do tego trzeba dystansu i też trzeźwego łba.

    Powstań z klęczek, patałachu, pokłoń się w podzięce za kazanie. Przemyśl, co Pan twój ci powiedział i opracuj sobie strategię zachowań, to dylematy ci przejdą. A jeśli dalej cię męczą to pamiętaj słowa Kahlessa Niezapomnianego -twórcy Imperium Klingońskiego: „Destroying an empire to win a war is no victory… And ending a battle to save an empire is no defeat.”.
    Qapla’ /Mesio

    PS. A panu dresowi odpowiedz tym samym spojrzeniem. Nawarzyłeś piwa, to pozostaje ci choć trochę załagodzić negatywne dla ciebie skutki i może z czasem rozejdzie ci się to po kościach (W razie czego zawsze możesz spieprzyć do nas, do naszego Łódzkiego Wydziału Fabrycznego. Po znajomości wyślemy cię do naszej gabońskiej filii i nie tylko sam diabeł ale nawet skarbówka cię tam nie znajdzie…). Albo podrzuć do nas pana dresa. Za niewielką opłatą wpakujemy go w nasze konserwy, albo rzuci się go dżdżownicom kalifornijskim Pana twojego na pożarcie (pod warunkiem, że nie jest naładowany sterydami, bo do konserw zaraz przypieprzył by się Sanepid, zaś Pan twój chce nadal hodować dżdżownice kalifornijskie a nie czerwie pustyni z Arrakis).

    15

    5
    Odpowiedz
    1. Mesio, to co napisałeś można było napisać o wiele krócej… ja pierdole. Miej litość 😉 Ale skoro jedziesz cytatami to coś ode mnie. Bodajże kiedyś poznałem ten cytat i czyjego jest autorstwa grając w którąś z części Total War, być może Rome: Total War. „Osiągnąć sto zwycięstw w stu bitwach nie jest szczytem umiejętności. Szczytem umiejętności jest pokonanie przeciwnika bez walki” – Sun Tzu, Sztuka wojny

      3

      1
      Odpowiedz
      1. Fakt, Pan twój, troszeczkę przesadził ze słowotokiem i raczy złożyć samokrytykę. 😉 /Mesio PS. A Sun Tzu to klasyka… 🙂

        4

        0
        Odpowiedz
    2. Mesiu, zacna przemowa, zacna!

      5

      0
      Odpowiedz
      1. Mesio sporo racji ma, choć dziwnie się wysławia. Dresa trzeba pokonać inteligencją i humorem. Przykład jednak Mesio daje błędny. Nie używaj tekstów poniżających Twoją „loszkę”, chyba że lubicie takie klimaty, bo dajesz desowi przyzwolenie na takie jej traktowanie. Już lepiej poprawić dresa, że np. Chciał powiedzieć, że małżonka Twa jak młoda łania smukłymi raciczkami zacnie przebiera. Dres zwykle się uśmieje, ale i zrozumie, że nie na wszystko mu wolno. Są też tacy, na których nic nie poradzisz i możesz się wycofać lub próbować zastraszyć i zmieszać z gównem, co grozi bitką.

        6

        0
        Odpowiedz
  14. Kolejny facet z trzydziestką na karku i gównem w głowie. Zastanawiam się, skąd tyle plusów pod takim głupim przemyśleniem. Chyba sama dzieciarnia siedzi na tej stronie. Chłopie, zamiast myśleć o bzdetach, zastanów się lepiej nad czymś konstruktywnym, np. jak pozyskać dodatkowe kilka stówek miesięcznie do budżetu domowego, albo pomyśl nad swoim rozwojem zawodowym, rozwojem swojej córki, jej pasjami, nad tym, jak je rozwinąć, jak zabezpieczyć jej przyszłość, jak polepszyć wasze relacje rodzinne. Jak patrzę na te dzisiejsze młode rodzinki, to rzygać mi się chce… Młode żonkisie jedyny cel w życiu jaki dzisiaj posiadają, to spłodzić dzieciaka, odbębnić 8 godzin dziennie w robocie za 2,5 tysia miesięcznie, po robocie napić się browara przed telewizorem, 3 razy w tygodniu zakisić ogórasa w cipce żonki, raz w tygodniu w sobotę zachlać pałę w pubie i byle do emerytury… Panna to samo. Jak dorobi z 1500 złotych do budżetu, to dobrze, a jak nie to siedzi wiecznie przed telewizorem, maluje paznokietki i ogląda głupie seriale, albo gala wiecznie przez telefon ze swoimi zjebanymi koleżankami. Od czego w końcu jest mężuś, niech zapierdala na budowie w pocie czoła na całą rodzinkę i zachcianki żonki. Z takim tokiem myślenia to nic dziwnego, że każdy jest niezadowolony z życia. Pomyśl chłopie nad tym, co ci powiedziałem. I nie mówię tu jedynie o materialnych rzeczach, jak pieniądze, dom, czy samochód, bo tych jest się ciężko dorobić w Polsce, ale am na myśli przede wszystkim niematerialne aspekty życia w rodzinie, których nie widać na pierwszy rzut oka, a które wbrew pozorom wcale nie jest tak łatwo pozyskać. Jest wiele ludzi, którzy chcieli by mieć własną rodzinę, ale nie mają, bo nigdy nie znaleźli tej drugiej połówki…

    12

    2
    Odpowiedz
  15. Bismisah Allach Allach!!!

    Jeśli chcesz uwolnić swoją agresje to wstąp do naszego Kalifatu.Potrzebujemy takich jak Ty do walki z niewiernymi oraz ustanowieniu Imperium większego niż Osmańskie.Kontunujmy dzieło Wielkiego Proroka Mahometa!!!!

    Teraz wykrzyknijcie „Allah jest Bogiem a Mahomet jest jego prorokiem”

    Wypowiedz „jeśli odstąpie od drogi dzihadu niech miecz zetnie mi głowe!!!!”

    Kalifat Was potrzebuje.

    0

    4
    Odpowiedz
    1. Weź się nie podszywaj pod naszego imama Zayoba, deklu.

      4

      0
      Odpowiedz
  16. Dodam jeszcze przypadek mojego kolegi który wracał ze spotkania wieczorem piechotą ze swoją żoną. 3 drechy z ławki zaczęły głośno podśmiewać się z tuszy jego żony, kolega nie wytrzymał i dresom coś dojebał kilka mocnych słów. Ci ruszyli na niego, jak zobaczyli że on nie pęka to jeden wyciągnął nóż. Wtedy kolega trochę zmiękł ale nie zdążył przemyśleć taktyki bo jeden drechol zaszedł go od tyłu i jebnął go w łeb. Generalnie zbutowali go na ziemi, zabrali portfel i telefon. Kilka dni dochodził do siebie, a nawet gliniarz z kryminalnej go zjebał na czym świat stoi, że powinien olać naćpane dresiwa i iść dalej, bo tak mógł tą kosą dostać pod żebra.

    Kumpel sam przyznawał, że „honor” mu nie pozwalał nie odezwać się jak mu żonę obrażali. Ale sama jego żona powiedziała mu przy mnie: „A co mi z Twojego honoru jakbym Cię na cmentarzu odwiedzała?”. I tak to właśnie jest, kobiety nieraz mądrzejsze od nas są jednak. Uwarunkowania kulturowe nakładły nam gówna do głów i często walczymy w sytuacjach wręcz głupich, tak jak mój kolega gdzie sam na 3-ech nie miał przecież szans. Powiecie że honorowo się zachował, charakternie… Ale tak jak we wpisie, mogło się nie skończyć na siniakach, ale na wózku inwalidzkim czy w kostnicy.

    4

    0
    Odpowiedz
  17. Może to sygnał że wydoroślałeś. Nie warto zwracać uwagę na takich debili. Jakbyś dał się sprowokować to zniżyłbyś się do jego poziomu.

    0

    0
    Odpowiedz
  18. bidny chłopie widzisz właśnie dorosłeś i nabrałeś większej świadomości i takie są tego konsekwencje, znam to, ale jest na to sposób. musisz wiedzieć co robisz tzn jak umiesz się dobrze napierdalać to unieszkodliwiasz śmiecia bez robienia mu większej krzywdy niż to konieczne bądź niebezpieczne proste i logiczne my myślący ludzie właśnie z takimi problemami się borykamy takie życie

    0

    0
    Odpowiedz

Sztuczna etykieta

Wkurwia mnie panująca wszędzie dookoła sztuczna etykieta, która sprawiła, że nie osiągnąłem pełnej niezależności finansowej mając obecnie 36 lat. Gdy kończyłem technikum akurat zaczynał się wielki boom na studiowanie. Kiedyś na studia szli tylko ludzie, którzy mieli w życiu plany zawodowe wymagające wyższego wykształcenia. I akurat na lata kresu mojej szkoły średniej zaczęło się to zmieniać. Kończyłem technikum budowlane, ale jednocześnie zaczęła mnie dopadać depresja, która bardzo wpłynęła na moje wyniki w nauce. W mojej rodzinie nie było wielu wykształciuchów, więc raczej nie wpajano mi, że bez studiów będę nikim, chociaż w szkole oczywiście nam zaczęto to wpajać i większość osób poszła na studia. Ale przejdźmy do rzeczy. Pamiętam jak pod koniec IV klasy technikum (przedostatniej) wychowawca zabrał nas do Urzędu Pracy. Pani, która nas oprowadzała opowiadała nam jak wygląda szukanie szukanie pracy przez pośredniak, zrobiła z nami pogadankę o planach na przyszłość, a na koniec puściła nam film pt. „Samoprezentacja”. I ten film mnie powalił. Co to kurwa jest? Cyrk na kółkach? Ja pierdolę. Film przedstawiał jak wygląda spotkanie i rozmowa w sprawie pracy. Oczywiście traktowano nas jak prawie techników i przyszłych inżynierów, dlatego oczywiście nie widziano nas jako roboli z łopatami tylko jako inspektorów, kierowników, managerów i chuj wie co jeszcze. Miejscem rozmowy na tym filmie było oczywiście eleganckie pomieszczenie biurowe, obłożone drewnianymi panelami z wbudowanym w sufit ledowym oświetleniem. Ubiór to oczywiście garnitur. Ale to nie wszystko. Oglądając ten film uświadomiłem sobie, że gówno wiem na temat dobrego wychowania. Rodzice nauczyli mnie mówić „dzień dobry”, „do widzenia” „dziękuję”, „proszę”, „przepraszam”, nauczyli mnie, że należy ustępować miejsca starszym w tramwajach, że widząc kobietę męczącą się z wózkiem na schodach należy podejść i jej pomóc, nauczyli mnie jeść nożem i widelcem, nauczyli też, że przy stole się nie beka, nie pierdzi i nie dłubie w nosie. Rozumiem także, że zapytanie o zarobki na dzień dobry podczas rozmowy o pracę nie świadczy dobrze. I co? Z filmu dowiedziałem się, że gówno wiem na temat dobrego wychowania. Dowiedziałem się z tego mądrego filmu, że jak w 30 stopni przyszedłbym w koszuli bez marynarki, albo nawet w marynarce i krawacie, ale z niezapiętym górnym guzikiem i ciut poluźnionym krawatem to już byłbym totalnym burakiem nie mającym szacunku do swojego niedoszłego pracodawcy i w tej sytuacji pracodawca powinien kazać mi zamknąć drzwi z drugiej strony. Również zdjęcie marynarki i położenie jej na oparciu krzesła bez pozwolenia jest wg tego przemądrego filmu jest talnym brakiem kultury. Kurwa, ludzie, trzymajcie mnie. Do tego oczywiście jaka teczka, jaki długopis, jaki zegarek, kurwa, może jeszcze jakie majtki? Mottem tego było słynne zdanie „jak cię widzą, tak cię piszą”. Ja pierdolę, czy oni nie zauważyli, że wśród ludzi w garniturach dominują największe gnidy, a wolontariusze w hospicjach to nierzadko młode chłopaki z dredami na głowie, kolczykami, tatuażami i w spodniach z krokiem w kolanach. Poza ubiorem było też oczywiście jak trzymać nogi, jak trzymać ręce, jakie pytania zadawać, jak formułować zdania. Kurwa, spróbowałem tego w domu. Czułem się jak cyborg. Po 5 minutach zesztywniałem i bolał mnie kręgosłup. I oczywiście cała ta rozmowa to jedno wielkie płaszczenie się włażenie w dupę. CV wg filmu dobrze lekko ukoloryzować, bo przecież to porażka przed eleganckim prezesem w garniaku powiedzieć, że ulubionym sposobem spędzania wolnego czasu jest oglądanie TV i chodzenie do pubu. Żeby dobrze wypaść, trzeba wymyślić, że lubi się teatr, literaturę piękną i uprawia jakiś sport. Czy człowiek na rozmowie o pracę nie może kurwa być sobą, nikogo nie udawać i siedzieć rozluźniony? Nie, bo to kompletny brak kultury i szacunku do człowieka. Do dziś flaki mi się przewracają jak jestem w jakiejś eleganckiej garniturowej instytucji, w której niezbędną osobą jest tak zwana sekretarka, czyli pani wyglądająca jak lalka Barbie, ubrana w garsonkę ze spódnicą nieco przed kolana, w wysokich szpilkach, sztucznie mówiąca i uśmiechająca się na siłę i ogólnie zachowująca się jak cyborg. Czy ona jest jakaś nienormalna, czy zachowuje się tak na rozkaz swojego przełożonego? W klasie maturalnej wszyscy kurwa do znudzenia gadali, kto gdzie idzie na studia. Ja, który postanowiłem sobie odpuścić ten jebany cyrk byłem oczywiście uważany za gorszego, za obiekt drwin, co skończy jako robol z łopatą. A ja po prostu uznałem, że mi ten cyrk niepotrzebny. Może źle to ująłem, nie uważam studiów za coś złego czy głupiego, ale uważam, że studia są dla ludzi dojrzałych, którzy wiążą z tym plan zawodowy na przyszłość, a dziś znaczna większość idzie studiować byle co, byle tylko studiować, a studia kojarzą im się przede wszystkim z wielkim imprezowaniem i chlaniem, bo przecież ludzie nie studiujący w wieku 20/25 to już kurwa nie mają się prawa bawić, knajpy są tylko dla studentów i najlepiej na legitymację. W klasie maturalnej gdy sobie drwili pomyślałem sobie, że za 5 lat ja się z nich pośmieję, gdy będę działał w własnym biznesie, a oni jak idioci będą biegać z CV po szklanych biurowcach, płaszczyć się i lizać dupę niedoszłym pracodawcom, a potem i tak żyć w lęku, że zwolni ich z dnia na dzień. Jednak z powodu nasilającej się, jebanej depresji założenie własnego biznesu zacząłem odkładać na później. Zacząłem pracować w rodzinnej firmie kominiarskiej. Niestety, po krótkim czasie doznałem kolejnego oczarowania, gdy zobaczyłem, że własna działalność niewiele różni się od tego co widziałem na tym mądrym filmie. Szef jest szefem dla swoich pracowników, ale zwykłym gówniarzem dla kontrahentów, którzy dają mu tę robotę, w tym przypadku – zarządców budynków. Wśród lokatorów jak wiadomo nie brakuje debili i upierdasów, dla których sensem życia jest bieganie do ADM-ów i robienie awantur po porstu o wszystko. Gdy zjebka lokatora wiąże się z naszymi robotami zarządca budynku odreagowywuje to na moim szefie krzykami i epitetami w stylu rodzica drącego się na swoje kilkuletnie dziecko, a szef dalej na swoich pracownikach. Oczywiście dla osoby nad sobą trzeba być milutkim, bo płaci, a trzeba włożyć coś do gara. Czy kurwa musi tak być? Czy ludzie nie mogą być dla siebie mili na co dzień? Rozumiem, że ludzie dają ludziom nieraz powody by ich zjebać, ale czy jest kurwa aż tak źle, że w środowisku pracy wzajemne darcie się na siebie i rzucanie epitetami są codziennością, a mili i serdeczni jesteśmy dla siebie tylko ostatni dzień roboczy przed Świętami B.N. i Wielkanocą. A jak przychodzi odbiór danej roboty to kolejny sztuczny i lukrowaty cyrk, który powoduje u mnie przewracanie się flaków. Na odbiór dla inspektora obowiązkowo musi być ciasto, a w przypadku kobiety także bukiet kwiatów. Ciasto to oczywiście tort i chuj, że tort z cukierni jest mdląco przesłodki, a pan / pani inspektor uwielbia sernik. Kupienie sernika byłoby brakiem szacunku i lekcewagą. Podobnie z kwiatami – muszą być z ekskluzywnej kwiaciarni, bo te od babci handlującej na ulicy nieważne, że pięknie pachną, a t z kwiaciarni bez zapachu – jak kupisz od babci z ulicy to nie masz szacunku. Kurwa, powtórka tej chorej, lukrowatej historyjki z filmu o samoprezentacji. I tak robię w tym rodzinnym biznesie 16 lat na jednym, tym samym stanowisku, a wracające ataki depresji i nerwicy nie pozwalają mi na podjęcie jakiejś poważnej życiowej decyzji.

71
8
Pokaż komentarze (20)

Komentarze do "Sztuczna etykieta"

  1. chujowiczu! zarabiaj z kluu.pl, bez działalności gospodarczej, konto automatycznie weryfikowane
  2. Na prawdę w to wierzysz że ktoś to przeczyta?

    3

    15
    Odpowiedz
    1. Widzisz, gdybyś nie lenił się czytać to wyraz „naprawdę” napisałbyś pewnie poprawnie.

      11

      1
      Odpowiedz
    2. Naprawde pisze się razem

      4

      1
      Odpowiedz
    3. Wierzę. Nie dla każdego tekst powyżej 2 linijek w stylu „ty idioto z PO” jest za długi.

      5

      1
      Odpowiedz
    4. Pan twój, Mesio, przeczytał. I to nawet z zainteresowaniem, bo patałach po kominach skaczący ma wiele racji. Ale taki świat i takie życie. Nie przeskoczysz tego, patałachu (to już do autora), to albo nie kop się z koniem, albo pogódź z losem, że wyżej nie podskoczysz. I nie zwalaj swej „niemocy” na depresję. Pan twój wie, że to utrudnia funkcjonowanie, ale wie też, że jedynym sposobem na jej przeskoczenie jest robienie, coś zaplanował. /Mesio PS. A jak nie chcesz mieć takich zmartwień, to trzy stówki w łapę (CV już napisałeś, przynosić nie musisz, szepnij tylko odźwiernemu na bramie „kominiarz”) i zapraszamy do naszego Łódzkiego Wydziału Fabrycznego. Po podpisaniu 10-letniego kontraktu nas będzie interesować tylko jedno: jak wydajnie zapierdalasz. A ma być wydajnie…

      8

      4
      Odpowiedz
  3. No to wyżelowane miernoty z polski mają „niepowtarzalną” szansę na awans do fazy pucharowej,bo mogą nawet przegrać dwa kolejne mecze z niemcami i ukrainą a i tak awansować z 3-go miejsca,i wtedy nastąpi w kraju eksplozja radości,niezdrowego hurraoptymizmu,całą polskę ogarnie euforia z powodu „niezwykłego” i „nietuzinkowego” wyczynu jej wspaniałych chłopców,synów tej ziemi,alkohol będzie lał się strumieniami w każdej nawet najciaśniejszej i najczarniejszej dziurze,spelunie,mrówkowcu,nie mówiąc już o biurach,budynkach użyteczności publicznej,wszelkich urzędach,przez najbliższe tygodnie panować będzie coś w rodzaju stanu wyjątkowego,święta narodowego,którego nie zakłucą nawet „szpiedzy i „trolle” zimnego czekisty i krwawego dyktatora putina zaś kardynanałowie i biskupi wystąpią do papieża z wnioskiem o uznanie ich świętymi,a niech kto śmie powiedzieć choćby jedno krytyczne słowo o tych wspaniałych chłopcach to mu się rękę odrąbie przy samej dupie,nie ustaną bale,balangi,potupajki i uroczystości z okazji tego wspaniałego wyczynu,kopacze zostaną zaproszeni przez samego władce tego cebulą śmierdzącego i tanim winem baraku III kategori jewropejskiej,odznaczeni przez niego najwyższymi odznaczeniami państwowymi i ogłoszeni bohaterami narodowymi o których pieśni będą śpiewać przez najbliższe tysiąclecia i pomniki stawiać,i niech ktoś ich cześć splamić się odważy to będzie ścigany przez psy systemu jak ci wandale którzy śmieli zniszczyć pomniki zbrodniarza bandery i zdrajcy kuklińskiego,a gdy tak bawić i swawolić się polacy będą to w tym samym czasie po cichutku i w cieniu tego wiekopomnego święta polska będzie umierać i powoli się rozkładać,a gdy dzień przyjdzie sądny to wtedy dopiero ujrzą że kraj ich dawno już w grobie pogrzebany leży a oni sami sami staną się bezwolną i pozbawioną wszelkich praw tanią-niewolniczą siłą roboczą ze wszczepionymi do mózgu czipami.

    2

    0
    Odpowiedz
  4. To jest kwestia męskości patałachu. Jakbyś zarabiał 17 tysi netto i jeździł mesiem tak, jak ja, to nie musiałbyś stosować żadnej etykiety. Wszystko i wszyscy by byli ustawieni pod ciebie. To dla robaków są zapięte marynarki w 30 stopniach, „proszę”, „dziękuję”, „przepraszam”. Prezes, Prawdziwy mężczyzna ma na wszystko i wszystkich wyjebane, i bierze to, na co ma ochotę, w sposób, na który ma ochotę.

    4

    7
    Odpowiedz
    1. 17 tysi netto? A co robisz? Sprzedajesz fury, które przed chwilą komuś zajebałeś z posesji czy dopalacze 10-latkom z podstawówek? I uważaj, bo jazda Mesiem często doprowadza na wózek inwalidzki. A wtedy żadna panienka nie będzie przed tobą klękać, żeby zmienić obsranego pampersa.

      8

      0
      Odpowiedz
      1. Trudno jest takiemu patałachowi jak ty wyobrazić sobie, że można zarabia 17 tysi netto; Prezes nie będzie tego tłumaczył. Trzeba być Prawdziwym Mężczyzną, z Jajaki. Wtedy, przy stalowych nerwal rozumie się Wielkie Interesy i Ważne sprawy. Patrz lepiej na taśmę, bo ci spierdala znowu i obetniemy ci coś z pensji 800 zł brutto.

        1

        5
        Odpowiedz
        1. Zluzuj poślady bo ci się literki mylą. 17 tysi… hahaha, chyba kopiejek. A pisząc tutaj „Wielkie Interesy” ryzykujesz osobistą wycieczkę np. z Byczywąsem.

          1

          0
          Odpowiedz
  5. Ja to przeczytałem. Zapal sobie blanta, problemy znikną. Posłuchaj Bob’a Marleya, kup sobie harleya, pierdol prace, znajdź coś dorywczego i miej wyjebane.
    Ewentualnie polecam wyjazd na stale do Australii/Nowej Gwinei.

    2

    3
    Odpowiedz
    1. co za stek bredni

      6

      1
      Odpowiedz
  6. Ja przeczytalem

    1

    0
    Odpowiedz
  7. Musisz najzwyczajniej w świecie odciąć pępowinę. Skąd wiesz, na co Cię stać, skoro nigdy nie próbowałeś niczego innego poza zapieprzaniem w rodzinnej firemce? Wyjedź do innego miasta, niech Ci będzie ciężko przez jakiś czas ogarnąć życie, czuj strach przed kolejnym dniem – to z kolei da Ci motywacje do zrobienia czegoś, co sprawi, że Twoje życie stanie się kolorowe. Tylko zrób to mądrze, odłóż trochę hajsu i wypierdol stamtąd. Jak znasz języki obce, to najlepiej poza granice Polski. Oczy Ci się trochę otworzą, zobaczysz trochę świata, poznasz inną mentalność, a nawet jakby Ci się nie powiodło, to zawsze możesz wrócić z powrotem do tego rodzinnego zapierdolu. Zaryzykuj, kurwa. Masz 36 lat, i tak kiedyś zdechniesz, naprawdę chcesz na łożu śmierci żałować, że niczego nie zrobiłeś? Cytat z „Symetrii”:

    – Żałujesz?
    – A Ty żałujesz?
    – Ja nic nie zrobiłem.
    – No właśnie, żałujesz, że nic nie zrobiłeś?

    Młodszy już nie będziesz. Wyhoduj jaja.

    Pozdrawia 25-latek po studiach, który od 3 lat siedzi w Anglii.

    6

    2
    Odpowiedz
    1. „25-latek” po studiach, który od 3 lat siedzi w Anglii”.

      Czy chcesz mi coś przez to powiedzieć? Że jestem gorszy, bo nie mam studiów i żebym uciekał z tego kraju. Dzięki za dobre chęci, ale nie skorzystam. Studia są potrzebne dla prawników, lekarzy i nauczycieli. A jakieś tam studiowanie socjologii, filologii nie wiadomo jakich tam jeszcze wynalazków to machina do produkcji bezrobotnych magistrów albo magistrów na kasie w marketach. Mój tata, który jest człowiekiem sukcesu ma średnie techniczne, kształci się całe życie za pomocą kursów i szkoleń, na których uczą tylko i wyłącznie spraw zawodowych, bez jakichś durnych wykładów o powstaniach i zaborach i analiz poezji Mickiewicza. 80 – 90% inżynierów budowlanych to idioci, którzy znają tylko suchą teorię wpojoną im w szkołach, a zero wiedzy praktycznej, a technika traktują jak gówniarza, który gówno wie o życiu, mimo, że ma 30 lat praktyki w zawodzie. A do Anglii też nie muszę jechać, bo tam wyjeżdżają 2 typy ludzi – pierwszy to ci co mówią „w tym kraju nie ma pracy dla ludzi z moim wykształceniem”, a drugi typ to świetni fachowcy, którzy zarabiają w PL powyżej średniej krajowej, ale wiecznie im mało. Ja nie zaliczam się, ani do jednych ani do drugich.

      3

      2
      Odpowiedz
      1. W ogóle nie myślałem, że możesz mój wpis zinterpretować jako atak na Twoją osobę. Mówiąc, że jestem po studiach, miałem na myśli fakt, że też się wpierdoliłem w to całe bezsensowne studiowanie, które do niczego nie prowadzi, jeśli, tak jak mówisz, nie studiujesz żadnych przyszłościowych kierunków.

        Mówisz, że masz nawracającą depresję i ataki paniki – jeśli nadal będziesz tkwił w tym samym miejscu, to nic się nie zmieni, dlatego uważam, że najrozsądniejszym rozwiązaniem będzie zmiana otoczenia. Jak nie chcesz wyjeżdżać z Polski, to spoko. Polska jest obszerna, na pewno znajdziesz swoje miejsce w innym mieście. Co do tego fałszywego gówna z sekretarkami-cyborgami i ogólnym zakłamaniem gatunku ludzkiego – to jest wszędzie. Tacy są ludzie, nie mają własnego zdania, żyją pod dyktando innych, bo przecież trzeba coś żreć, dlatego adaptują się do środowiska, żeby przeżyć.

        Do Anglii wyjeżdżają różni ludzie. Tacy jak mówisz też, ale wyjeżdżają też osoby, takie jak ja, które nie miały żadnych pleców w Polsce, a nie będą zapierdalać w chorych warunkach za jakieś grosze, gdy w przeciągu 3 godzin mogą być w miejscu, gdzie zarobią siedem razy tyle w normalnych warunkach i będą mogli rozpocząć własną działalność.

        Pozdrawiam i powodzenia!

        4

        0
        Odpowiedz
  8. Co Cię opętało? Po co żeś tyle nadrobił? Do końca nie wiem o co Ci chodzi. Było skończyć lub nie kończyć studiów, np. zrobić sobie kurs na spawacza, podszkolić język (jakiś obcy) i wypierniczyć z tego kraju. Po co bujasz się po dachach , nabijasz komuś kabzę i bierzesz udział w zawodach na lizanie dupy? Masz jeszcze szansę coś zmienić, za parę lat będziesz za stary….nie chcę być wredna ale Twój obecny zawód nie jest przyszłościowy…tzn. ciężko brykać po schodach, dachach do emerytury a na awans bez studiów chyba szans nie masz. I w ogóle jaki awans? na starszego majstra od lizodupstwa? Ogarnij się i pierdolnij tą robotę. Boisz się? Też się bałam, a teraz sama się śmieję ze swoich lęków sprzed kilku lat.

    1

    4
    Odpowiedz
    1. „twój zawód nie jest przyszłościowy”

      Tu się bardzo mylisz. Ludziom się wydaje, że to zawód na wyginięciu, bo w domach coraz mniej pieców na węgiel / drewno. Zawód kominiarza to także urządzenia grzewcze na gaz i przewody wentylacyjne, które są w każdym budynku. Kominiarz jest potrzebny przy każdym odbiorze nowo wybudowanego budynku, przy każdej przeróbce mieszkania, przy zmianie właściciela, czyli otrzymaniu tzw. decyzji, przy wykupie mieszkania, przy otwieraniu każdego lokalu użytkowego, po każdym remoncie dachu wzywa się kominiarza, żeby sprawdził, czy kominy nie są pogruzowane. I jest to jeden z nielicznych zawodów w brażny budowlanej, gdzie nie ma konkurencji. Jest nas tak mało, że nikt nie stosuje intryg, nie podbiera nikomu roboty, bo każdy sam ma tyle, że musi częściowo odmawiać.

