Depresja

Wiedzieliście, że jebana depresja jest dziedziczna? Taa, ja też nie. Otóż jest. Od dawna wiedziałam, że coś jest ze mną cholernie nie tak. Moja babcia miała depresję i 9 żyć, mianowicie próbowała się zabić, aż dziewieć razy, udało jej się za dziewiątym. Chorowała na depresję, zajebiście, akurat pokoleniowo przeszło to na mnie. Wolałabym mieć pieprzonego raka. Chociaż w sumie nie. Wolałabym być jakimś pojebanym optymistą. Nie polecam tej zjebanej choroby, tym bardziej, że nikt z otoczenia nie wie, jak się obchodzić z taką osobą, nie wiedzą, że wszystko kurwa biorę dosłownie, jak mam się nie zajebać, kiedy właśnie moja przyjaciółka powiedziała mi: „wszyscy mają cię dosyć, weź ze sobą skończ, tylko zrób to dobrze, żeby nie było z tobą problemów jak zostaniesz warzywem”. No, kurwa! Właśnie w tym momencie patrzę na swoją zapłakaną morde w lustrze i myśle jak najlepiej się zajebać… Jebana depresja. Plus do tego zawsze byłam, jestem i (jeśli będę tchórzem i się nie zajebie) będe mistrzynią narzekania i robienia wielkiego problemu z rozlanego mleka. Świetna depresja dodatkowo daje mi multum powodów do narzekania i do rozmyślania nad eutanazją, bo samobójcy też mnie wkurwiali, od zawsze, dlatego szukam kurwa mordercy na zlecenie, bo psychiatrzy już mi nie pomagają, tylko drażnią jeszcze bardziej. Pozdrawiam, kurwa. PS Nie, nie chodzę do gimnazjum, jestem po studiach, a co lepsze psychologicznych, niezły paradoks.

0
1