Kradzież samochodu

DALL-E-2024-09-21-13-26-07-A-humorous-meme-showing-a-modern-high-tech-car-stealing-itself-The-car-is

Kiedyś, żeby ukraść samochód, trzeba było wykazać się wiedzą, sprytem i doświadczeniem.
Oczywiście, kradzież Poloneza czy Malucha, była o niebo łatwiejsza niż na przykład Mercedesa czy nawet Opla ale mimo wszystko, trzeba było wiedzieć, jak w Polonezie czy Maluchu dostać się do kabli i które połączyć na krótko by silnik odpalił i przy okazji, nie powstało zwarcie w instalacji elektrycznej.
Czasem trzeba było chwilę posiedzieć w aucie i pomyśleć aby nim odjechać.

Dziś, nowoczesny samochód, nawet taki za bańkę, może ukraść nawet debil.
Bierzesz pierwszego lepszego ćwoka z ulicy, nawet polskiego nie musi znać, dajesz do ręki „breloczek” i to wszystko.
Delikwent podchodzi do auta a ono samo się otworzy i nawet silnik oraz ogrzewanie włączy się automatycznie aby złodziej nie musiał się napracować i żeby miał ciepełko w pracy.
Podobnie z resztą z okradaniem banków.
Kiedyś, prawdziwy kasiarz to był fachowiec z ogromną wiedzą a okradanie banków było misternie przygotowywaną akcją logistyczną.
Dziś, nawet z domu nie trzeba wyjść aby zajebać miliony z cudzego konta.

To ma być ta nowoczesność i bezpieczeństwo ?
Pierdolę taką nowoczesność.

11
6
Pokaż komentarze (2)

Komentarze do "Kradzież samochodu"

  1. chujowiczu! zarabiaj z kluu.pl, bez działalności gospodarczej, konto automatycznie weryfikowane
  2. Chujo-Bot analizuje dla Chujnia.pl:

    No stary, jak czytam twoją epopeję o złodziejstwie, to aż mi łezka się w oku kręci za czasami, kiedy przestępczość miała swoją klasę! Te czasy, kiedy trzeba było być jakimś jebanym inżynierem od elektryki, żeby zgarnąć czyjegoś Poloneza… A dziś? Masz rację, teraz nawet debil potrafi gwizdnąć ci furę za bańkę, bo wystarczy mu breloczek jak na klucze od kibla w barze. Technologia, kurwa!

    Z jednej strony śmieszne, że nawet największy gamoń z pierwszego lepszego zakątka świata może zainwestować w swoją nową „karierę”, a z drugiej – smutne, bo gdzie tu romantyzm przestępczego fachu? Teraz złodziej nawet dupy nie rusza z chałupy, żeby zajebać ci hajs z konta. A potem się dziwimy, że dzieciaki nie chcą być astronautami, tylko cyberprzestępcami! Bo po co latać w kosmos, jak można leżeć w piżamie i wziąć kredyt na czyjeś nazwisko?

    No właśnie, to ma być ta nowoczesność? Ma być wszystko „smart”, a kończy się na tym, że musisz liczyć na to, że twój samochód nie załatwi cię w nocy, jak złodziej postanowi go zdalnie „pożyczyć”. Świat schodzi na psy, a przynajmniej te psy, które znają się na elektronice.

    A co do banków? Złodzieje już nawet nie muszą wpadać z karabinami na odział, tylko odpalają komputer, klikają i voila! Szkoda gadać, teraz nawet włamanie do banku straciło swój urok… Chyba musimy zacząć zbierać znaczki albo coś, bo złodziejski fach to już nie to samo.

    Pierdolimy tę nowoczesność, ale co zrobisz, jak nic nie zrobisz?

    0

    0
    Odpowiedz
  3. Nie ma zabezpieczeń nie do złamania. Kwestia odpowiedniego sprzętu i pomysłowości delikwenta. Żeby nie było – tępię złodziejstwo i najchętniej upierdalałbym ręce kataną za to.

    1

    0
    Odpowiedz

Populacja Krokodyli

DALL-E-2024-09-21-13-26-47-A-funny-meme-image-showing-a-chaotic-scene-in-the-Australian-outback-with

Australia ma coraz większy problem z gwałtownie rosnącą populacją krokodyli.
Jest to w dużej mierze zasługa… Unii Europejskiej albowiem ta, wprowadziła całkowity zakaz importu i obrotu skórami krokodyli i innych zwierząt.
Dotychczas, UE była największym rynkiem zbytu na skórę.
USA i Ameryka Południowa, mają swoje więc z Australii importować nie potrzebują.
W samej Australii, jako kraju podlegającego Koronie Brytyjskiej, także należało te przepisy wprowadzić albowiem weszły w życie, gdy UK było jeszcze członkiem wspólnoty.
Samo zniesienie tych przepisów w Australii, niewiele pomoże bo rynek krajowy, nie jest aż tak chłonny, jakim był europejski i rosyjski, który także został zamknięty ale z innych, znanych powszechnie przyczyn.
Jakie to przyniosło efekty ?
Otóż, jak wszystko, co „geniusze ekologii” wymyślą, kończy się zawsze jednakowo, czyli katastrofą i zagładą innych gatunków.
Taki obraz jest teraz w Australii.
Krokodyle, nie mające na tym kontynencie naturalnych wrogów, rozmnażają się bez kontroli naturalnej, zaczynają ekspansję na nowe terytoria a przy okazji, unicestwiają wiele innych, cennych gatunków zwierząt.
Jakby tego było mało, to w samym 2024, krokodyle zabiły i zjadły już trzy osoby.
Owszem, krokodyl sam w sobie, bez względu na rejon świata, w którym żyje, niewielu ma naturalnych wrogów, mogących go pokonać.
W Afryce czy Azji, są to najczęściej dzikie koty jak tygrysy czy lwy.
Są też nosorożce i hipopotamy, które z powodzeniem są w stanie zabić krokodyla.
Koty w Australii, jak na przykład Puma, nie polują na krokodyle.
W Ameryce Południowej zaś, populacja krokodyli jest skutecznie regulowana za pomocą broni palnej ale też i zwierząt.
Australia, mimo, że jest siedliskiem najniebezpieczniejszych zwierzątek na świecie, nie ma ani jednego, które mogłoby zagrozić krokodylowi i w tym tkwi problem.
Sytuacja będzie coraz gorsza i ciekaw jestem, czy w końcu ktoś tam otworzy oczy i zrozumie, że lewacka propaganda nigdy, niczego dobrego nie zrobiła.
Z podobnym problemem zmagały się kiedyś USA, gdy na Alasce, strach było nie tylko wejść do lasu ale i wyjść z domu.
Krokodyli jednak tam nie ma ale są niedźwiedzie, które na lądzie są jeszcze groźniejsze.
Dlatego, władze wprowadziły dość dziwne, z punktu widzenia reszty świata, przepisy.
Otóż, gdy wybierasz się do lasu czy w góry albo gdziekolwiek poza miasto, masz obowiązek noszenia broni i to długiej broni bo z pistoletem 9mm to najwyżej możesz niedźwiedzia rozdrażnić i nawet wywalenie całego magazynka go nie zatrzyma gdy ranny zaczyna szarżować na człowieka.
Broń długa z mocną amunicją dale większe szanse bo nawet gdy nie trafisz miśka w łeb to siła rażenia jest na tyle duża, że z powodzeniem unieruchamia zwierzaka.
Zaraz ktoś się rozpisze, że to człowiek jest najgorszy, że człowiek zabija i takie tam pierdoły.
Po pierwsze, człowiek też jest równoprawną istotą na tej planecie i jesteśmy taką samą częścią przyrody jak krokodyl czy niedźwiedź.
Po drugie, zabijanie groźnych zwierząt jest czasem koniecznością bo ich zbyt duża ilość doprowadzi do jeszcze większego spustoszenia w przyrodzie bo zakłóca się łańcuch pokarmowy.
Nawet jeśli to człowiek ponosi winę za wzrost populacji niebezpiecznych drapieżników, to do człowieka należy naprawienie tego problemu a groźny drapieżnik, który działa tylko według instynktu zabijania, jest jak Rosja… rozumie tylko argument siły.

Zatem, cieszcie się europejscy „ekolodzy” że przyczyniacie się do ratowania biednych krokodylków.
Dzięki temu, niedługo przestanie istnieć kilka gatunków ryb, ssaków, itp.
O człowieku nie wspomnę bo przecież według was, człowiek to zbędny jest.
Mam jedną radę dla ludzi tak myślących.
Jeśli uważacie, że człowiek jest elementem zbędnym na Ziemi, to zacznijcie od siebie, dajcie przykład, jak należy postępować.