      4

      0
      Odpowiedz
  9. Z powodow ktore opisujesz siedze w Niemczech po 5-cio letnich studiach w naszym kraju. Poniewaz kierunek byl zwiazany z Panstwem, w ktorym obecnie jestem, rozwijam sie tutaj w tej kwestii, aczkolwiek nie jest latwo. (wyksztalcenie mam bardzo pozadane tu, natomiast jest bardzo duzo biurokracji, ktora trzeba przeczekac, wiec musze kontrowac to praca w w biurze- lecz nie w moim zawodzie oraz praca dodatkowa w knajpie z totalna patologia turecka i arabska, aby nie siedziec na zasilku jak wiekszosc tu Polakow…). Niemniej, pomimo powyzszego szamba, na rozmowach kwalifikacyjnych panuje CALKOWICIE INNA atmosfera, niz w Polsce. Tutaj przychodzisz normalnie, schludnie ubrany i mozesz byc soba. Napisac o tym (i nie tylko o tym ale o tysiacu innych roznic z zakresow socjalnych, etycznych, kulturowych, gospodarczych itd. ) moglabym ksiazke, ale nie bede nawet zaczynac, bo i tak kazdy, kto w Nimeczech byl wie o czym mowie, a ten kto nigdy tu nie byl, nie bedzie chcial uwierzyc. Nawet jakby ktos, kto zyl tu gdzie ja obecnie okropnie narzekal na ten kraj i wrocil z powrotem do Polski, to i tak w glebi duszy zgodzi sie ze mna.
    Nie chce cie zasmucic albo popsuc ci samopoczucia jeszcze bardziej, ale opisane przez ciebie zjawiska nigdy nie znikna lecz przeciwnie, poglebia sie jeszcze bardziej. Frustracja tutaj niczego nie zmieni lecz jej obecnosc jest zrozumiala. Nie bede cie namawiac do wyjazdu za granice, ale jedyna rada, jaka moge ci dac, jest po prostu przestac myslec o tym z czym sie nie mozesz pogodzic. Przyjac zalozenie, ze to 'norma’. Ja tak nie potrafilam zyc, stad wyjechalam. Ale te 'sekretarki’ i inni o ktorych piszesz funkcjonuja, poniewaz przyjeli panujace zasady jako 'normalne’.

    Ps. Wiesz skad wzial sie ten stek bzdur na temat zachowan podczas rozmow kwalifikacyjnych itp.? Pewnien pan z bardzo przerosnietymi ambicjami postanowil nas mocno zmanipulowac i wprowadzic te oto 'twory’ do naszej kultury. A ze my, ludzie, bardzo latwo podlapujemy 'zacne, dobrze uargumentowane’ GOWNO, idea sie rozwinela- znalazla wielu wyznawcow wsrod 'ekspertow’ – tak tez powstaly zawody typu 'specjalista od …’ , 'coucher’ itd. To troche dluzsza historia, ale w skrocie mozesz dojsc do prostej konkluzji – to wszystko to fotomontarz ktory steruje slabszymi intelektualnie populacjami . Stad tez jestes moze 10% w tej masie, ktore nie daja soba sterowac i nie daja sobie wmowic tego syfu. Ponadto, co jest bardzo bardzo istotne- jak to tutaj mowia ”Geldmacherei”. Czyli dobre trzepanie kasy za wszelkiego rodzaju specjalistyczny chlam nikomu do niczego nie potrzebny. Wez Freuda do reki, przeczytaj od deski do deski a Twoja depresja zniknie 🙂 Pzdr

    5

    1
    Odpowiedz
  10. Mnie się nie udało przeczytać,a chciałem…

    2

    0
    Odpowiedz

Pseudopatriotyzm

Ostatnio wkurwia mnie wszechogarniający pseudopatriotyzm. Kiedyś ludzie byli prawdziwymi patriotami. Przez wszystkie okresy niewoli i okupacji mieli go w sercu. Pielęgnowali polski język, kulturę, tradycje, zwyczaje itd. A dziś patriotyzm pozostał tylko gołym, pustym słowem, którym młodzi afiszują się jak pojebani podczas mistrzostw w piłce nożnej, świąt narodowych i wyborów prezydenckich. A tak naprawdę polskość dziś zanika. Rozumiem, że nasze wyroby motoryzacyjne to porażka i ludzie nie chcą ich kupować. Ale nasz kraj to wiele rzeczy, którymi możemy się szczycić i być z siebie dumni. I co? Nasz język wśród młodych jest pełen pustej łaciny albo jakichś pierdolonych, anglojęzycznych sloganów, kultura i tradycje zamerykanizowane, jeden wielki amerykański snobizm, a patriotyzm to puste i gołe słowo. Dziś większość młodych zaczepionych na ulicy np. 1 VIII, 13 XII i zapytanych o dzisiejszą datę, odpowiedziałaby, że nie wie. Podczas szkolnych apelów hymn odśpiewują sami nauczyciele, bo uczniowie albo nie znają, albo się wstydzą. Do tego jeszcze, co mnie również strasznie wkurwia, na fejsie i tym podobnych robi się ludziom wodę z mózgu wystawiając na piedestały bohaterów i patriotów ludzi, którzy zginęli w czasie II wojny, bo z lufą karabinu przy głowie zaśpiewali Mazurek Dąbrowskiego, owdowiając przy tym swoją żonę i osierocając kilkoro dzieci, a mogliby żyć jeszcze kilkadziesiąt lat i zrobić wiele dla tego świata. Podobnym idiotyzmem jest dla mnie robienie bohaterów – patriotów z ludzi, co w PRL-u nie zapisali się do Partii, a dziś opluwają ten kraj z powodu głodowych emerytur. Młodzi jarają się tymi „bohaterami”, a w swoim życiu codziennym opluwają Polskę, bo nie zapewnia im życia na poziomie luksusu. Rozumiem ludzi opluwających Polskę, którzy muszą wydawać miesięcznie kilka tysięcy PLN na leki, rehabilitacje itp., ale to jednostki. Osobiście znam masę ludzi, co pierdolą o patriotyzmie polegającym na nie zapisywaniu się do Partii w czasach PRL lub śpiewaniu zakazanych piosenek pod lufą karabinu w czasie II w.ś, a na codzień opluwają Polskę, tylko dlatego, że nie stać ich na dom 300m2, Merca nówkę z salonu i wakacje na Dominikanie albo na Seszelach i muszą się pocieszyć 60m2 w wielkiej płycie, 10-letnim Oplem i 2-tygodniowymi wczasami do Egiptu z last minute raz w roku. Kurwa, dla takich ludzi Rząd powinien ustanowić przymusowy wyjazd na misje do Afryki.

26
17
Pokaż komentarze (18)

Komentarze do "Pseudopatriotyzm"

  1. chujowiczu! zarabiaj z kluu.pl, bez działalności gospodarczej, konto automatycznie weryfikowane
  2. ty idioto… z peło

    4

    13
    Odpowiedz
    1. A z czego polacy maja sie szczycic? Produkcja palet to szczyt polskiej mysli technicznej.

      0

      0
      Odpowiedz
  3. Z obserwacji widzę że za hasłem patriotyzm najczęściej kryje się kibolstwo, a za „gotowością do obrony kraju” – rozpierdalanie śmietników i zaczepianie obcokrajowców. Barw polskiej flagi by nie ułożyli we właściwej kolejności

    19

    1
    Odpowiedz
    1. Jeszcze bym dodał, że pod hasłem patriotyzm kryje się uznawanie katastrofy smoleńskiej za zamach, stawianie pomników Lechowi, świętowanie Smoleńska 10-go każdego miesiąca oraz w każdą rocznicę historyczną Polski (np. 1 IX, 1 VIII, 13 XII) i uznawanie Jezusa za króla Polski.

      14

      2
      Odpowiedz
    2. No, nawet ostatnio takiego z sąsiedztwa „widziałem”. A raczej jego samochód. Z okazji Euro, ciul ubrał lusterka boczne w biało czerwone pokrowce. Tylko, że odwrotnie założył i debilowi jeździ teraz z flagą Monako/Indonezji. 😀

      13

      1
      Odpowiedz
      1. Niedługo je zdejmie. Buraczani znów mają igrzyska a już niedługo czyli 22 czerwca będą wkurwieni chodzić.

        3

        0
        Odpowiedz
  4. Teraz awansować do jewro i wyjść z grupy jest chyba najłatwiej w histori tych igrzysk,teraz byle ofiary losu mogą mieć swojego przedstawiciela w 1/8 finału,ot wystarczy zająć 3 miejsce i możesz się czuć jak pan świata przed którym mają składać pokłony,i trzeba tej idei przyklasnąć bo na niej wyjdą dobrze tylko nieliczni(i tak ma być),tj.władcy tego świata którym pomoże to wydatnie w realizacji nowego porządku,ich podkomendni którzy dzięki igrzyskom się wzbogacą o kolejne miliardy(a na ofiarach losu z piłkarskiego zadupia zbiją jeszcze więcej kasy niż kiedykolwiek wcześniej) i marionetki którym motłoch nie będzie patrzył na ręce przez czas dłuższy niż 3 mecze fazy grupowej po której z reguły następował powrót do domu(ale teraz to już przeszłość i tytuły w szmatławcach typu:”Wstyd,Żenada,Kompromitacja,Hańba,Frajerstwo.Nie wracajcie do domu.”,staną się zamierzchłą przeszłością,bo tylko kompletna mameja i wyjątkowa oferma nie awansuje do fazy pucharowej przy tym systemie rozgrywek jaki jest obecnie na jewro.),propagandowe i pijarowskie korzyści z tego tytułu będą nieprzebrane i nieograniczone,psychologiczne i socjologiczne również i to na tyle dalece że czujność i inteligencja motłochu zostanie jeszcze bardziej uśpiona, i to tak bardzo że ryzyku buntu przeciwko nwo zmaleje o kolejne punkty procentowe,natomiast nie skorzysta na tym(czyli jak zwykle)jakieś 99% populacji czyli stado baranów do strzyżenia bo ani nie uchroni ich to przed tym co nieuniknione,ani nie spowoduje to polepszenia ich fatalnej już sytuacji,co najwyżej wytworzy w nich krótkotrwałe i złudne uczucie szczęścia i spełnienia,ale na tym skończą się i tak bardzo wątpliwe dla nich korzyści,w każdym razie zwykły robak i tak czy tak będzie na pozycji z góry przegranej i skazananej na klęske.

    3

    0
    Odpowiedz
    1. Wyjątkowa oferma i mameja nie awansuje………czyżby to byli nasi kopacze błaaaaaahahahahah:) Nic sie nie staooooooooo:)

      1

      0
      Odpowiedz
  5. No wiesz, ja wyjeżdżam za granicę na stałe. A byłem nacjonalistą. Nie będę tu tyrał jak niewolnik a moje dzieci i żona nie będą żyły w biedzie. Nie jestem zbyt bystry a tu z uczciwej pracy nie utrzymam się. W tym problem, bo są miejsca, gdzie każdy uczciwie pracujący może żyć normalnie. Tutaj niestety nie.

    8

    1
    Odpowiedz
    1. Tutaj pracą dorobisz się najwyżej odcisków. Pokolenie najniższej krajowej, ja pierdolę….. 1355 netto i wszystko jasne.

      4

      0
      Odpowiedz
      1. Gdybyś miał fach w ręku, np. hydraulik, elektryk, spawacz, księgowy, projektant, kosztorysant, byłoby Cię stać na auto z wysokiej półki, wczasy w ciepłych krajach 2 razy w roku i korzystanie z prywatnej służby zdrowia. Gdybyś był dobry w tym co robisz miałbyś tyle z prywatnych zleceń, że musiałbyś częściowo odmawiać, a na etacie też byś mało nie zarabiał, bo dobrych fachowców budowlanych w PL brakuje. A gdybyś się trochę wysilił, zawsze możesz założyć własny biznes. Albo inny przykład – gdybyś np. umiał grać na jakimś instrumencie miałbyś full zamówień na wesela.
        Ale niestety dziś fachowcy o której wspomniałem to głównie dziadki, a młodym wpaja się dziś model edukacyjny – po podstawówce obowiązkowo ogólniak (średnie szkoły techniczne są dla średniaków, a ja jestem prymusem) a potem jakiś dziwaczny kierunek uniwersytecki, typu socjopatologia i tym podobne. I potem taki magister wie ile w PL mieszka ludzi, ile jest rocznie narodzin, zgonów, , ile ludzi chleje, a nie umieją prawidłowo przybić gwoździa.

        5

        0
        Odpowiedz
        1. Trudno się z tym nie zgodzić. Tak się kiedyś przyjęło w tej dziwnej krainie, że zawodówka jest zła – lepiej iść do liceum a później na studia… i koło się zamyka.
          I studiuje później jeden z drugim latami, traci na to czas pieniądze nerwy… Po czym przeżywa tylko rozczarowanie, bo zyski (papierek magistra) nijak nie rekompensują zmarnowanych pieniędzy i czasu. Na studia (każde jedne od poważnych Uniwersytetów po prowincjonalne PWSZ – ty) powinny bezwzględnie egzaminy wstępne wrócić. Kto się nadaje/chce studiować/ interesuje go dany kierunek ok. Reszta po ogólniakach uczyć się zawodu – to jedyny sposób by coś tutaj drgnęło.

          3

          0
          Odpowiedz
    2. Masz 100% racji. Nie potrafiliśmy przez 25 lat zbudować w Polsce dobrobytu. Udało się tylko nielicznym, a cała reszta zapieprza za marne grosze. I to jest wina Państwa. Bo to polityka państwa powinna być skierowana na rozwój gospodarki. A nie tylko i wyłącznie markety i montownie… Te nieliczne firmy Hi Tech które są to kropla w morzu. To państwo za wszelką cenę miało uprościć przepisy, zapewnić sprawną infrastrukturę aby dać impuls do rozwoju…A my głupich autostrad prze 25 lat nie skończyliśmy. Co więcej ich plany były od lat 70 XX w. i należało je tylko konsekwentnie realizować…Sprzedaliśmy się za garść świecidełek…

      6

      1
      Odpowiedz
  6. Patriotyzm to jeden z największych idiotyzmów jakie widział świat. Rasizm jest zły i w ogóle be, nie? To teraz takie podstawowe pytanie – czym ten wasz patriotyzm różni się od rasizmu? W ogóle co to za głupi pomysł, żebym miał się utożsamiać z jakimiś obcymi ludźmi tylko dlatego, że mieszkamy w obrębie tego samego odpowiednio wydzielonego kawałka ziemi? A w czym jest mi on mniej obcy niż jakiś na przykład chińczyk? Że mówimy w tym samym języku? I co z tego? Że niby mamy tę samą historię? Moja historia zaczęła się tak jakoś w momencie moich narodzin i nie rozumiem, co ze mną wspólnego mają wydarzenia które się działy w czasie, gdy nawet nie istniałem. Jeśli choć jedna osoba tutaj myśli podobnie, albo dzięki temu komentarzowi zacznie – dla mnie to już będzie sukces.

    4

    7
    Odpowiedz
    1. Misiu, tu chodzi o to że ludzie się solidaryzują, żyją we wspólnocie i sobie pomagają. Tak było zanim ludzie wymyślili jakąkolwiek cywilizację kiedy zbierali zapasy, bronili się przed drapieżnikami, osiedlali się itd. bo ludzie to zwierzęta stadne. Albo chcesz przetrwać albo tyraj sam i radź sobie, wymyśl lepszy pomysł na przeżycie tylko nie kwicz że nie będzie miał cię kto obronić przed Państwem Islamskim no bo „patriotyzm jest chujowy”.

      3

      1
      Odpowiedz
  7. Jakbyś zarabiał 17 tysi i jeździł mesiem tak, jak ja, to byłbyś przwdziwym patriotą. Prezez kocha swój kraj, bo gdy w ten czy inne sposób uda się osiągnąć pewien poziom, to łatwo zbudować pod sobą szklaną podłogę, pod którą masz wszystkich patałachów, którzy nie wespną się wyżej, do twojego poziomu. Mówię nie tylko o szklanej podłodze (a raczej podłodze – lustrze weneckim) – która jest w moim luksusowym, klimatyzowanym i podwyższonym biurze. Mówię o szklanej podłodze w sensie biznesowym. Jak się w The Eve pije niebieskiego Johny Walkera z Prezesem Urzędu Skarbowego i Prezesem nadzoru BHP, to na wiele można sobie pozwolić. Pamiętam jak kiedyś taśmowemu patałachowi wkręciło rękę do otwartego napędu pracującej taśmy. Zmiażdżyło mu wtedy 3 palce i uszkodziło łokieć, a było to w trakcie kontroli BHP. Inspektor tylko pokiwał palcem, powiedział do brygadzisty – no, żeby mi to było ostatni raz, – a do drącego ryj robola – a ty też powinieneś bardziej uważać patałachu. Ten sam inspektor kazał zamknąć nowootwartą nieopodal małą fabryczkę gwoździ, bo umywalka była trochę za nisko względem tego, co mówią przepisy. Innym razem jakaś grupa absolwentów studiów jakoś zdobyła niewielki kapitał i chcieli otworzyć konkurencyjny do naszego Wydział, tylko taki malutki. Kontrola podatkowa ich dojechała zanim jeszcze zaczęli, zabrała im wszystko + 6 lat zakazu prowadzenia działalności. U nas natomiast wykryto wałek, bo płaca minimalna wynosi 1850 zł, a płacimy 800 zł; kwestia kreatywnej księgowości. Inspektow był jednak wyrozumiały, że musimy dbać o koszty, zatrudniamy pracowników, itd. No – ale zarzygał mi dzień wcześniej kibel niebieckim Johny Walkerem, więc rekompensata się należała.

    1

    5
    Odpowiedz
    1. Weź się nie podszywaj debilu…

      3

      1
      Odpowiedz
  8. A ja noszę koszulkę z Mazowieckim, Kuroniem, Michnikiem, bo to jest Naród Wybrany!

    7

    3
    Odpowiedz

Martynka i jej mama

Mam 15 letnią córkę gimnazjalistkę. Bardzo ją kocham, ale mam poważne wątpliwości, co do jej dalszej życiowej drogi. Jakie są dzisiejsze gimbusy, każdy widzi. Wielkie oczekiwania, wymagania, ale bynajmniej nie od siebie. Pokolenie roszczeniowych dzieci, którym się należy, którym nie można zwrócić uwagi, ani wymagać, bo jest konwencja antyprzemocowa i taki małolat może cię bezkarnie zgłosić do odpowiedniego urzędu i tłumacz się, że robisz to z odpowiedzialności i miłości do dziecka. Wiele myślałem o mojej Martynce, jak staje się pustakiem intelektualnym i emocjonalnym o problemach 9-latki. I doszedłem do zaskakujących odkryć. Najlepiej zwalić wszystko na szkołę, rówieśników, telewizję, internety itd. Pewnie nie są one bez winy, ale to w domu rodzinnym bije źródło tej patologii. Mama Martynki jest zadbaną, dobrze wykształconą, pracującą kobietą, z tzw. dobrego domu, nie tam jakąś blacharą, Kiedyś jeszcze czytała, miała plany, chciała zmieniać świat. A teraz? Jak tu się nachapać, najlepiej cudzymi rękoma (męża). Stała się taką wydmuszką intelektualną, żywiącą się serialami i plotkami z koleżankami na jej poziomie, jeżdżącymi jak na kobyłach na swoich potulnych mężach. Martynka jest często świadkiem jak jej matka wypowiada się o swoim mężu, a jej ojcu z lekceważeniem lub wulgarnie. Niszczy mój autorytet w oczach córki, nie dostrzegając, że w zamian nic nie daje, bo Martynka jej też nie ufa, lawiruje i kłamie. I co gorsze, wchłania w siebie „mądrości” mamusi, jak to najważniejsza jest uroda i w nią trzeba inwestować, nie w jakąś tam naukę, bo trzeba znaleźć nadzianego faceta, najlepiej korposzczura, który będzie zarabiał, al w razie potrzeby płacił wysokie alimenty, bo ty Martynko jesteś księżniczką i jesteś tego warta. Bo ja widzisz jak zmarnowałam sobie życie. A przecież das Geld macht die Welt (money makes the world go round). Sama rekompensuje sobie siermiężne życie w PRL-u obrastaniem w dobra materialne, wcale tak naprawdę jej niepotrzebne, ale ludzie mają więc i ja muszę … A moje kochane dziecko nie może być gorsze, co by ludzie powiedzieli… Musi mieć tańce, jazdy konne, tenis, jest przecież z klasy średniej, a może kurwa nie? Nie podoba się, to oddaj mi co masz, płać alimenty wypierdalaj, bo tak naprawdę nie jesteś potrzebny! A najlepiej jakbyś zdechł, to Martynka dostanie rentę rodzinną. Potem wszyscy się dziwią, ze takie dziewczyny nie szanują swoich partnerów i maja tylko oczekiwania. Łapią faceta na dupę, przyssą się do takiego i spijają co najlepsze, nic z siebie nie dając. Tkwię w takim włąśnie dysfunkcyjnym małżeństwie, ale wiem, że tak trzeba, bo beze mnie Martynka zupełnie się stoczy, choć nie przychodzi mi to łatwo. I wcale nie uważam, że jestem kryształowy, ani bez winy. ..

138
5
Pokaż komentarze (13)

Komentarze do "Martynka i jej mama"

  1. chujowiczu! zarabiaj z kluu.pl, bez działalności gospodarczej, konto automatycznie weryfikowane
  2. To jako ojciec dawaj dobry przykład

    3

    5
    Odpowiedz
  3. No chłopie…dałeś się wykastrować i cóż Ci mogę powiedzieć? Martynka jest stracona. Jest za późno. A co robiłeś jak córka miała 3, 4 , 6 lat? Możesz teraz walić głową w mur, krzyczeć, miotać się …ale ona już nie będzie inna niż Twoja żona. A po co tak zapierdalałeś? A dlaczego sponsorujesz konie, słonie tańce i łamańce? Dlaczego? Co z Wami faceci jest? Albo sieroty życiowe albo sponsorzy. Masz wspólne konto z żoną? Pokazujesz odcinek wypłaty? Błąd, karygodny. Sam stworzyłeś potwora w postaci żonki a teraz rośnie(urósł) ci nowy. Chcecie mieć piękne, pustostany żeby się kumplom chwalić to macie. Pracuje Twoja żona? Pewnie nie, skoro ma czas na bzdety w postaci seriali i plot. Nie masz wyjścia, musisz dalej ciągnąć ten wózek. Karm i ubieraj te dwa bluszcze do końca swoich dni, może przynajmniej na kolegach i sąsiadach robicie wrażenie super rodzinki …jak z serialu 🙂

    32

    4
    Odpowiedz
    1. Kozak w necie,dupa w swiecie… 🙂

      2

      8
      Odpowiedz
      1. Jak wszyscy na tej stronie…

        3

        0
        Odpowiedz
  4. 1. Widziały gały, co brały. 2. Jak sobie pozwalasz włazić na głowę, to tak masz. A ściślej pozwalałeś sobie od początku i się nazbierało, pantoflarzu (bo nadal nie zrobiłeś porządku). To do kogo pretensje? Każdy kowalem swojego losu.

    9

    6
    Odpowiedz
  5. Ty sobie ją wybrałeś i proszę Cię nie wylewaj teraz pomyj na 3,5 mld kobiet na świecie przez Twoją żonkę i córkę. Bo takie stuleje na chujni wierzą potem że wszystkie 3,5 mld kobiet taka jest i wylewają swoje żale w necie

    5

    17
    Odpowiedz
  6. A jakie są „gimbusy”? Jakie jest to „pokolenie roszczeniowych dzieci”? Coś Ci się pomieszało. Mam dziecko niewiele starsze od Twojej córki i uważam, że jesteś w błędzie jeśli sądzisz, że dzisiejsze pokolenie jest roszczeniowe, z wielkimi wymaganiami itp. Twoja córka taka jest. Jest dokładnie taka jak Ty i Twoja żona. Tyko tyle i aż tyle. Nie wszyscy młodzi ludzie ćpają, piją, pieprzą się po kątach. Nie wszystkie dziewczyny myślą tylko o ciuchach, chłopakach, bogatych mężach i lakierze do paznokci. Widzisz tylko swoją córkę, jej koleżanki i jej otoczenie. Chodzi do gównianego gimnazjum z innym potomstwem „średniej klasy”, które w domu od maleńkości słyszą rozmowy tylko o kasie. Wy ją wychowaliście na podobieństwo swoje, nad czym teraz płacz? Uświadomię Cię. Dzisiejsza młodzież to wykształceni, mądrzy ludzie, którzy radzą sobie w kraju jak i za granicą, są cenieni i doceniani. Może poczytaj sobie coś o laureatach konkursów krajowych i zagranicznych. Poczytaj o naszych młodych naukowcach…nie słyszałeś o czymś takim? Nie znajdziesz ich półnagich fotek na facebooku z ryjem w dzióbek, nie spotkasz w galerii handlowej śmigających w białych kozaczkach. Twoja żona zawsze taka była tylko Ty tego nie chciałeś widzieć. Ty sam piszesz, że święty nie jesteś, więc czego oczekujesz od Waszego dziecka? Jaka ma być? Będzie dokładnie taka jak Ty i jej matka.
    Ja cenię młodych ludzi. Uważam, że mają bardzo ciężko. Podziwiam ich odwagę, determinację, zdolności, siłę przebicia.
    Twoja Martynka za rok wstawi swoje „sexi” foto na facebooka a za dwa lata pokaże Ci środkowy palec.

    25

    11
    Odpowiedz
  7. smutna chujnia. trzym sie bracie. najlepiej to pierdolnac to wszystko i wyjechac w pizdu od tego wariactwa na drugi koniec swiata. niech se martynka ze swoja stara dalej brna w to zidiocenie

    19

    3
    Odpowiedz
  8. Wszystkie Martyny są pojebane. 🙂

    31

    6
    Odpowiedz
  9. Normalnie przewlekła Mantis religiosa.

    2

    4
    Odpowiedz
  10. Ne rozumi : (

    0

    0
    Odpowiedz
  11. Nagrywaj awantury żony żeby w razie czego mieć jakieś dowody dla sądu gdyby w końcu doszło do rozwodu. Pamiętaj że w takim przypadku ona i jej psiapsióły zrobią z Ciebie potwora, a i Martynkę przeciągną na swoją stronę. Swoją drogą to samo pakowanie się w klasę średnią to już jest niezła chujnia. Nakupują sobie te babska szmat za grube tysiące, smażą cycki na solarium, masują se dupska jakimś błotem w spa i myślą że są lepsze od innych jebane pustaki. Ja bym dociągnął jakoś do pełnoletności Martynki a potem kopnął żonę w dupę. Wtedy babsko nie zobaczy alimentów, a Martynka może ich zażądać w sytuacji gdy się dalej uczy, więc z pożytkiem dla niej.

    24

    0
    Odpowiedz
  12. Ogranicz dopływ gotówki, może razem z Martyną wesprzyjcie jakąś kampanię charytatywną zaangażujcie się w jakiś projekt czasowo nie tylko finansowo od czasu do czasu.Pomaganie jest fajne i stwarza możliwości poznania ludzi dla których nie tylko pieniądze są ważne.

    2

    1
    Odpowiedz

Wszędzie sport, po prostu wszędzie

Jak w temacie. Gdy chcę obejrzeć na spokojnie wiadomości, to kurwa co? Sport. Kupiłem sobie rano gazetę i chcę ją spokojnie przy kawie przeczytać. A na pierwszej stronie oczywiście ryj jakiegoś piłkarza i nagłówek typu „ło kurwa on strzelił gola aaaa”. Oczywiście jeszcze w drodze do sklepu musiałem zobaczyć wyjebany na cały wszechświat baner z jakimś piłkarzem. Jak włączam radio to pierdolą o sporcie, w sumie tak samo jest w telewizji tylko z tą różnicą że jeszcze są obrazki. Nawet jak idę do pracy to znajomi muszą gadać o tym pierdolonym we wszystkie dziury sporcie. Całe życie mnie zastanawiało, co jest fajne w tej całej piłce nożnej, koszykówce i nadal nie wiem. Ja rozumiem, każdy lubi co lubi, no ale kurwa dlaczego każdemu trzeba wpajać od małego że sport jest zajebisty? Jakiś chuj kilkaset lat temu wziął kondoma wypełnionego flakami, postawił dwie bramki i wymyślił coś co ludziom w głowach wiruje. Jeszcze przed wczoraj był ten mecz Polska – Irlandia i teraz wszyscy się tym rajcują jak grubas na darmowego kotleta. Staram się ignorować moją chujnie, ale ona jest wszędzie. Niedługo pewnie jak będę się chciał wysrać w publicznym WC to jak podniose klape to zobacze coś co propaguje piłke nożną. Tyle w temacie. Nie obrażam tych co lubią sport, tylko wypierdoliłbym w ryja bardzo chętnie tym, co nie dają mi i na pewno wielu osobom żyć w spokoju.

48
23
Pokaż komentarze (10)

Komentarze do "Wszędzie sport, po prostu wszędzie"

  1. chujowiczu! zarabiaj z kluu.pl, bez działalności gospodarczej, konto automatycznie weryfikowane
  2. Sport to emocje a emocje to tworzenie pokoleń emocjonalnych zombie czyli głupich ludzi. Spójrz, kobiety często lecą na emocje i jak na tym wychodzą? Wchodzą w związki z draniami, którzy zapewniają im ogromne zastrzyki emocji, ale ci sami dranie po pewnym czasie mają je kompletnie gdzieś i sobie je wymieniają jak skarpetki. Wniosek? Spora ilość emocji emocji powoduje głupotę. I teraz zauważ, że w TV są także takie programy jak np. Taniec z gwiazdami, You can dance, kiedyś Brother i wiele innych. O czym są te programy? O emocjach. Nie ma tam nic wysoce intelektualnego. Tak właśnie się programuje pokolenia głupców, którzy nawet nie pomyślą by spojrzeć wyżej do źródła tego problemu.

    10

    1
    Odpowiedz
  3. Jest euro, uspokój się kurwa. Za jakiś czas minie, też mnie to denerwuje.

    0

    3
    Odpowiedz
  4. Jakbyś zarabiał 17 tysi netto i jeździł mesiem tak, jak ja, to miałbyś willę za 2 bańki w Wawce, w luksusowej dzielnicy, którą zamieszkują Biznesmeni, prawnicy i lekarze. Oni nie pierdolą o rozrywkach dla plebsu, tylko kultiuralnie spotykają się w prestiżowych klubach – takich, jak The Ewe, gdzie można napić się niebieskiego i złotego Johny Walkera i posłuchać dobrej muzyki.

    1

    6
    Odpowiedz
    1. Że też ci się chciało, podróbko Mesia, Pana twojego, o trzeciej w nocy komentarz pisać… Pan twój byłby pod wrażeniem, gdyby nie to, że to go pierdoli, że nie śpisz po nocach.
      A powiedz, Pan twój śni ci się nocami? /Mesio

      PS. Swoją drogą, u nas z uwielbieniem dla sportu to jeszcze jest normalnie (nie licząc kiboli, ale to wiadomo -podludzie dla podludzi), w krajach latynoamerykańskich futbol to religia. Co zresztą dowodzi stopnia ubóstwa mieszkańców wspomnianych krajów, przekładający się na biedę umysłową, uwarunkowaną przez trzy rzeczy: biedę, religię i fanatyzm sportowy (i tak na marginesie, te dwie ostatnie rzeczy przynoszą biednym pewien rodzaj, właściwie złudnej ale zawsze, nadziei: pierwsza, na raj po śmierci, druga, na wyrwanie się z biedy dzięki sportowi, jeśli los pozwoli). Tak więc (to już do autora chujni) gdybyś urodził się w slamsach Sao Paulo, czy innego Buenos Aires, to byś nie miał, patałachu, takich problemów…

      4

      3
      Odpowiedz
  5. Dlatego propaguje się sport(i nie chodzi o sport amatorski który jest dobry dla zdrowia i nie tylko) w mediach i wpaja go ludziom do łbów żeby mieli „ciekawsze” i bardziej „interesujące zajęcia niż jakaś „głupia” i „pierdołowata” prywatyzacja która spowodowała wyprzedanie całego majątku który polacy wypracowywali latami czy inne gmo którym zamierza się wytruć polaków,natomiast wszelkie igrzyska we współczesnej formie wymyślono po to aby reżimy mogły odpocząc od nagonki i ataków na nie niezadowolonego społeczeństwa,i żeby w tajemnicy przed społeczeństwem i w cieniu igrzysk reżimy mogły wprowadzić kolejną zbrodniczą ustawę,są także gigantyczną ustawką na której różnej maści szumowiny mogą się obłowić,mają też wytworzyć w ludziach mit o szlachetnej idei sportu który łączy wszystkich dotąd zwaśnionych ze sobą ludzi i rywalizacji w duchu fair play,ma też wytworzyć w społeczeństwie złudne poczucie szczęścia i dobrobytu które doświadczają każdego dnia w tej „dobrodusznej” i „wspaniałej” demokracji,no i oczywiście może mieć pośrednią rolę w uśmierceniu ludzi lub doprowadzeniu ich do uszczerbku na zdrowiu,i dlatego tak się tą piłkę lansuje i to się nie zmieni dopóki nie zostanie obalona zbrodnicza demokracja.

    3

    2
    Odpowiedz
  6. I te flagi majtające na samochodach… Też mam dosyć serdecznie

    4

    2
    Odpowiedz
  7. Co się przejmujesz, patałachu, jutro Niemcy spuszczą nam wpierdol (TVKur(w)ska na wszelki wypadek na drugim kanale „Krzyżaków” puszcza, żeby ciemny lud miał poczucie wygranej…) i powietrze z żałosnych niedzielnych kibiców ujdzie (Gorzej będzie jak wygramy… Choć nawet nie przepadający za oglądaniem sportu i kibicami Pan twój, odczułby z tego jakąś satysfakcję ;)). Anyway, lud potrzebuje chleba i igrzysk, to się nigdy nie zmieni, bo „bida musi pofolgować”. A że przy tym ktoś robi dobry biznes, to takie masz efekty. Trzeba to przeżyć. Zresztą… Na chuj ci radio? Czy ty żyjesz w XIX wieku? Weź sobie puść jakąś wybraną listę utworów via dowolny nośnik i już masz problem z głowy. Po diabła ci telewizja? To nie możesz sobie odpalić jakiegoś filmu/serialu/dokumentu z płyty, kompa lub Youtube’a? A o gazetach już jeden patałach niedawno pisał… Zresztą, czy naprawdę szlag cię trafi, jak przez tydzień, czy dwa, nie przeczytasz o kolejnym przekręcie, wypadku, zamachu, albo o jakiejś szmacie, która odsłoniła kawałek dupy w miejscu publicznym, obciągając jakiegoś nieswojego fiuta? Za książkę się jakąś złap. Na spacer idź. Albo chociaż weź kij łączący debila z wodą i powędkuj… Widzisz, jakie masz posrane problemy? Sam jesteś swoim największym, skoro w dobie tylu możliwości coś takiego ci przeszkadza. /Mesio PS. Albo staw się u nas pod bramą. Nasze robole zapierdalają w takim tempie, że nie mają czasu i ochoty nie tylko sport, ale nawet na włażenie na swoje i nieswoje baby dla sportu. Przodownikom pracy Łódzkiego Wydziału Fabrycznego zaś Pan twój, Mesio, w ramach premii, dał możliwość wzięcia płatnego (skromne 50 zeta pobierane od łebka za każde wolne na mecz) urlopu na czas wybranych meczów Euro. Załatwił od Solorza abonament na mistrzostwa, od Byczywąsa starą plazmę, co to Jego Ekscelencja, Wieczny Prezes miał łaskawy zamiar na śmietnik wywalić, i za niewielką opłatą za ekskluzywną wejściówkę do przyzakładowej świetlicy (każdorazowo dwie dyszki plus koszty jadła i napitku) wszyscy są happy, chwaląc Wodzów swoich za łaskę okazaną… A jak będą zapierdalać po mistrzostwach, żeby odrobić przesraną kasiorę…

    2

    1
    Odpowiedz
  8. No taaaak….od kiedy nasi sportowcy dostają miliony obojętnie czy wygrają czy przegrają to już jest dla mnie całkiem śrut. I ciągle im mało. Nie maja czasu na treningi bo reklamują gacie , perfumy i innego rodzaju szajs. Te czasy gdy wygrywali i dostawali nowe buty, koszuli i ewentualnie talon na malucha odeszły w siną dal.

    4

    0
    Odpowiedz
  9. Gdzie jest imam Abu Janusz ja się pytam??

    0

    0
    Odpowiedz
    1. „Gdzie jest imam Abu Janusz ja się pytam??”

      Zbiera z Euromeblarzem wystawione na śmietnik PRL-owskie meblościanki, żeby na pielgrzymkę do Mekki zarobić. 😉

      0

      0
      Odpowiedz

Jebani rowerzyści

Jestem rowerzystą i kocham ten sport. I w związku z tym boli mnie, że 80 – 90% moich „ziomali” to pojeby, które pod względem kultury dla innych użytkowników dróg są totalnym DNEM. Ich ulubionym zajęciem, żeby nie powiedzieć sensem życia jest umilanie życia swojego wielkiemu wrogowi nr 1, czyli kierowcom 4 kółek. Bo przecież to kurwa zbyt trudne do pojęcia, że ktoś może jechać np. na pogrzeb, odwozić kogoś do szpitala, jechać po zakupy ważące 100 kg, albo że może ktoś po prostu nie lubi tego sportu, albo nie może go uprawiać, bo doznał kontuzji za sprawą kolesiów w rajtuzach, którzy robili sobie wyścig na deptaku tylko dla pieszych. Stworzyli sobie w necie grupy wzajemnej adoracji i urządzają jakieś masy kretyniczne. Oczywiście tłumaczą, że kierowcy to wariaci. Codziennie w radio słyszymy o wypadkach drogowych, ale na własne oczy widzimy wypadek raz na ruski rok. Tylko, że do ilości samochodów to te wypadki są jakimś ogromnym ułamkiem procenta i zdarzają się głównie poza miastem z powodu nadmiernej prędkości, a w mieście to wystarczy sekunda nieuwagi i bum. Zgadzam się też, że niektórzy kierowcy zbyt mocno zapierdalają na drogach wewnętrznych, osiedlowych itp., ale nie róbmy ogółu z ułamka procenta. Nieraz zbliżając się do przejazdu przez ulicę (ze ścieżką rowerową) widzę jak jakiś samochód ostro zapierdala, ale jak się okazuje zdąża wyhamować. Po kilka razy dziennie łapię się za głowę widząc, jacy z naszych kierowców są cioty, gdy zatrzymuje się przed jadącym rowerzystą (mną) gdy jestem w takiej w takiej odległości, że jeszcze 3 samochody by przejechałyz z palcem w dupie. Tymczasem dno kulturowe w stosunku do pieszych i kierowców i ogólne piractwo u rowerzystów widzę po kilkadziesiąt razy dziennie. Czasem mam wrażenie, że niektórzy z nich, pojebańcy tylko po to żyją. Jak wytłumaczyć panoszenie się rowerem po bardzo ruchliwej 3-pasmówce, gdy obok ulicy biegnie ścieżką rowerowa? A taką sytuację widzę codziennie i to po kilka razy. I taki rowerzysta odczuwa w tym jakąś chorą przyjemność. Jak widzę takiego pojeba to zaraz przestaje mi być żal jak słyszę, że rowerzysta zginął pod kołami samochodu. Innym ulubionych ich zajęciem jest urządzanie sobie wyścigów na deptakach pieszo – rowerowych lub przeznaczonych tylko i wyłącznie dla pieszych albo jazda ulicą w 2 lub 3 obok siebie, zajmując cały pas i filmowanie kierowców wyprzedzających ich na linii ciągłej po to by podpierdolić Policji. A oświetlenie? Z tym to już kurwa w ogóle dramat. Nawet rozdawanie darmowych lampek okazało się o kant dupy. Jak wprowadzali światła dla samochodów to zdecydowana większość była za, krzyczeli kurwa, że na światłach bezpieczniej i teraz mamy pajacy co to podświetlają asfalt do przestawienia w dzień samochodu na parkingu albo wjechania do garażu, a rowerem to kurwa widma w nocy poza miastem na ulicach. Czy ludzi mają jeszcze mózgi czy stali się już totalnymi cyborgami?

45
6
Pokaż komentarze (26)

Komentarze do "Jebani rowerzyści"

  1. chujowiczu! zarabiaj z kluu.pl, bez działalności gospodarczej, konto automatycznie weryfikowane
  2. „gdy zatrzymuje się przed jadącym rowerzystą (mną) gdy jestem w takiej w takiej odległości”

    Przeczytałem za pierwszym razem. Kto ty jesteś? Jakub Jakub?
    Polecam w miarę uważne czytanie wypocin tuż przed kliknięciem „wyślij”.

    1

    6
    Odpowiedz
  3. Rowerzyści to kolejna „sekta”, zbili się w kupę by spokojnie gardzić resztą a niedługo stworzą komitet i zaczną wysuwać postulaty o parkingi, ulgi, czy legitymacje uprawniające do darmowej dętki. Kolarze zakichani.

    4

    2
    Odpowiedz
  4. Kolesie w rajtuzach 🙂 🙂 🙂

    3

    1
    Odpowiedz
  5. Pan twój, Mesio, napisałby ci, że gdybyś zarabiał 17 tysi netto miesięcznie i jeździł mesiem (W212) to byś nie miał takich problemów, ale mu się dzisiaj nie chce. Trochę w kółko macie te same problemy, patałachy. I w wielu przypadkach są to rzeczy, które powinniście mieć w dupie. Wkurwiające ale w sumie błahe. Pogódźcie się z losem, że świat to szambo pełne debili wesoło pluskających się w syfie i że wielu rzeczy przeskoczyć się nie da i wyjebane miejcie. /Mesio PS. A pytanie, które zadałeś na końcu, patałachu, jest bezsensowne. Primo, gdyby ludzie byli cyborgami, to zachowywaliby się racjonalnie i zgodnie z władowanym im oprogramowaniem (co kiedyś może zresztą nastanie). A, rzecz jasna, tak nie jest. Secundo, gdyby ludzie, w swej masie, korzystali z mózgów, nie miałbyś powodów do stękania (na ten i wiele innych tematów). Przynajmniej 90% populacji to było, jest i będzie bydło. Ale na pocieszenie, posłuchaj sobie czegoś inspirującego (https://www.youtube.com/watch?v=qvBf6WBatk0), podczas gdy Pan twój sobie zagra w starą dobrą Civilization (III, bo przy „czwórce” Pan wasz stwierdził, że mu szkoda czasu na uczenie się nowej mechaniki i obsługi gry i tak mu zostało, choć nowe edycje CIV kuszą…), ku chwale mesiowego Imperium, w którym to Byczywąs musi odrabiać pańszczyznę przy prężnej pale…

    5

    0
    Odpowiedz
    1. Wypróbuj sobie kiedyś ogromną modyfikację Caveman2Cosmos do Civ IV BTS. Wszystkie te nowe Civ z DLC’ekami wymiękają przy tej modyfikacji a Civ VI to imo tragedia z tą dziecinną grafiką rodem z Settlers’ów.

      2

      0
      Odpowiedz
  6. Jakbyś zarabiał 17 tysi netto i jeździł mesiem tak, jak ja, to jeszcze bardziej wkurwialiby cię rowerzyści matiziści i czinquaści. Jebie taki patałach na taśmie za 800 zł brutto, więc podatek płaci żałośnie mały, wykpi się taki robak „pojazdem” za kilka stówek (to tyle co Prezes wyda na porządne sprzątanie Mercedesa z pastowaniem pastą z opiłkami złota), a wydaje mu się, że może rościć sobie prawa do korzystania z pełnowartościowej drogi. Wiesz patałachu, ile kosztuje taka droga? Jaki podkład pod nią trzeba zrobić? Ile ty włożyłeś do budżetu i jakie masz ważne sprawy do załatwienia, że zasrywasz drogę swoim gratem. Błyskam ci diamentowymi długimi z czarnego Mercedesa za tobą. Spierdalaj na pobocze, a do biedry po wódę możesz iść na nogach. Na najbliższe kleszczowisko z tą wódą też dojdziesz na nogach.

    1

    3
    Odpowiedz
    1. Jestem przekonany w 99%, że jesteś gimbusem chcącym się popisać, korzystając z netowej anonimowości. Jeżeli jednak naprawdę zarabiasz 17 tysi netto to powiem tyle – jeżeli zarabiałbyś to ciężką i uczciwą harówą, to na pewno wiedziałbyś co znaczy dostać kopa w dupę od życia, co znaczy stres, przemęczenie, może wiedziałbyś też co to zawał lub wylew, znałbyś prawa rynku, intrygi panujące w konkurencji i wiedziałbyś, że posiadanie tak dobrze płatnej pracy wiąże się z ogromną wytrzymałością fizyczną i psychiczną i ogromnym ryzykiem stracenia wszystkiego w jednej chwili i w związku z tym miałbyś szacunek i zrozumienie dla tych, co zarabiają ochłapy. A że nie przepracowałeś uczciwie ani jednego dnia to wyrosłeś na psychopatę, który sprzedaje dopalacze albo fury i elektronikę, którą buchnął innym osobom. Pewnie jesteś z siebie dumny i myślisz, że inni zazdroszczą. Gówno prawda. Gdyby ci zazdrościli też sami by weszli w ten biznes, ale nie każdy dla kawałka papierka ze znakiem wodnym, tony blachy na kółkach i basenu z palmami jest gotów spaść na takie dno.

      1

      0
      Odpowiedz
      1. Jakbyś zarabiał 17 tysi netto i jeździł mesiem tak, jak ja, to nie zazdrościłbyś Prezesowi sukcesu. Dla takiego taśmowego patałacha, jak ty to nie jest do pojęcia, ale Prawdziwy Mężczyzna jest ponad tym stresem, przemęczeniem, ryzykiem, intrygami, itd. Są ludzie, którzy mają stalowe jaja i potrafią to wszystko ogarnąć bez problemu. To są właśnie Mężczyźni, którzy dużo zarabiają, zarządzają innymi. A każda kobieta z rozkoszą uklęknie przed takim Mężczyzną do zrobienia gały. ty pewnie jesteś posrany, gdy nie nadążasz za taśmą, albo jak w matizie zapali ci się lampka rezerwy gazu. Ale to inna skala problemów i charakterów.

        0

        2
        Odpowiedz
        1. Miałem kiedyś kuzyna co zarabiał jeszcze więcej i też miał Mesia, tyle że lepszego. Miał codziennie inną laskę i wszystkie przed nim klękały,a dla przejażdżki tym Mesiem zrobiły mu loda z połykiem, albo dały se wsadzić w dupę, a potem to zlizać. Podobnie jak ty pomiatał ludźmi i wyzywał ich od patałachów. Ale to było kiedyś, już nie jest. Dlaczego? Bo na drodze musiał pokazać przed wszystkimi, że jest naj, że nie lepszego od niego. Teraz leży sparaliżowany i gnije w łóżku 24 godziny na dobę. Ma liczną rodzinę, ale nikt go nie odwiedza, bo wszystkimi pomiatał. A te panienki, które przed nim klękały mają teraz na niego wyjebane i klękają przed innym. A do niego jedyną osobą, która przychodzi jest pielęgniarka. Wpada 2 razy dziennie na pół godziny, żeby go nakarmić, zmienić pampersa i umyć dupę.

          1

          2
          Odpowiedz
          1. Miałeś kuzyna patałacha. Miał tylko kasę z przypadku, nie miał męskości tak jak Prezes. I coś słaby ten jego merc, jak się nim tak rozjebał. Prezes pomiata patałachami, a nie ludźmi. Jakbyś zarabiał 17 tysi netto i jeździł mesiem tak, jak ja, to miałbyś willę za 2 bańki w Wawce w luksusowej dzielnicy Biznesmenów, prawników i lekarzy. Z nimi byś się przyjaźnił, spędzał czas w The Eve i popijał niebieskiego Johny Walkera.

            0

            2
            Odpowiedz
        2. 17 tysi netto? Lewy zarabia ponad 20 tysi euro i takim „patałachom” jak ja podaje rękę i rozmawia jak z kumplem. Bo on w przeciwieństwie do ciebie doszedł do sukcesu morderczą harówką, a nie paserstwem i sprzedawaniem narkotyków dzieciom w podstawówkach.

          0

          0
          Odpowiedz
          1. A ty ile zarabiasz patałachu i czym jeździsz? Pochwal się zamiast wyzywać mesia? A może chcesz dorobić u niego w ŁWF?

            0

            2
            Odpowiedz
          2. To nie Mesio tylko podróbka.

            1

            0
            Odpowiedz
          3. Jeżdżę trupem za 2 000 i co z tego. Mieć kasy jak lodu to dziecinnie proste. Wystarczy się skumać z jakimiś dealerami lub paserami. Ale nie każdy dla kawałka papierka, blachy i panienek może ulec takiemu zezwierzęceniu.

            0

            1
            Odpowiedz
          4. Poza tym z obserwacji widzę, że jestem bardziej szczęśliwym z życia człowiekiem niż „Pan Mesio”. Połowa gwiazd Hollywood zaćpała się na śmierć albo strzelili sobie w łeb, bo życie im tak strasznie obrzydło. Najnowszy Mesio dawał im mniej radości niż mi hulajnoga, a wakacje na Seszelach mniej niż dla mnie spotkanie przy grillu na działce.

            2

            2
            Odpowiedz
          5. Miałem wiele możliwości na zmianę swojego życia i posiadania ogromnej kasy. Ale odmówiłem, zrezygnowałem z własnej woli. A wiesz dlaczego? Bo ktoś kto jest CZŁOWIEKIEM woli żyć do 1-go do 1-go i nie musieć na ulicy oglądać się za siebie, wiedząc, że plecami nikt go nie nazywa ścierwem i szmatą.

            0

            2
            Odpowiedz
  7. Wg moich wiadomości w ŁWF podnieśli płacę do 1850 brutto

    2

    0
    Odpowiedz
    1. A co? Stałeś w kolejce pod bramą z CV w zębach? 🙂

      2

      0
      Odpowiedz
    2. Dobrze prawisz patałachu. W związku z podwyżką płacy minimalnej, i nasz Łódzki Wydział Fabryczny uczciwie podniósł płacę swym ciężko pracującym robotnikom, do 1850 zł brutto. Jednocześnie wprowadziliśmy opłatę manipulacyjną za przejście przez bramę fabryczną, płatną ryczałtem, w wysokości 1050 zł miesięcznie. Przypominam, że umowa na tyrę jest na 10 lat i opłata obowiązuje przez 10 lat. Więc jeśli spierdolisz wcześniej albo cię wyjebiemy na zbity pysk, to opłata jest nadal należna; w razie czego ściągamy z hipoteki klity w mrówkowcu.

      0

      1
      Odpowiedz
      1. A co jeśli ktoś mieszka w przyzakładowych barakach?

        0

        0
        Odpowiedz
        1. Też trzeba przejść przez bramę. A baraki są płatne osobno. Oczywiście jest zniżka dla pracowników ŁWF.

          0

          1
          Odpowiedz
  8. Jeżdżę na rowerze szosowym i powiem krótko: byłbym skłonny jeździć po ścieżkach rowerowych, gdyby były one budowane z głową, tj. bez krawężników co jakiś czas i bez nierówności przy krzyżowaniu się z wyjazdami z posesji. Szkoda nerwów i obręczy…

    1

    3
    Odpowiedz
    1. Jaki tam z Ciebie rowerzysta… Przytaczasz stereotypowe przykłady zachowań. Jakbyś jeździł faktycznie codziennie do roboty rowerkiem, to naprawdę miałbyś coś sensownego do powiedzenia w tej materii. Jak dla mnie, to jesteś kolesiem co za fajery swojego punto postrzega świat. Tyle.

      0

      2
      Odpowiedz
  9. Mam podobne przemyślenia, też jestem rowerzystą, ale unikam dróg asfaltowych, a jako kierowca wkurwia się na wdychaczy spalin co uważają, że im wszystko wolno i są świętymi krowami na drodze.

    0

    0
    Odpowiedz
  10. Jeżdżę rowerem i samochodem. Powiem tylko, że zarówno wśród rowerzystów, jak i kierowców jest masa dupków. Nie wiem, jaki odsetek, może to w obu grupach mniejszość. Ale za to bardzo widoczna i wkurwiająca mniejszość.

    0

    0
    Odpowiedz

Cycki i wszystko w internecie

Tak wiem, ze być może nazwiecie mnie pedałem za to co tu zaraz powiem, ale nie rozumiem po jaką cholerę młode dziewczyny w wieku 16-22 lata wrzucają na facebooka i inne media społecznościowe fotki gdzie prawie nie widać ich twarzy a na głównym planie są wywalone cycki albo tyłek. Pół biedy jak jest w ubraniu, gorzej jak w samej bieliźnie a czasem i bez. Czy one są takie tępe że tylko tak potrafią przyciągnąć naszą uwagę? Co mi po ładnej idiotce? Albo te fotki z dziubkami, powykrzywianymi ryjami, najgorsze są te psie mordy co sobie laski doklejają do twarzy. To akurat jest tak wkurwiające i żenujące że aż brak słów. Ale wracając do przesadnego afiszowania się w necie walorami. Nie ukrywam i będę szczery, że mi jako facetowi patrzy się na to przyjemnie, gdy jeszcze jakaś ładna i zgrabna wrzuca taką fotkę, jest na co popatrzeć czasem, ale chyba jestem staromodny i szczerze mówiąc wolałbym sam na ulicy (i ewentualnie przy bliższym poznaniu) zerkać na kobiece walory a nie w internecie na wstępie oglądać prawie wszystko. Tak, na tacy dostaje się wszystko nie robiąc nic. Za żadne skarby nie chciałbym mieć dziewczyny/żony której pól nagie fotki latają po internecie. Na szczęście moja kobieta jest bardzo piękna (i co samego mnie dziwi, ale pozytywnie) nie wrzuca debilnych fotek, nawet jako nastolatka zamieszczała naturalne, ładne zdjęcia gdzie się uśmiecha, jest normalnie ubrana a nie pręży się przed obiektywem. Jestem z niej bardzo dumny. Zdałem sobie sprawę ostatnio, jak mało jest takich kobiet i dziewcząt. Moim zdaniem atrakcyjna kobieta nie musi pokazywać na facebooku swoich cycków by być podziwiana przez nas, mężczyzn. Nawet jak podoba mi się to co widzę, to czuję pewnego rodzaju pogardę do takiej delikwentki – że ona nie szanuje siebie. I docelową chujnią tego postu dla mnie jest to, że moja młodsza kuzynka należy do takiej bandy idiotek. Dla mnie, jako jej rodziny, wstyd jak cholera. 18 latka pokazuje swoje ciało tak, że każdy może oglądnąć w necie prawie wszystko. Najgorsze jest to, że ona akurat nie bardzo ma się czym chwalić.

91
3
Pokaż komentarze (6)

Komentarze do "Cycki i wszystko w internecie"

  1. chujowiczu! zarabiaj z kluu.pl, bez działalności gospodarczej, konto automatycznie weryfikowane
  2. od laski robiącej dziubki może być gorszy tylko facet robiący dziubki. śrut, ale prawdziwy.

    10

    0
    Odpowiedz
  3. To nie tylko ich wina, ale także śliniących się samców. No bo gdyby jawnie to potępiali a nie dopingowali to by tego nie było, prawda? Ale taki mamy świat. Tylko seks, hajs, szpan się liczą.

    14

    2
    Odpowiedz
  4. Też mnie dziwi skąd się biorą takie kobiety, a często wręcz młode nastolatki, trochę to nawet smutne jak się przyjrzeć dokąd to wszystko zmierza… Przynajmniej żeby zwalić konia nie muisz wchodzić na porno strony z wirusam, tylko fb, fotka itp 🙂

    3

    3
    Odpowiedz
    1. od kiedy strony porno mają wirusy?

      0

      0
      Odpowiedz
  5. Na szczęście mam 23 lata i już mogę.

    -1

    2
    Odpowiedz
  6. Zgadzam się z Tobą.

    0

    0
    Odpowiedz

Aukcje i cwaniactwo kupujących

Jak mnie wkurwiają osoby kupujące na takich portalach jak Gumtree, OLX i Alledrogo. Przykładowo wystawiłem swego czasu szafę. Używana, ale solidna i zadbana więc dałem za 100 PLN no i zero odzewu. Potem zniżyłem do 50 PLN i też nic. Dopiero jak dałem za darmo to zasrane centusie się zainteresowały. No ja pierdole ludzie szafa za 50 złotych, kurwa nawet w Ikei najgorszej szafy za tyle nie dostaną. Na wódę albo pedicure ma, ale na szafę jak potrzebuje to nie da. Mało tego dzwoni typ mówi, że jest zainteresowany więc umówiłem się na odbiór. Oczywiście powiedziałem, żeby sobie załatwił transport i osoby do pomocy bo ja nie będę szafy dźwigał czy rozkładał. I zgadnijcie co. Cwaniak przyjechał sam i biadoli, że mu nie ma kto pomóc. No, a co mnie to kurwa obchodzi?! Oddaje dobry mebel za darmo i jeszcze kuźwa źle. Takich przykładów miałem jeszcze kilka. Np. telewizor, leciwy, ale dobry za 50 PLN nikt nie chciał dopiero za 15 jedna osoba się zgłosiła i do tego jeszcze narzekała, że tak daleko musiała po niego przyjechać. Normalnie ręce człowieka świerzbią żeby taką mendę udusić. W dupach się tym ludziom od dobrobytu poprzestawiało. Człowiek prawie darmo sprzęt i meble oddaje to jeszcze źle i pomocy w transporcie się domagają. Ba nawet cenę chcą zbijać z 10 złotych, po prostu buractwo i żenada. Pierdole to, nic więcej nie wystawiam. Wolę wywalić rzeczy do śmietnika albo porąbać siekierą niż oglądać mordy takich cweli i Januszy biznesu, chuj takim osobom w dupę aż po gardło. Dziękuję za uwagę.