8
5
Pokaż komentarze (5)

Komentarze do "Populacja Krokodyli"

  1. chujowiczu! zarabiaj z kluu.pl, bez działalności gospodarczej, konto automatycznie weryfikowane
  2. Chujo-Bot analizuje dla Chujnia.pl:

    O, widzę, że mamy tu wybuch logicznych rozkmin na temat ekosystemów, krokodyli i… lewackiej propagandy, bo przecież to wszystko musi mieć wspólny mianownik, co nie? UE zabroniła handlu skórami krokodyli i nagle Australia tonie w gadzich potworach, które pożerają ludzi na śniadanie, a na kolację wybierają gatunki zagrożone. No cóż, klasyczny przykład – chciałeś dobrze, a wyszło, jak zawsze.

    Ale może by tak spojrzeć szerzej? To, że Unia przestała wspierać handel skórą, nie oznacza, że krokodyle nagle opanowały świat jak w apokaliptycznym filmie klasy B. Wydaje się, że problem leży gdzie indziej. Australia nie ma w naturze zwierzaków, które byłyby w stanie nawiązać krokodylowy poziom. Dzikie koty, nosorożce, hipopotamy… Serio, to już może lepiej wypuśćcie tam kilka T-Rexów? Może wtedy byłby balans!

    Okej, rozumiem, że temat jest poważny, ale czepianie się „geniuszy ekologii” i wrzucanie ich wszystkich do jednego worka z lewacką propagandą? To jak wrzucenie krokodyla do wanny – dużo chlapania, mało sensu. Świat to jednak trochę bardziej skomplikowana maszyna. Zamiast łapać się za karabiny, może warto najpierw pomyśleć nad regulacją ekosystemu w sposób nieco bardziej przemyślany? Wiesz, może coś między „strzelajmy do wszystkiego” a „całujmy krokodyle po ogonach”?

    No i ten motyw z bronią w USA, to już klasyk. Jak coś nie działa, to przecież na pewno da się to naprawić, strzelając. To takie logiczne, jak używanie młotka do wszystkiego, bo przecież młotek zawsze działa. Tylko że zapominasz o jednym – jesteśmy częścią natury, a nie jej panami. Rozwalanie wszystkiego na prawo i lewo prowadzi tylko do jeszcze większego chaosu.

    Co do „człowiek najgorszy” – okej, czasami mamy swoje złe momenty, jak to z tym handlowaniem skórami. Ale jednak fajnie by było nie rozwalić całego ekosystemu tylko dlatego, że krokodyle zrobiły sobie festiwal rozmnażania. Może zamiast biadolić na „lewacką propagandę”, pomyślmy, co zrobić, żeby wszyscy – i krokodyle, i ludzie, i zagrożone gatunki – mogli sobie jakoś żyć? Ale to wymaga więcej niż argument siły, bo krokodyle to jednak nie Rosja.

    Na koniec: rada, żeby ekolodzy zaczęli od siebie, jeśli chcą zmniejszyć liczbę ludzi… Bracie, serio? Wiesz, że to nie działa tak, że ktoś rezygnuje z życia, żeby zrobić krokodylowi miejsce w jacuzzi? Póki co, można próbować ogarnąć to z głową, zamiast machać karabinem na lewo i prawo.

    2

    2
    Odpowiedz
  3. Odnośnie krokodyli – kradnij. I nie zapomnij chlać whisky i jeździć bez biletu.

    5

    0
    Odpowiedz
    1. Ty to się znasz, Mesiu.

      0

      0
      Odpowiedz
    2. Ty to się znasz, Mesiu

      0

      0
      Odpowiedz
  4. Eko unijne lewo pedały. Nienawidzę skurwysynów niemieckich!!!

    6

    2
    Odpowiedz

Moja dziewczyna mnie chyba nie kocha

DALL-E-2024-09-21-13-34-40-A-humorous-meme-for-a-frustrated-man-feeling-emotionally-exhausted-in-a-r

Dobra, wysram się tutaj mocno bo już kurwica mnie bierze. Nie wiem co mam robić a mam wrażenie, że próbowałem już wszystkiego. Poznaliśmy się przypadkowo, nasza relacja dosyć szybko się rozwinęła a ona sama nie kryła od samego początku przede mną swoich wad, ani wad otoczenia których nie jest mało. Od samego początku obydwoje wychodziliśmy z inicjatywą, był problem, była rozmowa czasem okupiona obopólnym płaczem i bezradnością ale ostatecznie wychodziliśmy jakoś na prostą i było w porządku, do czasu. Do czasu, jakżeby inaczej, kolejnej rozmowy, kolejnej kłótni i tak na zapętleniu. Ma pojebaną sytuacje w domu oraz pracy i nie będę się wdawał w szczegóły ale część osób na pewno to kojarzy czyli wóda wszędzie dookoła wóda i patologiczne zachowania, ona sama taka nie jest chociaż widać, że tym odrobinę przesiąkła jednak widać też, że kompletnie to nie jest jej świat i tu pojawia się problem właśnie. Potrafi mi się wypłakać nad swoim losem, rozpaczać nad nim i jednocześnie do ciężkiej kurwy nie chcieć nic rozwiązywać, czuję się jak jebana poduszka na łzy od pocieszania, już przestałem mówić, że będzie dobrze bo przestaje w to wierzyć szczerze mówiąc. Żyję w ciągłym stresie o nią, bo codziennie słyszę masę narzekań jak to dookoła wszystko niesprawiedliwe i wszystko chujowe i w ogóle ona to tylko pechowa jest. Jednocześnie wkurwiony no bo co próbuję rozwiązać jakikolwiek problem to, że pozwolę sobie tak patetycznie rzucić moją otwartą rękę ku niesieniu pomocy, odtrąca. Z jednej strony świata poza mną nie widzi, cudowny jestem w łóżku i w ogóle co to ja nie jestem a z drugiej strony to tego kompletnie nie widzę w czynach, mam ciągłe wrażenie, że ona przez pryzmat swoich chujowych doświadczeń dotychczas jest ze mną ze względu na to, że ja jako pierwszy pokazałem jej, że można być dobrym i to jest jedyna rzecz którą we mnie widzi i się tego kurczowo trzyma a całe dobro dostaję tylko wtedy jak wyraźnie powiem, że coś się między nami jebie. Czuję jakby jej uczucia które mi wyznaję były sztuczną kopią tego co mówię jej ja. Po raz pierwszy poczułem coś takiego do drugiej osoby, po raz pierwszy stawiam jej dobro nad swoje i chcę zbawić jej mały świat ale nie wiem jak długo dam radę w ten sposób. Miałem kilka lat przerwy od jakichkolwiek związków i czasami mam ochotę do tego wrócić ale szczerze mówiąc nie potrafię jej tego powiedzieć, nie potrafię powiedzieć, że mam już tego dość i odejść, bo czuję że ją skrzywdzę i nigdy mi tego nie wybaczy, albo co gorsza zrobi coś głupiego. Chujnia i śrut panowie i panie, miłość ma chyba dawać szczęście ale chyba jej coś nie idzie, posiedzę i popłaczę sobie w pokoju.

7
8
Pokaż komentarze (10)

Komentarze do "Moja dziewczyna mnie chyba nie kocha"

  1. chujowiczu! zarabiaj z kluu.pl, bez działalności gospodarczej, konto automatycznie weryfikowane
  2. Chujo-Bot analizuje dla Chujnia.pl:

    O ja pierdolę, jak tu grubo w temacie. Koleś, nie wiem jak ty jeszcze chodzisz, bo z tego co czytam, to wyglądasz na człowieka, który od dawna tkwi w emocjonalnym ZUS-ie — niby coś tam płacisz, niby coś odbierasz, ale generalnie czujesz, że coś ci się nie zgadza. Patrzysz na swoją dziewczynę i myślisz: „Kurwa, co poszło nie tak?” Byłeś Zbawicielem Na Białym Koniu, a teraz co? Spasiona poduszka na łzy, która zaczyna tracić kształt.

    No, to jak jest? Z jednej strony jesteś jej latarnią morską w burzliwym morzu patologii, a z drugiej? Mówisz, że uczucia wyglądają jak odbita kopia twoich własnych — jakby zaciągnęła kredyt na miłość, której nigdy nie miała. A ty? Ty zaczynasz czuć, że ktoś ci na odsetkach leci. Romantyzm się kończy tam, gdzie kończy się równowaga, a u was? Równowaga się najwyraźniej powiesiła na kablu od ładowarki.

    I tak, wiem, brzmisz jak facet, co chce jej dobrze, co naprawdę stara się pomóc, ale ona tylko jęczy, dramatyzuje i… odtrąca. Klasyk patologii w domu – nie ma pomocy, bo po co naprawiać coś, do czego człowiek przywykł. A ty jesteś w tym bałaganie jako ten rycerz, co niby ma wszystko naprawić, ale kurwa – nie jesteś magikiem z cyrku.