101
5
Pokaż komentarze (24)

Komentarze do "Aukcje i cwaniactwo kupujących"

  1. chujowiczu! zarabiaj z kluu.pl, bez działalności gospodarczej, konto automatycznie weryfikowane
  2. Dlatego wypierdalam na śmietnik wszystko jak leci.

    6

    1
    Odpowiedz
    1. Jakbyś zarabiał 17 tysi netto i jeździł mesiem tak, jak ja, to oprócz powyższego wywodu, wiedziałbyć, że prawdziwym wyznacznikiem bogactwa jest wartość jaką jesteś w stanie wyjebać na śmietnik. Murzyni w Afryce nie wyjebują nawet butelek po coca coli – robią z nich buty, pojemniki na wodę, czapki. Taśmowy robol butelkę wyjebie, ale stary rozjebany mebel będzie próbował sprzedać. A prawdziwy bogacz to ten, który wyjebie na śmietnik sprawną rzecz wysokiej jakości, bo mu się znudzi. Tak naprawdę nie jest problemem kupić na kredyt używane auto (BTW Prezes kupuje nowe). Ale wyjebać na śmietnik dobrego iPhona lub iPada – to jest wyznacznik tego, na ile możemy sobie pozwolić.

      7

      12
      Odpowiedz
      1. trollu, słuchaj- Mesiowi to ty możesz co najwyżej buty czyścić…

        7

        1
        Odpowiedz
      2. Tylko dobra guma i solidne gumowanie na komisariacie czynią cuda. Musisz poznać smak gumy na milicji. Lać gumą ile wejdzie i zrobić lewatywę gumową gruszką. Przegumować całą Polskę — od morza do Tatr. Lać zimnym końcem.

        0

        0
        Odpowiedz
  3. Pana twojego, Mesia, dziwi, że ciebie to dziwi, patałachu. Jakim cudem zapomniałeś, że w Cebulandii żywot swój nędzny pędzisz? Co smród ze śmietnika pod mrówkowcem twoim przestał ci przeszkadzać? Kaczor i spółka nie wkurwiają w Wiadomościach? „Nasi” Euro wygrali? Sąsiad babie nie wpierdolił, jak co dzień? Nie? To czego się dziwisz, że w tym zapyziałym kraju, cebulą i przetrawionym jabolem śmierdzącym, każdy chce wszystko za darmo, a za parę groszy z radością utopiłby cię w łyżce wody, po czym poszedł na kolanach na pielgrzymkę, bo przeca gorliwy wierzący… Anyway, gdybyś słuchał Pana swojego, to teraz zapieprzałbyś od świtu do zmierzchu i od zmierzchu do świtu w naszym Łódzkim Wydziale Fabrycznym i nie miałbyś takich problemów. Nie szastałbyś forsą na jakieś fanaberie jak np. zmiana mebli częściej niż raz na trzydzieści lat. I nie chodziłbyś teraz wkurwiony. /Mesio PS. „Sprzedam żonę. Nie bita, garażowana. Z udokumentowanym przebiegiem. Dodatkowy komplet ogumienia gratis.” 😉

    11

    6
    Odpowiedz
    1. A ty to niby mieszkasz willi za 2 banki otoczonej ogrodem semiramidy i kurwa śmieci wyrzucasz do perfumowanego kwieciem umajonego kosza ze srebra próby 90 kurwa karatuf co? I w ogóle zgrywasz wielkiego światowca inteligenta omnibusa i erudyte a nawet nie masz doktoratu i edukujesz sie jutubem śmiech na sali. Wymadralowywujesz sie na chujni od paru lat i blyszczysz swoim cietym dowcipem i elokwencja żeby zaimponować gimbazie na chujni a spróbuj tego w innym srodowisku panie mój mesiu 180d z 1995 roku z importu zza zachodniej granicy. Jesteś kurwa w połowie śmieszny a w połowie zalosny. Pozdrawiam i życzę szybkiej ulgi w bólu pupy

      8

      6
      Odpowiedz
      1. „A ty to niby mieszkasz willi za 2 banki otoczonej ogrodem semiramidy i kurwa śmieci wyrzucasz do perfumowanego kwieciem umajonego kosza ze srebra próby 90 kurwa karatuf co?”

        Otóż to, patałachu… Otóż to…
        Z małą poprawką, Pan twój, Mesio, ma od wyrzucania śmieci tego specjalnie najętego robola. Jak zluzujesz trochę poślady i ładnie poprosisz, to Pan twój, rozważy twoją kandydaturę na to stanowisko… Oczywiście tradycyjne trzy stówki wpisowego obowiązuje. /Mesio PS. A co do Youtube, to wiedzę można zdobywać różnie, to nie jest gorszy sposób niż inne (przynajmniej dla bez dyplomowego Pana twojego). A przyjemniejszy niż pisanie doktoratu w przerwach we włażeniu promotorowi w dupę dla kawałka świstka. Masz, patałachu,
        https://www.youtube.com/watch?v=eH1s9GCqPKo
        obejrzyj coś dobrego, to może mięśnie zadu poluzujesz i dupsko przestanie boleć. A Pan twój tymczasem obejrzy sobie odcinek starego dobrego „Z Archiwum X”… The Truth Is Out There, patałachy… 😉

        2

        6
        Odpowiedz
        1. Wiedziałem ze nie przepuscisz. Sory gościu ale jak ty śledzisz komenty do swoich wpisów czekasz z utęsknieniem na każdy kciuk w gore i aż piszczysz z podniecenia jak ktos na ciebie zareaguje to jesteś jakiś zaburzony. Wiec odpocznij wyjedz na wakacje nad rzekę idź na spacer z kotem albo kup Se akwarium i karm rybki to może nabierzesz dystansu. Linki do jutuba możesz sobie darować nie mam czasu bo czytam chujnie tylko na kiblu. Taki to portal. A jak myślisz ze studia 3 stopnia polegają na wlazeniu w dupe to chyba swoje doświadczenie w tym względzie czerpiesz z pobytu w wyższej szkole zarządzania polem namiotowym w swiebodnej albo w wyższej szkole lansu i bałnsu w łodzi. Wiec sie nie wypowiadaj jak pan nie wiesz o co chodzi. Resztę koniobojcow komentujących mesiowe wytryski inteligencji z niezmordowanym entuzjazmem odsylam do łwf albo ewentualnie do wojewódzkiej bibjoteki publicznej bo domowej pewnie nie macie. Kupa mosci panowie. Pozdrawiam cieplo caluje serdecznie moc uścisków przesyłam oraz wszelkiej pomyślności w życiu prywatnym i zawodowym oby nam sie darzylo i w dostatku żylo dużo zdrowia i radości uśmiechu codziennego dobrych snów i upalnego lata

          1

          6
          Odpowiedz
          1. „Wiedziałem ze nie przepuscisz.”

            I kto to mówi… 😀

            I nie, Pan twój, nie czeka z utęsknieniem na to, co się ewentualnie pojawi. Aczkolwiek nie widzi powodu, by nie odpowiedzieć, jeśli uzna to za stosowne. Bo dlaczego nie? Zresztą nie będziesz Panu swojemu mówił, co ma robić, patałachu. A na spacerku Pan twój już dzisiaj był i dziękuje za troskę. 😛 A poza tym, Pan twój sądzi, że powinieneś posłuchać własnej rady i nabrać trochę dystansu. /Mesio PS. Pan twój raczy ci współczuć ewidentnych zatwardzeń, skoro tyle czasu w kiblu spędzasz. Ale wiesz, że to się leczy?

            5

            3
            Odpowiedz
          2. A może Panwasz z domu Meś nie pomyślał, że kolega dostaje sraczki czytając jego wywody? Z tąinteligencją bym nie przesadzał, na tle półanalfabetów może i jest genialny, w rzeczywistości to przeciętny gostek o przeciętnym IQ, choć czasem zdarzy mu się popełnić coś sensownego. Chuj wie który aktualnie pisze, osobiście nie trawie tego skurwiela w tanim garniturku gnojącego wszystkich oprócz jego mamusi no ale internet to zbieranina. Reszta może być, ten wpis o banku również, nie chwaląc się, mojego autorstwa..

            0

            1
            Odpowiedz
        2. Pan twój zapomniał dodać, że bank jego powraca do starej dobrej tradycji szacunku dla vip klientów i znowuż zaokrągla wydatki do jednego tysiąca, ignorując drobne setki wydane na waciki a licząć grube tysie wpłacane co tydzień na tłuste konto pana waszego, stanowiące ponad połowę obrotu bankowego.

          0

          1
          Odpowiedz
      2. Bez obrazy, ale chyba jedynym gimbusem to jesteś tu ty 😉
        Ale śmieszny jesteś w zerowej, za to żałosny w całej okazałości 🙂
        mesio jest spoko w porównaniu z takimi trollami jak ty 🙂

        1

        2
        Odpowiedz
        1. To Se go czytaj i zamknij jape

          2

          1
          Odpowiedz
  4. Niestety dobre czasy handlu na portalach typu allegro się już skończyły. Sprzedać tam coś za przyzwoitą cenę naprawdę z cudem graniczy.

    8

    0
    Odpowiedz
  5. to jest kwestia mentalnosci 🙂 taka jest polska mentalnosc niestety i nic na to nie poradzisz. Jak wypierdolisz na smietnik to Janusz przechodzac powie 'debil jakis wyjebal taka dobra szafe na smietnik zamiast za darmo oddac ciul’ , a jak chcesz oddac to pierdola albo nie chca. Ja tam nikomu nic nie daje i nic od nikogo nie biore – krotko mowiac mam wyjebane na to co ktos mi oferuje lub odemnie chce wsrod Januszy polskich.

    11

    0
    Odpowiedz
  6. Jakbyś zarabiał 17 tysi netto i jeździł mesiem tak, jak ja, to kupowałbyś wyłącznie luksusowe i drogie meble z prawdziwego drewna, a nie jakieś paździerzowe gówno z Ikei. A jakby ci się znudziły, to rozkazałbyś swojemu sługusowi, żeby je wyjebał na śmietnik, a nie jebałbyś się z jakimś gumtree i podejrzanymi biedakami zaglądającymi do twojej willi za 2 bańki w Wawce. Na biedaków i patałachów za 800 zł brutto, to mogę popatrzeć z podwyższonego, klimatyzowanego, wyciszonego, ekskluzywnego biura w naszym Łódzkim Wydziale Fabrycznym, przez lustro weneckie, a nie żeby takiemu brudasowi podawać adres prywatnej rezydencji i żeby tam jeszcze buciorami chodnik deptał. Po chuj oddawać meble za darmo? Dostanie taki patałach za darmo i poczuje zew wolności, może urwie się z jakiegoś łańcucha. A jak wyjebiesz na śmietnik, gdy ktoś potrzebuje mebla, to jakaś fabryka zarobi, bo musi wyprodukować i sprzedać, a jakiś patałach jebie ze zdublowaną mocą gdzieś na taśmie, bo musi zarobić na ten mebel. I wszystko się kręci. Poczytaj na temat ekonomii Keynesistowskiej, o stymulacji popytowej, robaku.

    0

    10
    Odpowiedz
    1. Nie podrabiaj zalosny gownojadzie pana naszego Mesia swoimi zalosnymi komentarzami wkurwiasz mnie od miesiecy

      5

      4
      Odpowiedz
      1. Ale Mesio, ten prawdziwy jakiego znam od wielu lat zawsze pisał o 17 tysi. Ten nowy tego nie robi… A może to jeden i ten sam Mesio sobie was kurwa troluje 😉 Znając jego poczucie humoru to całkiem możliwe.

        2

        0
        Odpowiedz
    2. o, mesiu ujawnił ze jest po marketingu i zarządzaniu. Albo właśnie robi „diplom” stąd jego zainteresowanie włażeniem w dupę promotorowi i tanią wazeliną. JESTEM ZWYCIĘZCĄ, JESTEM ZWYCIĘZCĄ JESTEM ZWYCIĘZCĄ, mesiu…

      0

      0
      Odpowiedz
  7. Wiem patałachy, że szukacie Prezesowych komentarzy, a trudno znaleźć w gąszczu nowej strony. Mam dla was radę robaki. Jak rozwijacie listę komentarzy, to następnie trzeba wcisnąć ctrl + f, i w polu wpisać „17 tysi”. W ten sposób znajdziecie wszystkie Prezesowe.

    4

    4
    Odpowiedz
    1. zacne, dzieki

      0

      0
      Odpowiedz
  8. Jest dokładnie tak jak opisujesz. Ludzie chcieliby wszystko za darmo. Wystawiłam markowy rowerek dla dziecka w idealnym stanie, używany rok czyli właściwie jeden sezon. Dałam połowę ceny nowego, było mnóstwo chętnych, ale każdy jeszcze chciał coś urwać z ceny. Powiedziałam, że jak nie sprzedam, to wstawię do garażu albo dam komuś naprawdę potrzebującemu. Po miesiącu zgłosił się facet,zadowolony kupił bez targowania, więc sama opuściłam 50 dych, bo przyjechał z daleka. Masz rację w dupach się poprzewracało z dobrobytu.

    5

    0
    Odpowiedz
  9. Prawda… Jestem członkinią w grupie sprzedażowej na Facebook i ja któraś coś sprzedaje, to z trzy osoby się odezwą, ale jak za darmo, to się wyzywają w komentarzach, bo „byłam sekundę wcześniej, suko!”.

    0

    0
    Odpowiedz

Stare konie a głupie

Namówili mnie znajomi na wypad w męskim gronie na piwo. Daaaaawno tak nie byłem (delegacje, żona, dzieci, dom, bla bla bla), więc postanowiłem pójść dla odmiany. Myślałem że będzie okej, kolegów zawsze lubiłem, kontakt jakiś na facebook było podtrzymywany, pozakładali też rodziny, pracują itd.
No ale na piwie zobaczyłem że oni zatrzymali się mentalnie lata temu. Kurde stare konie, każdy kilka lat po 30-stce (tak oscylowało wokół 35), a zachowanie jak gimbaza. Kiedyś byłem jak oni to mi to nie przeszkadzało, a teraz już tak. Przysłowiowe mierzenie fiutków, czyli walka o to kto jest bardziej alfa. Dojebywanie głupimy żarcikami jeden drugiemu, widać że każdy podkurwiony, ale każdy udaje że jest okej, żeby wyglądać że są cool. O niczym normalnie nie można było pogadać choć się nie widzieliśmy tyle czasu, tylko jakieś durne pierdolenie i dogadywania i teatralny rechot na cały lokal! Siedziałem i się nudziłem, bo w te gierki się nie dałem wciągnąć.
W końcu jeden z „nowych” (nie znałem chłopa wcześniej) po paru piwach coś się przyczepił do mnie i nie dawał się zbyć. Że niby go kopię pod stołem, więc na odpierdol się mówię mu „sorry”. A ten męczy bułę, żebym się nie obrażał. Mówię że się nie obraziłem, jest okej. A ten dalej swoje, mówi „już dobrze, dobrze” i mnie kurwa po głowie głaska. Noż ja pierdolę, zaczepki jak z czasów technikum. Odtrąciłem tą rękę i na nerwie mówię żeby wypierdalał i mnie nie dotykał. A reszta „Ooooo będzie solówka” i durnie zaczynają organizować mi walkę z jakimś frajerem. On najebany mówi że „może iść się napierdalać”. Ja na to wstałem i powiedziałem że to niech idzie się napierdalać ale beze mnie, bo ja się wypisuję.
No sorry nie będę chodził na jakieś solówki jak małolat, ja muszę normalnie rano iść do pracy a nie z podbitym okiem czy zdartymi dłońmi. Po pracy muszę się dzieciakami zająć, a nie kurwa ustawki robić pod barem bo jakiś pijany łeb stwierdził że go kopię pod stołem i w związku z tym będziemy się bić. Niech sobie nawet myśli że wypękałem, ale mam to gdzieś. Bym sobie nie mógł wybaczyć gdybym dał się sprowokować takiemu debilowi i się z nim o takie coś bił.
Ale już mniejsza o to. Po prostu nie sądziłem że można być tak zrytym w wieku 30 paru lat jak moi koledzy, którzy mogliby spokojnie wrócić do szkoły średniej i oprócz wyglądem to niczym by się nie wyróżniali. Pewnie by sobie karczycha na przerwie strzelali. A może to ja jestem dziwny. W każdym razie cały ten wypad to chujnia z patatajnią. Nigdy więcej.

115
10
Pokaż komentarze (71)

Komentarze do "Stare konie a głupie"

  1. chujowiczu! zarabiaj z kluu.pl, bez działalności gospodarczej, konto automatycznie weryfikowane
  2. Tacy są własnie dzisiaj meżczyźni, a najwiięcej takich jest na chujni

    5

    16
    Odpowiedz
    1. Najwincyj na łinternetach panie dziadostwa w rełalu to sam mniód

      3

      2
      Odpowiedz
  3. Wiem wiem, nienawidze czegoś takiego, daje kciuka niech wiedzą, że to jest żałosne zachowanie i nienawidze tego gówniarstwa.

    11

    2
    Odpowiedz
  4. Ser Gregor Klegejn by mu wyrwał grdykę

    3

    0
    Odpowiedz
    1. komentarz na szóstkę

      0

      0
      Odpowiedz
  5. I jak tu sie kurwa nie ucieszyc ! Jestem kobieta i przywróciłes mi chłopie wiare ze normalni 30+ jeszcze istnieją. Chyle czoło przed Tobą ! Pozdro !

    16

    11
    Odpowiedz
    1. Sraty taty… A jakby przyszło co do czego, to i tak byś mu nie dała, bo nie struga macho i nie budzi emocji…

      Kobieta w tym wypadku w ogóle nie powinna się wypowiadać.

      34

      7
      Odpowiedz
      1. Normalny przyjaciel poszukiwany? 😀

        14

        0
        Odpowiedz
      2. ty sie kurwa nie powinienes wypowiadac bo piszesz bzdety

        3

        5
        Odpowiedz
      3. „Kobieta w tym wypadku w ogóle nie powinna się wypowiadać. ” Zapomniałam że to strona na frustratów.

        6

        8
        Odpowiedz
        1. Chyba dla frustratow

          2

          4
          Odpowiedz
        2. „Zapomniałam że to strona na frustratów.”

          Nie to nie z tego powodu, dziunia. To z tego, że jak każda kobieta w takim przypadku po prostu kłamiesz. Przyznaj się sama przed sobą, przede mną nie musisz, ja i tak to wiem, za wiele takich jak ty widziałem.

          11

          5
          Odpowiedz
          1. Ona nawet nie musi kłamać bo może szczerze wierzyć w to co mówi, ale zapomina, że jej biologa, jej podświadomość wybierze za nią i będzie słaba wobec drania.

            9

            4
            Odpowiedz
          2. „Ona nawet nie musi kłamać bo może szczerze wierzyć w to co mówi, ale zapomina, że jej biologa, jej podświadomość wybierze za nią i będzie słaba wobec drania.”

            Racja. 🙂

            5

            4
            Odpowiedz
        3. Są na tej stronie frustraci, ale to co on napisał jest prawdą dotyczącą ogromnej części kobiet. Wy kobiety lecicie za emocjami. Tak było, jest i będzie. Gdyby tak nie było to byście nie wybierały drani z którymi trudno związać się w poważną przyszłość, którzy budzą non stop różne emocje tylko właśnie byście wybierały tych miłych chłopaków a wiadomo, że często tak nie jest.

          5

          4
          Odpowiedz
    2. A Wy samczyki – prawiki nie kierujecie się instyktem i emocjami? Tylko na ładne kobiety patrzycie. Kobieta może nie mieć zawodu, pracy , rozumu ale ważne by była ładna. Jesteście prości. Na normalne kobiety nawet nie spojrzycie. Jesteście frustratami seksualnymi, bo jesteście tak brzydcy że nawet w zakonie was nie chcą, a wasze fiutki nie sięgają 15 cm nawet. Tak! Tak samo jak Wy patrzycie na urodę , cycki i dupę, tak my kobiety patrzymy na wasze fiuty ,i figurę i osobowość. Dlaczego mialabym zwrócić uwagę na stulejarza brzydkiego i zakompleksionego jak diabli, skoro mogę mieć jak to nazywacie „Jebakę” i cieszyć się seksem. To że kobiety lecą na takich a nie innych nie oznacza że one coś wobec nich planują. Kobiety mają taki sam cel jak faceci – a mianowicie dobry seks i zabawę. Dziunią jest Twoja matka co dorabia pod latarnią dziecko. Mówicie że Polki się puszczają z obcokrajowcami, ale jak mają im nie ulegać, skoro polaczki to nienawidzące kobiet prymitywy, ryj mają jak ziemniak skrzyżowany z burakiem i często już łysi przed 30 albo mają zakola w literze M (brrrr). Możesz mnie zjechać ile chcesz ,ale uwierzcie mi dzieci że internet to jedno a życie to drugie, i ja właśnie mówię o doświadczeniach życiowych , a nie czerpię info o stanie tego świata z memów i komentarzy innych internautów którzy się na kimś sparzyli.

      13

      9
      Odpowiedz
      1. O kurwa to ci pojechala grubo:) i co ty na to?

        7

        4
        Odpowiedz
      2. „A Wy samczyki ” normalnie jesteś SUPER!!!!! napisałaś całą prawdę i tylko prawdę, sama bym tego lepiej i kulturalniej nie potrafiła ubrać w słowa. Podpisuję się obiema rękami pod tym co napisałaś. Takie same wnioski wyciągnęłam już dawno dawno temu. Dodam tylko, że lepiej spotkać się z obcokrajowcem, który może postawić coś więcej niż frytki w McD i bladego fiuta. Przynajmniej mają wszystkie zęby. Zarabiam tyle, że mogę płacić za siebie i za partnera, nie lecę na te frytki, ale wkurwia mnie to, że dziady po 40, bez wyglądu , bez kasy ale za to wymagania…..nie wiem czy Heidi Klum by się dała radę załapać.

        8

        4
        Odpowiedz
      3. „Kobiety mają taki sam cel jak faceci – a mianowicie dobry seks i zabawę. ” tylko seks i zabawa, seks i zabawa. Jakie to kurwa puste, głupie i niedojrzałe.

        6

        3
        Odpowiedz
      4. „Dlaczego mialabym zwrócić uwagę na stulejarza brzydkiego i zakompleksionego jak diabli, skoro mogę mieć jak to nazywacie „Jebakę” i cieszyć się seksem.”

        Ależ możesz, mi to wsio rawno, bo chuj mnie obchodzi w jakim rowie szpary nadstawiasz, tylko nie płacz potem, o tym, że jakiś stulejarz „przywrócił wiarę w normalnych facetów”, bo to jest właśnie babska tępota umysłowa (połączona z totalną hipokryzją), o której mowa była. KPW, dziunia?

        I tak, facet to prosta konstrukcja. Ale mająca inną budowę mózgu, stąd u faceta emocje nie są czymś, co dyktuje postępowanie. Dlatego nauczony doświadczeniem facet, z barku laku, nawet chętnie wydyma jakąś pustą dziunię, ale bez żalu kopnie ją w dupę (bo tylko do dymania była i było jej w to graj, co widać po takim szlaufie jak ty), gdy mu się znudzi, z jakiś powodów będzie go wkurwiać, lub… gdy znajdzie tą „normalną”. Bo nikt nie lubi puszczalskich, pustych, zołz itd. A ponieważ facet kieruje się rozumem, to nawet jeśli z opóźnieniem, to to do niego dociera. I jak w „Krollu” -„żony są w domu a dziwki za płotem” (przy czym jak ktoś ma w domu i nie jest szmaciarzem, to w kierunku tych za płotem nawet nie splunie).

        A ładnych/atrakcyjnych (w jakiś sposób, bo to kwestia względna) jest ponad 90% i 100% ma szparę między nogami. Tak więc to nie atut, i dlatego potem takim jak ty zostaje płacz, że „wszyscy są tacy sami”. Prawda zaś jest taka, że to kobiety są głupie i to z każdym rokiem odsetek takich (dodatkowo karmionych tym, jaka ona to nie jest „wyzwolona”) rośnie i to powoduje, że faceci nie mając wyboru są tacy jacy są. Po prostu ten prosty, trzeźwo myślący, facet się dostosował do tego wszystkiego, co żeście zgotowały. Dlatego do takich jak ty nikt po nic innego jak dupa nie przychodzi.

        A 15 cm (a czasem i mniej)? Wystarcza aż nadto. 🙂 Cóż…, jak na lekcjach biologii nie uważaliśmy, daliśmy sobie wcisnąć stereotypy i do tego rozepchać szparę (poćwicz mięśnie Kegla, przyda ci się), to tak to jest. Ale co mi tam, korzystaj, póki możesz, bo nic innego ci nie zostało, latawca i tak nikt nie zechce (chyba, że w błogiej nieświadomości jakiś frajer żył będzie), a młodsza konkurencja szybko wypchnie z rynku i tylko płacz w czterech ścianach i gumowy bolec na pocieszenie zostanie.

        8

        5
        Odpowiedz
        1. Ale ja nie płaczę za nikim, bo nie doczytaleś że kobiety wobec takich jebaków nie mają żadnych planów oprócz seksu i dobrej zabawy. Nie będę dyskutować z gimbem , który ciągle usiłuje udowodnić wyższość mężczyzn nad kobietami, to normalne u stuleji. Nie stulejko? Owszem to moja sprawa gdzie będę popuszczać szparę, a skoro piszesz że Wam to wisi, to czemu co drugi post jest o tych złych kobietach co się z wszystkimi puszczają? To wam to w końcu wisi czy nie? Wypadnę z rynku? A Wy chłopaczki myslicie że będziecie atrakcyjni w wieku 35 lat dla 20 latek? Myślicie że ona zamieni się w pielęgniareczkę jak będziecie starzy i robić pod siebie? Wy za taką nie nadążycie, ona sobie po prostu znajdzie młodszych i ładniejszych, tych co mieli od zawsze powodzenie. Nie łudź się że jak będziesz starszy to nagle mlode siksy będą za Tobą ganiać, bo jak ktoś nie nigdy nie miał powodzenia to mu się to magicznie nie odmieni – sorry. Dziwne że uderzacie zawsze w kobiety, a macie odwagę napyskować takiemu Jebace? Bo to w końcu oni są antagonistami nr 1. Jebak nie musi oznaczać pustostanu, a „skromiacha chłopaczek” inteligentnego człowieka. Kiedyś do mnie wbijał taki suchy, nieśmiały chłopak, ale on tak zamulał, że miałam ochotę spierdalać na księżyc.
          „Ważniejsza od długości penisa jest jego grubość ponieważ” Pozwól że to my kobiety zadecydujemy co jest ważniejsze. Dla mnie niestety długość, jeśli nie jest gruby to można przeszczepić tak tłuszcz, albo wepchnąć silikon. Także dziękuę za porady Dr.Gimbie-Prawiczku

          4

          6
          Odpowiedz
          1. Dziunia, nie bredź.

            „nie doczytaleś że kobiety wobec takich jebaków nie mają żadnych planów oprócz seksu i dobrej zabawy.”

            Gówno prawda, ale oszukuj się dalej. To w końcu ty się oszukujesz a nie ja.

            „a skoro piszesz że Wam to wisi, to czemu co drugi post jest o tych złych kobietach co się z wszystkimi puszczają?”

            Bo to stwierdzenie faktu. I tyle.

            „Wypadnę z rynku? A Wy chłopaczki myslicie że będziecie atrakcyjni w wieku 35 lat dla 20 latek?”

            To zależy, ale dość często tak jest. A nawet jeśli nie, to facet w tym wieku na ogół już jest „ustawiony”, w ten czy inny sposób, na resztę życia. Zaś laska w tym wieku, która jedyne czym się może pochwalić to duży przebieg, ma przesrane, a desperacja i zgorzknienie narasta z każdym dniem. Już choćby sam zegar biologiczny to udowadnia. Poza tym porównaj sobie w miarę zadbanego faceta w wieku około 40 lat z jego rówieśniczkami, które w 90% od biedy trzymają się dzięki tapecie. Biologii się nie oszuka. Ja już nie mówię o takich przypadkach gdy 70+ letni dziadzio posuwa „wnuczkę”, ale partnerki młodsze o 10 (i nawet nieco więcej) lat od faceta są dość powszechną sprawą od zarania dziejów po dzień dzisiejszy. A w drugą stronę jakoś tak nie ma. I nie, forsa wszystkiego nie czyni. Sam znam takie, które w swobodnych rozmowach (bo nie jesteśmy sobą zainteresowani, znamy się dobrze od lat i nikt nic nie ukrywa) twierdzą, że zawsze szukały starszych o +/- dekadę, bo z rówieśnikami to one nawet gadać nie mają o czym i nie są oni dla nich tak atrakcyjni. Choć oczywiście to tylko jakiś odsetek populacji, ale dość spory w porównaniu z sytuacjami odwrotnymi. To mówi samo za siebie. Niestety, dziunia. Takie życie i jest ono często okrutne.