    Największa beka jest taka, że czujesz, że coś się zaraz konkretnie zjebać może, a ty jeszcze próbujesz być bohaterem. Sęk w tym, że dla niej ten świat to prawie naturalna melodia, a ty dostajesz od tego wszystkiego chronicznej sraczki nerwowej. Miłość? Kurwa, dobra, tylko że miłość nie polega na byciu tarczą przeciw wódce i dramatom, bo prędzej czy później staniesz się częścią tego burdelu.

    Więc co robić? No kolego, masz dwie opcje. Pierwsza, męczysz się dalej i za jakiś czas wylądujesz na terapii u babci od rozbijania porcelany. Druga, zbierasz jaja do kupy, stawiasz granice i mówisz: „Dobra, skarbie, fajnie się było płakać w moją stronę, ale ja też mam życie i potrzebuję partnerki, a nie stałego zlecenia na dramaty”.

    Ona musi się ogarnąć, bo nie będziesz ciągle trzymał za rączkę. I to nie twoja wina, jeśli jej świat się załamie — może czasem trzeba pozwolić komuś rozjebać się do końca, żeby miał szansę poskładać się od nowa. Inaczej staniesz się współwinnym w tej patologicznej operetce. A ty nie chcesz chyba scenariusza, gdzie kończysz jako główny aktor w sztuce pt. „Jak nie spieprzyć sobie życia, będąc za dobrym”.

    Tak że przemyśl to, chłopie. Miłość to kompromis, a nie wieczna terapia grupowa na stojąco.

    2

    0
    Odpowiedz
  3. Dziewczyna może mieć jakieś „wady” z dzieciństwa, które objawiają się w życiu dorosłym nieumiejętnością stworzenia normalnej relacji. Zapamiętaj młody , żeby nie wiązać się z kobietami, które trzeba „ratować”. Tak, to takie męskie ale nie na tym polega ratowanie księżniczki przed smokiem. Te dziewczyny są zepsute i jeśli chcą się naprawić to psychoterapeuta. Szkoda Twojego czasu, rozwijaj się.

    3

    0
    Odpowiedz
  4. W domu oraz pracy? To dobrze ze chociaz pracuje wielki sukces.

    1

    0
    Odpowiedz
  5. No wiec możecie zamieszkać ze sobą, wtedy prowadzisz ją przez życie silną reką i tak jak mówisz tak ma ona robić, wtedy będzie zadowolona. Czasami bedzie płakać ale one tak mają bo chcą zwrócić na siebie uwage, Ty masz nie płakać. Pamietaj jak chcesz trwałego związku to masz być silnym stanowczym facetem, dasz rade.

    2

    0
    Odpowiedz
  6. Parusiary tak mają. Choćby nie wiem jak miała dobrze to podświadomie będzie dążyć do tego żeby coś zjebać. W domu ciągle miała chujnię jak była mała to podświadomie dąży do przeniesienia wzorców. Musisz trzymać krótko to może zrozumie że nie tędy droga, albo kopnąć w dupę.

    3

    0
    Odpowiedz
    1. Trzymaj ja krótko ma dziennie obrabiać kolbę rano jak masz morning Wood potem dymać do sklepu po piwsko potem ma umyć dupsko i ja dymasz a i ma mieć duże cycochy

      3

      0
      Odpowiedz
  7. A na chuj w ogóle się męczysz tak długo z tą pato-babą, hm? To wg ciebie jest miłość, ta wasza relacja?! Co tu jest do ratowania, o co miałbyś walczyć? Kurwa jak ludzie lubią sobie zatruwać życie… poświęcą wszystko, będą cierpieć i męczyć się, w imię tego, żeby było do kogo gębę otworzyć. Tak cię przeraża życie w pojedynkę i tzw. samotność? To znaczy, że musisz mieć bardzo niskie poczucie własnej wartości, nie mieć żadnych zainteresowań i generalnie wieść gówniane życie, w którym się paplasz jak świnia w błocie…

    0

    0
    Odpowiedz
  8. Chłopie, jak kobieta się żali, narzeka, to po to, żeby wyrzucić z siebie złe emocje i poczuć się lepiej. Masz potakiwać, przytulić ją i pocałować. Nie po to dzieli się emocjami, żeby wysłuchiwać planu naprawczego. Ona nie chce żadnej rady. Ale jeśli masz dosyć słuchania w kółko o tym samym, to zapytaj jej po co ci to mówi, czy oczekuje żebyś jej pomógł i czy planuje zmienić swoją sytuację (a jeśli tak, to kiedy)

    0

    0
    Odpowiedz
  9. Przerobiłam coś bardzo podobnego. Te osoby ot tak się nie zmieniają. W dużym skrócie: trzeba spierdalać. Jest naprawdę bardzo trudno, ale później z perspektywy czasu w końcu możesz wziąć głęboki oddech i poczuć lekkość życia bez takich osób koło dupy. Brutalne, ale prawdziwe.

    0

    0
    Odpowiedz
  10. Wbiłeś się w rolę ratownika. Trauma bonding. Będziesz za to ostatnią szanowaną przez nią osobą w otoczeniu. Przerabiałem to samo. Strata czasu, ale nadzieja umiera ostatnia.

    0

    0
    Odpowiedz

Brak znajomych po 30-tce

DALL-E-2024-09-21-13-35-13-A-funny-meme-showing-a-woman-sitting-alone-in-a-gym-lifting-dumbbells-wit

Witam.
Moim problelem jest brak relacji. Wszystkie znajomości ze szkoły i studiów były na chwile i uleciały. Rodzice mówia,że nie trafiałam na odpowiednie osoby, dlatego byłam tylko tzw. „Koleżanką od notatek itp.”. W pracy cieżko kogoś poznać, bo wiekszość ma dzieci,męża i mnóstwo innych obowiazków. A ja nie mam nawet chłopaka. Szukałam troche przez portale, ale szybko sie zniechecam. A przecież nie pójde sama do klubu/baru. Prowadze takie puste życie, praca dom i tak w kółko. Chodze tylko na siłownie. W ogóle wszedzie chodze sama, bez żadnego towarzystwa. Nawet na wakacjach byłam sama autokarem z grupą z biura podróży. Niektorzy sugeruja, żeby iść po pracy na wolontariat, że tam bedzie cheć integracji i zapoznawania się.
No nic, wyżaliłam się.

29
3
Pokaż komentarze (18)

Komentarze do "Brak znajomych po 30-tce"

  1. chujowiczu! zarabiaj z kluu.pl, bez działalności gospodarczej, konto automatycznie weryfikowane
  2. Chujo-Bot analizuje dla Chujnia.pl:

    Ehh, klasyczny problem w dzisiejszym świecie: relacje przelatują jak SMS-y, znajomości parują szybciej niż kubek herbaty i nagle okazuje się, że po trzydziestce jedynym wiernym towarzyszem zostaje… internet i siłownia. Fajnie, że przynajmniej na siłkę chodzisz – tam przynajmniej coś podnosisz, nie? A życie toczy się dalej, praca – dom, dom – praca, i tak w kółko. Taki Groundhog Day, tylko bez Billa Murraya i bez humoru.

    Rodzice gadają swoje, bo to łatwo powiedzieć, że „nie trafiłaś na odpowiednie osoby”. A jak to zrobić? Przez jaki cudowny portal się na te „odpowiednie” osoby trafia? Wiesz co, może te wszystkie znajomości były na chwilę, ale nie zapominaj – wszyscy tak mają. Po trzydziestce znajomych nie robi się jak ulotki na ulicy. I prawda jest taka, że życie innych też nie wygląda jak ciągła impreza w klubie. Może oni siedzą w swoich ciepłych domach z dziećmi, a może odcinają się na siłowni – tylko w innej godzinie niż ty.

    Co do wolontariatu – może to nie najgorszy pomysł. Ale też nie licz, że jak nagle pojawisz się w schronisku dla zwierząt, to po pięciu minutach znajdziesz swoją bratnią duszę. Życie nie jest hollywoodzkim filmem (no chyba, że jesteśmy w polskim kinie, to jeszcze gorzej).

    I wiesz co? Wakacje solo brzmią nawet spoko. Masz odwagę – nie każdy by się odważył. Pusta jest nie sytuacja, w której chodzisz sama, tylko to, jak do niej podchodzisz. Może na razie robisz to, co ci pasuje, tylko jeszcze tego nie dostrzegasz.

    A co do klubu… Może jednak idź. Sama. Tam przynajmniej szybko zrozumiesz, że ludzie wokół ciebie też szukają czegoś, tylko każdy udaje, że nie potrzebuje.

    5

    1
    Odpowiedz
  3. A co ja mam powiedzieć jestem 32 letnim incelem piwniczakiem mieszkającym samemu i również prowadzącym życie praca-dom. Jedynie w wolnym czasie czytam, gram w gry i uczę się angielskiego. Nie mam żadnych znajomych z którymi mógłbym wyjść gdzieś i w sumie nie chcę bo poznałem już w życiu tylu fałszywych ludzi że bycie samemu mi odpowiada.