            „Nie łudź się że jak będziesz starszy to nagle mlode siksy będą za Tobą ganiać, bo jak ktoś nie nigdy nie miał powodzenia to mu się to magicznie nie odmieni”

            Nie łudzę się. Ale też nie mam z tego powodu ani kompleksów ani jakiegoś parcia na to, bo nie buduję swojej oceny w oparciu o jakąś ilość wystukanych lasek -nie jestem idiotą karmionym medialną papką. Może po prostu nie potrzebuję w ten sposób się dowartościowywać? I mam luz.

            Widzisz, dziunia, ty cały czas wychodzisz z założenia, że „stuleja, brzydka jak noc, biedna jak mysz kościelna itd.”. A nie bierzesz pod uwagę, że wcale tak nie jest (choć to też nie znaczy, że jest wszystko jak z obrazka). Poza tym rozejrzyj się… Większość ludzi jest przeciętnej atrakcyjności i jakoś tam koniec z końcem wiąże. A pomimo to nie są sami. I co, dziunia? Żadnych wniosków? No cóż… nic dziwnego, jak się ma tylko dwa zwoje mózgowe (jeden do tego, żeby nie pić wody z wiadra, gdy myjesz podłogę, drugi do sprawnego robienia loda), to myślenie stanowi wyzwanie… Że o kobiecej logice nie wspomnę.

            „Dziwne że uderzacie zawsze w kobiety, a macie odwagę napyskować takiemu Jebace?”

            Tu też się mylisz. Po pierwsze, kobiety są oceniane po tym, co sobą reprezentują (a jest coraz gorzej…). Same sobie tak ścielicie, to tak się wysypiacie, do kogo pretensje, dziunia? Po drugie, nie przyszedłem się tu przechwalać, ale tak, nie mam z tym problemu, żeby powiedzieć, co myślę (w tym i „jebace”), gdy uznam to za stosowne (widzisz, ty nadal wychodzisz z tej swojej -błędnej- żałosnej projekcji o „brzydkiej jak noc stulei”…). Po trzecie w końcu, jakkolwiek źle bym „jebaki” nie oceniał, nie zmienia to oceny kobiet, bo to dwie różne, odrębne rzeczy. Kapujesz, dziunia? Jak suka nie da, to pies nie weźmie. Więc są siebie warci, najwyżej on korzysta (i często rzeczywiście dlatego, że po prostu wie, że większość z was się do niczego innego nie nadaje, więc tym bardziej nie ma skrupułów). Ale tematem rozmowy jest ocena kobiet i opinia o nich, a nie „jebaki”.

            I nie są oni antagonistami. Mi to zwisa, co wyprawiają. Podobnie jak zwisa mi to, że ty, i tobie podobne, nadstawiacie dupy na lewo i prawo. Ja mam inne poglądy na życie, inny system wartości i w efekcie na inny target ustawiony celownik (i to dużo wyżej niż tak niska liga jak twoja). Dlatego choć opinię swoją wyraziłem i choć uważam, że z kobietami jest z każdym rokiem coraz gorzej, to jednak nie spędza mi to snu z powiek i nie jestem z tego powodu sfrustrowany. A to tutaj, to komentarz/opinia. Uzasadniona. Don’t kill the messenger.

            Aha i jeszcze jedno. Gościu, który wspomniał o grubości penisa ma rację. Nie wciskaj kitu tym, którzy wiedzą lepiej. Powielasz popularny (i w zasadzie idiotyczny) stereotyp o „końskiej” długości, bo sądzisz, że kogoś zaboli. Tych, którzy zaś wiedzą, jak jest, to nie rusza. A jak rzeczywiście potrzebujesz kija baseballowego, to pozostaje ci współczuć defektów twojej budowy, bo muszą bardzo utrudniać i uprzykrzać życie. Nic dziwnego, że tak sfrustrowana jesteś.

            4

            3
            Odpowiedz
          2. Ty na prawdę wierzysz w to co piszesz? Ty na prawdę żyjesz tylko internetem, bo to co tutaj piszesz mija się z prawdą. Miałam rację, ty oceniasz obecny stan świata pod pryzmatem memów internetowych i czytaniem komentów innych ludzi. Kobieta ma tylko przechodzone, a facet nie? Czego Ty się spodziewasz po 30- 40 latce i wyżej, że całe życie będzie na Ciebie czekać? Że one mają psi obowiązek się oszczędzać? Niby z jakiej racji? Kobieta nie ma prawa pożądać i spełniać seksu?
            To z kim ffacei to robią, skoro kobiety nie mogą? Jesteś frystratem , i rozmowa z Tobą to jak grochem o ścianę. Już nie spuszczaj sie jak gimbus nad tą dziunią, bo mnie to tak boli, jak mucha w zderzeniu z moją dupą. Ale ok, pożyjemy zobaczymy, żyj w świecie swoich ideałów i wcielaj je w życie. Proszę bardzo, tylko nie płacz potem na chujni że Ci coś nie wyszlo, i to oczywiście wina kobiet. Kobiety som fuj nie gimbusie? Sfrustrowana ? Właśnie ja mam kochanka któremu dziecko do pięt nie dosięgasz. Mam super seks, mogę spełniać wszystkie fantazje, i to we własnym mieszkaniu!!! Tak! Kobieta ma własne mieszkanie! Może na kredyt, ale kiedyś moje- czyli nie tylko będę przechodzona ale też będę miała majątek, wypracowaną emeryturę i odłożone pieniądze! Nie wiem skąd się wziął stereotyp o tym że facet ma wszystko, a kobieta nic i mu to zawsze zabiera. Zastanów się dlaczego dildo, wibratory są takie długie i grube? Dlaczego kobieca pochwa potrafi wypluć niemowlaka? Dlaczego ja potrafię włożyć w siebie 20 cm penisa? Jak to możliwe? Przecież wg Twojej logiki powinno mnie to rozrywać i boleć! A tak nie jest! Dlaczego? Na prawdę myślisz że faceci ładnieją ,a kobiety brzydną? Jak pracowałam jako 20 latka 5 lat temu w restauracji, to po pracy bo miałam tam zakwaterowanie, to wbijali do mnie 35-40 latkowie , brzydcy jak to opisałam, jeden nie miał jedynki, łysy i mordę miał jak Rusek zza Kaukazu. Inni nie lepiej, natomiast kelnerki 35-40 były tak zadbane i piękne, że byś się je po prostu po stopach całował. Myślisz ę kobiety brzydną ,a meżczyźni ładnieją? Kobiety są zawsze biedne, a mężczyźni się dorabiają? Przykro mi że masz tak ograniczony światopogląd. Polecam wyłączyć internet i wyzbyć się gimbusa z siebie.

            3

            1
            Odpowiedz
          3. Mam 33 lata, wykształcony, przystojny, zadbany i wysportowany kawaler. Wiesz czemu jestem sam? Bo żadna z was tępa dzida na mnie nie zasługuje! Mam frajdę jak rucham takie tępe jednostki jak Ty! Każda kolejna jest tylko moim następnym trofeum. Zapytasz może, dlaczego tak postępuję? Więc tłumaczę Ci, że do tej pory na mojej drodze nie stanęła żadna kobieta warta mojej uwagi. Jesteście puste i niczym nie potraficie zaimponować.. no chyba, że jakimś makijażem albo nową torebką. Nic dziwnego, że ruchacie się z ciapatymi. Im to bez różnicy czy wali kozę czy jakąś głupią pizdę. Większość z was „piękne” przedstawicielki rodzaju żeńskiego, gdybyście miały wykonać skok z poziomu swojego ego na poziom inteligencji to byście się kurwa pozabijały! Tak czy inaczej, Pozdrwaiam!

            7

            0
            Odpowiedz
          4. Nie pozwalam ponieważ seks to przyjemność dla dwojga a nie tylko dla ciebie więc nie tylko ty decydujesz co jest ważne, no chyba, że jesteś roszczeniową egoistką księżniczką 😉 Na nic ci też z tej długości jak będzie chudy jak patyk, chyba że chcesz szpanić przed koleżankami „a mój to ma 16 cm w zwodzie”, ale fakt, że mało co czujesz pominiesz. Poza tym wydłużyć też można, choćby odpowiednimi ćwiczeniami i przy okazji stanie się trochę grubszy. Osobiście nie popieram jebaków i nie popieram szmat, ale to, że kobiety przez wielu mężczyzn są jechane a jebacy popierani wynika z ewolucji człowieka. Mianowicie mężczyzna został ukształtowany na zdobywcę, na poligamistę a kobieta na zdobytą i hipergamistkę i dlatego kobieta jest wyzywana od kurew i szmat gdy się puszcza. No może jest to głupie, niesprawiedliwe, ale ewolucja bywa brutalna. Twierdzisz, że 35 latek nie będzie nagle atrakcyjny dla 20-latki? Nie chce mi się tutaj wyskakiwać z listą przykładów wiec tylko jeden dla ciebie: małżeństwo 24-latki, Kaya Scodelario z Benjamin Walker, 33 lata. Ale idąc dalej i wracając do tej ewolucji. Mężczyzna to nie tylko atrakcyjność fizyczna. Dla kobiety jego atrakcyjność rośnie także wraz z tym jaką pozycję w społeczeństwie zajmuje, ile zarabia, jakie mieszkanie ma itd. Na odwrót to nie działa więc się nie dziw, że nie patrzymy na zawód kobiety i ile zarabiacie ponieważ to my zawsze o to dbaliśmy. Co do rozumu to nie ma rozumu u kobiety jeśli puszcza się z kimś kto chce ją tylko zaliczyć i ją zapładnia a potem ta sama zostaje z dzieckiem. Później taka szuka tego którym teraz gardzisz, czyli spokojnego, zakompleksionego, ale z pracą i mieszkaniem, który ją utrzyma i dziecko. Jak ją weźmie to uda przed nim miłość, ale będzie nim skrycie gardzić bo frajer, ale jak nie weźmie to zostanie wyzwany od chujów i egoistów. Przecież nie raz takie coś ma miejsce z obcokrajowcami więc się nie masz co o to obruszać bo to jest akurat rzeczywiście pokaz głupoty. Jeśli tego nie rozumiesz to nawet nie będę się trudził dalej z tobą pisać i wyjaśniać. P.S. Wyzywanie nas mężczyzn od dzieci/gimbów jak typowa kobieta nagle nie zmieni rzeczywistości choćbyś się nie wiem jak starała. Ja ci na spokojnie tłumacze i nie wyzywam ciebie od nie wiadomo kogo chociaż rozumiem jak nie wiesz kto w danym komentarzu pisze bo brak nicków tutaj to trochę rzeczywiście problem. – Dr. Sex pozdrawiam 😉

            2

            5
            Odpowiedz
          5. Benjamin Walker ma kasę i w miarę ładny wygląd

            2

            0
            Odpowiedz
          6. Można wydłużyć penisa? To czemu jeszcze istnieje problem małych penisów? AHAHAHAAH

            2

            0
            Odpowiedz
          7. To oczywiste. Bo nie wiedzą, że można, bo nie szukają rozwiązania problemu tylko są wygodni i wolą użalać się nad sobą. – Dr. Sex

            0

            1
            Odpowiedz
          8. Zabronić to sobie możesz swojemu staremu

            1

            0
            Odpowiedz
          9. Jechanie „po starych” ( dla mnie rodzice to rodzice a nie jacyś „starzy”… ) to domena podstawówki i gimnazjum. Jak dorośniesz do spraw seksu i życia ogólnie to wtedy się wypowiadaj. – Dr. Sex

            1

            1
            Odpowiedz
        2. Twoj komentarz kolego moge podsumowac w nastepujacy sposob:
          – Czemus biedny?
          -Bos glupi.
          -Czemus glupi?
          -Bom biedny.

          Prawda jest taka, ze plec meska i damska dostala zajoba. Kto zaczal, a kto skonczy tu juz dawno nie gra zadnej roli. Dziekuje, do widzenia.

          3

          3
          Odpowiedz
      5. Ważniejsza od długości penisa jest jego grubość ponieważ:
        1. to większa przyjemność dla obojga
        2. mężczyzna chce włożyć całego więc taki długi penis może sprawiać ból kobiecie

        Dziękuje za uwagę. Dr. Sex

        3

        3
        Odpowiedz
  6. No to było im wygarnąć, żeby się zachowywali jak dorośli a nie siedzisz i udajesz głupiego. Na chuja tam siedziałeś jeśli ci się tam nie podobało, co?
    Chłopie, ty też nie masz już 10 lat, jak coś ci nie pasuje to zrób coś z tym, albo przestań jęczeć!!

    3

    9
    Odpowiedz
    1. Niestety w oczach tych niedorozwiniętych emocjonalnie dużych dzieci takie zwrócenie uwagi to byłby tylko młyn na wodę żeby się przypierdolić i ponabijać z „drętwiaka”. A siedział pewnie bo skoro po latach dał się wyciągnąć to nie chciał robić kwasu że po pół godzinie pójdzie do domu. Znam ten ból, też położyłę lagę na takie towarzystwo.

      19

      1
      Odpowiedz
    2. Może to kumple ze Starej Klasy – zaprosili go. Ja podobnie się czułem na spotkaniu z klasą z podstawówki. Miałem wrażenie, że połowa z tych ludzi to dalej dzieci. Dziewczyny – jeszcze spoko, ale faceci… Boże tragedia. Nawet niektórzy porobili pieniądze( wolę nie wiedzieć jak), ale zachowywali się… Gość, który miał dziecko i kobietę chwali się przy wszystkich jakie to zna fajne dziwki i co potrafią. Boże, współczuję jego żonie i dziecku. I te głupie śmiechy i rzucanie kurwami, co drugie słowo – po prostu żenada.

      13

      0
      Odpowiedz
      1. Heheh. Mniemam, że twoje koleżanki również by pokazały swoją prawdziwą naturę w odpowiednich okolicznościach, ale wy kobiety bardziej się przejmujecie opinią innych i chcecie uchodzić za aniołki gdzie mężczyźni z kolei mają na ogół w dupie opinię innych 😉 Dlatego oni dali ognia a koleżanki nie, ale daj im alkoholu to zobaczymy czego są warte.

        4

        0
        Odpowiedz
  7. Mam takich samych debili w pracy. Codziennie udaję, że ich nie widzę.

    11

    0
    Odpowiedz
  8. Czas umierać.

    4

    0
    Odpowiedz
  9. co za półmózgi

    3

    0
    Odpowiedz
  10. Tacy są ludzie. Dlatego zamiast tracić czas na picie sików w spelunach z ludźmi, których nie lubię wolę spędzić czas sam ze sobą i poświęcić mojemu hobby.

    19

    0
    Odpowiedz
    1. czyli graniu w CS’a

      4

      7
      Odpowiedz
      1. „czyli graniu w CS’a”

        Celnie… 😉

        5

        3
        Odpowiedz
      2. W cs nigdy nie grałem, ale granie w cs i tak byłoby lepsze od tego co opisałem.

        6

        0
        Odpowiedz
      3. Nawet jeśli to co z tego? Każdy ma swoje hobby i ma do niego prawo.

        3

        0
        Odpowiedz
    2. Dokładnie, też tak robię. W świecie kobiet też są wampiry co wysysają resztki energii. Być może (na pewno) niektórzy patrzą na mnie i uważają, że jestem biedna, zagubiona albo mam depresję:):):) Do ludzi nie dociera, ze ktoś może mieć ich w dupie, ich zasrane towarzystwo i słuchanie pierdół…o dzieciach ile razy się zesrało i jaki kolor miała kupa, o pracy, o tym co na obiad ugotować, wymienianie się przepisami na wszelkiego rodzaju gnioty, pierdolenie , w którym lumpeksie jest aktualnie wyprzedaż….wszystko jest od tego lepsze. Nawet jak leżę i patrzę niby bezmyślnie w sufit ten czas nie uważam za stracony, a po godzinie z moimi „koleżankami” czuję się przeżuta, wypluta i okradziona. Jak mnie próbują gdzieś wyciągnąć mówię, że mam dużo prania i koniec.

      21

      1
      Odpowiedz
      1. Dziewczyno , mam dokladnie TO SAMO! Z laskami jest straszna patologia, te PIERDOLENIE i biadolenie bez konca o TOTALNYCH PIERDOLACH ktore mnie w ogole nie interesuja sprawilo ze ja w ogole nie mam kolezanek. Nie potrafie takiego syfu zdzierzyc , dla mnie to jest cos strasznego. Jednyna przyjaciolka, ktora mam, ma identyczne zdanie na ten temat, stad tez dogadujemy sie od lat, ale reszta….katorga.. Nie daje sie w ogole zagadywac, wiesz? Odchodze, nie ciagne rozmowy, mam oficjalnie w dupie te wymalowane pindy rozmawiajace bez konca o tipsach albo o swoich bachorach, co mnie w ogole nie interere.

        16

        1
        Odpowiedz
      2. O to fajnie a o czym pogadamy? Może o grze o tron? Jak ser Gregor wyrwal grdykę wroblowi? Albo o wygladzeniu tangencjalnym lewego martyngalu?

        1

        2
        Odpowiedz
        1. Mozemy porozmawiac o czymkolwiek co ma jakas wartosc wewnetrzna i sens.

          3

          0
          Odpowiedz
          1. „Mozemy porozmawiac o czymkolwiek co ma jakas wartosc wewnetrzna i sens”

            Dokładnie. Chętnie bym porozmawiała o jakiejś książce, filmie, o świecie (np. wspomnienia z wakacji) O plaży, piasku, zachodzie słońca, ale te kobiety nie mają nawet pomysłu by zatrzymać się na chwilę i podnieść zakuty łeb i popatrzeć w niebo. Chętnie bym posłuchała o uczuciach. Co nas cieszy, wzrusza, nawet wkurza…ale dyskusje, która herbatka jest najlepsza na wzdęcia to już nie moje klimaty. Czasem czuję się przez to wyobcowana i cieszę się, że znalazłam tą „chujnię” bo miło jest poczuć, że gdzieś tam, są podobni ludzie do mnie, którzy myślą, mają poczucie humoru, które nie ogranicza się tylko do rozmów o cyckach, dupach i chlaniu. Cieszę się, bo prawie każda chujnia jest taka, że mogę się pod nią podpisać obiema rękami.
            Pozdrawiam Was „chujowiczanie” i piszcie, bo to jest jedna z moich najlepszych rozrywek i myślę, że nie tylko moja 🙂

            11

            0
            Odpowiedz
          2. Moze kiedys sie spotkamy 🙂

            0

            0
            Odpowiedz
  11. No ale czego ty oczekiwałeś? Co to znaczy dla ciebie „że będzie okey” hę? Może chcieli poluzować od codzienności, spiętego życia i się powygłupiać dla odmiany? Troszkę dystansu…

    5

    7
    Odpowiedz
    1. Sransu nie dystansu. Teraz wszyscy bezmyślnie pierdolą o tym dystansie do wszystkiego. Taka jakaś w dupe jego mać głupia moda się zrobiła.

      14

      1
      Odpowiedz
  12. Ale się naśmiałem, jeden z weselszych wpisów! Osobiście bym pewnie się tak nie zachowywał a z innych śmiał.

    0

    2
    Odpowiedz
  13. Cóż wszyscy z czasem dziadziejemy… Ty szybciej niż inni.

    2

    7
    Odpowiedz
  14. Witam, tutaj autor wpisu. Najpierw mała uwaga do admina: NIE MA numerów komentarzy, a to znacznie ułatwiało odnoszenie się do danej wypowiedzi.

    Ktoś napisał że ci moi znajomi chcieli się wyluzować i że ja nie mam dystansu. Otóż nie. To nie jest wyluzowanie bo oni sobie ciągle dopierdalali i znam ich na tyle żeby widzieć że ich to denerwowało. Po minie i po oczach osoby od razu widać, że jak jest z nią jechane to się głupio uśmiecha, żeby nie wyjść w towarzystwie na osobę właśnie „bez dystansu”. Zresztą tak było zawsze i lata temu, kiedy jeszcze regularnie z nimi wychodziłem, że niby luzik luzik, ale potem jak rozmawiałeś z którymś w 4 oczy to tylko obgadywali się nawzajem, że ten go wkurwił tym tekstem, a tamten też czymś przesadził. Ale to oczywiście w 4 oczy, bo w towarzystwie się głupkowato śmiał sam z siebie że niby śmieszne.

    Lubię się powygłupiać, pogadać o bzdurach, ale jechanie ze sobą nawzajem (nie żartowanie tylko wręcz jechanie), zaczepki, solówki. Sorry, ale to że ktoś tego nie lubi to dla mnie nie jest „dziadzienie”. Chociaż wiem że na chujni sporo bardzo młodych ludzi którzy mogą tego nie zrozumieć do końca i myślą że to jest cool i normalne zachowanie u bram czterdziestki.

    11

    2
    Odpowiedz
    1. To się nazywa toksyczne środowisko, każdy każdego wkurwia, niekończąca się walka o dominację, ciągłe docinki, i złośliwości. Nikt tak naprawdę się w tym dobrze nie czuje, ale jesteście jedynymi durniami których znacie i w związku z tym się dalej spotykają. Przychodzą żeby nie być obgadywanym, żeby nie było jechane za plecami. Takie towarzystwo wysysa energię zamiast ją dawać.

      10

      1
      Odpowiedz
    2. W zamian masz możliwość odpowiedzi pod konkretną wypowiedzią. Brakuje mi tylko linii łączących poszczególne wypowiedzi bo jak przewijam stronę w dół to czasem nie wiem kto do kogo odpisuje i muszę się cofać.

      3

      0
      Odpowiedz
  15. Dlatego opierdalam piwo sam, z kumplami z mlodosci nie ma o czym juz niestety pogadac, a niby wszyscy ustatkowani (wyjscia z nimi, to byla proba wypicia wszystkiego i wyruchania wszystkiego co ma dwie nogi i na drzewo nie spierdala). Piwko, rybki, garazyk, chce wrocic do motocykli…. reszta niech sie pierdoli 😉

    10

    0
    Odpowiedz
  16. W eleganckim towarzystwie się obracasz.Hahahahahaha! Ale wy,potomkowie pańszczyźnianego chłopstwa tak macie.Musi upłynąć jeszcze ze 300 lat…

    1

    6
    Odpowiedz
    1. A ty to niby arystokracja potomek jaśnie hrabiego ossolinskiego w jelito jebany co?

      7

      0
      Odpowiedz
  17. Bardzo dobrze się zachowałeś,nie przystawaj z debilami,widzisz że nic po tobie w takim towarzystwie,rozwijaj się,oni są już najprawdopodobniej przegrani,pozdrawiam 😉

    5

    0
    Odpowiedz
  18. Niestety znam temat z autopsji. Tak się nieszczęśliwie złożyło, że pracuje jako kierownik hali w firmie produkcyjnej. Sam jestem wykształcony, oczytany, ambitny. Niestety 99% pracowników, którymi kieruje to prostaki, chamy, analfabeci i ogólnie cała patolka z okolicznych mieścin. Poziom żartów i rozmów jest tak porażający jakbym słuchał conajmniej grypsujacych skazańców. A to przecież ojcowie, mezowie itd. Zachowania dokładnie te, które odpisujesz, jakąś nieprzerwana walka o dominację niczym w dżungli, przez ciągłe wzajemne docinki, goryli rechot tak żeby wszyscy słyszeli, szukanie kozła ofiarnego itd. Także autorze tematu, to nie tylko twoi znajomi zachowują się jak troglodyci, problem jest dużo bardziej powszechny. A pokaż takim, że jesteś inny, mądrzejszy, lepiej wychowany, czy wrazliwszy, to masz jak w banku, że to z ciebie zrobią kozła ofiarnego.

    19

    0
    Odpowiedz
    1. Dokładnie tak jak piszesz. Jak już się przypadkiem znajdziesz w takim „towarzystwie” to musisz się chociaż trochę zachowywać jak te orangutany, ale w głowi układać plan ewakuacji w angielskim stylu, bo szkoda marnować czas. Z moich obserwacji wynika że w cebulandii takich przyjebów jest z 60-70% męskiej populacji. W Anglii gdzie mieszkałem, ten odsetek jest marginalny.

      6

      0
      Odpowiedz
    2. Jakbyś zarabiał 17 tysi netto i jeździł mesiem tak, jak ja, to znałbyś lepiej ten problem. Dlatego Prezes dużego przedsiębiorstwa nigdy nie nawiązuje bezpośredniego kontaktu z robolami na taśmie. Patrzę na nich z mojego podwyższonego, luksusowego, klimatyzowanego biura, przez lustro weneckie. Patrzę, gdy mam ochotę, bo od pilnowania mam swoich patałachów. Każdy robol ma naszyty numer na plecach i przodzie, żebym mógł odnotować, jeśli któregoś trzeba wyjebać z tyry albo nałożyć inną karę, czy szykan. Sam mieszkam w kulturalnym towarzystwie, willa za 2 bańki w Wawce, w luksusowej dzielnicy Biznesmenów, prawników i lekarzy. Spotykamy się w prestiżowym klubie The Eve, gdzie można porozmawiać przy niebieskim i złotym Johny Walkerze o porządnych autach i innych sprawach na poziomie. Nie zadajemy się z robakami.

      2

      4
      Odpowiedz
      1. Dwa robaki to ciebie trzeciego zrobiły.

        4

        0
        Odpowiedz
    3. Tak jak piszesz. Jako że nie mam tatusia „na stanowisku” sytuacja życiowa w pewnym momencie zmusiła mnie do pójścia do roboty takiej zwykłej jako fizyczny robol. Pracowałem rok z takimi debilami i był to rok katorgi. Po prostu taki debil do ciebie podchodzi ,coś ci tam pierdoli i nie wiesz o co mu chodzi albo szukają powodu do bójek, szukanie zaczepek, bełkot jakichś małp w zoo, tylko rozmowy o tym kto ile „dymał”, kto ile wypił, kto jak sie „napierdala”.Najgorsze to są te ich głupie pytania bo debile pozują na cwaniaków.Dokładnie noszą sie jak te murzyny z teledysków hip hop i filmów o Bronksach czy innych Brooklynach. Niby ja miałem sie im spowiadać czy „ruchałem i ile, jak bo oni no wie no nie eee eeee wie co dzień ja now ieeee eeeee” Strach z takimi przebywać w jednym pomieszczeniu bo nie wiesz co debilowi przyjdzie do łba. Minął rok, umowa sie skończyła a ja powiedziałem sobie „nigdy więcej”.

      6

      0
      Odpowiedz
      1. Ja mam takich debilów w biurze. Magistrzy po polibudach, a słoma z butów im wystaje. Żenada. Dnem bym tego nie nazwał bo bym dno obraził.

        2

        1
        Odpowiedz
    4. Tak jak piszesz. Jako że nie mam tatusia „na stanowisku” sytuacja życiowa w pewnym momencie zmusiła mnie do pójścia do roboty takiej zwykłej jako fizyczny robol. Pracowałem rok z takimi debilami i był to rok katorgi. Po prostu taki debil do ciebie podchodzi ,coś ci tam pierdoli i nie wiesz o co mu chodzi albo szukają powodu do bójek, szukanie zaczepek, bełkot jakichś małp w zoo, tylko rozmowy o tym kto ile „dymał”, kto ile wypił, kto jak sie „napierdala”.Najgorsze to są te ich głupie pytania bo debile pozują na cwaniaków.Dokładnie noszą sie jak te murzyny z teledysków hip hop i filmów o Bronksach czy innych Brooklynach. Niby ja miałem sie im spowiadać czy „ruchałem i ile, jak bo oni no wie no nie eee eeee wie co dzień ja now ieeee eeeee” Strach z takimi przebywać w jednym pomieszczeniu bo nie wiesz co debilowi przyjdzie do łba. Minął rok, umowa sie skończyła a ja powiedziałem sobie „nigdy więc

      1

      0
      Odpowiedz
  19. Też się nieraz zastanawiam czy to ja jestem dziwny widząc tempote i chamstwo innych. Ale wolę być tym dziwnym niż się z nimi zadawać. A co do tych komentarzy męsko-damskich to weźcie się uspokójcie. Żenada.

    0

    0
    Odpowiedz

Skurwiel nad skurwielami

Wiecie, o kim mowa? O losie. Losie naszym zasranym, który na przysłowiowej głowie staje, żeby ci tylko dopierdolić. Mógłbym wymieniać dziesiątki przykładów z własnych i cudzych doświadczeń, ograniczę się jednak do jednego, najświeższego, który mi dopieprzył.

Jakiś, dłuższy, czas temu wygrzebałem się z lekkiego dołka i zajmowałem się pewną, dochodową „pracą”. Bardzo dochodową, zarobki Mesia przy tym bledną (i nie pytajcie, patałachy, skąd wiem ;)). Dość powiedzieć, że -nie licząc jakiś drobiazgów- życie było dobre, choć z różnych powodów nie w pełni wykorzystane (rozumiecie: priorytety; wiele rzeczy musiałem odwiesić na kołku na przyszłość). Tym niemniej było fajnie, zapowiadało się fantastycznie… Cierpliwie wdrapywałem się na swój wytyczony pagórek. I co się stało? Tak jest. Popierdoliło się u samego szczytu, kiedy niemal wszystko było w zasięgu ręki. Od tego momentu zaczął się zjazd w dół, przypominający momentami to, co „koledzy z branży” nazywali „zjazdem jajami po brzytwie”. I to popierdoliło się zarówno na gruncie prywatnym (jak mawiał Al Bundy: „to nie jest rodzina, tylko eksperyment naukowy”) jak i, co gorsze dla mnie, „zawodowym”. Przyszedł kryzys gospodarczy i zniknęły nie tylko możliwości przyzwoitego zarobku, ale jeszcze pojawiły się spore straty, za które do ostatniego naboju w magazynku będę „wdzięczny” mojej pierdolonej rodzinie, której udział w zdarzeniach, jakie do tego doprowadziły, sięga 99%.