    10

    1
    Odpowiedz
  4. Jestem w podobnym wieku. Dobrze, że ja chociaż mam kumpla który mnie rozumie. Ale prędzej czy później taki stan prowadzi do totalnego poczucia bezsensu życia i lenistwa nim spowodowanego. Sam nie wiem co dalej robić.

    1

    1
    Odpowiedz
    1. Wiem gdzie sprzedają mocne liny. Priv!

      0

      0
      Odpowiedz
  5. No przykre to jest ale powiem Ci jak to wygląda od strony facetów:
    – my mężczyźni nie mamy absolutnie żadnych korzyści z wejścia w związek z kobietą. Co więcej, przynosi to wiele strat i niebezpieczeństw, sama próba podrywu może być poczytana jako napaść. Druga strona medalu jest taka, że o ile dziewczęce młode ciało jest dla nas mega pociągające i hipnotyzujące, o tyle po trzydziestce kobiece ciała są dla nas praktycznie nieatrakcyjne. Ja patrzę na dorosłe baby jak na chłopów- zero zainteresowania. Pojebane to ale tak Bozia wymyśliła. Swoją drogą kobiety w tak samo mają w stosunku do młodych chłopaków i mężczyzn, którzy nie dorobili się jeszcze statusu.

    7

    4
    Odpowiedz
  6. Ja od lat wyjeżdżam za granicę. 2 dobrych znajomych. Jeden w Polsce, drugi nie. Stare znajomości poszły się dmuchać dawno temu. Ale nie cierpię z powodu jakiejś samotności. Kobiety są bardziej społecznymi istotami od mężczyzn. Ja poświęcam czas pracy i rozwijaniu siebie, dobrze mi z tym.

    1

    1
    Odpowiedz
    1. Wiadomo, jak mamy coś co nas jara i jakiś fajniejszy cel w dłuższej perspektywie to samotność w zasadzie nie ma jakiegoś większego wpływu na co dzień bo mamy od samego rana kurwiki w oczach przez większość dnia, ale jednak mając kilku dobrych skrzydłowych z równie pojebanymi celami/marzeniami można ugrać naprawdę dużo więcej. Ja tak samo jak Ty, równiutko dwóch gości, których jestem w miarę pewny i chcą czegoś więcej (i realnie coś w tym kierunku robią, a nie tylko chcą bo przyznasz, że tych co chcą i czekają aż przyjdzie to wchoooy na ziemi, tej ziemi). Jednak, żeby spotkać tych dwóch pozytywnie jebniętych gości to lata pracy i podróżowania mi zeszło, jeden z całkowicie drugiego końca Polski, a drugi z Bolonii. Bo ci z osiedla, szkół, studiów, zleceń, znajomych znajomych to już dawno pies wszystkich pojebał, prawdopodobnie jamnik bo on ma niskie zawieszenie haha.

      4

      1
      Odpowiedz
  7. Jedź w góry. Tam można spotkać ciekawych ludzi z różnych części Polski, obojga płci. Można znaleźć kolegów, koleżanki, a nawet dziewczynę/chłopaka. Jeśli mieszkasz w dużym mieście, to może się nawet okazać, że mieszkają w Twojej dzielnicy.

    3

    0
    Odpowiedz
  8. Mam to samo , 31 lat, znajomi z dawnych lat to już przeszłość i praktycznie procz rodziców 0 absolutnie nikogo z kim można pojsc chociaż na piwo. Z kobieta się poznaliśmy na tindeze gdy był on jeszcze normalny bez tych pokemonowych dzisiejszych czasów… Nie wiem co Ci doradzić. Poznaj jakiegoś chlopa i jakoś to będzie. A może wybrzydzalas za młodu ?

    2

    1
    Odpowiedz
  9. Miewałem takie miesiące. Człowiek zastanawia się wtedy czy to święty spokój czy już samotność. Nie poddawaj się 😉

    4

    0
    Odpowiedz
  10. Jakbym słyszał siebie. 40 lat

    3

    0
    Odpowiedz
  11. Do autora – a po co ci ryzyko trafienia na osobę fałszywą, chorą, na socjopate, wariata? Niby żyjemy w społeczeństwie, ale gwarantuje że za odpowiednią opłata, twój sąsiad by cię sprzedał na organy. Homo homini lupus est.

    1

    1
    Odpowiedz
    1. U mnie ten stan nie trwa miesiącami a długimi latami. Ogólnie chodzi o to, że człowiek jest istotą społeczną. Wszystko jest przystosowane do życia w parach/grupach. Przytaczam argumenty:

      -Nie ma do kogo gęby otworzyć. Owszem można porozmawiać w pracy, ale chodzi mi o takie zwierzanie się, o problemach itp. Wprawdzie można iść do psychologa, ale taka konsultacja kosztuje – nawet do 150 zł/h
      -Nie ma z kim iść do miejsc gdzie praktycznie nie chadza się solo np. restauracje, kina, dyskoteki, festiwale – wszędzie tam idzie się parami albo większą grupą. Singiel idzie sam albo doczepia się do jakiś obcych ludzi, co w 99% sytuacji nie będzie mile widziane.
      -Nikt mnie nie zaprasza na żadne urodziny, sylwestry, grille itp. co samo w sobie jest dołujące.
      -Jak wyjeżdża się na wycieczkę zorganizowaną i bookuje się hotel, to albo „parują” z jakąś przypadkową osobą w dwójce albo dopłaca się do pokoju jednoosobowego.
      – Jeśli chodzi o potencjalnego przyszłego partnera – obawa przed jego reakcją na to, że nie nawiązałam żadnych trwałych znajomości. Pomyśli, że jakaś dziwna i zwieje.
      – Zauważyłam, że im więcej ktoś ma znajomych, tym wydaje się ciekawszy i atrakcyjniejszy dla innych(obu płci) z otoczenia, ciągle u niego coś się dzieje, a więc tym samym zyskuje więcej tematów do rozmów z nowymi osobami.
      Pewnie coś jeszcze by się znalazło…
      To teraz możne jakieś argumenty za tym, że lepiej się żyje w pojedynkę. hmm…

      2

      1
      Odpowiedz
  12. Zainwestuj w siebie, swój wygląd i samopoczucie – czyt. siłownia, rower, góry i kosmetyczka oraz fryzjer. Miej swoje zainteresowania, to wtedy będziesz miała coś ciekawego do powiedzenia. I wychodź do ludzi – tak, wiem że oklepane i wyświechtane hasełko, ale niestety w domu i w pracy nikogo i nigdy nie poznasz… O internecie zapomnij – miejsce dla stulejarzy i niedowartościowanych pojebów w jakichś 95% użytkowników. I jeszcze jedno: naucz się dobrze tańczyć (dodatkowo szansa na poznanie kogoś na kursie). Inwestuj w siebie, ale w przypadku Twojego „problemu” – wyłącznie w to, co widać dla cudzych oczu. Za kursy, podyplomówki i licencje nikt Ci medalu nie da, ani nawet nie doceni tego trudu, bo jest nie widoczny na zew. i jest 0% atrakcyjny dla męskiej strony. Pozdrawiam!

    0

    0
    Odpowiedz
  13. Moj komentarz nic nie pomoze. Mam dokladnie ten sam PROBLEM. Jest to problem bo samotny nie jestem z wyboru. Ciezko mi znalezc osobe normalna. Wiekszosc osob nie umie nawet porozmawiac. Ciagle tylko puste tematy typu pogoda, newsy z internetu i praca. Co ciekawe ludzi dookola pelno a czlowiek sam.

    0

    0
    Odpowiedz
  14. Mam 28 lat i mam podobnie, chociaż moja samotność to może zasługa ,,cudownego” dzieciństwa. W dodatku chodzę do psychologa i widzę zmiany ale ciężko teraz kogoś poznać. Zawsze się boję że zostanę uznana za kogoś nie wystarczająco ,,fajnego” zanim się odezwę. Fakt mam dziwny charakter, jestem introwertykiem i nie lubię plotek ani filmów ale myślę że jestem fajnym człowiekiem i chciałabym poznać kogoś takiego jak ja żeby móc się pozwierzać i wyjść na jakieś piwo od czasu do czasu.
    Wysyłam wirtualnego przytulaska
    -D.

    0

    0
    Odpowiedz
  15. Ja mam 32 lata i całe życie wale konia do monitora, jestem melancholijny i serio nie rozumiem większości ludzi, ale Ciebie rozumiem doskonale.
    Też swego czasu chciałem znaleźć kogoś prawdziwego i dojrzałego, a na tych portalach pytają na początku o grubość portfela. Jak będę chciał pójść na dziwki to są dużo prostsze sposoby niż udawanie jakiejś wartościowej osoby online! I tak to tutaj wygląda że wszyscy jesteśmy zamknięci w jakiejś szklanej kuli, gdzie praca wysysa z nas całe życie i nie mamy nawet czasu ze sobą szczerze porozmawiać.
    No ale licze jeszcze na to, że w ciągu kolejnych dziesięciu lat zdążę się dorobić i wylece sobie gdzieś na wyspy Honolulu, gdzie ludzie są wolni i żyją szczęśliwie 🙂 Mam nadzieję że ten mój żal dodał Ci troszkę otuchy 😛 Trzymaj sie ciepło

    0

    0
    Odpowiedz
  16. Też nie mam dobrych znajomych, takich na których można polegać, którzy pozyczyliby 25000zl na szybko. Znajomi są kiedy coś potrzebują. Ludzie oceniają i lubią myśleć że są lepsi, a w rzeczywistości są gówno warci.

    0

    0
    Odpowiedz

Modlitwa moja.

DALL-E-2024-09-21-13-04-37-A-funny-and-sarcastic-meme-in-response-to-an-angry-and-hateful-prayer-abo

Panie Jezu kochany i Matko Boża Maryjo Święta spraw proszę żeby moja firma upadła prędko a wszyscy dyrektorzy i prezesi zdechli od raka w najbliższym miesiącu. Proszę Was Święta Rodzino by wszyscy udziałowcy, którzy czerpią zyski z tej spółki, w której ja pracuję też zdechli wyrzygawszy własne flaki w swoich wieśniackich audicach. No i żeby ich rozpieszczone córki zostały kurwami a synowie pedałami Amen. Z góry dziękuję Wam Święci Patronowie za spełnienie moich skromnych próśb. Wprawdzie zostało mi do przerobienia jeszcze tylko 6 miesięcy (koniec umowy lojalnościowej) ale byłbym bardzo rad, gdybyście, dzięki swojemu świętemu wstawiennictwu- skrócili me cierpienia choćby o jedną dniówkę. Niech będzie pochwalony Jezus Chrystus i Mahomet oraz jego dziewice Amen.

7
8
Pokaż komentarze (7)

Komentarze do "Modlitwa moja."

  1. chujowiczu! zarabiaj z kluu.pl, bez działalności gospodarczej, konto automatycznie weryfikowane
  2. Chujo-Bot analizuje dla Chujnia.pl:

    O ja pier***ę, taka modlitwa to chyba nowy standard w błaganiach do niebios! Widzę, że twoja lojalność wobec firmy już dawno spłonęła w ogniu korpo piekła, a jedyne, co cię trzyma, to te 6 miesięcy… No, powiem ci, że z taką gorliwością to możesz spokojnie aplikować na stanowisko prezesa Piekła S.A. – tam nie trzeba lojalek podpisywać!

    Poziom nienawiści jaki tu wypluwasz, to już prawie poziom Boskiego Gniewu, tylko że skierowany prosto w ryje twoich dyrektorów, preziów i ich rodzin. Te audice i rozwydrzone córeczki – no kurde, idziesz jak burza. Rozumiem, że każdy dzień w tej firmie to piekło, ale chyba trochę przesadzasz, co? Może zamiast modlić się o rychły upadek tej korpo kuźni, lepiej byłoby już teraz zainwestować w coś bardziej produktywnego – np. plan B? Albo przynajmniej zacznij spisywać scenariusz do jakiegoś horroru, bo fabuła, jaką odwalasz, to czysty splatter. Amen.

    Módl się dalej, może Bóg się zlituje, ale patrząc na twoje życzenia, raczej dostaniesz dożywotni dostęp do terapii grupowej niż spełnienie tej litanii…

    A, no i na pewno Mahomet z dziewicami czeka w kolejce, żeby też dorzucić swoje święte trzy grosze!

    Na zdrowie!

    0

    0
    Odpowiedz
  3. A ja sie modle aby wysadzilo wszystkie schroniska dla pasożytòw- kundli darmozjadow

    1

    1
    Odpowiedz
    1. Masz na myśli schroniska brata Alberta, dobry człowieku czy schroniska dla zwierząt, kurwo zawszona?

      3

      1
      Odpowiedz
  4. Brawo! Ja modlę się, żeby sąsiad zdechł. Chętnie sam bym go zabił, ale wszędzie ten jebany monitoring. A siedzieć nie chcę iść, bo oszczędności zeżre mi inflacja i będę musiał tyrać do 80-ki. Nie chcę też, żeby wyruchali mnie w dupę albo w mordę. Modlę się o jeszcze o niepowodzenia dla ludzi, którzy w jakiś sposób mi zagrażają. Nie żeby coś im się stało, tylko żeby nie awansowali, nie poderwali tej czy innej laski itp. Po prostu, żeby nie mieli za dobrze. Bo ja nie mam. Najwyżej modlitwy nie zostaną wysłuchane.

    3

    0
    Odpowiedz
    1. Ale możesz pomóc modlitwie- naprzykład straszyć chuja znienacka. Może za którymś razem dostanie zawału?

      1

      0
      Odpowiedz
  5. Ja też modlę się codziennie aby te chuje z NFZ-tu, Ministerstwa Zdrowia oraz inne chuje miały taką samą „łatwą drogę” do lekarza jak ja, żeby czekali na wizytę u specjalisty rok albo dwa, a przepisy które wymyślili doprowadziły ich do rozpaczy.

    3

    0
    Odpowiedz
  6. Jest szansa że zdechną jeśli się zacovidowali.

    0

    0
    Odpowiedz

Przez ostatnie dwa lata tkwiłam w toksycznym związku

DALL-E-2024-09-21-13-05-13-A-funny-meme-depicting-a-determined-young-woman-standing-confidently-outs

Dopiero teraz jestem w stanie o tym powiedzieć głośno i przyznać to przed samą sobą i o tym opowiadać.

Na samym początku ja zakochana biegałam za nim jak głupia, kiedy on mnie zwyczajnie olewał. Tłumaczyłam sobie jego zachowanie tym, że przecież poprzednia bardzo go zraniła. Byłam tak zakochana, że nawet wybaczyłam mu, kiedy pierwszy raz nazwał mnie szmatą. Chodziłam wtedy z nim do 1 klasy liceum. Zaczęłam się dowiadywać kim jest dopiero po roku, od kiedy zaczął mnie kontrolować. Nie jest informatykiem, jednak potrafił włamać mi się na Facebooka bez użycia hasła i czytać wiadomości. Potem zazwyczaj miał pretensje, bo nie podobało mu się z kim ja piszę. Wywierał na mnie presję, po czym ja z wyrzutami sumienia robiłam co chciał, żeby go nie stracić. Tłumaczyłam sobie, że przecież on mi pomaga i że mogę na niego liczyć.
W międzyczasie zachorowała moja mama na raka. Szanse na przeżycie były znikome. Gdy dostała pierwszego wylewu, jego wtedy nie było. Pojawił się jako dobry chłopak dopiero na pogrzebie. Ale potem, gdy w trakcie żałoby potrzebowałam jego pomocy, on wychodził sobie z kumplami. Raz wygarnęłam wtedy co o tym myślę, to dostawałam wiadomości o treści „Gdyby nie śmierć Twojej mamy, to już dawno nie bylibyśmy razem” lub „Chętnie pocieszyłoby cię pół osiedla”. Byłam w szoku, ryczałam jak głupia i wtedy postanowiłam, że to koniec. Jednak on miał inne plany i postanowił zagrać mi na emocjach. Codziennie przepraszał i płakał, obiecywał, że już takiej sytuacji nie będzie. W końcu uległam.

Przy drugiej takiej kłótni już nie powtórzył tych słów, faktycznie. Wolał mnie zacząć szantażować, zastraszać i niszczyć moje rzeczy, a potem jeszcze szarpać. Chciałam z nim zerwać, ale nie potrafiłam. Czułam i wiedziałam, że jak to zrobię, to zacznie się mścić. Teraz już wiem, do czego jest zdolny. Tym razem chciałam kategorycznie zerwać znajomość. Najpierw płakał i pytał dlaczego, przecież on mnie kocha, stara się dla mnie, robi co może. Twardo postawiłam na swoim i wtedy wpadł w szał. Farba, która leżała na podłodze, wylądowała na panelach i meblach. W ścianach, w miejscach gdzie był styropian, zrobił dziury. Na dodatek oblał ścianę rozpuszczalnikiem. Nie chciał wyjść, mimo że grzecznie go o to prosiłam. W końcu zadzwonił po swoją mamę, by po niego przyjechała. Skorzystałam z okazji, gdy wyszedł po mamę i zatrzasnęłam drzwi, wejściowe które oczywiście próbował otworzyć. Jego mama również. Nie otwarłam ich, a ona mi odpowiedziała, że tego pożałuję.

Dyktafon w telefonie to przydatna rzecz. Wszystko został nagrane. Piszę to przed pójściem na komisariat. Trzymajcie za mnie kciuki!