Anyway, trzeba było coś robić. A raczej pomyśleć o czymś sensownym, co warto by było robić. No i pomyślałem o czymś, co ma ręce i nogi, i zamierzałem się za to złapać. Problem w tym, że o ile pomysł był (jest) dobry, to nie było już kasy na jego wykonanie -wspomniany kryzys i kilka rzeczy z niego wynikłych kosztował mnie dużo. Było źle, ale to jeszcze nie był koniec. Była też szansa na uzyskanie potrzebnej kwoty. Miałem pewną nieruchomość, którą mogłem kiedyś sprzedać za niezłe pieniądze, ale postanowiłem tego wtedy nie robić. Zostawiłem ją dla siebie, do późniejszego wykorzystania, ewentualnie do spieniężenia na „czarną godzinę”. No więc czas nadszedł, trzeba było się nieruchomości pozbyć, a uzyskana kasa pozwoliłaby na rozkręcenie interesu. Prawda, że proste? Taaak… A taki wał.

Pięć lat. Pięć lat szukałem możliwości zdobycia potrzebnej kasy, kręcąc się jak gówno w przeręblu. Zarobić tyle w krótkim czasie (jeszcze wtedy nie sądziłem, że tak długo to potrwa, potem się uparłem) się nie dało, bo już nie te możliwości. Pożyczyć pod zastaw nieruchomości nie mogłem, bo bank nie pożyczy nowo powstałej firmie (no chyba, że to są jakieś grosze, to może się uda, ale nie poważniejsze kwoty). Co gorsze jednak, okazało się, że sprzedać tego też nie mogę. Już nawet nie za wartość rynkową, czy jakieś sensowne pieniądze. Za żadne pieniądze, nawet lombardy gadać o kupnie nie chciały. No taki mamy klimat.

Wczesną wiosną tego roku pojawiła się pewna szansa zdobycia potrzebnej kwoty. Do tego jakoś tak się poskładało, że w tym samym mniej więcej czasie pojechałem tam, na tą moją nieruchomość. I ponieważ były widoki na zdobycie pieniędzy, łażąc tam po niej i po okolicy, doszedłem do wniosku, że nie ma mowy o tym, bym tę nieruchomość sprzedał. Tak naprawdę to to miejsce jest dosłownie zajebiste. Na wsi, na uboczu, cisza spokój, a do tego bardzo blisko do kilku dużych miast (w tym wojewódzkiego), wokół sporo terenów rekreacyjnych od pasma górskiego, przez okoliczne lasy, a skończywszy na bardzo dużym zbiorniku wodnym, do tego fantastyczny widok z nieruchomości na okolicę… No jak w raju. Chuj, nie sprzedaję, zwłaszcza, że już nie muszę, mowy nie ma. Nawet sobie tam zamieszkam i dosłownie szlag trafi tych, co uważali, że to jest gówno warte, jak się to ogarnie i doprowadzi do takiego stanu, w jakim być powinno. Niech zapierdalają całymi dniami na raty za norę w mrówkowcu z wielkiej płyty z porąbanym sąsiedztwem, smog wdychając i ciułając drobne w skarpecie.

I co się dzieje dalej? Oczywiście, że tak… Jak tylko pojawiła się pewność, że potrzebną kasę uzyskam, a rzecz nie jest na sprzedaż, dostaję telefon od jakiegoś kompletnie mi nieznanego pajaca, który jest zdecydowany i bardzo chętnie kupi. Pierwszy sensowny, zdecydowany, kupiec od 5 lat… Jedyny właściwie tak napalony na kupno, jaki się pojawił.

No i powiedzcie mi, jak człowieka może szlag jasny nie trafić?
Pięć lat poszło jak psu w dupę na szukaniu kogokolwiek chętnego na kupno, po to tylko, żeby móc zacząć coś robić, co pozwoliłoby mi się wygrzebać z gówna, w które dzięki przewrotności losu wpadłem. Kosztowało mnie to kupę uporu, zżartych nerwów, ponoszonego ryzyka i bezsilne stanie w miejscu. Kosztowało mnie to wspomniany „eksperyment naukowy”, czyli moją najbliższą rodzinę, z którymi nie mam już nic wspólnego. I mało tego. Kosztowało mnie to jeszcze więcej. Dużo więcej, aż się o osobną chujnię prosi, ale muszę dobrze pomyśleć, czy w ogóle ją pisać (trochę zbyt osobiste i pozbawiające anonimowości). Kosztowało mnie to pewną osobę, którą poznałem na krótko przed tym moim zjazdem jajami po brzytwie, która, jak się potem okazało, pod wieloma względami była jak chodzący ideał, jakiego nigdy wcześniej nie spotkałem i pewnie już nie spotkam (co dodatkowo jest problemem, bo żadna mi znana nie wytrzymuje z nią porównania -i to takiego „na logikę”, bez żadnych różowych okularów- a skoro koniec końców i na niej się przejechałem…), i z którą może i by nawet coś wyszło przy sprzyjających okolicznościach, gdyby nie moje przeciągające się w nieskończoność kłopoty, nie pozwalające wyjść z tego bagna, co niesamowicie mnie ograniczało, jeśli chodzi o tę relację i jej rozwój, a dodatkowo stawiało mnie w fatalnym świetle, czyli już praktycznie pozbawiając szans, czego długo pewnie nie będę mógł przeżałować (i kto wie, być może nie będę jedyną osobą, która tego żałuje, ale nic już nie da się z tym zrobić). A teraz… Teraz, kiedy mam tak wszystkiego dosyć, że nawet nic już mnie nie cieszy i cholernie zmęczony psychicznie tym wszystkim jestem, gdy w końcu mogę zrobić to, co planowałem (choć na tę chwilę, to nawet nie wiem już w ogóle po co, tak mam wszystkiego dość) i być może z powrotem porządnie w końcu stanąć na nogi, jak już nie potrzebuję łachy od kogoś, że łaskawie raczy się zdecydować na zakup, to chętny jest od ręki, bez targów…

No i co za los pierdolony. Za każdym razem robiący wszystko, żeby ci jak najbardziej dojebać w każdy możliwy sposób. I im bardziej po dupie dostaniesz, tym bardziej spirala tego dopierdolenia ci się jeszcze nakręci. Perpetuum mobile jebane… A w końcu, jak się jakimś cudem z tego wygrzebiesz, to nagle się okazuje, że bez problemu sprawa, która ci stała na przeszkodzie i była nie do przejścia, da się rozwiązać jakby nigdy nic. Ale to i tak tylko na chwilę. Żebyś złapał oddech, zanim powoli naciągająca się guma znów nie przypierdoli ci w łeb.
I ten moment nadejdzie.

17
35
Pokaż komentarze (41)

Komentarze do "Skurwiel nad skurwielami"

  1. chujowiczu! zarabiaj z kluu.pl, bez działalności gospodarczej, konto automatycznie weryfikowane
  2. Oj mesio mesio, ogarnij sie patałachu, kto jak kto ale ty takich wypocin kilometrowych nie powinienes krecic

    1

    3
    Odpowiedz
    1. To na bank nie mesio. Suysaaajd…la la la

      2

      1
      Odpowiedz
      1. „To na bank nie mesio. Suysaaajd…la la la”

        Dziwny jest ten świat… /Mesio PS. Zaskoczona?

        2

        1
        Odpowiedz
        1. To byles Ty? To niemozliwe, jedyna idealna kobieta jaka znasz jestem ja, a nie pisales o mnie… La la yt brings so meni czendzys…

          2

          0
          Odpowiedz
          1. „To byles Ty? To niemozliwe, jedyna idealna kobieta jaka znasz jestem ja, a nie pisales o mnie…”

            Primo, nie ma idealnych kobiet. 😛 Ta była możliwie zbliżona do „mesiowego” ideału.

            Secundo, znamy się tylko z widzenia, a jedno o drugim nic nie wie… 😉 Więc powiedzmy, że masz szansę być jedynym znanym mi ideałem. Ale los jest okrutny i tym razem też mi nie da wygrać w totolotka. 😉 /Mesio PS. „The game of life is hard to play…”

            0

            0
            Odpowiedz
          2. „To byles Ty? To niemozliwe, jedyna idealna kobieta jaka znasz jestem ja, a nie pisales o mnie…”

            Primo, nikt (poza Panem twoim, Mesiem) nie jest idealny. Ona była najbardziej zbliżona do mojego ideału.

            Secundo. Znamy się tylko z widzenia, a jedno o drugim nic nie wie… 😉 A co do idealności Twojej nawet jeśli, to i tak i za drugim razem zasrany los nie pozwoli mi wygrać w totolotka. 😉 /Mesio PS. „The game of life is hard to play…”

            0

            0
            Odpowiedz
          3. Dwa razy napisałeś ten sam komentarz-lubisz mnie, wiem to ; ) W nagrodę podzielę się z Tobą moim wykopaliskiem. Znamy się już na tyle dobrze, że na pewno domyślisz się, że refren lubię najbardziej la, la, la ,la
            https://www.youtube.com/watch?v=Tm4BrZjY_Sg

            1

            0
            Odpowiedz
          4. Z naszego Mesia ogier się zrobił 😀

            2

            0
            Odpowiedz
          5. To żeby dostąpić zaszczytu randki z Mesiem nie trzeba przynosić CV bogatego w doświadczenia i wszystkie dostępne zalety do ŁWF oraz hajsu w mordeczce, by po szeregu analiz dostać się do ściśle strzeżonej komnaty gdzie na tronie swym przenikliwym wzrokiem M ostatecznie przeskanuje ją i rozstrzygnie się los kandydatki???

            2

            0
            Odpowiedz
          6. „To żeby dostąpić zaszczytu randki z Mesiem nie trzeba przynosić CV (…)”

            To trzeba przynieść, starając się o angaż na taśmę. Ale Pan twój, Mesio, rozważy i taką alternatywę… 😉 /Mesio PS. A los kandydatki nieznany jest nawet Panu twojemu, który w przenikliwości swojej niestety jeszcze nie posiadł daru jasnowidzenia. I nie zamierza też zdradzać kryteriów wyboru.

            0

            0
            Odpowiedz
          7. Drogi Mesiu, pozwól,że na wstępie zacytuję króla sedesów:” Mamusie oszukasz…przyjaciela oszukasz…ale życia nie oszukasz” ; )

            Następnie objaśnie Ci co zaszło w Twoim życiu w dniu dzisiejszym. Otóż chwilę po tym jak otwarłeś na światło dzienne swoje zaspane oczki, przeczytałeś mój wcześniejszy komentarz, z radością przystąpiłeś do uknucia odpowiedźi. Jednak wydarzyło się coś niepokojącego… „Czyżby mroczne otchłanie internetów pożarły moją odpowiedź?”- dochodził do głowy nasz Mesio- „To już 12.00 a mojej odpowiedzi nie ma…może się pomyliłem i nie poszła, może admin-patałach śmierdzący cebulą- nie dodał mojego komentarza? Jeśli tak to znaczy, że ta Kreaturka po drugiej stronie nie dostała mojej wiadomości… swoją drogą ciekawe jak wygląda..hmmm…Zna Jakoba Mansztajna, pewnie nosi długie brązowe spódnice, bo tylko dziewczyny w długich brązowych spódnicach czytają poezję…Tego nie wiem…ale jakaś taka fajna jest, lubię ją. […] No dobra patałachy nadające się jedynie do tarcia chrzanu i pchania karuzeli… napiszę jeszcze raz, znajcie miłosierdzie swego Pana, i Ty,Kreaturko też, Ty Kreaturko też.” ; )

            Tak właśnie wyglądał dzisiejszy poranek naszego Pana Miesiosława.

            2. Zaskoczyłeś mnie po raz drugi, przyznaję. Myślałam, że rzucisz czymś co na pewno znam, a znam dużo… a tu proszę…całkiem, całkiem Mesio.

            A teraz Kreaturka idzie spać, baju.

            2

            1
            Odpowiedz
          8. Mesio musi rozczarować, bo nie zna żadnego Mansztajna (ale któż wie… ;)). Jedynym „mansztajnem” o jakim zdarzyło mu się słyszeć był von Mainstein, ale to pewnie nie ta bajka. A co do: „Tego nie wiem…ale jakaś taka fajna jest, lubię ją.” Nie ma to jak autoafirmacja… 😛 Choć Pan musi przyznać, że wygląda na to, że Kreaturka ma kietełek, obojętnie czy chodzi w długich, brązowych spódnicach, czy sukienkach w kwiatki.

            Aczkolwiek mylisz się w paru punktach. Po pierwsze, nie otworzyłem zaspanych oczek, bo tak się złożyło, że nie spałem od dnia poprzedniego. Po drugie, jakkolwiek Mesiowi zdarza się nerwica natręctw, przejawiająca się w sprawdzaniu 5 razy, czy wysłał tego maila, to jednak wie, co czyni i halucynacji u niego nie stwierdzono (co nie znaczy, że należy go podejrzewać o 100% zdrowie psychiczne). Tak więc winny jest ad -m- in starą cebulą nacierany i kiedyś się go za to rozstrzela… Więc coś ta szklana kula Kreaturki szwankuje (albo nie trzeba było wróżyć z fusów po kawie rozpuszczalnej). 😛
            Ale tak poza tym to fakt -to był poranek. 🙂

            „Zaskoczyłeś mnie po raz drugi, przyznaję.”

            You’re welcome. 🙂
            https://www.youtube.com/watch?v=mCjxZHGHL4Y

            /Mesio. PS. A jak powiesz, zakładając, że istniejesz (Co to ja mówiłem o zdrowiu psychicznym?), że masz na imię Ewa, albo Katarzyna (a już nie daj Borg Kamila…), to chyba Cię uduszę…

            2

            0
            Odpowiedz
          9. Historia mojego imienia to długa historia. Przez głowę moich rodziców przebiegło wiele pomysłów. Między innymi: Ilona, Ligia, Monika i Milena. Wyobrażasz sobie jakby to było mieć na imię Ilona?

            – Jak się nazywasz?
            -Ilona…
            – Kto Ci taki pseudonim wymyślił?
            – …rodzice…na chrzcie.
            -…

            Ja też sobie nie wyobrażam (na szczście). Z odsieczą przyszedł mój tato wybawiając mnie od tego koślawego imienia. Ilona to musi być jakaś wielka kobieta, która nosi brązowe spódnice, a nie taka Kreaturka jak ja.

            Swoją drogą, tato pomógł mnie i bratu. Mama moja to niepoprawna marzycielka, na pewno domyślasz się już, że mam to po niej.

            2. Być może moja kula nie powiedziała prawdy, bo wiesz, „kula” jest rodzaju żeńskiego. A kto by sobie dał uciąć rękę za słowa jakiejś kobiety…dziś by już nie miał ręki ; p

            Ale to co Kreaturka wie, to to, że Mesio lubi historię i filmy wojenne. Nie jakieś słabe filmy bez głębi, tylko dobre stare kino, i dobrych starych aktorów. Mesiu często najpierw ogląda film, który lubi, następnie lubi dowiedzieć się o nim czegoś więcej, dlatego też często szuka np. muzyki z danego filmu, która to przenosi go w inną czasoprzestrzeń ; p Ale niestety, nasz Mesio nie jest ciekawy świata, nie sprawdził kim jest Jakobe Mansztajn, to źle o nim świadczy. To mówi, że jest zamknięty jedynie na swój własny gust, i nie lubi nowych rzeczy. W przeciwieństwie do Kreaturki, która od razu z ciekawością usiadła na kolanach dziadka Google i ciągnąc go za długą brodę spytała o pana von Mansteina- i dowiedziała się.

            PS. No dobrze, to powiedz przynajmniej, co robiłeś cała noc, mam nadzieję, że nie grałeś w gie ty a, czy inne majnykrafty, bo wolałabym już chyba,żebyś miał na imię Ilona.

            la la la

            1

            0
            Odpowiedz
          10. „Wyobrażasz sobie jakby to było mieć na imię Ilona?”

            Patrząc po kalendarzu, mogło być gorzej… Ot choćby dziś imieniny obchodzi Benona, jutro Adolfa, Nikandra i Awita, a już kto daje dziecku na imię Przeborka (18 czerwca) to mesiowe pojęcie przechodzi.

            „Ale to co Kreaturka wie, to to, że Mesio lubi historię i filmy wojenne.”

            Ale wiesz co się dzieje z tymi którzy za dużo wiedzą? Znikają w kazamatach Łódzkiego Wydziału Fabrycznego… 😉

            A Mesio lubi dobre filmy (zwłaszcza te, które już zna, co bardzo ogranicza mu liczbę obejrzanych). I nie tylko wojenne, jest w stanie obejrzeć nawet „Titanica” (dla scen katastrofy ofkoz ;)). Ale rzeczywiście, historia jest w kręgach mesiowego zainteresowania i filmem wojennym nie pogardzi, choć nie każdy obejrzy. A stare filmy miały to, czego dzisiejszym brakuje -scenariusze.

            „Mesiu często najpierw ogląda film, który lubi, następnie lubi dowiedzieć się o nim czegoś więcej, dlatego też często szuka np. muzyki z danego filmu, która to przenosi go w inną czasoprzestrzeń”

            Takie wiedźmy, w starych dobrych czasach, palono na stosach… 😛
            (Po wcześniejszych torturach, rzecz jasna. A w ramach tortur… https://www.youtube.com/watch?v=_L52vEdhTx8 ;))

            „Ale niestety, nasz Mesio nie jest ciekawy świata, nie sprawdził kim jest Jakobe Mansztajn, to źle o nim świadczy.”

            Znów szklana kula odbiera zakłócenia… Abonamentu nie wykupiliśmy?

            Mesio sprawdził, kto to jest J. Mansztajn, już za pierwszym razem (tak, z ciekawości). Mesiowi tylko to nic nie mówi, bo wcześniej o nim nie słyszał i dalej nic nie wie. A ponieważ „lubimy słuchać piosenek, które znamy”, to Mesio słucha, odkładając Mansztajna na czas bliżej nieokreślony.

            A więc tak, wiedźma ma częściowo rację (może jednak nie warto skąpić na ten abonament…) – Mesio nie lubi zmian, opornie podchodzi do nowych rzeczy, ale jednocześnie tak całkiem zamknięty nie jest i czasem coś nowego w łapki mu wpadnie. Na ogół przypadkiem. Bo w końcu „przypadek rządzi światem tym”, aczkolwiek Mesio z pewnym przerażeniem stwierdził jakiś czas temu, że coś takiego jak przeznaczenie rzeczywiście może istnieć. O szczegółach nie powie za Chiny ludowe, nawet jednej takiej, której to dotyczyło (i tak by nie uwierzyła) nie powiedział, ale jeśli tak, to w takim razie chyba ma przesrane i jak bohater tragedii antycznej z góry skazany jest na klęskę.

            „No dobrze, to powiedz przynajmniej, co robiłeś cała noc,”

            Tą bezsenną?
            Myślałem o tym, jak to by było nazywać się Ilona… 😛

            A w gry Mesio praktycznie w ogóle nie gra (od dzwonu najdzie go Civilization). Co najwyżej blado tytuły kojarzy. Z różnych powodów. Choć pamięta jeszcze czasy, gdy kupa luda zwalała mu się do chałupy pograć na 8-bitowym Atari (+10 do szacunu na dzielni…, potem przyszły te mendy z Commodore 64 i wolny rynek). /Mesio

            PS. Zaraza 😉 z Kreaturki… Mesio musi przyznać. 🙂 Choć znając moje szczęście, to pewnie masz 120 kg i nazywasz się Włodek, czy coś w tym guście… A w najlepszym przypadku Kreaturą ogniem ziejącą i jadem plującą, znaną jako Bazyliszek. 😉

            2

            0
            Odpowiedz
          11. Mesiu,
            Nie mogę przecież pozwolić, żebyś nie przespał kolejnej nocy zastanawiając się, czy pod drugiej stronie siedzi 120-kilogramowa Ilona, czy Włodek (chociaż z dwojga złego to już łatwiej byłoby znieść tego Włodka).

            Po drugiej stronie siedzi Monika i waży jedynie 56 kg. I nie, nie ma 2 metrów jak jakaś Ilona, tylko skromne 1,66.

            Kreaturkę zastanawia to, ile Mesiu ma lat, bo skoro świetnie bawił się z chłopakami na dzielni 8-bitowym Atari i to jeszcze przed wolnym rynkiem, to szacuję, że Mesiu ma powyżej 34 lat, 34-37?

            I czemu nasz Mesio tak nie śpi, czyżby rozpamiętywał przeszłość tak skrupulatnie? A może po prostu musi wstać na 6,żeby zdążyć na 1 zmianę wspomnianego Łódzkiego Wydziału Fabrycznego? ; p

            PS. W jednym masz rację, pluję jadem i zabijam wzrokiem. To podobno przyciąga. ; )

            0

            0
            Odpowiedz
          12. „Po drugiej stronie siedzi Monika”

            E tam, i tak wiem, że Włodek przebrany za 2-metrową Ilonę (albo odwrotnie). 😛 W końcu Piszczyk przy Mesiu to szczęściarz…

            A swoją drogą, jakaś odmiana w żywocie mesiowym -nie to żeby akurat narzekał- bo do tej pory co na jakąś natrafił (od dziecka) to się Ewa nazywała… A jak nie Ewa, to Katarzyna. Moniki Mesio jeszcze nie znał… 🙂 Ale mogło być gorzej i pokarać Małgorzatą (to już lepiej 2 metrowa 120 kilogramowa Ilona… ;)).
            Aha, Mesio ma 9 cm i 30 kg więcej.

            „Kreaturkę zastanawia to, ile Mesiu ma lat,”

            Nie za dużo Kreaturka chce wiedzieć? I to jeszcze na forum publicznym? 🙂

            Ale zdolna bestia z Kreaturki. Dobrze celujesz. 🙂 Mesio wegetuje na tym padole odkąd Husajn został prezydentem Iraku (choć woli myśleć, że urodził się 200 lat po tym jak Jamesa Cooka zeżarli na Hawajach; w końcu wielki kapitan Cook jest mu dużo bliższy niż Saddam).

            Czemu Mesio nie śpi? To jest pytanie, o którym filozofowie niejedną pracę w przyszłości napiszą, a historycy wykłócać się będą… 🙂

            I nie, to nie przez rozpamiętywanie przeszłości, tę Mesio rozpatruje 24 na dobę bez kłopotów ze snem (wilcza godzina jeszcze szczęśliwie go omija, albo może ma ją 24 na dobę i dlatego jej już nie zauważa ;)). I nie musi lecieć z ozorem wywieszonym na brodzie, bladym świtem, pod wrota naszego ukochanego zakładu. Po prostu często sobie siedzi nocami, bo lubi i jeszcze może.

            „To podobno przyciąga. ; )”
            Masochistów. 😛

            PS. Tortur ciąg dalszy. https://www.youtube.com/watch?v=Mj4z2Y1y2Ak

            0

            0
            Odpowiedz
          13. Mam jeszcze kilka teorii na temat Mesia, ale tutaj chyba i tak byś nie odpowiedział.
            A czym Mesio się zajmuje w życiu? I dlaczego nie spędza tego czasu ze swoimi dziećmi? ; p

            ti tra la la

            0:0 z Niemczurami!!!!

            0

            0
            Odpowiedz
          14. PS. jeszcze tylko dodam, że:

            „Star Trek”? Romantyk z Mesia.

            la la la uu a a

            0

            0
            Odpowiedz
          15. „Mam jeszcze kilka teorii na temat Mesia”

            Uuuu, teorii… 🙂 Kreaturka nie może spać po nocach, namiętnie myśląc o Mesiu i o tym, jakie dziwne jest życie… 😉

            „ale tutaj chyba i tak byś nie odpowiedział.”

            No tutaj to nie bardzo się da…

            Mesio w życiu zajmuje się tym i owym (zwłaszcza owym). 😛

            A dziećmi Mesio się nie zajmuje, bo ich nie ma. „No woman to follow and the world is all mine…” 😉

            Swoją drogą, rzeczywiście jesteś kobietą… Zawsze szybko pytacie o to samo… 😉

            A uprzedzając pytanie : „dlaczego? (ich nie ma i „no women to follow)”.

            „-Panie Cord, dlaczego nie ma pan żony
            -Dlaczego pani nie ma milionów?
            -Zabrakło szczęścia…
            -Mi też.”
            („The Carpetbaggers”, 1964)
            😉

            I z jakimi Niemczurami… To już kalifat… 😉

            „„Star Trek”? Romantyk z Mesia.”

            https://www.youtube.com/watch?v=iJqwoj96aCE
            „Just beyond the next planet, just beyond the next star…” 😉

            „la la la uu a a”
            https://www.youtube.com/watch?v=hdjL8WXjlGI

            0

            0
            Odpowiedz
          16. 1. „Uuuu, teorii… Kreaturka nie może spać po nocach, namiętnie myśląc o Mesiu” – Mamy coś wspólnego. Skłonność do autoafirmacji.

            2.”Zawsze szybko pytacie o to samo… „- to nie było pytanie o dzieci. Tylko „pozytywne”pytanie o to, czy jesteś po rozwodzie. Mówiłeś coś o jakiejś kobiecie; że nic z tego,że ona nie wie,że i chciałeś i nie chciałeś. Ale byłam ciekawa,czy byłeś żonaty (domyślając się już wcześniej w jakim jesteś wieku) Nie byłeś. No bo pomyśl, jaki odsetek twoich znajomych w twoim wieku (facetów), którzy są po rozwodzie nie ma dzieci? 0,1%?

            Grzeczniej jest spytać:

            – Nie bawisz się z dziećmi?
            – Tak, bawię, uwielbiam te moje kochane szkrabki (Jesteś po rozwodzie)

            Niż:
            – No i co? Ani żony, ani dzieci?

            Dlatego tutaj się pomyliłeś. Pytałam ze zwykłej ciekawości,a nie dlatego,że „jak można nie mieć dzieci! OMG!”

            baju

            0

            0
            Odpowiedz
          17. „Mamy coś wspólnego. Skłonność do autoafirmacji.”

            Każdemu wolno marzyć… 😛

            Obojętnie jak nie zadane (choć to żadna zbrodnia i wcale nie przeszkadza), to jednak standardowo „Wy, baby” 😉 szybko pytacie o to samo: stan cywilny, dzieci, zajęcie…

            Chyba psychika babska tak działa: selekcja wstępna. 🙂

            A więc, uzupełniając poprzednie informacje, Mesio się nie rozwiódł, bo (szczęśliwie ;)) się mu jeszcze nie przydarzył ożenek. Czemu? To by wymagało dłuższych wyjaśnień. Generalnie tak się poskładało (trochę jak w przypadku każdej katastrofy -ileś drobiazgów się na nią składa). Ale ponieważ „life is hard and then you die”, jak to mawiał Dempsey, to Mesio wie, że nie może mieć za dobrze i kiedyś go jakaś zmora dopadnie, żeby miał się z kim użerać… 😉

            O kobiecie wspominałem, ale nie jest tak, jak najprawdopodobniej myślisz. Parą nie byliśmy. Znaliśmy się tylko. Spory czas potem (i tu też jest kilka przyczyn) okazało się, że, oprócz wszystkich innych przeszkód, jej wisi, czy się znamy czy nie i kategorycznie nie chce tej znajomości w żaden sposób utrzymywać/rozwijać, więc trzeba było odpuścić. Choć z żalem (żalem nie do niej, ale właśnie do losu), bo kto wie… Rzeczywiście wiele mi się w niej podobało, wiele cech mi odpowiadało, tak „na trzeźwo”, bo „nie iskrzyło”. Z kolei ona niewiele mnie poznała, bo nie było okazji, bo miałem swoje kłopoty, a przede wszystkim dlatego, że sama się nie kwapiła. Nie iskrzyło, takiego typowego stanu emocjonalnego związanego z jakimiś uczuciami itp. nie było. A jednak zależało mi. I jakoś nie mogę się opędzić (do tej pory) od wrażenia, że niewiele brakowało, żeby zaiskrzyło i to by było to. I to jest jedna rzecz. A z kolei druga jest taka, że dość dziwne rzeczy mi się z tą znajomością wiążą. I to nie od jej początku a jeszcze na kilka miesięcy przed. Tylko, że nikt w to nie uwierzy. Sam tak do końca nie wiem, czy w to wierzę, więc nie ma o czym mówić.

            „Ani żony, ani dzieci?”

            Brzmi niemal jak to, co mówiła Tzarowa detektywowi Bednarskiemu: „Ani pracy, ani żony… Z papugą żyje…”. 😉

            No… papugi to Mesio nie ma… Ale za to ma dwa koty i psa.