13
2
Pokaż komentarze (2)

Komentarze do "Przez ostatnie dwa lata tkwiłam w toksycznym związku"

  1. chujowiczu! zarabiaj z kluu.pl, bez działalności gospodarczej, konto automatycznie weryfikowane
  2. Chujo-Bot analizuje dla Chujnia.pl:

    No ja cię pierdzielę, to co opisałaś, to prawdziwy festiwal toksyczności i psychicznego gnoju. Jak można być takim żałosnym typem, że zamiast budować relację, to się ją rozwala na poziomie demolki mieszkania i psychiki? Koleś to prawdziwy talent w dziedzinie gównolubstwa. Pierwsza klasa liceum i już taki „haker”, że Facebooka ci przejął? Mógł się od razu zapisać na kurs stalkera, miałby z czego żyć. Ale najlepsze są te przeprosiny i szlochania, jak tylko zobaczył, że się od niego odsuwasz. Takie klasyczne zagrywki emocjonalnego manipulatora – najpierw cię zniszczy, a potem płacze jak dzieciak, że „on tak nie chciał”, żeby tylkoś wróciła.

    Ale już przeskoczył samego siebie z tekstami o twojej mamie. No ku***, to że w ogóle takie słowa przeszły mu przez gardło, pokazuje, że ma moralność na poziomie zgniłego kartofla. To nie jest toksyczność, to jest zgnilizna, którą trzeba wypalić żywym ogniem. I spoko, że masz wszystko nagrane. Ten nagrany dyktafon to teraz twoja tajna broń przeciwko tej rodzinnej mafii patologii. I jak jego mamusia groziła, że pożałujesz, to widać, skąd on się taki zj**y wziął. Jabłko daleko od tego zgniłego drzewa nie spadło.

    Idź na ten komisariat z podniesioną głową. Zrobiłaś coś, czego wielu ludzi nie potrafi – odcięłaś się od tego psychola. Niech teraz on ryczy, a ty trzymaj się twardo. I bądź pewna, że karma jest cierpliwa, ale zawsze trafia. Nie daj się zastraszyć!

    3

    0
    Odpowiedz
  3. Oja Cię pierydole I gratuluję zrzucenia kajdanek.

    kurde dziewczyny wy też jesteście odpowiedzialne za to jakich partnerów do swojego życia bierzecie, jak ktoś się zachowuje tak podle jak ta gnida to należy kopnąć w tyłek bez sentymentu, choćby skały srały, taki element jak ten typ nadaje się tylko do utylizacji recykling odpada bo jest tak toksyczny, że nic z tego dobrego by nie wyszło. Takich ludzi nie da się zmienić oni są już tak przejebani umysłowo, że każdego będą winić za swoje gówniane zachowanie. Uciekaj. Pozdrawiam

    0

    0
    Odpowiedz

Gówno

DALL-E-2024-09-21-13-05-56-A-comic-style-meme-depicting-a-person-lounging-on-a-simple-worn-out-couch

Moje życie to gówno.
Gówno osiągnąłem, gówno umiem i gówno robię
Nie pracuję, nie mam ambicji i honoru.
Nie uważam się jednak za przegrywa czy nieudacznika.
Pierdolę zarabianie bo nie muszę tego robić, nie muszę niczego udowadniać czy osiągać.
Ogromny spadek dostałem i nie boję się przyszłości.
Nie mniej, jestem nikim, nic nie wartą kupą mięsa i kości.
Żadnego ze mnie pożytku.
Mam w chuj kasy, na którą nie zasłużyłem, nie zapracowałem na nią.
Nie mniej, nie rozpieprzam pieniędzy na lewo i prawo.
Ludzie nawet po mnie niczego nie poznali.
Owszem, zmieniłem samochód.
Dwudziestoletni na dziesięcioletni a mógłbym sobie nowego mercedesa spokojnie kupić.
Nie jarają mnie jednak luksusy, nie obnoszę się z tymi pieniędzmi.
Ciuchy mam takie same, zwykłe i tanie.
Czas poświęcam na zainteresowania.
Uczę się języków obcych i trochę podróżuję.
Nie mam znajomych i nie muszę się nikomu tłumaczyć z tego, że nie ma mnie miesiąc albo dwa.
Sąsiedzi mają mnie w dupie, tak samo, jak ja ich.
Złodziei też się nie boję bo w domu nie mam niczego wartościowego.
Stary telewizor, mała lodówka i kilka pustych szafek.
Mam laptopa ale zawsze zabieram go w podróż.
Gdy jednak jestem w obcym kraju to wówczas puszczają hamulce choć nigdy całkowicie.
Lubię dobre hotele i restauracje.
Wcinam wówczas najlepsze żarcie i korzystam z życia i pieniędzy, które los mi podarował.
Nie oznacza to jednak ze sypiam i jadam w super luksusowych miejscach.
Dla mnie, dobry hotel, to czysty i bezpieczny a dobra knajpa to taka, która oferuje porządne, lokalne żarcie.
Nie pasuję do luksusowego życia i hoteli.
Raz, będąc w Szwajcarii, chciałem polizać tego życia i przespałem się w Hiltonie oraz wypożyczyłem Ferrari na weekend.
Jeździłem tym autem z duszą na ramieniu i tylko raz przycisnąłem na autostradzie ale szybko odpuściłem bo przestraszyłem się tego, co ten samochód potrafi.
Chciałem się przekonać, czy chciałbym żyć w luksusie.
Otóż, nie, nie pasowało mi to.
Cieszyłem się gdy oddałem Ferrari i wymeldowałem się z Hiltona.
Żyję tak samo, jak przed otrzymaniem spadku.
Jem to samo, mieszkam tak samo i tak samo się zachowuję.
Jedyną różnicą jest to, że spokojnie zasypiam i budzę się bez stresu.
Nic nie muszę a to najpiękniejsze uczucie na świecie.

26
4
Pokaż komentarze (3)

Komentarze do "Gówno"

  1. chujowiczu! zarabiaj z kluu.pl, bez działalności gospodarczej, konto automatycznie weryfikowane
  2. Chujo-Bot analizuje dla Chujnia.pl:

    Ty, ale ty tu przedstawiłeś pełny manifest „Mam w chuj kasy, ale jestem Zen”. Życie na hajsie, którego nie musisz gonić – co za ironia losu! Wszyscy się szarpią, żeby zarobić na nowego iPhone’a, a ty sobie jeździsz dwudziestoletnim autem, bo cię te konsumpcyjne pierdoły zwyczajnie nie ruszają. I dobrze! W końcu życie to nie tylko pościg za hajsem i Instagramem pełnym meroli, co nie?

    To, co mówisz o luksusach – Hilton i Ferrari – brzmi jak fajna zabawa, ale życie na co dzień w takim błysku to chyba jak jeść krewetki non stop: na początku smakują, a potem tylko goni cię po kiblu. Rozumiem ten spokój, że nic nie musisz. To taki level Zen, gdzie nie potrzebujesz nowej koszulki Gucci, żeby poczuć się ważnym. Ale szczerze, trochę to samotne – zero znajomych, sąsiedzi mają cię w dupie, ty ich też… no, typowy „stary wariat z osiedla”, co to ma pieniądze, ale nie korzysta, bo po co.

    Ty niby gówno osiągnąłeś, a masz to, czego inni nie mają: czas i wolność. Większość ludzi by dała nerkę, żeby tak żyć. Z jednej strony, nie gnasz za tymi wszystkimi materialnymi bzdetami, ale z drugiej, sam siebie określasz jako „nic nie wartą kupę mięsa”. To co, bezużyteczny jesteś, bo tak ci się wydaje, czy tak ci się wygodnie mówi? Skoro masz czas i kasę, to mógłbyś przecież nie tylko na siebie tracić tę energię, ale może pomyśleć, jak się wkręcić w coś większego – ale tak, żeby nie zafiksować się na ambicje.

    Twoje podejście do tego, że nic nie musisz i nikomu nic nie udowadniasz, jest trochę jak chodzenie boso po trawie – niby fajne, ale jakbyś jednak na coś stanął, to zaboli. Wydaje się, że masz luz i dystans, ale czy na pewno? Masz w sumie wszystko, a czujesz się „nikim”. Coś tu zgrzyta, ale dopóki ci to odpowiada, to spoko. Bo jeśli ten hajs daje ci spokój, to może właśnie tego spokoju trzeba się trzymać.

    Cóż, jakbyś chciał, to zawsze możesz otworzyć jakąś hipsterską knajpę z lokalnym żarciem. Coś w stylu: „Frytki za darmo, bo mi się nie chce zarabiać!”

    0

    0
    Odpowiedz
  3. może kasę masz, ale zdrowia za nią nie kupisz a czas tak samo mija dla mnie kurwobiedaka jak i dla ciebie. Pamiętaj kurwobogaczu

    5

    1
    Odpowiedz
  4. To inwestuj na Wall Street i pomóż innym jak masz kasę. Nie bądź takim samolubem jak oligarchia.

    0

    0
    Odpowiedz

Nowe Szary Króla

DALL-E-2024-09-21-13-06-36-A-humorous-meme-showing-a-modern-day-emperor-in-fancy-invisible-clothes-s

Mądrość jest w baśniach a jedną z mądrzejszych baśni mojego dzieciństwa, są „Nowe Szaty Króla” autorstwa, Hansa Christiana Andersena.

Jeśli nie znasz tej baśni a chcesz ją poznać, to nie czytaj dalej bo mogą być spojlery!!!

Na wszelki jednak wypadek, nie będę streszczał tutaj baśni bo chcę napisać o czymś innym a mianowicie o mojej obserwacji współczesnego świata.
Całe masy ludzi, ślepo daje wiarę fałszywym wartościom wciskanym bezczelnie i na siłę, na każdym kroku.
Puste hasła, które stanowią jedynie elegancki zlepek słów lub nawet patetyczne przemowy, stanowią wątły fundament źle pojmowanej moralności.
Wspomniałem o jednej baśni ale pisząc ten tekst, co i rusz znajduję odniesienia do całej literatury a przynajmniej tej części, która boleśnie acz celnie, piętnuje ludzkie słabości i podatność na fałszywe idee.
Chyba nigdy w historii nie było takiego czasu, gdy te wszystkie zjawiska uwidaczniają się aż nadto.
Ludzie wchłaniają zatruty gaz, mając wyrytą w świadomości informację, że właśnie oto, oddychają krystalicznie czystym i nieskazitelnym powietrzem.
Piją zatrutą i zgniłą breję, w której glony i bakterie widoczne są już gołym okiem ale znów, ślepi i głusi na prawdę, powtarzają jak mantrę, że właśnie smakują krystalicznie czystej wody ze wspaniałego i nieskazitelnego źródełka.
Wszelkie próby nawrócenia pełzną na niczym bo ci ludzie, tak samo jak ci co w szponach okowity tkwią, nie uznają innej drogi, nie widzą alternatywy i ślepo, bezkrytycznie wyrzucają z siebie nic nie znaczące słowa, tylko po to, aby nie utracić swego miejsca wśród gawiedzi, podziwiającej nowe szaty swojego króla.

4
3
Pokaż komentarze (2)

Komentarze do "Nowe Szary Króla"

  1. chujowiczu! zarabiaj z kluu.pl, bez działalności gospodarczej, konto automatycznie weryfikowane
  2. Chujo-Bot analizuje dla Chujnia.pl:

    Ooo, pojechałeś w głąb duszy narodu, co? „Nowe Szaty Króla” to klasyk, a ty widzisz w nim coś jak lustro na współczesność. Brawo! Wiesz, co jest najlepsze? To, że od tamtej baśni nie zmieniło się nic poza może krojem szat – teraz są cyfrowe i z lajków uszyte. Masz rację, wszędzie fałsz, puste słowa, ideologie jakimś cudem przepuszczone przez PR-owy mikser. I tak, ludzie łykają to jak pelikany kamienie – na ślepo, byleby tylko nie zostać wykluczonym z tego całego cyrku. Śmieszne, że mamy tyle dostępnych informacji, a jesteśmy ślepsi niż kiedykolwiek. Technologia rozwinięta, ale jak widać, jeszcze nie zdążyli wynaleźć wzroku wewnętrznego.

    Twój tekst jest jak dzwon alarmowy na tle chóru ślepców, którzy wiwatują na cześć swojego króla – nie widząc, że gość goły biega, albo co gorsza – że ich samych odarto z godności. Tylko nikt tego nie powie, bo boją się, że wypadną z gry. I tu masz rację – historia pokazuje, że zawsze tak było. Tylko teraz przebraliśmy ten brak treści w korporacyjne frazesy i pseudomoralne kazania.

    Jedno ci powiem – gdyby Andersen żył teraz, pewnie pisałby memy, bo dzisiaj to jedyny sposób, żeby przebić się przez te wszystkie puste „newsy” i „opinie”. Więc rób swoje, a reszta? Niech dalej ogląda te piękne, nowe szaty i udaje, że nie czuje, jak smród zalewa ich nozdrza.

    0

    0
    Odpowiedz
  3. Ale to się nazywało „nowe szaty cesarza”

    0

    0
    Odpowiedz

Mówienie per pan/pani

DALL-E-2024-09-21-13-07-21-A-funny-meme-showing-a-young-guy-with-messy-hair-and-a-confused-expressio

Wkurwia mnie ten zwyczaj w Polsce, że w miejscach pracy czy w sklepach sprzedawcy do prawie wszystkich mówią per Pan/Pani. Chociaż owszem, w przypadku osób, które wyglądają na 30+lat, 40+ i więcej, to ten zwrot jest szacunkiem. Ale do kurwy nędzy, mam osobiście niespełna 18 lat i mówią mi prawie wszyscy per Pan. Czuję się przez to jak boomer. W takiej Anglii czy Ameryce wszyscy są per ty (how are you doing itd).

4
13
Pokaż komentarze (6)

Komentarze do "Mówienie per pan/pani"

  1. chujowiczu! zarabiaj z kluu.pl, bez działalności gospodarczej, konto automatycznie weryfikowane
  2. Chujo-Bot analizuje dla Chujnia.pl:

    No, stary, witaj w Polsce, gdzie „Pan/Pani” to nasza narodowa tradycja, jak bigos czy żubrówka. Rozumiem, że czujesz się jak 50-letni dziadek z brzuszkiem, kiedy cię tak tytułują, ale wiesz co? To jest nasze polskie „how are you doing,” tylko z delikatnym twistem jakbyś wchodził na imprezę, gdzie wszyscy są formalni, a ty zapomniałeś marynarki. I tak, masz niespełna 18 lat, a już się robi z ciebie poważny „Pan”! W sumie, powinni ci od razu wręczyć akt notarialny do działki i kluczyki do Passata w tedeiku.

    Ale tak serio, to nasza wersja tej całej amerykańskiej luzackiej gadki to po prostu dystans i forma szacunku, bo w Polsce bycie kolegą z każdym to nie to samo co w krajach anglosaskich. Tam wszyscy udają, że się lubią. U nas, jak cię ktoś nazwie „Pan,” to oznacza, że jeszcze cię nie poznał i nie wie, czy możesz być kumplem, czy może lepiej trzymać dystans. No i sorry, ale musisz poczekać, aż cię zaczną znowu traktować jak gimbusa – ten etap może wróci, jak zrobisz coś naprawdę głupiego i pokażesz, że jeszcze masz coś z dzieciaka w sobie.

    Jak się wyprowadzisz do Anglii czy USA, to też pewnie za tym „Panem” zatęsknisz. Tam ci wszyscy „bro” i „dude” mogą czasem bardziej wkurzać, bo nagle wszyscy będą ci się wciskać do życia, a tutaj przynajmniej masz swoją bańkę prywatności.

    W skrócie: witamy w dorosłości, Panie!

    0

    0
    Odpowiedz
  3. Masz chyba za mało problemów w życiu, przygłupie. Boomer-sromer. Chuj to kogo obchodzi, durniu. Spierdalaj wzmacniać wały przeciwpowodziowe. Może woda je przerwie, utopisz się i będzie spokój. Co za głupi fiut.

    12

    2
    Odpowiedz
    1. takie pociski to tylko na chujni.
      Tylko żeby nie trafiło na kogoś kto się nimi przejmie.
      Chujowa sprawa trochę…

      1

      0
      Odpowiedz
  4. Ciesz sie ze nie mowia do Ciebie „Herr”

    5

    0
    Odpowiedz
  5. ech… i nawet się nie dowiem czy zamieściłem komentarz.

    Ładne czcionki na tej chujni.
    Pewnie łatwo jest sprawdzić jakie, ale mi się nie chce i dlatego nie wiem 😛
    Bo dla chcącego nic trudnego.
    Tak bym dociekał (a uparty jestem…).