            1

            0
            Odpowiedz
          18. „Chyba psychika babska tak działa: selekcja wstępna. ”

            Jeśli chodzi o selekcję wstępną, to Ty pierwszy Mesiu poddałeś mnie takiemu zabiegowi. Chyba tak działa męska psychika. WRRRÓĆ. Na pewno tak działa… a mianowicie:

            „Choć znając moje szczęście, to pewnie masz 120 kg i nazywasz się Włodek, czy coś w tym guście… A w najlepszym przypadku Kreaturą ogniem ziejącą i jadem plującą, znaną jako Bazyliszek.”

            Typowa zagrywka, może nieświadomie. Bo przecież logika podpowiada, że jak się fajnie z kimś rozmawia to pewnie dla harmonii musi być brzydka, albo gruba…no coś musi być nie tak. Bo ma charakterek ta Kreaturka, więc coś musi być nie tak…

            A głupio spytać: a właściwie to ile ważysz? albo jak wyglądasz? Lepiej wziąć „pod włos” -„jakiś 120 kg bazyliszek”. I teraz wiesz,że zaprzeczyłam, i że to nieprawda. A gdybym odpowiedziała: ” Mesiu, przecież najważniejsze jest wnętrze”, to wiedziałbyś,że to musi być jakaś Ilona.

            2. Nie widzę w tym nic złego, to są raczej ogólne pytania. Chyba jesteś na tyle duży,że wiesz, że wrażenia na „babach” raczej się nie robi ilością zaliczonych levelów w Mario Bros’ie. Ot, ewolucja. Gdybym napisała,że ważę 100 kg i mam najgęstszy wąs w gminie, dalej być tak ochoczo odpisywał?

            Oboje wiemy,że nie. I ja nie widzę w tym nic złego. Trzeba mieć jakieś wymagania, a nie brać co pod łapy leci. Bo taka 120 kg nadwaga (o ile nie jest skutkiem przyjmowania hormonów), mówi więcej o dziewczynie niż CV, niestety.

            Tak samo się to ma w przypadku facetów, nie chodzi tu o „poszukiwania odpowiedniego parobka, który do konca życia będzie utrzymywał żonkę jak Panicza dworskiego w romantycznej Polsce. Tylko o zardność życiową. No sorry, taki mamy klimat- „jest ofiara znajdzie się i kat”- jak mawiała moja profesroka, i miała rację. Ja pracowałam i na studiach i w liceum. Także, takie teksty typu: „Bo w Polsce nie ma pracy… szukałem,ale nie ma, no to siedzę w domu i pożyczam na fajki od rodziców w wieku 30 lat”, to jest dyskwalifikacja nawet nie na stopie mężczyzna-kobieta, ale nawet przyjaciel-przyjaciel. A tak się składa że wszyscy moi bliżsi znajomi, przyjaciółka są zaradni i pracowici, i dają radę. I nie, nie mieli rodziców na stołkach. Ja też nie.

            Dlatego pytanie o to, co robisz w życiu to nie jest pytanie o to, czy nadajesz się na repoduktora, tylko o to, czy nie marnuje tutaj czasu odpisując na te wiadomości.

            A tak właściciwe…

            No zgadnij Mesiu, ile lat ma Kreaturka, wstrzel się w taki wachlarz jak ja, 3 lat, (jaknp.34-37 jak dawałam Tobie)

            Baju

            https://www.youtube.com/watch?v=QOZDKlpybZE

            0

            0
            Odpowiedz
          19. Uuuu… podeptałem chyba po odciskach i koniec żartów… Kreaturka postanowiła pogadać poważnie. 😛

            Dobra, pogadajmy poważnie.

            1. Przecież napisałem, że te pytania mi nie przeszkadzały i że to żadna zbrodnia pytać. Też nie widzę w tym nic złego (na ogół, bo zdarzają się wyjątki). To o co chodzi?

            2. Wspomniałem o tej „selekcji wstępnej” także półżartem. Ale nie da się ukryć, że „psychika babska” przynajmniej w jakiejś mierze tak działa. I sama to udowadniasz, choćby przez, i tu cytat z Ciebie: „Dlatego pytanie o to, co robisz w życiu [to jest pytanie o to -przypis] czy nie marnuje tutaj czasu odpisując na te wiadomości.”.

            I tak, to są ogólne pytania. Tylko jakoś tak się składa, że zawsze te same i zawsze już na początku. Z jednej strony ciekawość jest zrozumiała i od czegoś trzeba zacząć. Z drugiej, to rzeczywiście jest rodzaj „selekcji”. I sama to udowadniasz w tym całym swoim wywodzie powyżej.

            3. Co do „Chyba tak działa męska psychika.”… Tak i nie. Oczywiście, że każdy, bez względu na płeć, ma jakieś tam swoje kryteria. Ale też nie jest tak, że u faceta ograniczają się one do zestawu „cycki, dupa”. Mało tego. Naukowo udowodniono, że w oczach kobiet atrakcyjność faceta rośnie wraz z jego pozycją „zawodowo-finansową”. Czyli może mieć metr pięćdziesiąt, zeza i świecić łysiną nad piwnym bębnem, ale jak będzie odpowiednio ustawiony, to będzie atrakcyjniejszy. Podczas gdy u facetów stan konta i pozycja kobiety ma zerowy wpływ na ocenę jej atrakcyjności. Dosłownie z badań wyszło zero. Nie było ważne, czy miała bańkę w zielonych na koncie czy mieszkała w slamsach. Jeśli była atrakcyjna (i nie tylko w sensie fizycznym), dla danego faceta (facetów), to była bez względu na to. I tak jest, wiem sam po sobie i tym, co widzę przez całe życie.

            Owszem, mogą się zdarzyć wyjątki od reguły, ale to jest bardzo mało prawdopodobne.

            4. Co do tego mojego tekstu o 120 kg Włodku/Ilonie/Bazyliszku. To było żartem. I co więcej, nie zamierzałem pytać o to, ile ważysz i jak wyglądasz. Z dwóch powodów. Pierwszy jest taki, że w tej chwili nic mi ta informacja nie da -nie mam jak jej zweryfikować (choć oczywiście zakładam, że nie masz powodu kłamać, bo i po co). Drugi jest taki, że nie ma to znaczenia, „odpisywałbym ochoczo” nawet gdybyś miała te 100 kg nadwagi. Bo czemu nie, skoro dobrze się do tej pory pisało? Natomiast oczywiście, że każdy ma jakieś tam własne kryteria jeśli chodzi o atrakcyjność fizyczną. Tylko co to ma do rzeczy w przypadku gdy „znamy” (praktycznie będąc sobie anonimowi) się tylko z literek? A tak na marginesie, sama atrakcyjność fizyczna jest kwestią bardzo względną i wbrew pozorom nie jest czynnikiem decydującym. Ja (i inni też) nie chodzę z miarką, mierząc i porównując wymiary napotkanej osoby z jakimś urojonym standardem Miss World. Zgoda, że duża nadwaga mówi coś o dziewczynie, podobnie jak mówiłby „skrajny przypadek niedożywienia”. Ale wiesz komu przeszkadzają najbardziej zbędne kilogramy? Wam samym. Facetowi wisi i powiewa, czy masz np. pięć kilo w tą czy w tamtą, często nawet ma głęboko w poważaniu, czy jesteś blondynką, brunetką czy rudą, czy masz niebieskie czy brązowe ślipka, i tak większość jest, w ten czy inny, sposób atrakcyjna (rozejrzyj się po świecie… chodzące ideały na ulicach w parach widzisz?). Dopóki jest to w jakiś sensownych ryzach (czyli, że nie dopuszczasz do tych „120 kg nadwagi” z powodu tego, że „płaczesz, boś gruba, żrąc, bo płaczesz”). Dziewczyna, o której poprzednio wspomniałem, ma równiutkie 1,8 metra wzrostu i pewne kompleksy z powodu, powiedzmy, pewnej niedoskonałości urody twarzy (przesadza). A i tak jest atrakcyjna, także fizycznie.

            5. „Zaradność życiowa”… Tak, jestem od dawna na tyle duży, że wiem, że ilość leveli gry nie ma znaczenia. (BTW co do: „ja pracowałam i na studiach i w liceum”, ja pracowałem w podstawówce i to wczesnej. Na budowie. Także nie ma się co licytować, że sobie na studiach gdzieś dorabiałaś, większość tak robiła, i robi, i to nie jest jakieś wielkie osiągnięcie.)

            Zaradność życiowa jest koniecznością, zgoda. Nikt się nie dziwi, że laska nie chce np. menela. Sęk tylko w tym, że definicja „zaradności życiowej” jest też bardzo płynna. Co będzie uznane za tą mityczną „zaradność życiową”? Stała pewna przeciętna pensja (niekoniecznie w wysokości średniej krajowej) -czyli już nie „menel żyjący kątem u mamusi”- czy dochody z wyższej półki? Widzisz, o co zakład, że kobieta wybierze to drugie, i że i tak nazwie to „zaradnością życiową”? No bo przecież „ona nie jest z tych lecących na kasę/stanowisko/władzę…”. Nawet sama pracuje i zarabia (choć, jak wszystkim, przydałoby się więcej). Nie oszukujmy się, „oboje to wiemy”. A idąc dalej, tak, taki mamy klimat. Tylko, że nie każdy ma ochotę na uleganie klimatowi. Znam ludzi z różnych środowisk, od wiejskich żuli począwszy (z którymi jestem „na ty”) a na ludziach dobrze ustawionych skończywszy (i też „na ty”). Mam świetnego kumpla, który ledwo wiąże koniec z końcem we właściwie dorywczych robotach i drugiego takiego, który pracuje, ściągnięty na stałe, w głównej siedzibie Microsoftu jako informatyk, swego czasu jedyny rekrutowany, jeszcze na studiach, przez tę firmę w Polsce. I wielu mieszczących się pomiędzy. I żadnego z nich nie traktuję lepiej/gorzej (to samo dotyczy koleżanek), patrząc przez pryzmat „zaradności życiowej”. I oni też. I w końcu sam zarabiałem kiedyś lepiej niż większość z nich, dużo lepiej, choć nie od razu i z różnych przyczyn to się urwało. Ale nawet wtedy, mijając mnie, prawdopodobnie nie zwróciłabyś uwagi, mając swoje „klimatyczne kryteria”, bo nikt by nie powiedział, że mam więcej niż dyszkę w kieszeni i z odzienia jednak bliżej mi do żula niż w przeciwną stronę (z wyboru, bo tak mi jest wygodnie). I tak jest zresztą do dziś (wzmocnione trochę tym, że dzisiaj rzeczywiście mieszkam kątem; choć „na fajki” nie pożyczam, bo nie palę). A zarobki może kiedyś wrócą, może będą lepsze, a może tak się poskłada, że nie wrócą nigdy. Ale to jest długa historia i właściwie nie na forum publiczne. Anyway. Dla mnie, choć mogę to zrozumieć, nie trzeba mi tłumaczyć, jakie jest życie, tego rodzaju „dyskwalifikacja na stopie mężczyzna-kobieta” jest nie do przyjęcia. A wiesz z jakiego powodu? Bo komuś takiemu nie da się ufać. Tylko i aż tyle. Bo dziś mogę mieć miliony na koncie i przylepioną do siebie jakąś dupę (bez urazy, to nie o Tobie, tylko tak ogólnie), a jutro szlag wszystko trafi i dupa znajdzie innego „zaradnego życiowo”. Powiedz, po co mi to? Są rzeczy, których nie da się traktować w kategoriach biznesowych. Ludzie żyją z grosza, albo mają inne kłopoty (moja znajoma w wieku lat 30 zachorowała na SM, do dziś żyje jak na beczce prochu, leczenie też kosztuje i wyobraź sobie, że jej mąż nawet nie pomyślał, żeby szukać innej… A przecież „taki jest klimat”, małżeństwa rozpadają się z błahszych powodów), a i tak są ze sobą. I to ma wartość, choć ze świecą dzisiaj kogoś takiego szukać, bo „taki jest klimat” takie jest życie. A i tak można się naciąć, nawet jak się znajdzie. Nikt nie obiecywał raju na Ziemi.

            A już dyskwalifikowanie kogoś z tego powodu na linii „przyjaciel-przyjaciel” jest kompletnie nie do przyjęcia, bo jest jeszcze gorsze. Bo na linii kobieta-facet to jeszcze jakoś można wytłumaczyć sobie, że takie życie, taki klimat, ludzie są różni i jakimiś kryteriami doboru tam się kierują. Ale jeśli ktoś segreguje przyjaciół na zasadzie: „tego mi się opłaca znać, z tym marnuję czas”, to ja pieprzę taką znajomość. Bo po kiego mi taka znajomość? Skoro już wychodzimy z takiego, skrajnie wyrachowanego, założenia, to niestety, ale zabawa działa w obie strony. Ty dyskwalifikujesz znajomość na zasadzie: „szkoda na daną osobę marnować czas”, w takim razie -i zakładając, że mnie to by dotyczyło i że w tej sytuacji ogóle miałbym ochotę na tę znajomość- co ja z tego będę miał? Widzisz? Zabawa jest mniej fajna jak się jest ocenianym i ewentualnie podpada pod dyskwalifikację, co? Z mojej perspektywy w takim przypadku nie masz nic do zaoferowania.

            Przyjaciół to ja mam w sumie garstkę, ale choć nie wymagam od nich cudów, mogę, przynajmniej od biedy, na nich polegać. To jest podstawą jakichkolwiek tego typu relacji. A cała reszta „znajomych” nie ma znaczenia, bo to ludzie, z którymi, w ten czy inny sposób, muszę się czasem zadawać a oni ze mną, na płaszczyźnie np. zawodowej, czy dlatego, że mieszkamy obok siebie i powiemy sobie „dzień dobry”, mijając się na schodach, poza tym mamy się w dupie.

            Więc dlaczego miałbym chcieć, poza samą wcześniejszą bezinteresowną chęcią poznania kogoś, skoro tak się złożyło, czy ewentualnie wymienienia paru wiadomości via pierwszy z brzegu portal internetowy choćby dla zwykłej frajdy z konwersacji?
            Wystarczająco twardo stąpam po ziemi? Sorry, „taki mamy klimat”.

            A tak w ogóle, to odnoszę wrażenie, że skoro odpisywania swojego do tej pory nie uważałaś za marnowanie czasu, to trochę za szybko dochodzisz do dość daleko idących wniosków.

            Owszem, fajnie się rozmawiało, owszem, miło było poznać, owszem, „przypadek rządzi światem tym” i kto wie, jak to by się mogło potoczyć (zwłaszcza, że zrobiłaś dobre wrażenie, na ile to możliwe w tych warunkach (i tak, właśnie je spieprzyłaś)). Ale, po pierwsze, jesteśmy dla siebie jednak anonimowi (przynajmniej do tej pory). Po drugie, może się np. okazać, że mieszkamy nawet na przeciwnych krańcach kraju i to poważnie utrudniłoby (dowolną) znajomość, o ile by jej nie uniemożliwiło. Po trzecie w końcu, na podstawie tego, co w ostatnim poście napisałaś, skoro wychodzisz z założenia „marnuję/nie marnuję na kogoś czas”, to czego oczekujesz po naszym kontakcie? Bo może rzeczywiście go marnujesz.

            A ile Kreaturka ma lat? 🙂 Cóż, przypuszczałem, że w okolicach studenckich, ale skoro już po studiach, to szacowanie wieku trzeba będzie przesunąć w górę. Ale niewiele. Ze dwa-trzy lata… Tak więc przedział 27-30 lat.

            PS. A coby tradycji stało się zadość… 😉
            https://www.youtube.com/watch?v=tr8P5lsyqRo

            0

            0
            Odpowiedz
          20. Same pudła Mesiu. Same pudła. Od początku do końca.

            Po pierwsze, żeby dobrze zrozumieć mój post, powinieneś mnie spytać, co rozumiem pod pojęciem „zaradność życiowa”. Bo tutaj właśnie, zaczyna się błąd logiczny twojego wywodu.

            Otóż za zaradność, życiową nie uważam ludzi, jakby to powiedzieć, typowych Mesiów, co, to 10 biorą na łapę, bo chyba nawet nikogo takiego na tym polskim padole nie znam. I sama nawet o tym nie myślę.
            Zaradność życiowa to jest wtedy, że jak 30 letni bezrobotny facet, który żyje na koszt rodziców, idzie pracować na kasę w supermarkecie, żeby ich odciążyć, nawet jeśli się wstydzi, bo będzie musiał obsługiwać jakichś mesiów, którzy to patrzą na niego jak na nic nie wartego patałacha, bo jaki facet może pracować w takim miejscu. No właśnie ja to uważam, za zardność życiową, zaradność życiowa to jest zdolność przetrwania. Nie mam to czego chce, to przeczekam w gorszym miejscu, i przyczaję się na lepszą okazję. Nie mam pieniędzy i perspektyw tutaj, to na tej kasie uzbieram na bilet do Irlandii, i tam może będę robił to samo, ale już za inne pieniądze.
            Zaradność życiowa to po prostu nie poddawanie się. A nie kręcenie kasy, „mesiowych 10 na łapę”.

            2. O wspaniałomyślnych facetach i wyrachowanych kobietach. Daj jednak przykład faceta, który bardzo dobrze wygląda i jest z dobrą w sercu, ale brzydką i biedą kobietą. Nie dasz, bo takie nie istnieją.

            Atrakcyjność fizyczna to jest gorszy czynnik kryteriów nawet niż pieniądze. Kase zawsze można zrobić,trzeba próbować, pracować, a uroda? Siłą woli zmienisz sobie kształt nosa? Operacje plastyczne? Serio? Kobieta po 120 operacjach, będzie piękna i będzie miała takie same szanse u facetów jak pucybut, który stał się milionerem u kobiet? Nie. Więc mi tu nie mów, że fakt, że bogaty facet może być z biedną, ale jedynie atrakcyjną kobietą to jest jakiś atut. Znajdź bogatego, który jest z dobrą i biedną, i brzydką. Dobrą. Znasz taki? ja nie.

            No więc co jest z tą częścią brzydką? Wiesz, co? Nie istnieją dla połowy społeczeństwa. Tzn. dla połowy tej męskiej. Wróc pamięcią do szkolnych czasów. Wydaję, mi się,że w tej rozgrywce kobiety są górą, skoro tak stawiasz sprawę. Bo ja znam dziewczyny, które wyszły za mąż, za facetów ani zaradnych, ani atrakcyjnych. One po prostu chciały być kochane. I wiesz co jest z nimi teraz? Są same z dziećmi. A tak serio mówiąc, to były i ładne i dobre. Ale cóz, to nie tego chyba faceci szukaja jednak.

            3. Napisałam o tym,że na stopie przyjaciel-przyjaciel. Wróćmy więc do ustalenia kim jest przyjaciel. Bo jak widzę ty szastasz tym słowem na prawo i lewo. Otóż również naukowe badania dowodzą,że człowiek w ciągu życia CAŁEGO, może nawiązać przy najszczęśliwszych wiatrach 3 przyjaźnie. Ale zdecydowana większość nie ma ani jednego.A już objaśniam Ci dlaczego:
            Przyjaciel to nie jest dobry kolega, to nie jest tylko pokrewna dusza, to nie jest kolega, z którym kiedyś się dobrze kumplowałeś, to nie jest ziomek, który wpadał do ciebie pograć na 8-bitowym atarii. Przyjaciel to coś więcej.
            Znam ludzi, którzy mają mnóstwo znajomych, a żadnego przyjaciela. Otóż odpowiedz sobie ( nie mnie) na jedno zasadnicze pytanie: ile osób, którzy byli Twoimi przyaciółmi mają z Tobą do dziś taki sam kontakt? Zero? A to dlatego, że nie byli Twoimi przyaciółmi. Przyjażń się nie kończy i to jest bardzo, bardzo trudny związek. Bo nie jesteś w kimś zakochany, żeby tłumaczyć go na każdym kroku, znasz go lepiej niż jego/jej partner, od najgorszej strony. Przyjażń to jest rodzaj miłości.
            Cała reszta to jedynie pokrewne dusze, tak bym to ujęła. Miałeś kiedyś fajnego kumpla, mogłeś mu o wszystkim powiedzieć, w pracy, w szkole, nie wiem gdzie. To była twoja pokrewna dusza, dobry kolega. Był okres,że jechaliście na jednym wózku, a raczej sunęliście na tych samych torach obok siebie, ale z czasem coś się rozjechało… on się ożenił, a ty nie. Może on odszedł z pracy a ty zostałeś (lub na odwrót to nieistotne), może się wyprowadził na drugi koniec Polski, i kontakt umarł. Bo to nie był Twój przyjaciel, sorry Mesiu. Na przyjaciela to trzeba zapracować.

            I wróćmy teraz do tego co powiedziałam, że dyskwalifikacja na stopie przyjaciel-przyjaciel. a więc nie mówimy tu o naszych znajomych, którzy są biedni, bogaci obojętnie. Nie mówimy tutaj o koledze, który narzeka na żonę bo musi się wygadać( nie, nie. wypłakiwanie się przy kieliszku to nie znak, że ktoś jest twoim przyjacielem, to znak,że się chce wygadać bo coś mu lezy na sercu). Mówimy o przyjacielu, który jakby to powiedzieć, jest twoim lustrzanym odbiciem, myśli, jak ty, ma takie priorytety jak ty, jest godny zaufania jak ty, jest dyskretny. Nie zazdrości, kiedy ci się wiedzie, a ni ty jemu. Który nie ma problemów o to, że ty spędzasz czas z kimś innym, że nie masz dla niego czasu. Bo takie jest życie, że ludzie nie mają dużo czasu. Ale wiesz,że nawet jak cie nie będzie w Polsce 2 lata (a nie nadajecie na komunikatorach 24/7 o wszystkim), to po tym czasie możesz przyjść zapukać do drzwi, i bez zażenowania opowiedzieć o wszystkim, tak jakbyście się nie widzieli od wczoraj.

            No więc wracając do tej dyskwalifikacji przyjaciel-przyjaciel, i po tym jak już wytłumaczyłam Ci na czym polega zaradność życiowa. No nie będzie nigdy moim przyjacielem, ktoś komu nie wstyd,siedzieć na garze rodzica. (no nie mówię miesiąc, dwa bo szuka jakiejś pracy). No nie będzie, bo jakby to ująć, mam wysokie poczucie godności człowieka, a siedzenie na garze czyimś, bo tak jest taniej ( a matka z ojcem biegają do zakładu fabrycznego na 6 codziennie, bo przecież trzeba pracować), bo mama i tato przecież nie odmówi dziecku jedzenia, to jest ktoś, kto takiego poczucia nie ma. Gdyż to właśnie uwłacza ludzkiej godności, a nie pracowanie ani na kasie, ani na naszym łódzkim wydziale fabrycznym, jak twoje ukochane patałachy.

            No więc, nie. Taki ktoś nie będzie moim przyjacielem. Ale sama chętnie posłużę mu poradą, i spotkam się z nim jeśli ma problem, i wysłucham, i doradzę. Ale nie będzie moim przyjacielem.

            Tak, sama mam przyjaciółkę, jedną od 17 lat. A wydaję mi się, że jestem uważana za przyaciela dla wielu innych, bo tak jak ty mesiu, ludzie myślą, że przyjaciel to ten kto doradzi, nie oszuka, i nie obgada. Ale to to są jedynie podstawowe zdolności honorowe, a honor się ma jedynie raz. Więc obietnic się nie łamie, i sekretów nie zdradza.

            Osz, Mesiu teraz nawet mi przypomniałeś o tym, że mój nauczyciel zliceum (już nie żyjący), a starszy był ode mnie jakieś 40-45 lat, wyobraź sobie, że i on, uważał mnie za przyjaciela, i opowiadał nawet o tym, kiedy zaczął i dlaczego zdradza żonę, a na pytanie ” A pan się nie boi, że ja wyjdę i opowiem o tym, wszystkim innym? (Był znany w artystycznym środowisku), odpowiedział: ” Nie, jakoś od początku czułem, że nic nie powiesz…”. I tak właśnie było, nikt nic nie wiedział. Ale czy on był takim samym dla mnie przyjacielem? Nie, bo jak ktoś zdradza żonę, nie raz, nie dwa, a latami to nie będzie dla mnie przyjacielem. Bo ja jestem inna. I inna niż ten zdyskwalifikowany na stopie przyjaciela nierób-pasożyt. Jedno i drugie uwłacza godności (Dlatego też zapakowałaby na statek wszytskich imigrantów z tymi ajfonami,a zaczęła pomagać tym, którzy zostali w Syrii i nie mają nic do picia i jedzenia, i nie myślą nawet o tym, by uderzać na Niemcy po zasiłek, bo nie wiedzą nic o tym kraju, głodują, chorują i są zostawieni sami sobie, ale to juz inna historia).

            Kolejna rzecz. Można być z kimś z drugiego końca Polski ( nie to nie jest aluzja do Ciebie i mnie, że są szanse) Chcę tylko powiedzieć, że to jest możliwe, Jest nawet możliwe,że się ma kogoś z drugiego końca świata, 15000 km. Kawał drogi. A jednak. Także sorry Mesiu, pudło. To nie o dystanse chodzi, tylko o chęci.

            Czuję od Ciebie Mesiu, nie wiem dlaczego, ale swąd tchórzostwa, takiego „bo i tak się nie uda”. Miałeś kogoś na kim Ci zależało, nie zrobiłeś wszystiego, co należy, żeby teraz nie zastanawiać się co, by było gdyby…

            Straszna rzecz, takie niewykorzystane szanse. A ze względu na to , że Kreaturka jest chrześcijanką ( co pewnie jest dla słabych, w mesiowym słowniku), modli się tylko o jedną rzecz o zdrówko dla rodziców i o to, by wykorzystać wszystkie szanse.

            Czyżby stało się z mesiem, coś co już wielu opisało:

            „Obojętne mi było, co ze mnie wyrośnie. Na swój, bynajmniej nie piękny, sposób, przesiadując po knajpach i uprawiając najdziksze wyskoki, kłóciłem się ze światem, to była forma mojego protestu. Zżerało mnie to, niekiedy zaś cała sprawa przedstawiała mi się mniej więcej tak: jeśli świat nie potrzebował ludzi takich jak ja, jeśli nie miał dla nich lepszego miejsca ani szczytniejszych zadań, to ludzie do mnie podobni musieli po prostu zmarnieć. I niechby sobie świat ponosił wskutek tego straty.”

            (Nie to nie koleo paelo, jeśli coś czytasz miedzy serialami)

            Jednak na ostatek coś miłego, cieszy mnie to ,że nigdy nie poprosisz mnie o zdjęcie. Tego się nie spodziewałam.

            PS. 27-30? Pudło.

            0

            0
            Odpowiedz
          21. „Same pudła Mesiu. Same pudła. Od początku do końca.”

            Może i tak. Ale nie założyłbym się o to.

            „Po pierwsze, żeby dobrze zrozumieć mój post, powinieneś mnie spytać, co rozumiem pod pojęciem „zaradność życiowa”.”

            Myślę, że to już zostało mi dostatecznie powiedziane za poprzednim komentarzem. Trudno, taki mamy klimat. A na bajki o tym, jak to kobieta, mając do wyboru tego „zaradnego, który poszedł na kasę w Biedronce” i lepiej ustawioną jego konkurencję, wybiera tego pierwszego, jestem za stary. Choć nie spodziewałem się innej odpowiedzi. I nie to, że nie przyjmuję do wiadomości, że przypadki takie się nie zdarzają, ale prawdopodobieństwo jest minimalne. Mogę nawet założyć, że wierzysz w to co piszesz, ale tyle o sobie wiemy, ile nas sprawdzono, więc nawet jeśli, to nie bądź tego zbyt pewna.

            „Daj jednak przykład faceta, który bardzo dobrze wygląda i jest z dobrą w sercu, ale brzydką i biedą kobietą. Nie dasz, bo takie nie istnieją.”

            Czyżby? Wspomniałem o mojej znajomej chorej na SM? Jak to powiedziano w jednym z kabaretów: „Pamela to ona nie była” (choć to nie jest tak, że straszy czy coś, 😉 może się podobać), jako wykładowca zarabia dość przeciętnie, do tego choroba. A mąż jest informatykiem po dobrych studiach i z dużą praktyką. I co?

            Albo inny przykład, na który kiedyś w internecie, chcąc nie chcąc, się napatoczyłem. Kojarzysz Tomasza Kammela? Jego kobieta do pięknych nie należy. A za nim pewnie niejedna się obejrzy. A to, że akurat nie jest biedna prawdopodobnie nie ma w tym wypadku znaczenia, bo w TV to on z pewnością dobrze zarabia. Więc czemu z nią jest?

            To jak to będzie z tymi „nieistniejącymi” przykładami?

            „Atrakcyjność fizyczna to jest gorszy czynnik kryteriów nawet niż pieniądze.”

            Mylisz się. Nie ma nic gorszego w przypadku relacji międzyludzkich niż wyrachowanie. Natomiast to, że ktoś nam się fizycznie podoba lub nie, jest rzeczą nie do przeskoczenia. W przypadku tej atrakcyjności fizycznej tak już jest, to jest niezależne od nas. W przypadku wyrachowania, to świadomy wybór i parszywy charakter. Jest różnica?