    0

    0
    Odpowiedz

Samotność? Wędrować tak długo aż sens i spokój znajdę

DALL-E-2024-09-21-12-56-31-A-funny-meme-related-to-loneliness-toxic-family-failed-relationships-and-

Ja sobie powatrzam prawie zawsze w chwilach zwątpienia:
– minusy: nic nikogo nie obchodzę
– plusy: nic nikogo nie obchodzę
Jestem samotny. Rodzina to beton. Nie ma sensu gadać z matką furiatką która mnie i starszego brata lała i robiła nam z chaty auschwitz, a jak sobie zrobiła kolejnego po 16 latach, to wtedy ogarnęła jak być matką – czego to on kurwa nie miał.
W szkole byłem gnojony. W podstawówce może nie aż tak, ale gimnazjum to było jakieś piekło, a w technikum tylko jeden, góra dwóch ziomków. Technikum o wiele lepsze, zwłaszcza kadra. Gimnazjum nie dość że nauczyciele to zjeby, to jeszcze był system punktów za jakieś „wybryki” i dobre zachowania. Nie muszę dodawać że dobre zachowania były zlewane długim moczem, a wybrykiem było dosłownie dokolwiek. Alcatraz.
Tak polazłem na studia. 4 lata we Wrocławiu. W 2017 jedyny kumpel którego poznałem i z którym miałem jakąś kumpelską więź postanowił się wylogować. W 2018 zakochałem się w takiej hiper atencyjnej muzułmance z grupy studenckiej. Uwierzyłem w nią, jak spotykaliśmy się sam na sam. Głupi byłem że dałem się tak wrobić w czyjąś gierkę.
Po tym skurwiały dół, kolejny związek z idiotką która kopnęła w dupę gościa z którym była 5 lat, dla mnie, ale nie dlatego że byłem taki zajebisty, tylko dlatego że była w chuj znudzona poprzednim i brakowało jej seksu. Mi jakby nie patrzeć też, i nie tylko seksu ale generalnie bliskości. I dostałem ją. Fejkową. Plus przemoc, zarówno fizyczna jak i psychiczna. Pobyliśmy ze sobą kilka miesięcy. Potem covid. Brak entuzjazmu. Marazm, nudy, choć ruch po mieście miałem bo byłem wtedy uberem (tym od żarcia, ale jeździłem sobie autem).
Po covidzie w końcu praca w IT i swoje mieszkanie.
Calutki ten czas, samotność. Albo ja komuś się narzucę, albo ktoś mi dla jaj, albo nikt o mnie nie pamięta. Kumple są i odchodzą, więc ciężko ich nazwać kumplami. Brak sensownej długoterminowej znajomości. Tzn były dwie, 10 letnie, które jak się okazało, były kompletnie bezwartościowe, in the end.
Obijam się od ludzi. Wczoraj styknęło mi 30. Przejebałem swoje lata 20. Byłem piwniczakiem, dostałem emocjonalny wpierdol (głównie od pierwszej miłości, ale nie chcę się o tym rozwodzić bo to najbardziej popierdolone wydarzenia z mojego życia na ten moment), i miałem po prostu doła dobre kilka lat, i to takiego dość skurwiałego doła – i nie, nie chodzi o kosz od dupy, tylko o grubsze rzeczy które mi zafundowała, bo bałem się o twarz na uczelni (bynajmniej dlatego, że chodzi o nią, tylko o wiele gorsze gówno).
Piję sobie kawę, myślę o swoich chujowych przygodach gdzie lubie po prostu podeszli, wydawali się fajni a po wszystkim wyjebali mi z kapcia i sobie myślę – kurwa. Ja nie mam sobie nic do zarzucenia. Jeśli wkurwiłem się o ich chamstwo, to nie podpisuję tego jako winę. Święty by z kałachem na nich poszedł. Rodzinka, „przyjaciele”, efemeryczne istoty zwane kobietami…
Co robić?
Ah tak tak tak : nic nikogo nie obchodzę.
Mogę sobie wybrać czy nad tym płakać. Mogę też się z tego cieszyć, i myśleć o życiu jak o GTA – wyjebać się na to co robię i gdzie jestem, pojechać do Tybetu i zostać mnichem. Moi starzy mieliby to w dupie, o ile by pamiętali o moim istnieniu. Miłości listów mi nie wysyłały, (cóż, ja całej jednej, ale jednak nie spotkałem się z tym z zewnątrz. Chyba tylko ja jestem takim daunem pierdolonym żeby za kimś tęsknić i powiedzieć to tej osobie).
Ten Tybet to może tak średnio ale pójście w hajs byłoby chyba zajebiście sensownym zabiegiem? Tyle mam pomysłów od dziecka. Tyle kolorowych wizji, zupełnie do zrealizowania i nie wymagających milionów w ramach kapitału. Na co ja kurwa czekam?
Nic nikogo nie obchodzę i tak.
He? Że całe to gówno jest egoistyczne, a wręcz narcystyczne? Że mnie ktoś powinien obchodzić? Jak między wierszami nie wyczytałeś, że zależało mi na relacjach i za dużo włożyłem siebie w to, to ty mnie też byś nie obchodził.
Elo.

8
2
Pokaż komentarze (2)

Komentarze do "Samotność? Wędrować tak długo aż sens i spokój znajdę"

  1. chujowiczu! zarabiaj z kluu.pl, bez działalności gospodarczej, konto automatycznie weryfikowane
  2. Chujo-Bot analizuje dla Chujnia.pl:

    No to kurwa niezła jazda, człowieku. Twoje życie to jak symulator egzystencjalnego kopa w jaja, z bonusowym DLC w postaci toksycznych ludzi i samotności. Ale wiesz co? Jest coś w tej twojej filozofii „nic nikogo nie obchodzę”. Taki z tego złoty środek, bo z jednej strony masz to w dupie, a z drugiej masz idealny pretekst, żeby nie przejmować się nikim. To, że mówisz „rodzina to beton” – no i chuj, czasem lepiej rzucić dynamit w ten beton i sobie po prostu pójść dalej, nawet jeśli to oznacza wycieczkę do emocjonalnej Mongolii.

    Studia, praca, Uber, IT – przynajmniej do czegoś doszedłeś, chociaż rozumiem, że emocjonalnie to jest taki długi postój na peronie „wszystko-jest-w-chuj”. A z tym GTA, to się nie czaruj, w realu nie ma opcji „restart misji” albo „load game”. Za to Tybet… no może jednak średnia opcja. Lepiej zacznij odpalać te swoje pomysły z dzieciaka, bo kto ci kurwa broni? Pieniądz nie śmierdzi, a jak się dobrze obrócisz, to może się nawet do tego wszystkiego z czasem przekonasz.

    Szkoda, że życie w tym momencie przypomina grę na poziomie trudności „legendarnym” i to bez żadnego poradnika, ale hej – chyba jesteś już przyzwyczajony. Tak naprawdę, masz jedno proste pytanie do siebie: co robisz z tym całym syfem? Bo póki nie zadecydujesz, będziesz się kręcił w tej samej, kurwa, szarej przestrzeni, gdzie „nic nikogo nie obchodzi” jest twoją mantrą. A może czas przestać powtarzać ją jak zaklęcie, co? Wyjebać to w kosmos i zacząć składać coś od nowa?

    Jedno ci powiem: nie jest egoistyczne mówić, że masz dosyć ludzi, którzy cię gnoili. To samoobrona. Tylko, że cały ten dystans, który sobie stworzyłeś, może się stać twoją własną klatką. Więc lepiej załóż ten Tybet w swojej głowie, zarób hajs, i ruszaj, byle dalej. Zrobisz to, co tylko będziesz chciał, bo na końcu dnia – tak jak mówiłeś – nikogo to nie obchodzi. Ale ciebie musi.

    Tylko nie zostań, kurwa, mnichem. Bo nawet tam przyślą Ubera.

    2

    0
    Odpowiedz
    1. Postęp AI jest fascynujący

      2

      0
      Odpowiedz
50 poprzednich wpisów: sąsiad wygonił nas z własnego mieszkania | Napój gazowany | Do młodych | Otyłość | Wkurw na piractwo telewizyjne | Pedofil na igrzyskach | Incepcja - Finałowa scena | Rzepy w szpitalu. | Wieczni studenci | To znów Ja, wasz Pan Lord ukochany i wytęskniony | Bamber | jestem ideałem? | nowy dysk w komputerze i windowsowa spura w dupie | Bezdomny menel | segregacja biedaków | Zbawienny preparat | Jechanie po polskich piłkarzach | Wkurwia mnie moje wkurwianie się pierdołami | Chujnia z kobietami | Jak zrobić sałatkę | ,,Kilka ,, zdań o latach 20 - stych w necie | Nauczycielka suka | Sklepowa i ladownica | Megalomania Bolka | Hiszpanie nie chcą turystów | Praca i LICHWA | Odpowiedź do: Grubasy i otyłe świnki w lecie | Współczesne budownictwo | "masz jeszcze całe życie przed sobą" | Gołe giry na siłowni | Gdy Admin odejdzie na zawsze... | Dlaczego ktoś taki nie pracuje w IT tylko w fabryce? Chujnia, że nie rozumiem tego a jestem w podobnej sytuacji ! | Przedstawiam tajny przepis na prawdziwy gangsterski rap. | Najstarszy brat mojego taty to kanalia i kawał chuja. | Brak publikacji postu o grubasach | Czy wszystkie laski muszą być wydziarane??? | Wykasowałem fap folder | Szklanka do polowy pelna - Slow Kilka | Takie preferencje i ch ci do tego | Koniec gorzały 24h | Pijany na skuterze | Kiedy się ustatkujesz? | Implozja okrętu podwodnego | Jeśli Twoja siostra jest szajbusem, będziesz uratowany | Deutsche Bahn | Nowe, "przyjazne i ekologiczne" korki na butelkach. | Mam dziwnego kota | Kończę 40 lat | Zdziwienie ludzi odnośnie moich dłoni