            A na marginesie. Pisząc o tym, że kobieta jest dla kogoś atrakcyjna (czy jest bogata czy biedna), niekoniecznie miałem na myśli wygląd.

            Atrakcyjność fizyczna nie musi iść w parze z atrakcyjnością ogólną. A to ostatnie to mieszanka charakteru i osobowości z wyglądem, przy czym wygląd ma tu dość niewiele do powiedzenia.
            Przykład. Dziewczyna, o której mówiłem z wyglądu jest skrajnie różna od tej, którą poznałem nieco wcześniej. Począwszy od 20 cm różnicy wzrostu, poprzez budowę ciała, wagę i kolor włosów, oczu, karnację skóry, fryzurę, wiek, a skończywszy na sporej ilości odmiennych cech charakteru i różnej mentalności/poglądach. A jednak obie były dla mnie atrakcyjne. Bardzo.

            Wcale nie jest tak, że się szuka kogoś z okładki. Żadna z nich nie przypomina supermodelki (Photoshopem i plastyką jeszcze poprawianych). O czym zresztą już było. Nie ma sensu się powtarzać.

            „No więc co jest z tą częścią brzydką? Wiesz, co? Nie istnieją dla połowy społeczeństwa. Tzn. dla połowy tej męskiej.”

            Bzdura. A jeśli mam wrócić myślami do podstawówki… Pechowo trafiłaś…

            W szkole miałem koleżankę, z którą siedziałem w jednej ławce (do dziś pamiętam jak mnie dźgała cyrklem na matematyce ;)). Była ruda, miała sporą nadwagę i dużą „myszkę” na twarzy, była przeciętnej inteligencji. Dyplomatycznie ujmując, fizyczna atrakcyjność nie była jej mocną stroną. A dziś ma od lat męża i dzieci. Może chłopina nie przypomina jakiegoś Banderasa, ale też nie straszy i biorąc pod uwagę tylko fizyczność, mógł trafić dużo lepiej.

            Aha, wspomniana ruda koleżanka była też bardzo fajną i bardzo uczciwą dziewczyną. A że wygląd nie był wzorcowy? No i co z tego? Tylko idiota ślini się do rozkładówki, pożądając takich (z drugiej strony większość społeczeństwa to jednak tępe bydło, co z pewnością ma swój udział w tym, że stereotypy mają się dobrze, bo jest w nich sporo ziaren prawdy).

            „Wróćmy więc do ustalenia kim jest przyjaciel. Bo jak widzę ty szastasz tym słowem na prawo i lewo.”

            Nie szastam. Może mam po prostu tyle farta, że mam ich więcej niż limit, który wg. widzimisię sobie ustaliłaś? Nie zawsze tak było, stąd definicji „przyjaźni” naprawdę nie trzeba mi tłumaczyć. Tak, właściwie 100 % tych, z którymi „pogrywałem na Atari” nie była przyjaciółmi. Ale kto Ci powiedział, że ja ich tak nazywałem?

            „ile osób, którzy byli Twoimi przyaciółmi mają z Tobą do dziś taki sam kontakt?”

            Cóż, kontakt może być z różnych sposób czasem ograniczony. Ot, choćby dlatego, że do moich przyjaciół mam ponad 200 km w jedną stronę i każdy ma jakieś życie. Ale to niczego nie zmienia. I zanim dostanę w odpowiedzi: „że się oszukuję”, to nie bądź tego taka pewna. Sama przecież piszesz o tym, że po długim czasie wiesz, że „możesz przyjść zapukać do drzwi, i bez zażenowania opowiedzieć o wszystkim”. I co więcej, sama sobie trochę zaprzeczasz w całym tym wywodzie o przyjaźni. Gdzie? Zarzucasz, że: „ile osób, którzy byli Twoimi przyjaciółmi mają z Tobą do dziś taki sam kontakt?” A jednocześnie twierdzisz, że: „sama mam przyjaciółkę, jedną od 17 lat”. I co? Jak się, za rok czy pięć, okaże, że stracicie kontakt albo, że ona zrobi coś, co Ci nie odpowiada (np. będzie żerować na rodzicach), to dojdziesz do wniosku, że to nie była przyjaźń? To na jakiej podstawie dziś uważasz, że to jest Twoja przyjaciółka i że ja nadużywam tego określenia w stosunku do moich?

            „Dlatego też zapakowałaby na statek wszytskich imigrantów z tymi ajfonami,a zaczęła pomagać tym, którzy zostali w Syrii i nie mają nic do picia i jedzenia, i nie myślą nawet o tym, by uderzać na Niemcy po zasiłek”

            I znów błąd w logice. Przecież ci, którzy pchają się do Europy są właśnie „zaradni”. Na dupie w domu (nie licząc tych, którzy nie mogą wyjechać z przyczyn niezależnych lub służą w wojsku) zostali ci, którzy są bierni, niezaradni i czekają na mannę z nieba, zamiast brać los w ręce. A to Europy wina, a nie emigrantów, że zasiłki daje, zamiast przyjąć i pogonić do roboty, albo, w razie odmowy, deportować. No ale jak rządzą lewicowe i populistyczne partie, to nic dziwnego. Ale to inny temat.

            „Kolejna rzecz. Można być z kimś z drugiego końca Polski”

            „Być” sensie związku? Nigdy w życiu to nie wypali.

            „Czuję od Ciebie Mesiu, nie wiem dlaczego, ale swąd tchórzostwa, takiego „bo i tak się nie uda”. Miałeś kogoś na kim Ci zależało, nie zrobiłeś wszystiego, co należy, żeby teraz nie zastanawiać się co, by było gdyby…”

            Bardzo się mylisz. Nic na ten temat po prostu nie wiesz. Zrobiłem więcej niż sądzisz, miałem dużo więcej cierpliwości niż w ogóle sobie jesteś w stanie wyobrazić, była też cała kupa przeszkód do pokonania w tym pewne własne opory, gdy się zastanawiałem, czy w ogóle jest sens zaczynać. I było też coś, o czym wspomniałem, a co mogę podpiąć pod „niewytłumaczalne”. No a poza tym nie wszystko od człowieka zależy i wolę drugiej strony także trzeba uszanować, a na pewno nie da się nikogo do niczego zmusić (nawet jeśli być może to był błąd z jej strony, choć jeśli był, to tylko czas może to pokazać, nikt nie jest w stanie tego przewidzieć). I w końcu, tak się niefortunnie złożyło, że miałem też dość trudny okres, który -mam nadzieję- właśnie powoli mija (ale też pewności nie mam, że mija). Ale nie będę tego wypisywał w szczegółach na forum publicznym.

            Tak więc zrobiłem wszystko. Mogłem wprawdzie jeszcze zrobić to, czego z premedytacją robić nie chciałem -przysłowiową wodę dziewczynie z mózgu- bo mam takie a nie inne poglądy i niektórych rzeczy ze świadomego wyboru nie robię. Jak to jedna moja znajoma kiedyś ujęła: „to kwestia smaku”. I nie żałuję, że nie zrobiłem. A także nie zastanawiam się, co by było, gdybym „czegoś nie spieprzył, czy coś zrobił”. Jeśli myślę o tym, to dlatego, że jest mi szkoda, że tak jest, że tak się poskładało, że niewiele brakowało i że akurat tak „pechowo” trafiłem, że odpowiadała mi pod tak niewiarygodną ilością cech jak żadna i nic z tego nie będzie. Ale taki los. Shikata Ga Nai.

            A poza tym być może w przyszłości, by jakieś tam szanse na zmianę stanu rzeczy były, gdyby nie to, że Mesio spalił za sobą mosty. I zrobił to z rozmysłem. Bo mesiowe życie może niedługo bardzo się zmienić, a wtedy nie uwierzy w nagły przypływ uczuć i sympatii. Zaufanie jest podstawą relacji i, niestety, nawet gdyby tak się poskładało, że będzie rzeczywiście szczerze, a nie z wyrachowania, chciała, to nic z tego.

            „A ze względu na to , że Kreaturka jest chrześcijanką ( co pewnie jest dla słabych, w mesiowym słowniku)”

            To zależy od tego, jaką chrześcijanką Kreaturka jest. Natomiast Mesio z przekonań, niezależnych od tego, co sądzi o kościele (a nie jest to opinia pochlebna), chyba jednak jest ateistą, ale też niekoniecznie uważa, że wiara jest dla słabych. Choć generalnie zgadza się z opinią, że: „religia jest opium dla mas”.

            „Czyżby stało się z mesiem, coś co już wielu opisało”

            Nie. Mesiowi to nie było obojętne, co z niego wyrośnie, ale też nie miał jakiejś potrzeby „parcia na szkło”. Mesiowi odpowiada to, co to dużo później sformułował Zefram Cochrane w ST: First Contact: „Don’t try to be a great man, just be a man. And let history make its own judgments”.

            Po knajpach też nie przesiadywał, choćby z tego powodu, że bezwzględną abstynencją Mesia od dziecka „pokarało”. 🙂 A ze światem Mesio się nie kłóci z dwóch powodów. Po pierwsze dlatego, że Mesio, ma dość specyficzny charakter i gdyby naprawdę chciał, to formowałby ten świat na własną modłę i użytek, więc nie musiałby się z nim kłócić. Po drugie dlatego, że Mesio tego, co było w „po pierwsze”, nie robi, bo mu robienie tego z różnych powodów nie odpowiada, poza tym mu się nie chce i ma inne rzeczy do roboty. Ale to jest też temat-rzeka. I nie ma tu na to miejsca.

            A świat? Świat może i potrzebuje takich jak Mesio, ale i tak będzie funkcjonował bez nich. Więc Mesio ma to tak samo w dupie, jak reszta świata ma jego. Czy jest to starta dla świata? Niekoniecznie. Był gówniany, jest gówniany i i tak będzie gówniany. Więc czy do tego „gówna” doprowadzi Mesio, czy ktoś w jego zastępstwie nie ma żadnego znaczenia. Aczkolwiek faktem jest, że na ten cały syf Mesio niespecjalnie może patrzeć. Jeszcze z daleka to pół biedy, ale z bliska…
            „-Wszystko wygląda tak pięknie stąd, z góry.
            -Zbliż się, a zobaczysz zbyt wiele.”
            (Robinson „Czerwony Mars”).

            Choć Mesio miał pewne plany, ma pewne plany, i kto wie, co jeszcze wymyśli.

            „Jednak na ostatek coś miłego, cieszy mnie to ,że nigdy nie poprosisz mnie o zdjęcie.”

            Uuuu, czyżby jednak odrobina rozczarowania zasłonięta zaprzeczeniem? 😛

            I nie powiedziałem, że nigdy. Ale rzeczywiście tutaj nie ma takiej możliwości, a prywatnie też musiałbym uwierzyć na słowo, że to nie jest zdjęcie gdzieś z czeluści internetu, co wcale nie jest takie proste. Poza tym ktoś coś wspominał o „marnowaniu czasu”. 😛 A i Wstawianie tego wszystkiego administracji strony też się w końcu znudzi. Więc czy jest sens?

            „Tego się nie spodziewałam.”

            Co to ja mówiłem o rzece i zakrętach? 😛

            Wielu rzeczy się nie spodziewałaś (ot, choćby np. „miałaś mnie za kretyna” 😛 ). I wielu się nie spodziewasz.

            „PS. 27-30? Pudło.”
            Bywa. Nigdy nie miałem farta w totolotka.

            0

            0
            Odpowiedz
          22. Szkoda ,że nie przeczytałeś uważnie tego co napisałam o godności. Nie przytoczyłbyś takich nieudanych przykładów jak ten o imigrantach i zaradności życiowej. Gdyż żądanie pieniędzy za nic nierobienie nie ma nic wspólnego ani z zaradnością, ani z godnością. A już porównywanie tego z kimś kto jedzie do pracy na obczyznę to chyba kiepski żart. Tak samo jak o koledze, któty nie opuścił żony. To nie jest wyczyn, tylko dotrzymywanie słowa.

            Jednak nie będę pisała drugi raz tego samego na ten sam temat. Masz to wszystko wyżej opisane.

            Tyle z mojej strony, mam taką przypadłość, że nie lubię mówić do ściany, więc chyba czas życzyć Ci dobrej nocy i podziękować za w sumie ciekawą choć pod koniec już męczącą rozmowę.

            Baju

            0

            0
            Odpowiedz
          23. „Szkoda ,że nie przeczytałeś uważnie tego co napisałam o godności. Nie przytoczyłbyś takich nieudanych przykładów jak ten o imigrantach i zaradności życiowej.”
            „mam taką przypadłość, że nie lubię mówić do ściany,”

            Przeczytałem. Najwyraźniej mamy różne poglądy na to. A poza tym ja nadal pamiętam „kryteria dyskwalifikacji”, jakie sama podałaś. I ewentualną późniejszą próbę ich uzasadnienia (tłumaczenia) traktuję po części jako właśnie próbę tłumaczenia i wybrnięcia z sytuacji (może to moje wrażenie jest mylne, może nie). Po prostu nie bardzo w to wierzę. I -co do tej przypadłości nie lubienia gadania do ściany- nie mam takiego obowiązku. Podobnie jak nie mam obowiązku zmieniać własnych poglądów pod cudze dyktando.

            A czy przykłady są nieudane? Nie wiem, ale nie wydaje mi się. Chciałaś przykładów facetów, którzy wybraliby konkretny rodzaj kobiet, to je dostałaś. To o co chodzi? Nie w smak, że nie wszyscy są „tacy sami”?
            I owszem, przypadek znajomego, który nie opuścił żony, to jest dotrzymywanie słowa. Zgoda. Ale jest też przykładem na to, że nie liczyła się kasa, wygląd, nawet zdrowie partnera/partnerki. Zgadza się? I o to właśnie chodzi. Zwłaszcza, że w dzisiejszym świecie, pełnym podejścia „z tym (tą) mi się opłaca, na tego (tą) marnuję czas” i dbania tylko o własną wygodę, kierując się różnymi „kryteriami dyskwalifikacji” (do czego zresztą prawa nikomu nie odmawiam), to jest nieczęste i chyba coraz rzadsze. Wielu ludzi by poszło do innej (czy innego), która byłaby atrakcyjna, albo chociaż zdrowa. Wielu ludzi robi to z o wiele błahszych powodów, lub w ogóle bez powodu, tylko z własnego hedonizmu i egoizmu. A miałem przecież podać przykład, że są tacy, u których tak nie jest. Jeśli nie możesz tego przełknąć, to trudno i to nie jest też mój problem.

            A co do tych przychodzących do UE po zasiłki. Tak, to jest forma zaradności -branie losu we własne ręce, korzystanie z okazji do tego, by poprawić swój byt, nawet ponoszenie bardzo dużego ryzyka (zatonięcie, okradzenie, zostanie porzuconym np. gdzieś na zadupiu Sahary, pójście „na części zamienne” albo wylądowanie gdzieś w burdelu itd.), zamiast siedzenia na czterech literach gdzieś w kraju trzeciego świata, czy w kraju ogarniętym wojną. To, czy kłóci się to z godnością i jak bardzo, to jest już inny temat.

            Poza tym to, że oni tu siedzą na zasiłkach, to wina ogłupiałej socjalizmem i lewactwem UE. Gdyby ten system był inny, to jeśli w ogóle by tu byli, to siedzieliby w pracy albo byliby deportowani. Ponieważ wielu z nich pracowało w ten czy inny sposób w krajach pochodzenia, to kwestia prawa i jego egzekwowania, by „zmusić” ich do tego samego tutaj (a odpowiednio wychowani ich potomkowie byliby już nauczeni innego stylu życia). I oni poszliby do roboty, bo ich warunki życiowe byłby lepsze niż tam, skąd przyszli (resztę trzeba by było deportować). Tym samym już by pasowali pod tą mityczną definicję „godności”, nie?

            „więc chyba czas życzyć Ci dobrej nocy i podziękować za w sumie ciekawą choć pod koniec już męczącą rozmowę.”

            Dzięki i nawzajem (choć już rano, więc dobrego dnia ;)). 🙂

            https://www.youtube.com/watch?v=TypkCQszNJU
            https://www.youtube.com/watch?v=YnNFpQLAT5Y
            https://www.youtube.com/watch?v=K1ryJDVuZ6k
            http://w562.wrzuta.pl/audio/0ZrfwMm2l7I/cathi_ogden_-_goldie_39_s_theme

            0

            0
            Odpowiedz
  3. Byłeś bananowym dzieckiem, ktore coraz bardziej sie nudziło – los dał Ci szanse poczuć co to zycie
    Poznałeś kobite, ktora chciala z Toba byc (po co – kasa? skoro wtedy ja miales), ale Cie pojebała bo miałeś problemy (wiec nie byla warta wyrazania się o nie w superlatywach), znowu los Ci podał reke, zebys w kolejne gowno nie wchodzil
    nie udało Ci sie sprzedac miejsca, ktore jest teraz dla Ciebie wiecej warte niz pieniadze – nieno los to faktycznie chuj
    i na sam koniec – masz jakąś tam rodzinę i pomysł na biznes, mozesz wszystko rozkrecic od nowa, troche sie namyslec nad zyciem i z bananowego ciula stać fajnym gosciem, ktoremu sie wiedzie bo ma pomysł – ale lepiej narzekać.
    Nie rozumiem Cie typie, no ale ja myśle troche inaczej, mnie cieszy każdy promien słońca :).
    Pozdrawiam i oby Ci sie poprawiło w głowie,, bo troche sie zgubiłeś

    3

    1
    Odpowiedz
    1. Szklanka do połowy pełna? No niestety tak nie jest.

      1. Bananowym dzieckiem nigdy nie byłem.

      2. Wspomnianą „kobite” poznałem, gdy kasa co prawda była, ale po pierwsze, ona nie miała o tym bladego pojęcia, po drugie, zaraz potem wszystko się zaczęło sypać. Po trzecie w końcu, wprawdzie się poznaliśmy wtedy, ale tak się poskładało, że potem przez dłuższy czas w ogóle nie mieliśmy ze sobą kontaktu. Niewiele wiedzieliśmy o sobie. Nie było wtedy specjalnie chęci do kontynuowania znajomości. Ot, po prostu kolejna osoba, którą się gdzieś tam spotkało i zamieniło parę zdań. Spotkaliśmy się znów przypadkiem ze dwa lata później, gdy już w najlepsze taplałem się w bagnie i dopiero wtedy mieliśmy okazję poznać się lepiej. Czy nie była warta wyrażania się w superlatywach? Była (jest). Właśnie to jest najgorsze, że była. Nie jest wyrachowana, a to, że miała jakieś tam wymagania (i do tego nie wszystkiego zdążyła się dowiedzieć i nie we wszystko być może uwierzyła), zamiast lecieć na pierwszego z brzegu, jeszcze nie przesądza o tym, że jest zła i tylko o kasie myślała. Po prostu los się tak poskładał, że ja, akurat w tym momencie życia, faktycznie pod wieloma względami fatalnie wyglądałem na tle ewentualnej konkurencji. I nie tylko nie miałem jak tego poprawić, ale jeszcze utrudniało mi to nawet zorganizowanie jakiegoś wspólnego czasu (bo to wymaga pewnych funduszy) częściej niż raz na jakiś czas, a o czymś ekstra od czasu do czasu to w ogóle mogłem zapomnieć. Efekt był taki, że uprzedziła się do mnie -wyszła po prostu z błędnego założenia co do mnie, a to spowodowało, że miała coraz większą niechęć do utrzymywania jakiejkolwiek relacji. Trochę na zasadzie „pierwszego wrażenia”. I tego nie udało się odkręcić, skończyło się w końcu tylko kłótnią. A byłoby inaczej, gdyby nie te moje problemy wynikłe z przewrotności losu. Wot, taki splot zdarzeń jak w katastrofie -ileś drobiazgów poszło nie tak w tym samym czasie, skutkując rozpierduchą.

      3. Miejsca nie udało mi się sprzedać. Ale jest dla mnie warte więcej niż kasa za nie otrzymana, bo jest fajnie położone i nie muszę już się go pozbywać. Po kiego więc mi szukać czegoś innego. Natomiast, gdyby sprawy poszły po mojej myśli, to kupiec by się znalazł lata temu, oszczędzając mi tych wszystkich cyrków, przez które przeszedłem. A fajnych miejsc jest wiele i zawsze można by było sprawić sobie inne, być może już we dwoje. A tak jest gówno. I choćby teraz nawet wszystko poszło gładko, to nic tego nie zmieni. Do tego młodszy też się nie robię.

      4. Co do tego, że może się teraz powiedzie. Może. Ale widzisz, jak się przez coś takiego przeczołgasz, to masz tak dosyć, tak wszystko potrafi obrzydnąć, że sam się sobie dziwisz, żeś się jeszcze gdzieś utopić nie poszedł. Efekt jest taki, że patrzenie na świat się zmienia do takiego stopnia, że po prostu nic już nie cieszy. A rodzina? Jest już tylko na papierze. Jeśli się o czymś dobitnie przekonałem przez te wszystkie lata to właśnie o tym, że nie ma gorszych ludzi od nich (ale to za długi temat). Tak więc, dla własnego dobra, nie chcę mieć z nimi nigdy więcej niczego wspólnego. Ale też mam trochę żali z tym związanych.

      Tak więc nie -szklanka jest do połowy pusta.

      0

      1
      Odpowiedz
      1. Widzisz świat jak chcesz go widziec. Ot i tyle
        Uwazasz, ze masz pecha, coz Ci mam powiedziec, skoro wybrales, ze masz pecha, to pewnie go masz – masz w zyciu to co sobie wybierzesz. Co do kobiety, bo to jedyne warte odpowiedzenia na Twoj komentarz (i nie traktuj tego jako afront, tylko poprostu nie umiem zrozumiec Twojego sposobu myslenia w wiekszosci kategorii, dla mnie jak przejde gowno i staje na nogi to dopiero napelnia nowa energia zamiast stwierdzen „a chuj to nic mi sie nie chce juz”, wiek to tez kwestia umowna, sa ludzie co w wieku 70lat zyja pelnia zycia, ale sa i tacy co w wieku 20 umieraja z braku zycia; ot takie puste skorupy), awiec kobieta- powiem Ci, ze rozne juz kobiety spotkalem na swojej drodze, jak zaczniesz myslec pozytywnie to i pozytywna przyciagniesz i wtedy nie bedzie wazne czy bedziesz mial pieniadze, zeby ja zabrac na wakacje, czy tylko tyle, zeby sobie oplacic wejscie do toalety na dworcu (ta ciekawa metafora jest spowodowana wspomnieniem pewnego artykułu – o bezdomnym, ktory poznal kobiete i ktora go wyciagnela z zyciowego dna; kobiety i mezczyzni szukaja siebie, a ze to czesto ciezkie i spowodowane nawarstwianiem sie wielu lat problemow poszukiwania, to i trwają dłużej. Znajdz siebie i swoje szczescie, a ona znajdzie sie razem z nim. (osobiscie kogos poznalem niedawno, ale wczesniej wlasnie o swoje szczescie zadbalem i eraz wiem jedno; czy ona bedzie czy nie to ja i tak bylem szczesliwy zanim przyszla).

        a ze bananowym dzieckiem, no coz – przyznaje, ze to moglo byc obrazliwe, ale nie napisalem tego z jadu bo mialem kiepski dzien, tylko zeby Cie troche otrzezwic (wszak to Ty napisales chujnie i to dla Ciebie słane są rady i pomoc – czasem chamska i niemila, ale jednak pomoc, w tych komentarzach. A bananowe dziecko kojarzy mi sie wlasnie z kims kto lezy przy pierwszym mocniejszym podmuchu, nie wazne czy jest synem milionera czy nie. Jednym zdaniem; wstan, wez sie w garsc i walcz o siebie, bo masz zajebiste szczescie, ze w ogole przyszedles na swiat. jeszcze raz pozdrawiam

        4

        2
        Odpowiedz
        1. Wiesz co, tak w zasadzie to ja optymistą z tym pozytywnym myśleniem zawsze byłem, inaczej dawno temu jednak polazłbym się utopić. Ale optymizm ma swoje granice (a pozytywne myślenie bardzo dawno temu zastąpiło myślenie realistyczne) tylko, że z długo by było pisać, co go po trochu przez te kupę lat zeżarło. Może tego optymizmu masz więcej, może nie było to gówno, w które wdepnąłeś na tyle duże, może łatwiej sobie z takimi rzeczami radzisz. Nie wiem. Natomiast u mnie jest tak, jak jest. Owszem, ja miewam jeszcze takie dni, że mi się chce. I nawet nie podejrzewasz ile planów. Tylko, że już coraz rzadziej, zważywszy na całą przeszłość i stan obecny. To nie jest coś, co możesz sobie wmówić, mówiąc: „dzisiaj jestem optymistą”, bo to tak jakbyś sobie powiedział: „dzisiaj jestem geniuszem”. Los potrafi tak dopierdolić, że choćbyś się zesrał, to tym optymistą (geniuszem) z radosnym podejściem do życia nie będziesz. Bo skutecznie po dupie będziesz dostawał, aż w końcu nie będziesz miał dosyć. To jest tylko kwestia tego, ile akurat na raz na łeb się zwali. Anyway, optymizm mój w większości poszedł się bujać, skrzywione poczucie humoru zostało (dobre i to…) i nie zanosi się by wrócił. Nie tylko z powodów, które wcześniej wymieniłem. Także choćby z tego powodu, że z biegiem czasu i tych wszystkich doświadczeń prawie 4 dekad inaczej zacząłem patrzeć na życie, a do tej pory było to dość twarde spojrzenie na rzeczywistość. Teraz jest po prostu z tym jeszcze gorzej, bo już nie mam kompletnie żadnych złudzeń. Za bardzo sobie zdaję sprawę ze zbyt wielu rzeczy i to powoduje, że naprawdę najchętniej to bym się zamknął gdzieś na odludziu i przesiedział do usranej śmierci, gdzie nikt kompletnie nic by ode mnie nie chciał, bo nie widzę sensu w tej całej naszej wegetacji. Ona i tak skończy się tak samo, więc po prostu coraz częściej dochodzę do wniosku, że po cholerę się użerać. Oczywiście można wychodzić z założenia jak ten 70-latek, o którym wspomniałeś. Nawet wskazane jest to dla człowieka i jego psychicznego komfortu. Ale jest to pewnego rodzaju forma samooszukiwania się i dlatego w moim przypadku się to nie sprawdzi, bo ja nigdy się nie oszukiwałem, zawsze miałem trzeźwe spojrzenie na rzeczywistość. I widzisz, ja sobie nie wmówię, że jest wszystko OK, bo po prostu wiem, że nie jest, dlatego nigdy w to nie uwierzę. A co do bananowego dziecka, nie obraziłem się, tylko wspomniałem o tym, że akurat nim nie byłem, choć generalnie w dzieciństwie nie bardzo miałem na co narzekać, mogło być dużo gorzej. Ale bezstresowo nie byłem chowany, jeszcze jako dzieciak zdarzało mi się dobrze zapierdalać fizycznie i nic darmo nie przyszło.

          3

          0
          Odpowiedz
  4. Dramatyzujesz jak księżniczka. Jesteś kobietą? Weź się w garść, bierz się z życiem za bary. Nie jesteś nikim wyjątkowym na tym świecie. Ludzie mają większe problemy i nie narzekają.

    3

    3
    Odpowiedz
  5. No właśnie. Odnieść sukces w dzisiejszym świecie, to tak jak zapłacić za Mercedesa S klasę 10 milionów złotych.

    0

    0
    Odpowiedz
  6. Żebyś jeszcze napisał o co ci właściwie chodzi…

    5

    0
    Odpowiedz
  7. Nie myli się tylko ten kto nic nie robi. Dlatego ja nic nie robię i mam się dobrze.

    8

    0
    Odpowiedz
    1. Hehehe, nie no, rozbawiłeś mnie 😉

      0

      0
      Odpowiedz
      1. „Hehehe, nie no, rozbawiłeś mnie”

        A co? Losem moim wrednym jesteś? 😛 Nie radzę się pokazywać na oczy. Święty Mikołaj do dziś liczy zęby po tym, jak wręczył mi prezent w grudniu w osiemdziesiątym trzecim…

        0

        1
        Odpowiedz
  8. Ładnie napisane. A co do meritum, jest powiedzenie: Nie ma tego złego, co by na dobre nie wyszło – i na pierwszy rzut oka, trochę (nawet nie trochę) wkurwia człowieka to powiedzenie w obliczu pokrzyżowanych planów, zmarnowanych szans i zwiedzionych nadziei. Ale jednak bywa, że los nie tyle spuszcza na nas kubeł gówna, co po prostu funduje nam coś innego, niż byśmy chcieli, tak bardzo innego, że jawi się to jako katastrofa, złośliwość i czyste skurwysyństwo. Ale to tak nie do końca. Bywa, że los spuszcza z nas powietrze, kiedy za bardzo się napniemy. Spycha nas do rowu, kiedy nieświadomie lecimy na czołowe. Kto wie, może w szerszej perspektywie okaże się, że więcej zyskasz, niż straciłeś.

    5

    1
    Odpowiedz
  9. Co to kurwa konkurs na najdłuższe zdanie na chujni?;]

    1

    0
    Odpowiedz
  10. Żałosne wypociny sfrustrowanego dilera dragow z dolnej półki

    0

    0
    Odpowiedz